Sicario 2: Soldado – recenzja filmu [Transatlantyk 2018]

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 7 min.
Sicario 2

Jedną z głównych atrakcji tegorocznej edycji festiwalu filmowego Transatlantyk był przedpremierowy pokaz „Sicario 2: Soldado”. Pierwsza część potwierdziła reżyserski geniusz Denisa Villeneuve’a, który wraz ze scenarzystą Taylorem Sheridanem, zaproponowali mroczną, brutalną, intensywną i bardzo realistyczną opowieść o wojnie z kartelami meksykańskimi. Decyzja o powstaniu sequela wydawała się niepotrzebna, a rewelacyjna marka mogła stracić swoją renomę, tym bardziej, że za kontynuację wzięli się inni filmowcy. Nowi twórcy, nowa historia, ale te same postacie w filmie, który jest godny rewelacyjnej pierwszej części. O to całe „Sicario 2: Soldado”, które jednak nie ustrzegło się poważniejszych scenariuszowych zgrzytów.

Na granicy amerykańsko-meksykańskiej kwitnie przemyt ludzi. Dla rządu USA to realne zagrożenie, które przekłada się na coraz większą liczbę zamachów terrorystycznych. Przyszli zamachowcy z całego świata wykorzystują nieszczelną granicę, do przedostania się do Stanów. Problem może rozwiązać wyłącznie Matt Graver (Josh Brolin) wraz ze swoją jednostką, wspieraną przez sicario Alejandro (Benicio del Toro), którzy mają wyeliminować kartele zarabiające olbrzymie pieniądze na przeszmuglowaniu emigrantów. Ich jedyną nadzieją jest skłócenie ze sobą dwóch największych karteli, którzy zajęci domową wojną nie będą aż tak skuteczni w przedostawaniu się przez granicę. W tym celu Matt i reszta pozorują porwanie najmłodszej córki mafijnego bossa – Carlosa Reyesa i oddanie dziewczyny w ręce wroga. Nie wszystko jednak idzie po myśli amerykańskiego oddziału i wkrótce Matt i jego ekipa zostają rozdzieleni z Alejandro i nastoletnią Isabelą (Isabela Moner). Plan ulega zmianie, a Matt stanie przed najtrudniejszą decyzją w swoim życiu.

Sicario 21

Stefano Sollima podąża dokładnie tę samą ścieżką, jaką przed trzema laty wyznaczył Denis Villeneuve. Chwilami można wręcz zapomnieć, że niemal cała ekipa zmieniła się przy drugiej części. Reżyser wzoruje się na swoim koledze po fachu do tego stopnia, że wręcz zapożycza pewne sceny, odwzorowując je niemal w całości, wykorzystując dokładnie te same sztuczki realizacyjne. Jest więc scena podobna do tej na autostradzie w pierwszym „Sicario”, czy krótki masterszot we wnętrzu opancerzonego samochodu tuż przed strzelaniną. Fani dzieła Villeneuve’a z pewnością będą zachwyceni, bo z pozoru dostają powtórkę z rozrywki, ale którą należy traktować jako przedłużenie pracy kanadyjskiego reżysera, niż coś, co ma go jedynie imitować. Ogromna w tym zasługa świetnych zdjęć Dariusza Wolskiego, który absolutnie nie ma czego wstydzić się przy Rogerze Deakinsie, oraz muzyki Hildur Guðnadóttir, która musiała mierzyć się z arcydziełem od Jóhanna Jóhannssona. Ścieżka dźwiękowa nie jest tak bezbłędna jak w pierwszym „Sicario”, ale miejscami słychać mocną inspirację Jóhannssonem, co daje rewelacyjny efekt.

Wszystko to łączy się w idealnej harmonii, która tak jak w pierwszej części, tak i w „Sicario 2: Soldado” daje podobny efekt budowania napięcia i podkreślania gatunkowego ciężaru tego dzieła. Choć w drugiej części jest jeszcze mniej akcji niż w pierwszej, tak są momenty, które ogląda się na skraju fotela niczym w najlepszym thrillerze. Film w kwestii brutalności idzie jeszcze dalej niż jedynka, prezentując kilka mocnych scen, które kipią realizmem aż do tego stopnia, że chciałoby się odwrócić wzrok. Nie jest to jednak możliwe, bo nad filmem unosi się trudna do wytłumaczenia magnetyczna aura przyciągająca do ekranu, dzięki czemu dwugodzinny seans mija błyskawicznie. To ogromna siła drugiej części „Sicario”, którą ogląda się równie dobrze co część pierwszą.

Sicario 22

Najgorzej wypada niestety scenariusz Taylora Sheridana. Pierwsza oznaka braku formy scenarzysty objawiła się rok temu w „Wind River. Na przeklętej ziemi”. W tym roku do telewizji trafił serial „Yellowstone”, któremu można wiele zarzucić, w tym nijaki i oparty na schematach scenariusz kolejnych odcinków. Sheridan daje popis swoich umiejętności w pierwszej połowie filmu, gdzie beż żadnego wstydu może kopiować i zapożyczać pomysły ze swojej pracy sprzed trzech lat. Problem pojawia się w drugiej połowie filmu, gdzie scenarzyście wyraźnie zabrakło pomysłu na rozwiązanie pewnych fabularnych kwestii, przez co historia zmienia się diametralnie i w konsekwencji nie spełnia obietnic z pierwszej połowy. Jakby tego było mało, Sheridan proponuje pewne kontrowersyjne rozwiązanie, służące wyłącznie udramatyzowaniu fabuły. Zwrot akcji jest zwyczajnie rozczarowujący i nie powinien mieć miejsca w produkcji, która tak realistycznie chce przedstawić działania amerykańskich służb. Szczególnie, że w niewłaściwy sposób rodzi konflikt między dwiema postaciami, który najwyraźniej ma stać się podstawą do historii w trzeciej części, która bez wątpienia powstanie.

Kolejnym mało trafionym zabiegiem scenarzysty było napisanie pobocznego wątku dla postaci Miguela, nastoletniego Meksykanina, który zostaje zatrudniony do przemytu ludzi przez swojego wujka. Ten toczy się bocznym torem i stanowi niepotrzebną odskocznię od głównego wątku. W wielu filmach mogliśmy obserwować trudne początki nastoletnich przestępców, dopiero rozpoczynających kariery w kartelach czy mafiach. Wątek Miguela niczym się więc nie wyróżnia i dopiero w końcówce, splata się z głównym wątkiem, ale jak dowiadujemy się w samym zakończeniu, poboczny wątek służy wyłącznie za origin story bohatera, który powinien być ważny dla historii w trzeciej części.

Sicario 23

Bez wątpienia ten rok należy do Josha Brolina. Rola Thanos w „Avengers: Wojna bez granic”, później Cable w „Deadpoolu 2”, nawet zwycięską ręką wyszedł z dystrybuowanego przez Netflix „Polowanie z tatą”, a teraz zaliczył świetny powrót do roli w „Sicario 2”. Miejscami aż żal, że Matta Gravera jest na ekranie tak mało w drugiej połowie filmu, bo Brolin wciela się w niego bezbłędnie do tego stopnia, że ciężko przewidzieć, jak jego bohater zachowa się w danej sytuacji. Nie ustępuje mu Benicio del Toro, którego możemy poznać od trochę innej strony, dowiadując się pewnych faktów z jego historii. Co prawda film wiele traci na braku jakiejkolwiek tajemnicy, właśnie związanej z tą postacią, jak i końcowego twistu fabularnego, jak było to w poprzedniej części, ale del Toro ponownie tworzy postać wyrazistą i charyzmatyczną. Warto wspomnieć również o roli Isabeli Moner, znanej przede wszystkim z „Transformers: Ostatni Rycerz”. Dziewczyna bez zarzutów wciela się w córkę bossa kartelu, tworząc rewelacyjny duet z Benicio del Toro.

„Sicario 2: Soldado” miało wszystko, aby stać się nie mniejszym hitem niż pierwsza część. Podążająca tym samym tropem reżyseria, świetne zdjęcia, budujący napięcie montaż i muzyka sprawiająca prawdziwy dyskomfort, dokładnie tak jak samo przed trzema laty. Ale tym razem zawalił Taylor Sheridan, którego scenariusz połowicznie się udał. Film ma do zaoferowania wiele trzymających w napięciu scen, ale druga część „Sicario” sporo traci na braku kontynuacji zaproponowanej na początku historii i zastępując ją czymś, co trudno uznać za satysfakcjonujące. Pomimo problemów takiego kalibru, „Sicario 2: Soldado” to kawał brutalnego, ciężkiego i stawiającego na realizm kina sensacyjnego, którego na próżno szukać w innych tego typu produkcjach.

Ocena: 7/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz