Wyścig – recenzja filmu [Transatlantyk 2019]

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 4 min.
Wyścig1

Kenneth Mercken przyjechał do Łodzi na tegoroczną edycję festiwalu Transatlantyk ze swoim pełnometrażowym debiutem. Jak wyjaśnił przed rozpoczęciem seansu, „Wyścig” to jego własna ciemna plama na życiorysie, z którą chciał raz na zawsze się rozprawić. Nie podważam terapeutycznych wartości dzieła Belga, ale mam poważne wątpliwości, czy zbyt duża ilość biografii, wyraźnie górująca nad fikcją, nie przesądziła, że „Wyścig” daleko do innych dramatów sportowych.

Felix Veerecke (Niels Willaerts) jest obiecującym młodym kolażem, który ma za sobą mistrzostwo swojego kraju. Jego rodzina ma długie korzenie w kolarstwie, ale pomimo niezłomnego ducha i wielkiego serca do walki, nikt z Veerecków nie przeszedł na zawodowstwo. Przed Felixem stoi trudna decyzja. Może zostać profesjonalistą i zyskać menadżera z prawdziwego zdarzenia, który pomoże mu osiągnąć sportowy szczyt, albo zgodnie z wcześniej danym słowem, wyjechać do Włoch i trenować w półprofesjonalnej drużynie. Choć chłopak wylewa na rowerze siódme poty, jego kariera sportowca stoi pod znakiem zapytania w momencie, gdy okaże się, że może nigdy nie osiągnąć fizycznego maksimum przez zaburzenia hormonu wzrostu. Felix decyduje się na regularne przyjmowanie dopingu, który pomoże mu powalczyć o koszulkę lidera w drużynie.

Wyścig2

Nie dajcie się zwieść tematyce sportowej, bo „Wyścig” to przede wszystkim dramat o sięgnięciu dna. Niewiele tu samego kolarstwa, a fani tego sportu muszą zadowolić się wyłącznie dwoma wyścigami, w tym jednym pojedynku między kolażami z tego samego zespołu o wyższość umiejętności, tężyzny fizycznej i środków chemicznych wstrzykniętych przed startem. To właśnie problem z dopingiem w tym sporcie stanowi główną oś fabularną, napędzającą poszczególne wątki. Jeżeli oglądaliście jakikolwiek film, czy to fabularny, jak chociażby „Strategia mistrza” ze świetnym Benem Fosterem, czy dokumentalny o Lancie Armstrongu, to „Wyścig” nie zrobi na was większego wrażenia. Jedynie jedna scena zdołała mnie zaskoczyć, bo takich metod oszukiwania wyników moczu, a przy tym ogromnych i nieodpowiedzialnych poświęceń, jeszcze żadna inna produkcja dotykający problemu dopingu nie pokazywał.

Na przestrzeni filmu widzimy więc, jak destrukcyjne dla zdrowia Felixa, zarówno fizycznego, jak i psychicznego, okazało się regularne przyjmowanie dopingu. Reżyser otwarcie mówi, że kolarstwo nie jest dla kogoś, kto nie poradzi sobie z braniem niedozwolonych środków, którego organizm takie substancje odrzuca. W „Wyścigu” nie ma choćby grama snucia o pięknie rywalizacji sportowej, gdzie wystarczy wyeliminować pewne toksyczne jednostki, aby znów można było cieszyć się zawodami atletów, a nie sztucznie wyhodowanych powłok do wygrywania. U Merckena każdy jest umoczony, świadomy łamania przepisów, podporządkowany pod ogromny spisek.

Wyścig3

Belg tak mocno koncentruje się na opowiedzeniu własnej historii, ukazaniu jaką drogę musiał przejść, że zapomniał, że kręci film fabularny, a ten zawsze potrzebuje trochę fikcji. W „Wyścigu” brakuje więc drobnych przekłamań, które pozwoliłby reżyserowi na dodaniu odpowiedniej dramaturgii oraz wagi niektórym scenom. Gdy dodamy do tego brak odpowiedniej liczby scen czysto sportowych, szybko okazuje się, że w filmie Merckena nie uświadczymy żadnego napięcia związanego z losami głównego bohatera, czy też emocji podczas wyścigów. W „Wyścigu” wszystko toczy się z góry wytyczoną ścieżką, gdzie jeden schemat dogania drugi.

Stereotypowe ukazanie problemu dopingu to tylko jedna strona medalu. Po drugiej są mało ciekawe i jednowymiarowe postacie. Chociażby pewien Rosjanin, który ma hedonistyczne podejście do życia i wciąga głównego bohatera w świat alkoholu, narkotyków i zabaw do rana. W przerwach między rozkruszaniem tabletek z amfetaminą, a opróżnianiem kolejnych butelek, lubi wymachiwać pistoletem czy siłować się z młodszym kolegą. Grany przez Fortunato Cerlino, znanego przede wszystkim z roli capo w „Gomorze”, zachowuje się trochę jak szef mafii, który rządzi twardą ręką.

Wyścig4

Uwielbiam dramaty sportowe, głównie dzięki temu, że potrafią przekazać unikalny rodzaj emocji, nie do zastąpienia w żadnym innym gatunku filmowym. „Wyścig” niestety pozbawiony jest pierwiastka rywalizacji sportowej, przez co pozostaje w ogóle nie angażująca historia autobiograficzna o świadomym upadku na dno. Osobiście cieszę się, że reżyserowi udało się wyjść z tego destrukcyjnego środowiska sportowego, ale byłoby lepiej, gdyby więcej w filmach nie opowiadał o własnym życiu.

Ocena: 4/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Film Wyścig - recenzja

Felix Veerecke jest obiecującym młodym kolażem, który ma za sobą mistrzostwo swojego kraju. Jego rodzina ma długie korzenie w kolarstwie, ale pomimo niezłomnego ducha i wielkiego serca do walki, nikt z Veerecków nie przeszedł na zawodowstwo. Przed Felixem stoi trudna decyzja. Może zostać profesjonalistą i zyskać menadżera z prawdziwego zdarzenia, który pomoże mu osiągnąć sportowy szczyt, albo zgodnie z wcześniej danym słowem, wyjechać do Włoch i trenować w półprofesjonalnej drużynie. Choć chłopak wylewa na rowerze siódme poty, jego kariera sportowca stoi pod znakiem zapytania w momencie, gdy okaże się, że może nigdy nie osiągnąć fizycznego maksimum przez zaburzenia hormonu wzrostu. Felix decyduje się na regularne przyjmowanie dopingu, który pomoże mu powalczyć o koszulkę lidera w drużynie.

Reżyser filmu:

Kenneth Mercken

4
Ocenił
Radosław Krajewski
Recenzje filmów MediaKrytyk

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz