Toren – recenzja (PS4)

Kamil Kościelniak | @kamilgamerweb | | Przeczytasz w 5 min.
Toren_20150519094813

Toren to historia dziewczyny uwięzionej w mitycznej wieży, która intrygowała mnie od dawna i już w momencie pojawienia się pierwszego materiału z rozgrywki wiedziałem, że będę musiał w tę grę zagrać. Produkcja małego niezależnego brazylijskiego studia o nazwie Swordtales, niestety nie udźwignęła ciężaru moich oczekiwań, choć dużo nie brakował.

Toren do gra przygodowa stworzona w stylu dość rzadko w ostatnim czasie wykorzystywanym. Jeśli można by ją porównać do którejś z kultowych produkcji to byłoby to ICO, znane chyba wszystkim posiadaczom konsoli PlayStation 2. Ale brazylijskiej produkcji otrzymanie statusu kultowej raczej nie grozi.

Historia którą poznajemy podczas grania, jest bardzo ciekawa, otóż kierujemy poczynaniami dziewczynki uwięzionej w olbrzymiej wieży. Jej nie trudno się domyślić jej zadaniem  jest oczywiście się z niej wydostać, ale by to uczynić musi najpierw zgładzić strażnika wieży, olbrzymiego smoka, który zgładza swoje ofiary na różne sposoby. Istotnym elementem w grze jest proces kolejnego odradzania się postaci. Dziewczynka toczy walkę ze skrzydlatym drapieżcą już od bardzo dawna, jednak za każdym razem ponosi klęskę, po czym odradza się na nowo by rozpocząć u podnóża wieży kolejną wędrówkę na szczyt. Taki nieubłagany cykl umierania i zmartwychwstania ma swój cel, gdyż tylko dziewczynka może ocalić ludzkość przed unicestwieniem, a by to uczynić, musi zabić smoka. Mała bohaterka dojrzewa więc na naszych oczach w ekspresowym tempie i już nasza w tym głowa, by tym razem zakończyła swoją misję sukcesem. Gdy zaczynamy przygodę z Toren, z kałuży krwi wyruszamy raczkującym berbeciem by wypełnić nasze przeznaczenie, ale bez obaw już po kilku sekundach nasza bohaterka stoi pewnie na dwóch nogach. Z każdym kolejnym piętrem przeklętej wieży, dziewczynka staje się coraz starsza, ale co istotne również coraz silniejsza.

Rozgrywka składa się z powtarzalnych, przeplatających się etapów ze świata realnego, w którym wspinamy się na sam szczyt wieży, oraz świata snu, w którym jednym razem pokonujemy przeszkody w głębinach oceanu a innym razem staramy się znaleźć wyjście z ciemnego labiryntu, oświetlanego jedynie błyskami piorunów. Po każdym dwuetapowym cyklu, nasza bohaterka budzi się coraz starsza i wyrusza w dalsza podróż, by stawić czoła smokowi. Równolegle z kampanią przedstawiana jest historia samotnego rycerza, który pokonuje olbrzymie pustynne przestrzenie by dotrzeć do wieży w celu zgładzenia skrzydlatej bestii. Gracz zdaje więc sobie szybko sprawę, że spotkanie naszej protagonistki z wojownikiem jest nieuniknione.

Cała fabuła gry Toren została zbudowana wokół baśniowego poematu, pełnego odniesień i symboliki. Twórcy zadają graczowi wiele kluczowych dla ludzkości pytań, jak chociażby o sens życia, czy nieodwracalność przemijania. Czyni to brazylijskie dzieło, produkcją niezwykle klimatyczną, owianą intrygującą mgiełką tajemnicy. Niestety ten urzekający klimat i ciekawa oryginalna historia to jedyne atuty tej produkcji.

Sama rozgrywka jest dość mało wymagająca, a rozwiązane w większości zagadek logicznych jest dość oczywiste. Tak więc, gra nie wymaga od nas umysłowej ekwilibrystyki, mało tego elementów stricte zręcznościowych, też jest jak na lekarstwo. Zadania stawiane z którymi przychodzi się zmagac w Toren wymagają od gracza przede wszystkim  cierpliwości. Wiele elementów musimy do znudzenia powtarzać, w tej samej kolejności, by na końcu dotrzeć do celu i pchnąć tę historię do przodu.

Oprawa graficzna w grze również pozostawia wiele do życzenia. I nawet jeśli jest to mała produkcja niezależnego studia z Brazylii, to w 2015 roku powinniśmy wymagać więcej, tym bardziej, że prace nad grą zaczęły się kilka lat wcześniej. Wielu dostrzega, w oprawie wizualnej produkcji studia Swordtales, artyzm. Ja jednak mam z tym problem. Co prawda kolorystyka i ogólny zarys oprawy, jak najbardziej wkomponował się w historię i podkreśla jej klimat, jednak szczegółowość oraz tekstury, to zaledwie półmetek poprzedniej generacji. Kolejną sprawą jest mechanika postaci, która niestety jest dość koślawa i ostro daje po oczach. Dziewczynka, zwłaszcza w początkowych etapach gry, gdy w rekach nie dzierży jeszcze miecza, porusza się dość swoiście. Początkowo mnie to bawił, ale szybko zdałem sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś biegnąc wymachiwał rękoma w ten sposób.

Ale nie przeciętna oprawa jest głównym mankamentem Toren, a ogólna jakość produkcji. Gra jest potwornie zbugowana i pełnia drażniących błędów technicznych, które skutecznie mogą zniechęcić do ukończenia gry pomimo, że jej rozgrywka trawa zaledwie 3 godzin. Zastyganie w miejscu i niemożność poruszania się, zapadanie się w podłożu, przenikanie przez niektóre elementy, lub ich znikanie, to tylko niektóre z błędów, które możemy spotkać podczas gry, której przejście nie zajmie nam nawet jednego dłuższego wieczoru.

Toren pomimo ciekawego pomysłu i klimatycznej historii, jest produkcją mało udaną. Rażące błędy, wynikające z niedbalstwa twórców, potrafią graczowi mocno dać w kość. Paradoksalnie jedyne co sprawia, że grę da się przejść jest jej niewątpliwa wada w postaci śmiesznie krótkiej długości rozgrywki. Być może gdyby wraz z grą wydana była łatka aktualizacyjna naprawiająca błędy, wówczas ocena byłaby inna i grę można by uznać za przyzwoitą, ale niestety tak się nie stało. Ciekawa historia i nieszablonowy pomysł, od tego wszystko się zaczyna, szkoda, że twórcy Toren również na tym skończyli.

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch

POLECAMY

Łowcy Trofeów