Znajdę Cię – recenzja filmu [Transatlantyk 2019]

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 3 min.
Znajdę Cię1

Tegoroczną edycję festiwalu Transatlantyk otworzył najnowszy film Marthy Coolidge, która po trzynastoletniej przerwie powraca z produkcją kinowym. „Znajdę Cię” to film szczególny dla łódzkiej publiczności, która jako pierwsza mogła oglądać ten obraz w Polsce, jako że zdjęcia do filmu powstawały właśnie w tym jakże zasłużonym dla krajowej kinematografii mieście.

Robert Pułaski (Leo Suter) od wczesnych lat przejawiał muzykalny talent. W szkole muzycznej poznaje Rachel Rubin (Adelaide Clemens), dziewczynkę z żydowskim pochodzeniu, posiadający niezwykłe umiejętności gry na skrzypcach. Wiedząc, że nigdy jej nie dorówna, odkrywa w sobie dar śpiewania. Wiele lat później, gdy będę mieli ugruntowaną już ścieżkę kariery, ich drogi znów się przetną. Wzajemna miłość odżyje, ale ich wspólne plany pokrzyżuje rozpoczynająca się wojna światowa. Rachel musi porzucić grę i ukrywać się przed niemieckimi wojskami. Robert zrobi jednak wszystko, aby chronić ukochaną. Po tym, gdy dziewczyna zostaje wywieziona do obozu, młody mężczyzna przyjmuje ofertę słynnego śpiewaka Benno Mosera (Stellan Skarsgård) i jego dawnego nauczyciela, aby dzielić się talentem z niemieckimi oficera stojącymi na czele obozów koncentracyjnych. To jedyna możliwość, aby Robert raz jeszcze mógł zobaczyć Rachel żywą.

Znajdę Cię2

Oryginalny tytuł filmu to „Music, War and Love” i w zasadzie mówi on wszystko o dziele Marthy Coolidge. Z tego tytułu najgorzej wypada ostatni człon, gdzie dostajemy sztampowy romans w realiach pogrążonej w wojnie Europie. Gdy początkowo da się go jeszcze przetrawić, jak i zrozumieć motywacje bohaterów, tak im bliżej końca, tym staje się on coraz bardziej niedorzeczny. Reżyserka najwyraźniej z braku pomysłów, przerzuca bohatera z jednego miejsca do drugiego, ledwo naznaczając upływ czasu pomiędzy kolejnymi scenami poszukiwań dziewczyny. Nic więc dziwnego, że na sam koniec melodramat przybiera obrót męczącej farsy. Ten melodramat nie wyciśnie z was łez wzruszenia.

Zdecydowanie lepiej prezentuje się warstwa historyczna. Choć film nie opowiada niczego nowego w sprawie holocaustu, to przypomina o tym, że wojna odebrała nam nie tylko wybitnych, ale również dobrze zapowiadających się artystów. Może trochę łopatologicznie, ale dosadnie Coolidge mówi nam o tym, że podczas II wojny światowej talent, umiejętności ani koneksję nie miały żadnego znaczenia, gdy miało się niewłaściwe pochodzenia.

Znajdę Cię3

Jako, że „Znajdę Cię” powstawało w Polsce, na ekranie przewija się kilka naszych rodzimych gwiazd. Zauważyć można chociażby Macieja Zakościelnego, Małgorzatę Kożuchowską, Weronikę Rosati, czy Mirosława Zbrojewicza. Prawdziwą gwiazdą jest jednak Jacek Braciak, który ma zdecydowanie największą i najważniejszą rolę do odegrania, wywiązując się z niej bez zarzutów. Ten film należy jednak do świetnego Stellana Skarsgårda, czyli jedynego głośnego nazwiska w obsadzie obrazu Coolidghe. Szwedzki aktor znacząco podnosi artystyczną jakość filmu, szybko nawiązując łatwą do uwierzenia więź z Leo Suterem wcielającego się w Roberta Pułaskiego.

„Znajdę Cię” rozczarowuje na wielu płaszczyznach, szczególnie kiepskim melodramatem, ale film broni się niezłym aktorstwem, wiernie oddanym realiom epoki, a przede wszystkim świetnej muzyce Jana A.P. Kaczmarka. Po dobrze radzącej sobie w romansach Marcie Coolidge należałoby oczekiwać o wiele więcej, szczególnie tam, gdzie najbardziej zawodzi. Może jednak powrót do wielkiego kina nie był słuszną decyzją.

Ocena: 5/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz