Serce moje – recenzja filmu [Transatlantyk 2018]

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 4 min.
Serce moje1

Marisy Tomei i Timothy’ego Olyphanta nie często możemy w ostatnich latach oglądać na ekranach kin. Tomei odnalazła się w Kinowym Uniwersum Marvela, gdzie podbiła serca widzów na całym świecie wcielając się w atrakcyjną ciotkę Petera Parkera, flirtującą z samym Tonym Starkiem. Natomiast Olyphant u boku Drew Barrymore, z powodzeniem bawi nas w komediowym serialu Netflixa – „Santa Clarita Diet”. Cieszy więc, że ta dwójka aktorów znalazła czas, aby zagrać w tak dobrej produkcji jak „Serce Moje”.

Rodzina Langów wiedzie dostatnie i szczęśliwe życie. Margaret (Marisa Tomei) powodzi się w zawodowo, gdzie pracuje nad kampaniami marketingowymi dla popularnych marek. Jej mąż Steven (Timothy Olyphant) posiada artystyczną duszę, dlatego całe dnie spędza na paleniu skrętów i tworzeniu muzyki. Ich nastoletni syn Marcus (Charlie Plummer) jest wymarzonym dzieckiem – doskonały sportowiec, który spełnia się również grając na gitarze, a w wolnej chwili potrafi przyrządzić obiad. Ich spokojne życie zakłóca nagła śmierć Stevena. Margaret coraz częściej zagląda na dno kieliszka, zaniedbując nie tylko swoje obowiązki służbowe, ale również dom, jak również syna. Zagubiony Marcus stara się wrócić do życia, ale przez problemy alkoholowe matki, musi porzucić nastoletnie życie i zająć w rodzinie miejsce ojca. Wkrótce sytuacja w domu staje się dla chłopaka nieznośna i postanawia zamieszkać w lesie.

Serce moje2

„Serce moje” opowiada o poradzeniu sobie z nagłym odejściem bliskiej osoby. Każdy przeżywa żałobę na swój własny sposób, ale gdy mowa o nagłym i niespodziewanym zgonie, do tego dojść może trauma czy poczucie winy, że można było inaczej zareagować i uniknąć nieszczęśliwego zdarzenia. Pierwsze sceny filmu mają pokazać widzowi, jak pełnym miłości i wierności jest małżeństwo Langów. Do tego syn, którego każda teściowa bez mrugnięcia okiem by zaakceptowała i mamy rodzinę idealną. Joshua Leonard w swoim filmie pokazuje różne stany żałoby i próby poradzenia sobie z traumą odejścia jednej z najważniejszych osób w życiu. Margaret zupełnie więc się załamuje, lecząc smutki alkoholem do tego stopnia, że nie jest w stanie rozpoznać swojego syna. Marcus początkowo stara się wejść w buty swojego zmarłego ojca, ale na barki nastolatka spada zbyt wiele obowiązków, dlatego zaczyna przechodzić przyśpieszony kurs buntu.

Oboje coraz bardziej się od siebie oddalają. To kolejna faza, którą reżyser rozkłada na czynniki pierwsze, aby pokazać, jak niszczycielski wpływ ma nie tylko na jednostki, ale również całe otoczenie. Marcus może liczyć na swoich znajomych oraz nową dziewczynę, ale przez wewnętrzny gniew i chęć zemsty, jego uczucia do nikogo nie są stabilne. Ucieka więc w świat imprez, gdzie może żyć bez konsekwencji i jakiejkolwiek kontroli. Margaret zostaje sama ze swoimi problemami. Odkrywa jednak, że odnalezienie hobby może być lekarstwem na problemy z alkoholem i depresję. Joshua Leonard nie odkrywa w swoim filmie niczego nowego, ale podaje to w taki sposób, że ciężko nie kibicować bohaterom w walce z własnymi demonami. Co prawda historia nie zatrzymuje się na dłużej w pierwszej fazie żałoby głównych bohaterów, chcąc raczej zaznaczyć punkt wyjścia do kolejnych części filmu, których siłą jest konflikt między matką i synem.

Serce moje3

Charlie Plummer, po roli we „Wszystkich pieniądzach świata”, po raz kolejny udowadnia, że jest materiałem na świetnego aktora. Aktor przekonująco ukazuje całą gamę uczuć swojego bohatera, a jego wspólne sceny z Marisą Tomei aż kipią od emocji. Doświadczona aktorka radzi sobie świetnie zarówno jako kochająca żona, bizneswoman, alkoholiczka oraz jako matka szukającego wspólnego języka ze swoim synem. Nawet Timothy Olyphant dostał swoje pięć minut, gdzie mógł pochwalić się wokalnymi umiejętnościami i tym samym zaznaczyć swoją obecność w filmie.

„Serce moje” nie jest filmem prostym i przyjemnym, pomimo tego, że zgodnie z prawidłami kina, można oczekiwać happy endu. Ten jednak sprawia, że na relacje między głównymi bohaterami można spojrzeć w nowym świetle. Na całe szczęście Joshua Leonard nie próbował jeszcze bardziej udramatyzować swojego dzieła, ani też szantażować emocjonalnie widzów. To kameralna historia, która potrafi wzbudzić sporo emocji i właśnie dlatego warto dać filmowi szansę.

Ocena: 8/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz