Toy Story 4 – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 5 min.
Toy Story 4(1)

Szeryf Chudy (Tom Hanks) zawsze był oddany swojemu dziecku – najpierw Andy’emu, a teraz Bonnie (Madeleine McGraw). Nawet wtedy, gdy dziewczynka notorycznie pomija go podczas zabawy, on stoi na straży jej szczęśliwego dzieciństwa. Przed Bonnie pierwsze dni szkoły, które są niezwykle stresujące dla małej dziewczynki. Chudy postanawia towarzyszyć jej w nowym miejscu i zadbać o niełatwy początek. Osamotniona i przygnębiona dziewczynka, podczas zajęć tworzy Sztućka (Tony Hale), zabawkę stworzoną ze śmieci wygrzebanych z klasowego kosza przez Chudego. Zabawka nie wie jednak, że nie jest śmieciem, a nowym towarzyszem dziewczynki. Przed kowbojem stoi trudne zadanie przekonania Sztućka, że kosz nie jest dla niego najlepszym miejscem. Wkrótce później rodzice Bonnie, zabierają swoją córkę na wycieczkę. Na miejscu Chudy spotyka swoją dawną miłość, przed laty oddaną przez matkę Andy’ego nowemu właścicielowi – Bo Peep (Annie Potts). W międzyczasie Sztuciek zostaje porwany przez Gabby Gabby (Christina Hendricks), władającą w lokalnym sklepie z antykami.

Punkt wyjściowy jest podobny więc do poprzednich części serii. Chudy pozna kolejne prawdy o zabawkowym życiu, zaś zanim zaakceptuje nowe możliwości, przyjdzie mu uratować kolejną zabawkę, w ostatniej chwili sprowadzając ją do swojej właścicielki. „Toy Story 4” pozostaje historią o sile przyjaźni, lojalności, walce o zaistnieniu w czyimś życiu, a przy tym wychodzenia z własnej strefy komfortu i otwarciu się na nowe perspektywy. Wszystko to już było w poprzednich częściach, a sam fabularny schemat również fanów serii niczym nie zaskoczy. Ale Pixarowi udało się tchnąć w czwartą już odsłonę zabawkowego świata starą magię, dodając jej nowej energii, przy zachowaniu uniwersalnych wartości. Dlatego też film Josha Cooley’a oczarowuje dokładnie tym samym unikatowym i niepowtarzalnym klimatem co poprzednie trzy części.

Toy Story 4(2)

Jeżeli można się do czegokolwiek przyczepić, to do niewykorzystania starych zabawek, które debiutowały w pierwszych dwóch odsłonach serii. Na ekranie zdecydowanie za mało jest Cienkiego, Rexa, państwa Bulwów, a także Jessie. Nawet Buzz ma niewiele do roboty, nie dostając nawet własnego wątku. W zamian poznajemy kilka nowych postaci, jak chociażby świetny Sztuciek, Buniek i Kwak, czyli para nierozłącznych pluszaków, mających szalone pomysły, a także niewielkich rozmiarów, ale wielką sercem policjantkę Giggle McDimples oraz straumatyzowanego, narcystycznego Duke’a Kabooma. Powraca również nieobecna w trzeciej części Bo Peep, która wyrasta na najważniejszą heroinę zabawkowego uniwersum. Ciekawą drogę przeszłą ta postać: od zawężonej roli ślącej całusy Chudemu z części pierwszej, do silnej, odważnej i niezależnej kobiety o wysokim statusie społecznym. Jej historia również została ciekawie pokazana, dlatego jej przemiana zupełnie nie dziwi.

Żadne „Toy Story” nie może obyć się bez niejednoznacznego, skomplikowanego wewnętrznie głównego „złego”. Tym razem jest to Gabby Gabby, której motywacje są od początku znane. Zanim jednak spróbuje dopiąć swego, poznajemy jej smutny los oraz silne pragnienie kochania przez dziecko, tak silne, że posunie się do każdej sztuczki, aby osiągnąć swój cel. Pod koniec jej wątku wjeżdża klasyczny Pixar, który we wzruszeniu nie oszczędza nikogo. Może nie jest to taki poziom jak w „trójce”, ale niejednej osobie łezka zakręci się w oku. Nawet bardziej, niż w ostatniej scenie, która okazuje się finałem historii dla jednej z zabawek.

Toy Story 4(3)

Nikt nie jest w stanie rywalizować z Pixarem pod względem jakości, ale również artystycznej wizji oprawy wizualnej. Wraz z zabawkowymi bohaterami trafiamy do wesołego miasteczka, które zapiera dech w piersi kolorami i dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Studio należące do Disneya przesuwa kolejne granice fotorealistycznej grafiki w animacji komputerowej. Każdy ich kolejny film jest pod tym względem coraz lepszy i to na tyle, że wydaje się, że już lepiej być nie może. Po czym Pixar wypuszcza do kin swoją kolejną produkcję i szczęką znów trzeba zbierać z podłogi. Tym razem poziom oprawy graficznej jest na takim poziomie, że miałem problemy aby śledzić fabularny przebieg, bo skupiałem się na detalach otoczenia (kurz!), fakturach i materiałach różnych przedmiotów, a przede wszystkim doskonałym oświetleniu i odbiciach na powierzchniach. To zdecydowanie film przeznaczony dla wizualnych purystów.

Toy Story 4(4)

Nie wiem czy to ostatnia część „Toy Story”, ale jeżeli tak, to „czwórka” w świetny sposób zamyka serię. Może nie jest to tak kompletne zakończenie jakie posiada trzecia odsłona, ale jest satysfakcjonujące na wielu płaszczyznach. „Toy Story 4” jest więc godny swoich wielkich poprzedników, nawet jeżeli potraktujemy go wyłącznie jako epilog przygód Chudego i reszty zabawek. Bez względu na wiek, warto po raz kolejny dać się porwać przygodzie w zabawkowym świecie, nawet jeżeli do kina będziecie musieli udać się na koniec świata i jeszcze dalej.

Ocena: 9/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz