Co nas rozczarowało w 2021 roku?

Rozczarowania 2021
Rozczarowania 2021

Naszych rozważań ciąg dalszy, tym razem przypatrujemy się rozczarowaniom tego roku. Nie zabrakło naszych uwag dotyczących pojedynczych tytułów, jak i wydawców. Dajcie znać w komentarzach, co Was najbardziej zawiodło w tym roku. Miłej lektury!

Zobacz jeszcze:

Rozczarowania roku

The Ascent

The Ascent

Jakub: Żadna gra nie złamała mi serca w tym roku tak bardzo jak The Ascent. Zaryzykuję stwierdzenie, że to najpiękniejsza produkcja minionych dwunastu miesięcy. Cyberpunkowy klimat wylewa się z ekranu, a dbałość o szczegóły nie przestała mnie zadziwiać aż do napisów końcowych. Niestety, ekipa z Neon Giant nie dała rady wpleść w tę oprawę ciekawego gameplayu. W moim odczuciu, postawienie praktycznie wyłącznie na strzelanie, okazało się ogromną stratą potencjału. Fabuła The Ascent jest nieciekawa i kiepsko podana. Świat okazał się być pusty i nic nie zachęca do jego eksploracji. Monotonna rozgrywka wyszła mi bokiem już po kilku godzinach. Przyznaję, że The Ascent kończyłem na raty bardzo rozłożone w czasie, jednak przy każdym powrocie nie mogłem nadziwić się, jak fenomenalnie wygląda ta produkcja. Twórcom życzę jak najlepiej i chciałbym, by spróbowali wykorzystać, to co już stworzyli, ale zmierzyli się z bardziej ambitnym gatunkiem.

1.superhot

Autocenzura SUPERHOT VR

Robert: To trochę temat #nikogo, ale był dla mnie tak absurdalny, że aż muszę się nim podzielić. W lipcu tego roku autorzy SUPERHOT postanowili ocenzurować własną grę. Nikt im tego nie nakazał, nikt nie wymusił prawnie, nie było nawet wielkiej akcji, by pomóc im w decyzji. Nie, obudzili się pewnego dnia i postanowili, że wytną z gry kilka fragmentów. Chodzi o sceny samobójstwa, które w VR faktycznie mogły być nieprzyjemnym doświadczeniem, gdy musieliśmy strzelić sobie w głowę z wirtualnego pistoletu. Całkowicie rozumiem motywacje, ale efekt jest totalnie głupi. Na początku autorzy wprowadzili przycisk, by pominąć te sceny. I na tym należało poprzestać! Kto chce strzelić sobie w łeb, niech to zrobi. Kto jest wrażliwy, to niech pominie scenę. Tylko tyle i aż tyle. Ale jak to mówią, nadgorliwość gorsza od faszyzmu i po jakimś czasie sceny te zupełnie usunięto, argumentując decyzję bzdurnymi frazesami o byciu lepszym od siebie samego z przeszłości. Wpis na Steam obwieszczający tę informację ma zero polubień, a recenzje z tamtego okresu pikują w dół. Były to sceny kluczowe dla narracji i fabuły gry, więc decyzja o ich usunięciu tym bardziej jawi się jako strzał w stopę i spłycenie własnego dzieła. Niestety Polacy dali nam jawny przykład wad cyfrowej dystrybucji. Jak się komuś odwidzi, to może swój własny produkt wykastrować po premierze. A my autocenzurze w świetnych grach mówimy stanowcze nie.

Recenzja SUPERHOT: Mind Control Delete

GTA The Trilogy The Definitive Edition e1634917525238

Grand Theft Auto: The Trilogy – The Definitive Edition i Rockstar Games

Konrad: Ja wiedziałem, że tak będzie! Już pierwszy zwiastun nie napawał mnie zbyt wielkim optymizmem, więc kupna odświeżonej trylogii w żadnym wypadku nie planowałem. Mimo to, kiedy światło dzienne ujrzał efekt prac Grove Street Games, nie mogłem nie czuć się zawiedziony. I nawet nie chodzi tutaj o samą grę i jej fatalny stan, którym internet przez kolejne tygodni katował mnie w ramach różnego rodzaju kompilacji błędów. Najbardziej w tym wszystkim bolało mnie to, że Rockstar Games, stanowiący niegdyś jeden z filarów branży i będący synonimem gier najwyższej jakości, w ostatnim czasie kompletnie zmienił swoje oblicze. Wprawdzie w przeciągu całego 2021 roku wiele z uznanych marek spadło z piedestału, ale to los Rockstara boli mnie najmocniej, bo to właśnie dzięki ich grom zafascynowałem się światem wirtualnej, interaktywnej rozrywki.

