Avengers: Koniec gry – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 6 min.
Avengers: Koniec gry1

Czegoś takiego w kinie jeszcze nie było. Wydawałoby się, że ubiegłoroczna „Wojna bez granic” przesuwa granicę kina rozrywkowego w zupełnie nową stronę. W końcu otrzymaliśmy film, w którym pojawiają się wszyscy najważniejsi bohaterowie uniwersum tworzonego pieczołowicie przez ponad dekadę. Jednak zakończenie filmu jasno wskazywało, że po dwunastu miesiącach „Avengersi” powrócą i to z obrazem, który zakończy pewną erę, na której wychowało się kilka pokoleń widzów. „Koniec gry”, to nie jest po prostu kolejna część „Avengersów”, kolejny odcinek Kinowego Uniwersum Marvela, a jedyne w swoim rodzaju popkulturowe wydarzenie, które na wielu frontach zmieni obecny układ. „Avengers: Koniec gry” to ewenement, tworzący zupełnie nowy precedens.

Bardzo trudno jest opowiadać o filmie unikając nawet najmniejszych spoilerów. Od pierwszej minuty seansu jesteśmy świadkami wydarzeń, których zdradzenie byłoby ciężkim moralnym grzechem. Niedługo później nadchodzi kolejna ważna scena, a po niej kolejna i tak w zasadzie do końca tytułowej gry, w której uczestniczą bohaterowie, a my razem z nimi. Ważność poszczególnych scen i poczynań bohaterów bierze jednak swoje podłoże z zupełnie innych narracyjnych źródeł, niż robiła to „Wojna bez granic”. Czwarta część „Avengersów” pod każdym względem różni się od filmu sprzed roku. Tym razem dostajemy obraz złożony z trzech odrębnych części, a nie jak poprzednim razem, gdzie jedna scena akcji goniła drugą i czasu na wytchnienie praktycznie nie było.

Avengers: Koniec gry2

Dzięki ograniczonej liczbie postaci, twórcy mieli więcej czasu, aby skupić się na emocjach bohaterów. Wydarzenie z końca „Wojny bez granic” naznaczyło każdego, bez względu na jego moce czy doświadczenia. To właśnie na reperkusjach działań Thanosa skupia się cały pierwszy akt filmu. Każdy próbuje radzić sobie z nimi inaczej, ale wszystkich łączy żałoba oraz poczucie winy, że należało zrobić więcej. Widzimy więc, jak niektórzy się poddają, lub popadają w skrajność, inni zaś starają się za wszelką cenę odnaleźć sposób na odwrócenie tragicznych wydarzeń. Otwiera to zupełnie nowe możliwości na kreacje, wydawałoby się, doskonale znanych bohaterów. Bracia Russo z tego korzystają, aby ujawnić inne oblicza ikonicznych dla uniwersum postaci.

Cały „Koniec gry” obfituje w masę nawiązań i analogii do poprzednich filmów (jak i komiksów) oraz fanserwisu, który z pewnością spełnia kilka życzeń fanów. Najbardziej jest to odczuwalne w drugim akcie filmu, gdzie jak nigdy wcześniej, przyda się znajomość uniwersum. Jest to też ta część filmu, którą można byłoby nieco skrócić i przyśpieszyć finał. Nie każdemu ten akt przypadnie do gustu, choć jest w nim sporo wzruszeń, nostalgii i zaskoczeń. Szczególnie wśród osób, które po „Końcu gry” oczekiwały takiej samej dawki akcji, jaką wcześniej dostali w „Wojnie bez granic”. Sporo zyskuje on przy drugim i kolejnych zetknięciach, gdzie należycie można docenić pracę twórców. Znając już konwencję tych scen i sferę, w której poruszają się reżyserzy, cały drugi akt oddziałuje bardziej na strunie nostalgii, niż za pierwszym razem, gdzie trzeba mierzyć się z własnymi oczekiwaniami. Na czym jednak szczególnie traci ten akt, to na zbyt dużej dawce humoru. Film ogólnie ma więcej słownych i sytuacyjnych gagów niż trzecia część serii, co może przeszkadzać, po poważniejszej i bardziej wysublimowanej w humorze „Wojnie bez granic”.

Avengers: Koniec gry3

Na co jednak ciężko przymknąć oko, to na trochę fabularnych i logicznych błędów. Niektóre sytuacje są ciężko akceptowalne, choć podczas seansu nie ma zbyt wiele czasu, aby je przeanalizować. Jednak gdy po seansie zacznie się o nich myśleć, to można sobie popsuć finalny efekt. Dlatego też krytycy Marvela i uniwersum będą mieli używanie, bo „Koniec gry” mocno miesza w całej chronologii, proponując inne podejście do pewnych praw fizyki niż to, co do tej pory prezentowane było nam w filmach. Twórcy pośpiesznie, ale dokładnie tłumaczą nam swoje zasady, ale na niewiele się to zdaje, skoro wcześniej czy później i tak zaczną je łamać. Dlatego fani nie powinni się zbyt długo zastanawiać nad głupotkami w filmie i po prostu je zaakceptować, inaczej wiele osób może postradać zmysły, aby rozwiązać czasowy supeł, który sami na siebie zawiązali twórcy filmu.

Wszystko to jednak przestaje być ważne w momencie wkroczenia na scenę ostatniego aktu. Takiej dawki epickości i ogromnych emocji, nie było od czasu „Władcy Pierścieni: Powrotu króla”. Praktycznie cała ta część filmu obfituje w sceny, które na długo zapadną w pamięci i z przyjemnością będzie się do nich wracać. Jeżeli kiedykolwiek marzyliście o ożywieniu kart komiksów, to „Koniec gry” spełnia te życzenia. Skala wydarzeń jest ogromna, a napięcie potęgowane jest aż do samego, wzruszającego finału. „Koniec gry” w rewelacyjny sposób zamyka pierwszą sagę w Kinowym Uniwersum Marvela, nie tylko dając wykazać się każdemu bohaterowi z osobna, który dostaje choć chwilę dla siebie, ale również zamykając wszystkie najważniejsze wątki i losy postaci. Oczywiście uniwersum Marvela wciąż będzie się rozrastać i to już nie tylko w kinie, ale absolutnie nie miałbym nic przeciwko, aby trwające ponad dekadę uniwersum miało się tak zakończyć. Jest to zakończenie bardzo satysfakcjonujące, gdzie z emocji można niejednokrotnie z euforią podskoczyć na fotelu, żeby chwilę później zanurzyć się w rozpaczy, cicho roniąc łzy.

Avengers: Koniec gry4

„Avengers: Koniec gry” nie potrafiło mnie zaskoczyć w tak wielu momentach, jak zrobiła to „Wojna bez granic”. Przebieg wielu wydarzeń dało się przewidzieć już rok temu, rozwiązań innych sytuacji można domyślić się podczas oglądania filmu, ale pomimo tego, wydźwięk najbardziej dramatycznych scen nie staje się przez to gorszy. I w tym tkwi siła tego filmu, jak i całego uniwersum, które przez jedenaście lat było tak wzorowo budowane, że mocno zależy nam na tych bohaterach i nawet jeżeli pewnych rzeczy się spodziewamy, to zobaczyć je na ekranie, jest zupełnie inną sprawą. „Koniec gry” zamyka pewien rozdział dla uniwersum, jak również całego kina i robi to w sposób tak spektakularny, że należy przeżyć to na własnej skórze w kinie. Premiera „Avengers: Koniec gry” to jedno z najważniejszych popkulturowych wydarzeń w historii, po którym nic nie będzie już takie same.

Ocena: 9/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz