Husk

Ocenił dnia


Husk – recenzja

Ostanie lata nauczyły mnie, że IMGN.PRO to gwarancja przyzwoitej jakości. Nieważne czy ekipa z Bielska-Białej produkuje czy wydaje, na gry sygnowane ich logo, czekam zawsze z niecierpliwością. Nie inaczej było z Husk, którego demo miałem okazję ogrywać już w październiku zeszłego roku. Wówczas horror od małego studia UndeadScout, bardzo mnie zaciekawił zarówno pod względem fabuły jak i rozgrywki. W redakcji powtarzałem wszystkim, że będzie to jedna z najciekawszych produkcji tego roku. Myliłem się jednak strasznie. Gra pewnie trafi do niejednego rankingu podsumowującego rok 2017, ale raczej żaden z nich nie przyniesie chluby ani wydawcy, ani tym bardziej producentowi. Co zatem w Husk nie wyszło? W zasadzie wszystko.

Lubie symulatory chodzenia, ponieważ zazwyczaj oferują to co w grach cenie najbardziej, czyli dobrą historię. Również ta w Husk zapowiadała się bardzo ciekawie i pomimo, że pod koniec momentami rozczarowuje, to jednak jest najmocniejszym elementem gry. Nasz bohater jedzie wraz z żoną i córką w swoje rodzinne strony. Nie jest to jednak podróż jego marzeń, ponieważ żywi w stosunku do swojego ojca sporo urazy. Niestety podróż kończy się katastrofą kolejową a nasz bohater budzi się koło wraku jako jedyny ocalały. Co ciekawe szybko zauważa, że w pobliżu nie ma ani ofiar, ani rannych, ani też żadnej żywej duszy. Podążamy więc jedyną słuszną drogą i docieramy na opustoszałą stację benzynową, na której znajdujemy latarkę i baterie. W końcu docieramy do spowitego w mroku i zupełnie pozbawionego mieszkańców miasteczka Shivercliff.


Zapowiada się więc ciekawie. Jest mrocznie, klimatyczne, lokacja jest nieźle zaprojektowana. Jednak całe te niezłe pierwsze wrażenie znika, gdy pojawia się pierwszy przeciwnik. Abstrahując już od mizernego projektu poczwar z którymi przyjdzie nam walczyć, cały problem polega na tym, że nie wiadomo jak to robić. To jest dość zaskakujące, gdyż początek rozgrywki, to właśnie fragment który ogrywałem w zeszłym roku na targach Poznań Game Arena i wówczas był on pod względem rozgrywki i mechaniki lepiej dopracowany niż finalny produkt. Elementy skradanki w zasadzie nie istnieją. Potwór reaguje na każdy nasz ruch, nawet gdy jest do nas odwrócony plecami. Nie ma możliwości by odwrócić jego uwagę, zachęcić by poszedł w innym kierunku. Twórca zapewniał, że potworów praktycznie nie można zabić, jedynymi sposobami na przeżycie jest unikanie bezpośredniego starcia, lub ogłuszenie wroga i branie nóg za pas. Niestety pierwsza metoda szwankuje na całej linii. A druga? Zginąłem zanim jeszcze oponent zdążył do mnie podbiec. No cóż, słabe serce, nic nie poradzisz. W końcu podszedłem do potwora z gazrurką, zgarnął trzy gongi i padł jak długi. Mam tę moc! To ja się teraz pytam – gdzie ten survival?

Zostawmy już sprawę potworów i skupmy się na eksploracji. Niestety w tym elemencie też jest poniżej przeciętnej. Cała sztuka polega zazwyczaj na odnalezieniu klucza lub kodu do drzwi, które musimy koniecznie otworzyć by ruszyć dalej. Elementy te nie są zbyt dobrze ukryte i często odnajdujemy je zanim jeszcze do kłopotliwych drzwi dotrzemy. Oczywiście zbieramy gazety czy listy, które przybliżają nam historię, ale poza tym gra nie oferuje nic więcej, co wniosłoby coś wartościowego do rozgrywki. Są co prawda gdzieniegdzie porozrzucane przedmioty nawiązujące do lat 90-tych ubiegłego wieku, ale mają one jedynie charakter symboliczny. Każdy element z którym możemy wejść w interakcje jest zaznaczany grubą, poszarpaną białą ramką. Wygląda to naprawdę fatalnie. Najzabawniejsze jest to, że drzwi które możemy otworzyć również w ten sposób są podświetlane, a my widzimy nawet te, które znajdują się w innym pomieszczeniu. Nie wiem czy taki zabieg był celowy, wygląda to jednak kiepsko i za bardzo nie wiem czemu miałoby to służyć.

Husk miał być czymś więcej nic eksploracyjnym pierwszoosobowym straszakiem. Dostęp do różnych narzędzi obrony miały urozmaicić rozgrywkę, a ich zużywanie się oraz ograniczony dostęp do amunicji (tak są elementy FPS!) miało wprowadzić nieco survivalowego charakteru. Jednak wszystkie te elementy nie uczyniły z Husk lepszej i ciekawszej gry, wręcz przeciwnie, ich tragiczne wykonanie, stało się jedną z jej największych wad.

Jeśli chodzi o grafikę to zdecydowanie nie pieści ona naszych zmysłów. Już na początku gry, kiedy siedzimy w pociągu i widzimy sylwetki żony i córki bohatera, zapala się lampka ostrzegawcza. Tragiczne animacje postaci. Czegoś takiego nie widziałem od lat, jednak całe szczęście Husk jest grą z perspektywy pierwszej osoby i błąkamy się w niej po wyludnionej mieścinie. Tekstura każdego przedmiotu, który podnosimy w grze musi się dłuższą chwilę wczytać, a i efekt końcowy nie rzuca na kolana. Zdecydowanie oprawa graficzna nie jest mocną stroną produkcji UndeadScout, choć są drobiazgi, którymi można niekiedy nacieszyć oko, jak gra świateł czy ogólny projekt lokacji, nadający grze klimatu małego amerykańskiego miasteczka.

No dobrze. Koniec z “małymi” wadami przejdźmy do rzeczy niedopuszczalnych. To w jakim stanie technicznym gra ukazała się w dniu premiery jest nie do zaakceptowania. Nawet po wersji Early Access powinniśmy spodziewać się więcej. Produkcja często crashuje, zwłaszcza na samym początku rozgrywki lub podczas jej uruchamiania. Pojawiają się bugi typu zapadanie się pod powierzchnie, brak narzędzi koniecznych do ukończenia etapu lub niewidzialne budynki. Jest tego naprawdę sporo. Jeśli chodzi o optymalizację to również nie jest kolorowo. Spadki z 40 do 15 klatek na sekundę a następnie nawet do 5 podczas zwykłej eksploracji, potrafią dać ostro w kość. Krótko rzecz ujmując, by ukończyć Husk trzeba mieć w sobie mnóstwo samozaparcia bądź skłonności masochistyczne.

Jeśli miałbym powiedzieć co jest największą zaletą produkcji UndeadScout, to chyba jest nią ścieżka dźwiękowa. Motyw przewodni zapada w pamięć i świetnie buduje klimat, który niestety szybko się ulatnia przez wyżej opisane problemy.

Liczyłem, że Husk będzie jedną z najlepszych polskich produkcji tego roku oraz jednym z najciekawszych horrorów. Niestety moje oczekiwania zostały zawiedzione. Gra ma kilka mocnych elementów, jak chociażby mroczny klimat i ciekawie zaprojektowane lokacje, ale niestety gameplay kuleje. Husk jest tytułem z olbrzymim potencjałem, który został zaprzepaszczony fatalnym wykonaniem kluczowych elementów rozgrywki. Na domiar złego gra jest naszpikowana błędami technicznymi i bugami. Nie wiem czym kierowali się UndeadScout i IMGN.PRO wydając grę w takim stanie. Decyzja o tak wczesnej premierze zniweczyła pracę twórców i już w dniu premiery uśmierciła Husk w świadomości graczy. Tego typu tytuły muszą wykorzystywać swoje pięć minut, tak więc zapowiadane przez dewelopera łatki niczego już nie zmienią. Czas minął. Drugiej szansy nie będzie.

Gra została zakupiona za własne środki. 

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Klimat większości lokacji
  • Ścieżka dźwiękowa
  • Niezły pomysł na ciekawą produkcję

Minusy

  • ale beznadziejnie wykonany
  • Błędy techniczne
  • Optymalizacja
  • Mechanika
  • Oprawa graficzna
3

Autor: Kamil Kościelniak

  • Paweł Grzegorczyk

    Kupiłem za 5 zł dzień po premierze, to najlepiej świadczy z jakiej jakości kapiszczem mamy do czynienia