Ubisoft nowe logo

NFT od Ubisoftu

Robert: 95% negatywnych ocen na YouTube. To coś znaczy, co nie? Ludzie nie lubią NFT, a mimo to wielkie firmy pokroju Ubisoftu starają się wcisnąć je buciorami, by jeszcze mocniej przerobić swoje produkcje na gry-usługi oferujące tonę pierdołowatych przedmiotów kosmetycznych i mikrotransakcji. Ale czym w ogóle jest to NFT? Na przełomie lat 80 i 90 istniał projekt International Star Registry, który umożliwiał zakup certyfikatu do nazwy gwiazdy. Wpisywali cię do książeczki, a ty mogłeś się chwalić świstkiem papieru, który potwierdzał nabycie prawa do nazwy. Problem w tym, że nie były one oficjalne, bo prawa do nich posiada tylko Międzynarodowa Unia Astronomiczna. Ludzie kupowali certyfikat, którego nikt nie egzekwował. Było to legalne? Było. Bezużyteczne? No tak. Głupie? Głupie, ale ludzie to kupowali. NFT jest tym samym mechanizmem. Firmy starają się wytworzyć marketingową dezinformację o posiadaniu przedmiotów na własność, decentralizacji rynku, możliwości odsprzedaży i tak dalej. Problem w tym, że to bujdy. Nie jesteś właścicielem zasobów gry. Gdy Ubisoft zapragnie zamknąć grę, możesz sobie pomachać na pożegnanie do cyfrowego modelu. Nie kupujesz przedmiotów, kupujesz token na przedmiot. Bezużyteczny cyfrowy zapis, który ma zerową wartość dopóki ktoś nie postanowi nim spekulować na giełdzie. To tak, jakbyś posiadał paragon na dzieło sztuki, które każdy ma w swoim domu i o ten paragon mają się wszyscy zabijać. Bez marketingowej papki NFT nie istnieje, bo tokeny NIKOGO nie obchodzą. Sprzedawać przedmioty można bez nich. Uwierzcie mi, poradzili z tym sobie polscy gimnazjaliści handlujący na Allegro przedmiotami do Metina 2. Realnie na NFT zarabiają tylko spekulanci i pralnie pieniędzy. Nie, ty nie, szary użytkowniku. Technologię da się wykorzystać w dobry sposób, ale w obecnej formie sprowadza się do oszukiwania ludzi, by ci kupowali szkaradne obrazki małp. Branża gier nie budzi nadziei, że coś się w tym przypadku zmieni. Do zabawy włączył się już złotousty Peter Molyneux i twórcy Stalkera 2, który zachowali godność i wycofali się rakiem z pomysłu dzięki masowej krytyce społeczności. Wiem, że ktoś się ze mną nie zgodzi, dlatego dajcie argumenty. Dopóki nie poznam realnej zalety, to będę twierdzić, że jest to zwykłe oszustwo. Szkoda tylko, że prekursorem jest Ubisoft, który na początku tego tysiąclecia był jedną z najlepszych firm produkujących gry. Dziś jest ledwie wydmuszką do taśmowej produkcji nijakich tytułów, którą są klonami klonów, a i smród skandali staje się coraz dotkliwszy.

Sony Playstation 5 akcesoria dla graczy

Dostępność nowych konsol i wiocha ze Switch OLED

Kamil: Jednym z największych rozczarowań 2021 roku jest przedłużający się problem z dostępnością nowych konsol od Sony i Microsoftu. Choć Japończycy co jakiś czas chwalą się świetnymi wynikami sprzedaży PlayStation 5, to konsoli próżno szukać na półkach sklepowych popularnych elektromarketów. Nieco inaczej wygląda sytuacja w sieci, gdzie co prawda codziennie pojawiają się nowe oferty na PS5, jednak po znacznie zawyżonych cenach i w pakiecie z grami oraz peryferiami, których nie musimy potrzebować. Dużo lepiej nie wygląda sytuacja w przypadku platform Microsoftu – dostanie gołego Series X w cenie premierowej jest już od kilku miesięcy niemożliwe, a sytuację ratuje nieco Series S. Dzięki filigranowej konsoli, która miała być kulą u nogi Xboxa i problemem dla deweloperów, Microsoft wychodzi z problemów wywołanych pandemią obronną ręką. Niespodziewanie gabaryty, cena i przede wszystkim dostępność na półkach sklepowych, sprawiły, że Xbox Series S stał się prawdziwym sprzedażowym hitem okresu świątecznego. Nie jest to jednak nextgenowa rzeczywistości, jakiej oczekiwaliśmy i co smutne, nic nie zapowiada by w 2022 rok pod względem dostępności oraz cen nowych konsol, miało się coś zmienić. W nieco innej sytuacji jest Nintendo, które jednak również zaliczyło w tym roku niemałą wtopę wypuszczając nową rewizję Switcha. Choć gracze oczekiwali Nintendo Switch 2.0 z nieco odświeżonymi bebechami, Japończycy szybko ich ściągnęli na ziemię. Nowa wersja hybrydowej konsoli kryjąca się pod niezbyt tajemnicza nazwą Switch OLED jest wyposażona…w wyświetlacz OLED. W końcu konsola Nintendo pod względem wyświetlania obrazu może się równać z PlayStation Vita z 2011 roku oraz z moim smartfonem za 800 zł, który jednak ma znacznie wyższą rozdzielczość. Tak wiem, nowy lepiej święcący wyświetlacz to nie wszystko. Nowa konsola ma jeszcze węższą ramkę, więcej pojemności, bo aż 64 GB! (kartę 128 GB kupicie na promce już za 60 zł) no i stabilniejszą nóżkę. Jeśli nie wymieniłem jeszcze kilku nieistotnych nowości, za które warto dopłacić kilka stówek, to nie przeproszę, bo nie jest mi z tego powodu szczególnie przykro. Oczywiście nie byłbym skory do uszczypliwości, gdyby Nintendo obniżyło cenę poprzednich wersji konsoli, Japończycy jednak znani ze swojego skąpstwa sprzedają Switcha OLED w wyższej cenie, niż jego pierwszy model w dni premiery w 2017 roku. Jak dla mnie wstyd, hańba i wiocha na całego, ale fani Nintendo w Polsce nie takie upokorzenia przełkną, wszak Switch pomimo swojej niewątpliwie popularności w kraju nad Wisłą, wciąż nie doczekał się polskiej wersji językowej systemu konsoli.

Tagi: