Gramy w Persona 5 – pierwsze wrażenia

Persona 5 jest tak dużym tytułem, że przed opublikowaniem recenzji postanowiliśmy podzielić się z Wami pierwszymi wrażeniami.

Bartosz Zając | @_CORTARE_ | | Przeczytasz w 7 min.

Persona 5 zapowiadała się na najlepszego JRPG’a wydanego w przeciągu co najmniej 10 ostatnich lat. Jak wypada jednak w praktyce?

Gdyby ktoś mnie w tym momencie spytał, co będzie moim GOTY, już teraz bez namysłu odpowiedziałbym, że właśnie ten tytuł. Gdy tylko po krótkim wprowadzeniu zaczyna się rozgrywka, Persona 5 nie bierze jeńców. Naszym oczom ukazuje się wyjątkowy art-style, który ciężko porównać do jakiejkolwiek innej produkcji. Świetna kolorystyka i lokacja, a my dodatkowo będąc wrzuceni w sam środek akcji, od razu poznajemy wiele nowych elementów. Pierwszym z nich jest rozbudowanie lokacji, w których wykonujemy nasze misje. Już w trakcie samego początku jesteśmy zmuszeni do przeskakiwania po różnego rodzaju platformach by wydostać się z opresji. Dodano także elementy skradankowe, które przyjemnie urozmaicają całość i zapowiadają coś naprawdę różnego na tle poprzednich odsłon. Pierwszy większy dungeon, w którym się pojawimy, na wstępie zachwyca swoim wyglądem i szczegółowością. Ciągle mając w pamięci monotonne piętra w poprzednich częściach, przy Persona 5 szczęka automatycznie spadła mi na ziemię.

Walka, z którą będziemy mieli do czynienia, jest tak samo przyjemna, jak wcześniej. Mamy tutaj do czynienia z tradycyjną personą, ale z bonusami, więc nie mogło być inaczej! Poza mieczem i personami, w trakcie starcia będziemy mogli także walczyć za pomocą broni palnej, która działa na zasadzie szybkiego wciskania przycisku odpowiadającego za atak. Daje to jeszcze więcej możliwości w kwestii dręczenia naszych wrogów, wykorzystywania ich słabości, fajnie poszerzając przy tym nasz arsenał. Na uwagę zasługują również tła w trakcie potyczek oraz design wrogów. Będąc świeżo po ograniu Persony 4 na PS2, po prostu nie mogłem wyjść z podziwu, jak świetnie to wygląda. Klimat aż wylewa się z ekranu, wrogowie robią wrażenie, a persony zachwycają jak nigdy dotąd. Dobrze znani nam przeciwnicy z poprzednich części nabierają teraz takiej mocy, że aż jeszcze bardziej niż zwykle chce się ich likwidować. Zresztą, samo ujęcie postaci po rozpoczęciu walki wraz z charakterystyczną dla tej odsłony czcionką prezentuje się okazale. Dodatkowo całość uzupełnia soundtrack Shoji Meguro, który po raz kolejny niesamowicie wkręca nas w grę i zachęca do stoczenia niezliczonej ilości walk.

Bardzo pozytywne wrażenie wywarło na mnie również jak dopracowano normalne życie, to poza dungeonami. Gdy musimy dojść do domu, w którym będziemy mieszkać, przechodzimy przez prawie jak żywe fragmenty Japonii. Dzielnica, do której wchodzimy, wypełniona jest ludźmi, a cała architektura jak i jej układ i wygląd sprawia, że nie sposób się napatrzeć i ruszyć dalej. W trakcie pierwszej godziny byłem też w niemałym szoku, gdy mając dotrzeć na pociąg, który zawiezie mnie na rozpoczęcie roku szkolnego, zgubiłem się na dworcu! Przez kilka minut szukałem odpowiedniego przejścia i peronu, podsłuchując tu i tam co chwilę jakieś rozmowy. Tak sobie zwiedzając ograniczoną na początku liczbę lokacji, już wtedy uświadomiłem sobie, że właściwie pod każdym względem otrzymaliśmy taką Personę, jaką mogliśmy sobie wyobrażać w czasie ogrywania trójki oraz czwórki i to jest naprawdę piękna sprawa. W trakcie eksploracji mijając ciągle naprawdę wielu ludzi i chodząc sobie powoli w stroju uczniowskim po charakterystycznych lokacjach, całkowicie można zanurzyć się w klimacie Japonii.

Pod względem fabularnym pierwsze godziny jakoś bardzo nie zaskakują, co jednak przy grze tego kalibru i pewnej stałej formule wcale nie powinno dziwić. Pierwsze godziny to tylko wprowadzenie do tego, co nas będzie czekać. Po raz kolejny przyjeżdżamy do jakiegoś miejsca na rok i ponownie zaczynają się w nim dziać dziwne rzeczy. Początek to taki miks kilku person z naleciałościami mało znanego, ale równie świetnego SMT: Devil Survivor z NDS’a, wprowadzający odpowiednio w klimat całej serii, jak i w trzon rozgrywki. Tajemnicze wydarzenia, coś co nas przerzuca w dziwne miejsca, cały rok w innym mieście – klasyka jak się patrzy. Jednak jest ona tak zrealizowana, że ani trochę to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, zachwyca jeszcze bardziej. Całość porywa nas swoim rozmachem, stylem i po raz kolejny świetną turową walką. Ciężko nie myśleć o tym, co będzie się działo dalej, gdy już sam początek uderza w nas z tak ogromnym impetem!

Persona 5 na tle poprzednich części dla odmiany mocno wyróżnia się dobrze przemyślanym tempem akcji. Spokojniejsze fragmenty w odpowiednim momencie przeskakują w piękne przerywniki i w zakręcone, personowe wątki. Co chwilę czymś jesteśmy zaskakiwani, co sprawia, że z minuty na minutę coraz bardziej wciągamy się w ten świat. Dodatkowo nasza postać, mając wyrok w zawieszeniu, wprowadza do gry całkowicie inny klimat. Nie jesteśmy już jak np. w czwórce postacią, którą każdy chce poznać. Teraz jesteśmy przestępcą, którego każdy się boi i nikt nie może pojąć, dlaczego w ogóle zostaliśmy przyjęci do szkoły. Wprowadzamy zamęt, strach i właściwie dezorganizujemy całą placówkę swoją obecnością. Takie podejście do rozgrywki wprowadza spory powiew świeżości w serii, po raz pierwszy stawiając nas w roli outsidera. Mam nadzieję, że wspomniane tempo rozgrywki utrzyma się do samego końca, ponieważ niektóre przestoje w ostatniej odsłonie serii, choć budowały m.in. przywiązanie do postaci, po pewnym czasie zaczynały stawać się męczące.

Warto jeszcze wspomnieć o angielskim dubbingu, bo japoński pojawi się dopiero po premierze. Można by stwierdzić, że tragedii nie ma, ale jeszcze do końca nie jestem co do niego przekonany. Miałem już jeden taki moment, że zabolały mnie od niego zęby, ale na szczęście więcej razy się to jak na razie nie przydarzyło. Nie natrafiłem również jeszcze na taką postać, którą najchętniej bym wyciszył albo by coś mnie w niej drażniło, więc tak, to może być dubbingowy poziom z 3-4. Persona 5 na ten moment zapowiada się na mocarnego kandydata do GOTY oraz moją grę generacji. Król JRPG’ów powrócił, dostarczając Ultimate Personę oraz JRPG’a idealnego. Każdy aspekt tej gry niesamowicie mnie urzeka, nie pozwalając oderwać się od konsoli, a jak już to się uda, to ciężko przestać myśleć o tym, kiedy znowu do niej zasiądę. Piątka jest absolutnym spełnieniem marzeń fanów, jak i idealnym miejscem dla nowych graczy, by zapoznać się z tą serią. Skoro już sam początek tak na mnie wpłynął, aż strach pomyśleć, ile dobra pojawi się w kolejnych godzinach. Po japońskiej premierze docierało do mnie wiele głosów, które wskazywały, że stopniowo jest coraz lepiej i lepiej więc mam nadzieję, że tak właśnie będzie!

Jeśli choć trochę czujesz się zainteresowany tym tytułem, nie zwlekaj z kupnem ani chwili dłużej!

Wczesna recenzja Persona 5 – galeria

(gra po prologu blokuje opcję share)

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch

POLECAMY

Łowcy Trofeów