McQueen – recenzja filmu [Transatlantyk 2018]

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 6 min.
McQueen1

Nie każdy może zostać bohaterem filmu dokumentalnego. Nawet będąc najlepszym w swoim fachu, robiąc rzeczy niezwykłe, które zmieniają świat na lepsze, nie ma pewności, czy jakikolwiek filmowiec zainteresuje się taką osobą. Trzeba być nietuzinkowym, unikatowym, jedynym w swoim rodzaju geniuszem, a najlepiej jeszcze do tego osobą kontrowersyjną, buntownikiem mającym wszystko gdzieś. Ledwo co w kinach pojawiła się „Whitney”, opowiadająca burzliwą historię piosenkarki Whitney Houston, a już teraz możemy oglądać dokument o Alexandrze McQueenie, słynnym projektancie mody, którego kolekcje wzbudzały ogromne kontrowersję.

Lee Alexander McQueen od czasów szkolnych lubił rysować w zeszytach kobiece stroje. Z projektów szył sukienki oraz spódnice dla swoich sióstr. Niewiele brakowało, a musiałby porzucić swoją pasję i zgodnie z życzeniem ojca-taksówkarza, rozpocząć jakąkolwiek pracę, oby tylko przynosił do domu pieniądze. Lee dostał się na staż u jednego z londyńskich krawców. Właściciel był zachwycony jego garniturami, ale chłopak nie zamierzał poprzestawać tylko na tym. Wyjechał do Włoch, gdzie bez znajomości języka i pieniędzy przy duszy, zatrudnił się u słynnych projektantów mody. Wkrótce później o jego kolekcji dowiedziała się słynna Isabella Blow, szanowana w branży modowej stylistyka, która wcześniej stworzyła już kilku projektantów. Choć Blow zainteresowana była przede wszystkim strojami, szybko zaprzyjaźniła się z McQueenem. To ona przyczyniła się do stworzenia marki Alexandra McQueena i tym samym rozpoczęła jedną z najlepszych, ale i najbardziej kontrowersyjną, epokę w świecie mody.

McQueen2

Sam McQueen nigdy nie lubił określenia, że to Blow stworzyła jego, bo jak sam uważał, on stworzył się sam. Nie przemawiał przez niego cynizm czy egoizm, wręcz przeciwnie, doskonale znał swoją wartość i wiedział, że jego ciężka praca została wynagrodzona. Film Iana Bonhôte’a pokazuje nam z pozoru zwykłego angielskiego chłopaka, będącego w posiadaniu niezwykłego umysłu i zdolności manualnych. McQueen stał się objawieniem w świecie mody. Młody chłopak, który podbija branżę, a robi to w sposób niekonwencjonalny, wręcz kontrowersyjny. Każda historia ma jednak swój początek, a ten nigdy nie należy do łatwych. Widzimy więc, jak młody projektant pracuje w pocie czoła z uśmiechem na twarzy nad kolejnymi swoimi kreacjami, choć po pokazach brakowało mu nawet na jedzenie. Żył z zasiłku, a raczej z niego kupował materiały na swoje kolejne projekty. Wystarczyło mu dziesięć funtów, aby zamienić je w kreację, którą zachwycać będzie się cały modowy świat. Żywił się puszkami z jedzeniem od rodziców. Jakby tego było mało, po swoich pokazach udzielał wywiadów stojąc tyłem do kamery, bo prawo zabraniało podejmowanie jakiejkolwiek pracy podczas pobieraniu zasiłków.

Wszystko to sprawiło, że chłopak, któremu z wyglądu było bliżej do zadymiarza w londyńskim pubie niż osobistości świata mody, stał się jednym z najbardziej pożądanych projektantów. Na swoich pokazach nie zarabiał więc nic, ale ciężka praca szybko przyniosła korzyść w postaci oferty zostania głównym projektantem w słynnym Givenchy. Dla bohatera filmu była to pierwsza oznaka, że trudno będzie mu pogodzić tworzenie własnej marki, wraz z przygotowaniem pokazów dla paryskiego domu mody. Ponad jeden pokaz miesięcznie wykończyłby nawet największy i najbardziej pracowity geniusz, nic więc dziwnego, że McQueen stał się postacią tragiczną. Choć „McQueen” Iana Bonhôte’a jest przykładną laurką dla tytułowego bohatera, szeroko chwaloną przez różne „gadające głowy”, to znalazło się trochę miejsca na ciemniejszą stronę Alexandra McQueena.

McQueen3

Od samego początku, wokół dokumentu krąży aura tajemniczości i nieuchronnego fatalizmu. Każdy z pięciu rozdziałów zapowiadany jest przez różnokolorowe czaszki, które znajdą swoje odzwierciedlenie w przedstawionym wycinku. Sprawia to, że nawet znając historię projektanta, film ma swój własny pomysł na jej przedstawienie, dzięki czemu do samego końca utrzymuje zainteresowanie i niepewność widza postacią głównego bohatera. Sam McQueen pokazywany jest również z tej gorszej strony, choć film nie staje na długo, gdy poruszany jest wątek uzależnienia od kokainy czy zabiegu liposukcji, który zupełnie zmienił projektanta do tego stopnia, że ten zaczął mieć poważne problemy z autodestrukcją. Zamiast tego w otwarty sposób krytykuje świat mody tamtego okresu. Jeden z bohaterów mówi w pewnym momencie, że cała branża modowa to „sterta gówna” i sugerując się historią McQueena, ciężko nie odnieść takiego wrażenia.

Za każdym sukcesem mężczyzny stoi jakaś kobieta. W życiu Alexandra były aż dwie – Isabella Blow oraz Joyce, jego matka. Blow wprowadziła go w wielki świat mody, była jego mentorką i przyjaciółką, a on sam traktował ją jak kolejną starszą siostrę. Natomiast mama zawsze go wspierała, a on dbał, aby jego rodzina była obecna na każdym pokazie jego kreacji. Ich relacje, szczególnie z Blow, nie zawsze były poprawne. McQueen chciał usamodzielnić się w świecie mody, więc gdy otrzymał pracę u Gucciego, rozstał się biznesowo ze swoją mentorką. Reżyser w swoim filmie podtrzymuje jednak obraz dobrych, ciepłych i przyjacielskich relacji między projektantem mody a stylistką.

McQueen4

„McQueen” pokazuje głównego bohatera w fascynujący i intrygujący sposób. Śledzimy całą karierę Alexandra McQueena, od pierwszej pracy przy garniturach, po jego ostatni pokaz. Ian Bonhôte wypełnia swój obraz wieloma materiałami archiwalnymi, a szczególnie interesujące są te ze słynnych pokazów projektanta, które na zawsze zmieniły oblicze świata mody. Jeden z takich pokazów jest na tyle niepokojący i pełen złej energii, że ciężko nie odczuwać strachu. McQueen nie tworzył mody użytkowej, a jedyną w swoim rodzaju sztukę, dzięki której mógł dać upust traumie z dzieciństwa. Przy okazji reżyser pokazuje tę drugą, niezbyt chlubną stronę branży. „McQueen” to pasjonujący dokument, który powinien stać się kanonem dla każdej osoby zainteresowaną modą, ale nawet reszta może w tym filmie znaleźć wiele dla siebie. W końcu to kolejna produkcja o wielkim umyśle, którego historia kończy się tragicznie, a takie zawsze wywołują różne, czasem skrajne emocje, czego w „McQueen” nie brakuje.

Ocena: 8/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz