W ostatnich latach sporo osób utyskuje na brak kreatywności pośród większych ekip i wydawców. Wszyscy zdają się iść w sprawdzone marki i odcinają kupony od rozpoznawalnych tytułów. Nowe IP są przyjmowane chłodno i zazwyczaj są niewypałami pokroju rzeczy takich jak Concord. To raczej mniejsze studia ze swoimi nowymi tytułami podbijają serca graczy. W zaistniałem sytuacji, należy doceniać te ekipy, które próbują swoich sił z jakimś nowym tytułem jak Capcom i Pragmata czy Square Enix i The Adventures of Elliot: The Millennium Tales, które miałem ostatnio okazję ogrywać. Czy najnowszy tytuł w retro stylistyce HD-2D okaże się gratką dla fanów JRPG?
The Adventures of Elliot: The Millennium Tales to najnowsza produkcja Square Enix i tytuł, który stara się dostarczyć rozgrywki w stylu retro, oferując jednocześnie naprawdę przyjemną grafikę w stylu HD-2D, który kojarzony jest z serią Octopath Traveller, Live A Live czy odświeżeniem pierwszych trzech odsłon legendarnego Dragon Quest. Nowa produkcja trafiła na konsole i PC, a ja miałem okazję sprawdzić wersję tego tytułu przeznaczoną na PlayStation 5.
Na ratunek
The Adventures of Elliot: The Millennium Tales to gra o podróży w czasie, gdzie wcielamy się w tytułowego śmiałka Elliota, który wyrusza na wielką wyprawę, by ochronić królestwo Huther i księżniczkę Heuria, której magia jest jedyną barierą przed potworami.
Bohater nie jest typowym wybrańcem losu ani legendarnym wojownikiem. To zwykły poszukiwacz przygód, którego ciekawość prowadzi do odkrycia wydarzeń mogących całkowicie odmienić los całego świata. Po pierwszych godzinach zabawy zdobywamy cennego kompana naszych przygód gadatliwą wróżkę Faie, która udziela się zarówno w fabule jak i ma spory wpływ na rozgrywkę The Adventures of Elliot: The Millennium Tales.
Historia jest tutaj lekka, ale solidna. Twórcy bardzo umiejętnie dawkują informacje dotyczące historii świata. Kolejne lokacje odsłaniają fragmenty wydarzeń sprzed setek lat, a odnajdywane artefakty oraz zapiski pozwalają stopniowo składać całość w spójną opowieść. Dzięki temu eksploracja ma prawdziwy sens. Nie przemierzamy kolejnych lokacji wyłącznie po to, by pokonywać przeciwników, ale również po to, by odkrywać tajemnice przeszłości. Zwiedzanie tych samych miejsc w różnych epokach wypada fajnie i dobrze buduje klimat przygody Elliota.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że mamy tutaj przegadany tytuł. Dialogów i scenek skoncentrowanych na gadaniu jest sporo. Do tego Faie nadaje prawie bez przerwy. Między innymi z tego powodu ta gra kojarzy mi się z pewną legendarną serią o Nintendo, gdzie też były wróżki, które bardzo lubiły truć.
Zeldalike
Rozgrywka w The Adventures of Elliot: The Millennium Tales jest dosyć ciekawa i z początku może trochę zaskakiwać. Twórcy postanowili odejść od turowego systemu znanego z Octopath Traveler i zaoferować znacznie bardziej bezpośrednią rozgrywkę, jednocześnie zachowując klimat klasycznych przygodowych RPG i produkcji takich jak wczesne odsłony cyklu The Legend of Zelda. The Adventures of Elliot stawia na dynamiczne starcia rozgrywane w czasie rzeczywistym. Bohater korzysta z miecza, łuku oraz wielu specjalnych zdolności pozwalających dostosować styl walki do konkretnej sytuacji. Aktywne możemy mieć na raz dwie bronie i jeden skill. Mamy podstawowy atak i silniejszą wersję po naładowaniu. Jest też tarcza i skok, który potencjalnie można wykorzystać do uniku.
System wydaje się prosty jedynie na początku. Podstawowe ataki szybko zostają uzupełnione unikami, kontratakami, ładowanymi ciosami oraz specjalnymi umiejętnościami wykorzystującymi energię magiczną. Ciągle zdobywamy nowe sprzęty, sille i mocniejsze warianty mieczy, łuków, bumerangów czy młota, które są w naszym ekwipunku. Dzięki temu mamy wrażenie rozbudowy naszego katalogu opcji walki.
Wróżka aktywnie wspiera Elliota podczas walki. Może atakować przeciwników z dystansu, spowalniać ich, aktywować mechanizmy znajdujące się poza zasięgiem bohatera czy nawet pomagać podczas rozwiązywania zagadek. Postać ta ma zastosowanie zarówno w walcje jak i przy eksploracji, co jest bardzo fajne. Domyślnie sterujemy nią prawą gałką analoga, ale można też grać w dwie osoby, co jest miłym dodatkiem.
W trybie kooperacji druga osoba może przejąć kontrolę nad Faie, dzięki czemu cała przygoda nabiera zupełnie nowego charakteru. To bardzo ciekawy pomysł, który pozwala uniknąć klasycznego problemu współpracy polegającego na kontrolowaniu dwóch niemal identycznych postaci.
Walka zachęca do nieustannego ruchu. Przeciwnicy są agresywni, potrafią otaczać bohatera oraz wykorzystywać własne zdolności specjalne. Bezmyślne wciskanie jednego przycisku bardzo szybko kończy się porażką.
Największe wrażenie już od pierwszych godzin robi konstrukcja świata. The Adventures of Elliot nie prowadzi gracza wąskim korytarzem od jednej scenki fabularnej do drugiej. Otrzymujemy rozległe lokacje pełne ukrytych przejść, zagadek środowiskowych oraz sekretów czekających na odkrycie.
Eksploracja nie ogranicza się wyłącznie do przemierzania kolejnych lokacji. Twórcy przygotowali liczne zagadki logiczne wykorzystujące możliwości obu bohaterów.Faie aktywuje mechanizmy znajdujące się poza zasięgiem Elliota. Bohater przesuwa ciężkie obiekty, ustawia lustra, żeby prowadzić za ich pomocą wiązki światła i tak dalej. Jest też trochę platformowych elementów rozbudowujących napotkane puzzle.Elliot i Faie wspólnie rozwiązują bardziej złożone łamigłówki wymagające odpowiedniej synchronizacji działań. Nie są to wyjątkowo trudne zagadki, jednak bardzo skutecznie urozmaicają tempo zabawy. Dzięki nim gra nie zamienia się w nieustanną serię walk. Ten aspekt sprawia, że The Adventures of Elliot: The Millennium Tales tak bardzo koajrzy mis ie z Zeldami z kosnol przenosnych. Gra ma podobnyklimat i rytm rozgrywki.
Nasz mały arsenał
Chce na chwilę jeszcze wrócić do naszego uzbrojenia, bo ten element gry jest naprawdę miodny. Poszczególne rodzaje broni różnią się nie tylko zadawanymi obrażeniami, ale również szybkością ataku, zasięgiem oraz dodatkowymi efektami specjalnymi. Każdy z przedmiotów ma swoje zastosowanie
Lekki miecz pozwala błyskawicznie eliminować pojedynczych przeciwników. Ciężkie bronie zadają znacznie większe obrażenia kosztem wolniejszych animacji. Łuk umożliwia eliminowanie zagrożeń z bezpiecznej odległości. Dodatkowo pojawiają się magiczne artefakty oraz specjalne wyposażenie pozwalające modyfikować styl walki. Bardzo ważnym elementem pozostaje rozwój ekwipunku. Nowe bronie nie są jedynie prostymi ulepszeniami poprzednich modeli. Często całkowicie zmieniają sposób prowadzenia walki.
Mamy też ciekawy system kryształów z różnymi ulepszeniami danej broni. Mogą być to nowe ataki, wzmacnianie statystyk, ale tez inne bajery. Ja na przykład w pewnym momencie zdobyłem moc zamrażania dla bomb. Wariantów jest naprawdę sporo i każdy z przedmiotów ma po co najmniej kilka opcji, które możemy wybrać. Dzięki temu jesteśmy zachęcani do eksperymentowania zamiast kurczowego trzymania się jednego zestawu wyposażenia przez całą kampanię.
Odkrywanie broni i poznawanie ich zastosowania wypadło tutaj naprawdę dobrze i to jeden z moich ulubionych aspektów The Adventures of Elliot: The Millennium Tales.
Mini metroidvania
Eksploracja przypomina momentami klasyczne gry z serii The Legend of Zelda lub coś w rodzaju metroidvanii. Wiele ścieżek pozostaje początkowo niedostępnych. Dopiero zdobycie nowych narzędzi lub umiejętności pozwala wrócić do wcześniej odwiedzonych miejsc i odkryć ich kolejne tajemnice. Rozgrywka kręci się wokół zdobywanego sprzętu i umiejętności i otwierania nowych ścieżek na mapie. Na dodatek mamy też sporo sekretów i opcjonalnych losów z nagrodami, które wzmacniają naszą postać, ale zaliczenie ich nie jest niezbędne do ukończenia gry. Tak powiększamy nasz zasób strzał do łuku, ilość noszonych broni czy pulę punktów życia.
Jest też trochę zadań opcjonalnych, wyzwań i całkiem fajny quest poboczny z odszukiwaniem zagubionych kotów znajdujących się w różnych epokach. Dzięki temu wszystkiemu The Adventures of Elliot: The Millennium Tales jest całkiem rozbudowaną produkcją, przy której zainteresowany osoby mogą spędzić sporo czasu na eksploracji i odkrywaniu wszystkich smaczków.
Fenomenalny wygląd
The Adventures of Elliot: The Millennium Tales to najnowsza produkcja korzystająca z HD-2D i jak dla mnie gra wygląda przepięknie. Nie przejadała mi się ta retro stylistyka i każdy kolejny tytuł robi na mnie pozytywne wrażenie. Wszelkie lasy, mokradła, wioski i ruiny cywilizacji wyglądają tutaj super. Jest klimacik i bardzo fajny design świata i postaci. Do tego fajne pejzaże i spoko ujęcia w tym takie z lekką zmianą perspektywy. Całość po prostu śmiga i jest niezwykle przyjemna dla oka.
Narzekanie
W ogólnym rozrachunku The Adventures of Elliot: The Millennium Tales to fajny tytuł, który po prostu nie jest dla każdego. Jest jednak kilka rzeczy, które mnie osobiście niezbyt przypadły do gustu.
Po pierwsze szkoda, że nie ma tutaj konkretnego levelowania i zdobywania punktów doświadczenia lub chociaż expa broni. Przeciwników jest sporo, często się respawnują, ale nagrody za walkę z nimi są bardzo znikome. Przez to jeśli nie zależy nam na osiągnięciach uciekanie i pędzenie przez mapki może być lepszym wyborem niż walka. To pewnie kwestia podejścia do gry, ale dla mnie w pewnym momencie nie było sensu tracić czasu na walki, które praktycznie nic mi nie dają.
Innym problemem może być ilość nawijania. Faie gada naprawdę dużo i buzia się jej nie zamyka. To może frustrować i kojarzyć się z tytułami takimi jak Forspoken, gdzie obciachowe dialogi skutecznie pogarszały grę. Nie jest tak źle i osobiście za bardzo mi teksty i ich ilość nie przeszkadzały. Wiem jednak, że jestem na to znacznie mniej wrażliwy niż inni, bo praca w korporacji uodporniła mnie na cringe w niewiarygodnym stopniu.
Innym potencjalnym problemem jest dosyć mała różnorodność przeciwników. Mamy garstkę typów, którzy pojawiają się w kilku wariantach i to by było na tyle. Nawet walki z pomniejszymi bossami lochów czasem się powtarzają. To sprawia, że gra zdaje się być raczej niezbyt rozbudowanym tytułem.
Wrażenie to jest pogłębione przez motyw podróży w czasie. Odwiedzamy mapę w czterech różnych wersjach z czterech epok. Tylko wszystko jest do siebie bardzo podobne i w połączeniu ze sporą ilością backtrackingu świat zdaje się być malutki.
Te ostatnie dwa problemy sprawiają, że The Adventures of Elliot: The Millennium Tales nie wciągnęło mnie tak jak inne produkcje HD-2D. Do tego gra zdaje się być mniejsza i przypominać trochę skromniejszą, budżetową produkcję. Jest to dosyć dużym problemem, gdy weźmie się pod uwagę jedną dodatkową rzecz.
Cena sukcesu
Ostatnią kwestią, nad którą warto się tutaj zastanowić, jest cena. Mam wrażenie, że w przypadku gry takiej jak The Adventures of Elliot: The Millennium Tales metka z ceną od około 250 złotych do 300 złotych w zależności od systemu, na którym chcemy grać, jest sporą barierą. To jest stawka AAA za produkcję, która na pierwszy rzut oka nie robi wrażenia wysokobudżetowego tytułu i nie może podpierać się rozpoznawalną marką lub przynależnością do legendarnej serii. Nie pomaga też, że jest to tylko dobra gra i produkcja skierowana raczej do konkretnego typu gracza. Nie ma tutaj za bardzo efektu wow i potencjału na wiralowy hit, w który każdy zagra, bo ludzie trąbią o grze bez przerwy. Wydaje mi się, że z tego powodu The Adventures of Elliot: The Millennium Tales przejdzie bez większego echa i nie zrobi szału jeśli chodzi o wyniki sprzedażowe. Trochę szkoda, bo to naprawdę fajna pozycja, która serwuje retro klimat i potrafi wciągnąć. Jednak w roku, gdy ludzie praktycznie potykają się o bardzo dobre gry i zanosi się na to, że przed nami jeszcze wysyp hitów, trudno będzie pochylić się nad tym tytułem. Trochę mam nadzieję, że jestem w błędzie, bo nie chciałbym, żeby Square Enix uznało ten tytuł za porażkę i odpuściło sobie podobne eksperymenty.
Na fali
The Adventures of Elliot: The Millennium Tales to fajna produkcja, która ma super klimat i czas spędzony z nią był pełen nostalgii do gier, w które kiedyś katowałem. Zwłaszcza latem na konsolach przenośnych podczas różnych wyjazdów wakacyjnych. Do tego mamy jeszcze solidny gameplay i naprawdę przepiękną oprawę graficzną. Jest tutaj naprawdę sporo zalet. Niestety nie wszystko wypaliło w 100% i tytuł z potencjałem na świetną grę jest tylko dobry. Mam wrażenie, ze The Adventures of Elliot: The Millennium Tales znajdzie swoich odbiorców i będą ludzie, którzy naprawdę pokochają ten tytuł. Niestety zabrakło trochę, żeby była to gra, którą można polecać każdemu. Mimo to trzymam kciuki za tą produkcją, bo mamy już fundamenty pod naprawdę wyśmienitą produkcję.





