Kler – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 7 min.
Kler1
foto: Bartosz Mrozowski

O takiej promocji inne filmy mogą tylko pomarzyć. Od „Pokłosia” Władysława Pasikowskiego z 2012 roku, żaden inny film nie wzbudził takich kontrowersji, przynajmniej wśród prawej strony politycznej, jak „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. Jeszcze zanim odbyły się pierwsze pokazy na Festiwalu Filmowym w Gdyni, pierwsi duchowni wyrażali swoją dezaprobatę , pisząc o szkodliwym wydźwięku filmu i żerowaniu na najprostszych stereotypach Kościoła katolickiego. Szybko do tego doszła cenzura w niektórych miejskich kinach, które oświadczyły, że nie będą pokazywać „Kleru”, a wisienką na torcie okazała się wypowiedź reżysera podczas odbierania nagrody specjalnej na festiwalu, której zabrakło w opóźnionej o kilkadziesiąt minut relacji na kanale publicznej telewizji. Wszystko to sprawiło, że teraz o „Klerze” nie dyskutuje się wyłącznie pod względem tematyki filmu, czy kontrowersji jakie wywoła, ale również ogromnym sukcesie komercyjnym. Do tej pory na takie zainteresowanie polskiej publiki mogły liczyć wyłącznie kolejne części „Listów do M.” oraz produkcje Patryka Vegi. „Kler” ma więc ogromną szansę stać się dziełem kultowym, o którym będzie się mówić przez lata.

Film rozpoczyna się od imprezy w domu parafialnym u księdza Kukuły (Arkadiusz Jakubik), w której uczestniczy ksiądz Trybus (Robert Więckiewicz) oraz ksiądz Lisowski (Jacek Braciak), który przed laty uratował swoich kolegów z pożaru kościoła. Zabawę suto zakrapianą alkoholem przerywa nagłe pojawienie się ministranta z wieścią o śmierci jednej z parafianek. Nazajutrz księża zajmują się swoimi codziennymi zajęciami. Ksiądz Trybus z niewielkiej parafii gdzieś na wsi, coraz bardziej pogrąża się w nałogu alkoholowym, a wieść o byciu ojcem dziecka gospodyni Hanki (Joanna Kulig), jeszcze bardziej popycha go do zaglądania do kieliszka. Ksiądz Kukuła stara się rozwiązać problem zaniedbania jednego ze swoich uczniów, gdzie prowadzi lekcje religii. Wkrótce jednak wychodzi na jaw, że chłopak został zgwałcony, a wszelkie podejrzenia padają na księdza Kukułę. Ksiądz Lisowski marzy o przenosinach do Watykanu, ale pełni funkcję osoby od mokrej roboty w kurii u arcybiskupa Mordowicza (Janusz Gajos). Licznymi szantażami oraz łapówkami robi wszystko, aby nie tylko doszło do budowy nowego sanktuarium, ale również żeby wywalczyć upragniony awans.

Kler2

foto: Bartosz Mrozowski

Już na początku postawmy sprawę jasno. Wojciech Smarzowski nie krytykuje wiary w żaden sposób, nie dotyka sfery sacrum, a jedynie profanum w instytucji Kościoła katolickiego. W swoim filmie wymienia wszystkie znane nam grzechy Kościoła, począwszy od szczególnie ostatnio głośnej pedofilii, przez korupcję i łapówkarstwo, po mieszanie się duchownych do polityki, czy kupowanie od państwa gruntów za bezcen. Smarzowski dotyka tak wielu problemów, że niektóre z nich mogą liczyć wyłącznie na jedną krótką, ale sugestywną scenę. To jednak za mało i ciężko nie poczuć rozczarowania powierzchownością. O wiele lepiej sprawdziłoby się postawienie na jeden główny temat, w przypadku „Kleru” pedofilii, która miałaby o wiele mocniejszy wydźwięk, gdyby reżyser tak bardzo nie skakał od jednego wątku do drugiego.

Kościół katolicki ma pełne prawo do oburzenia, bo Smarzowski jawne i bez ogródek atakuje zgniłą i skorumpowaną instytucję kościelną, która szczególnie w Polsce ma spore wpływy. Ale dostaje się wyłącznie klerykom wysoko postawionym w hierarchii. To arcybiskup i reszta jego świty jest ukazana jako czyste zło, bez jakichkolwiek ludzkich odruchów, którzy są w stanie zrobić wszystko, aby zachować swoje wpływy i postawić na swoim. Nie obrywa się za to zwykłym księżom. Smarzowski pokazuje ich jako normalnych ludzi, którzy mają własne, niekiedy tragiczne historie i problemy. Ludzi, którzy grzeszą jak każdy inny, ale starających się naprawić swoje błędy. Reżyser jednak nie zapomina o parafianach, których również krytykuje, bo część z nich wciąż traktuje księży niczym w średniowieczu, chociaż swoimi problemami powinni podzielić się z zupełnie kimś innym.

Kler3

foto: Bartosz Mrozowski

„Kler” ma sporo do powiedzenia o Kościele katolickim w Polsce, ale szybko zaczyna kłaść nacisk głównie na temat pedofilii wśród księży. Temat bardzo nośny, bo praktycznie nie schodzi z telewizyjnych pasków czy nagłówków artykułów. Jak wypada u Smarzowskiego? Ma lepsze i gorsze momenty, ale spełnia swoje zadanie ukazania, jak z tym bardzo trudnym problemem radzi sobie Kościół. Tuszowanie spraw, przenoszenie księży, lekceważenie ofiar, stosowanie wobec nich gróźb, a wszystko to w imię ochrony instytucji, która powinna świecić przykładem moralności i etyki. Zamiast tego Kościół woli lobbować zakazy, jak nieuznawanie homoseksualizmu, który nie jest wolny nawet wśród księży i sióstr zakonnych, czy całkowity zakaz aborcji, o celibacie już nawet nie wspominając. Smarzowski jak na ateistę bardzo sprawnie i celnie potrafi wypunktować absurdy narzucane przez Kościół. Ten sam Kościół, który przesiąknięty jest hipokryzją i moralną degrengoladą.

W jednej ze scen, jeden z księży siedzi na ławce niedaleko kapliczki. Ksiądz siedzi na skraju prawej strony, zaś dziecko ze starszą panią siedzą po lewej stronie. Między nimi tworzy się spora przestrzeń. Ciężko o trafniejszy komentarz Smarzowskiego, który tą jedną prostą sceną chce przekazać nam, że Kościół katolicki jest daleko człowiekowi. U reżysera „Wołynia” zresztą sporo jest symboliki i odniesień. Nawet końcowa scena, zresztą bardzo mocna, dosadna i dopełniająca smutnego obrazu całości, to czysty symbolizm upadku i powolnej agonii Kościoła, który swoimi działaniami i oddalaniem się od szarego człowieka, dąży do samounicestwienia.

Kler4

foto: Bartosz Mrozowski

Brzmi to wszystko bardzo poważnie i też taki jest to film. Jeżeli więc widzieliście luźny i komediowy zwiastun, to nie dajcie się zwieść, bo „Kler” to kolejne przygnębiające i bardzo dramatyczne dzieło Smarzowskiego.. Reżyser tylko raz na jakiś czas rozładowuje emocje małą dawką humoru, więc obawy o podążaniem śladem Patryka Vegi są całkowicie nieuzasadnione. Tym bardziej, że tym razem Smarzowski jest wyważony i zniuansowany w ukazywaniu naszej polskiej rzeczywistości.

Aktorsko film stoi na bardzo wysokim poziomie. Arkadiusz Jakubik jest najlepszy od czasów „Jestem mordercą”, doskonale potrafiąc ukazać emocje i wątpliwości targające jego postacią. Rewelacyjny jest również Jacek Braciak, który idealnie wciela się w księdza-karierowicza, potrafiącego wszystko załatwić. Najgorzej, co nie znaczy, że źle, wypada Robert Więckiewicz. Aktorowi przypadła bardzo niewdzięczna rola alkoholika, którego kilkukrotnie już grał, więc nie ma za bardzo czym zaskoczyć. Ciekawie za to wypada Janusz Gajos. Debiutujący u Smarzowskiego uznany aktor kradnie dla siebie całe show za każdym razem, gdy tylko pojawia się na ekranie. Warto wspomnieć jeszcze o Joannie Kulig, która doskonale pasuje do roli prostej, wiejskiej dziewczyny bez perspektyw.

Kler5

foto: Bartosz Mrozowski

„Kler” nie porusza niczego nowego w krytyce Kościoła. Wszystkie zawarte w filmie tematy doskonale znamy z medialnych relacji, ale Smarzowski nie łapie się tanich sensacji, aby dodać swojemu filmowi dodatkowych kontrowersji. Kościół słusznie może poczuć się urażonym, bo atakowany jest z każdej strony, choć film powinien służyć wyłącznie do debaty odnośnie roli Kościoła w państwie i życiu obywateli. Zamiast tego już teraz mamy bezzasadne bojkoty od osób, które filmu nawet nie widziały. Osoby wierzące mogą więc spać spokojnie, za to klerycy, szczególnie ci najniżej w hierarchii, czeka trudny okres. Ale może choć jeden ksiądz pod wpływem filmu podda pod wątpliwość instytucję, w której pracuje i swoje własne sumienie. Wtedy będzie można uznać, że „Kler” spełnił swoje zadanie.

Ocena: 8/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz