Recenzja Disco Elysium – The Final Cut. Piękno chorego umysłu

Disco Elysium
Disco Elysium

Amnezja to najbardziej wyświechtany ze wszystkich możliwych sposobów na rozpoczęcie historii. Dzieł kultury stosujących ten zabieg są setki, jeśli nie tysiące, a liczba ta stale rośnie. To ulubiona sztuczka żółtodziobów, pozwalająca na łatwe i bezpieczne wprowadzenie odbiorcy w nowy świat, przy okazji służące jako kapitalne wytłumaczenie utraty przez bohatera wszystkich swoich umiejętności w przypadku kontynuacji. Skuteczne, ale jakże nudne i nieciekawe. A przynajmniej w większości przypadków, bo estońskie ZA/UM swoim Disco Elysium – The Final Cut udowadnia, że nie tylko można ten motyw przedstawić w sposób niezwykle intrygujący, ale też uczynić z niego podstawę pod grę wręcz wybitną.

The Spotless Mind

Przede wszystkim zaskakujące są okoliczności nastąpienia tejże amnezji u głównego bohatera. Jakakolwiek wiedza o otaczającym go świecie (czy nawet nim samym) wyparowała z jego głowy po trzech dniach ostrego chlania, zwieńczonych zawałem serca. To właśnie w tym momencie poznajemy naszego detektywa – jest zawieszony gdzieś między życiem a śmiercią, dyskutując na ten temat z przedstawicielami swojego pofragmentowanego umysłu. Ma jednak szczęście – nie umiera, chociaż może w tej chwili byłaby to dla niego lepsza alternatywa. Budzi się na potężnym kacu w zdemolowanym pokoju hotelowym, na sobie ma tylko brudne gacie, a z twarzy nie schodzi mu okropny, „figlarny” grymas. Wisienką na tym czekoladowym torcie jest zgubiony but, który na szczęście wkrótce się odnajduje – leży na balkonie pośród drobinek rozbitego szkła. Wszystko to jednak zaledwie początek jego problemów.

Recenzja Disco Elysium The Final Cut 5
A wiecie za kogo były najniższe podatki?

Na hotelowym podwórzu już od tygodnia posępnie dynda wisielec i to właśnie nasz bohater został oddelegowany przez 41. komisariat w Jamrock do zbadania sprawy i zdjęcia nieszczęśnika z drzewa po dokonaniu oględzin miejsca zbrodni. Dowiaduje się tego z rozmów z „lokalsami”, podchodząc do tematu z niemałą dozą sceptycyzmu – w końcu prawdziwy policjant miałby na swoim wyposażeniu odznakę oraz broń. Okazuje się jednak, że tę ostatnią faktycznie miał, bo posłużyła mu ona do terroryzowania klientów hotelowej kawiarni grożeniem, że rozwali sobie na ich oczach makówkę. Nic więc dziwnego, że pracownik recepcji jest do policjanta nastawiony tak bardzo negatywnie, w czym z pewnością nie pomaga też fakt, że ten nadal nie uregulował rachunków za pokój, swoje środki inwestując zamiast tego w płynne aktywa.

Gdzie ja jestem?

Jeżeli wydaje wam się, że zdradzam zdecydowanie zbyt dużo, to uspokajam – wszystko to ma miejsce w pierwszych dwudziestu minutach tego kilkudziesięciogodzinnego RPG-a. Mało tego, po całym tym zwariowanym wstępie robi się tylko lepiej. Z każdą kolejną rozmową dowiadujemy się coraz więcej o otaczającym nas świecie i panujących w nim zasadach, co tylko zachęca nas do jeszcze mocniejszego zagłębienia się w jego historię. Olbrzymia w tym zasługa formy podania tychże informacji, bo zamiast suchego kodeksu niczym w grach BioWare, wszystkie informacje przekazywane są nam organicznie w trakcie rozmów z dziesiątkami różnorodnych i prześwietnie napisanych mieszkańców Martinaise – dzielnicy miasta Revachol, w którym toczy się akcja gry.

Recenzja Disco Elysium The Final Cut 4
Gdzie nie pójdę, tam trupy…

Scenariusz Disco Elysium prezentuje poziom nieporównywalnie wyższy od tego, co zobaczyć można w innych grach. Jest to o tyle ważne, że to właśnie na rozmowach spędzamy lwią część rozgrywki. Twórcy miejscami stawiają przed nami dosłownie ściany tekstu, które mimo wszystko śledzi się z łatwością i zaciekawieniem. Mnóstwo jest tu filozoficznych dywagacji na tematy nie tylko polityczne i kulturowe, ale też bardzo często po prostu egzystencjonalne. Niemniej, pomimo poruszania dość ciężkich tematów, dialogi napisane są jak najbardziej przejrzyście, choć na pewno nie prosto.

Me, Myself & I

Niezwykle ciekawym pomysłem jest uczynienie umysłu protagonisty jednym z bohaterów tej opowieści. Choć, po krótkim zastanowieniu, może powinienem użyć w tym miejscu liczby mnogiej, ponieważ każda z cech charakteru detektywa zdaje się być osobnym bytem. Poszczególni „mieszkańcy” umysłu głównego bohatera co rusz wtrącają się w trakcie dialogów ze swoimi przemyśleniami i podpowiedziami, nierzadko kłócąc się między sobą. I tak jeśli nasz protagonista ma ciągoty do dramaturgii, jego mózg będzie go nakłaniał do kłamstw i przesadnego dramatyzowania, z kolei jego encyklopedyczność raz za razem podrzucać będzie ciekawostki o świecie, które mogą okazać się przydatne w trakcie dysput, umożliwiając wytknięcie komuś błędu i pokierowania rozmowy na kompletnie inne tory.

Recenzja Disco Elysium The Final Cut
Nie, wbrew pozorom nie jest to Rzeszów.

Każda z kilkunastu dostępnych cech charakteru to zatem osobny bohater, ale, co najlepsze, niekoniecznie mający dobro głównego bohatera na względzie. Disco Elysium to bowiem gra przede wszystkim o walce z własnymi demonami i nałogami, o próbie pozbierania do kupy swojego życia i, o ile to możliwe, jego zmiany na lepsze. Scenarzyści perfekcyjnie oddali tutaj to, jak wyglądają niekończące się rozmowy z własnym, rozbitym przez depresję umysłem. Wypada to nad wyraz wiarygodnie, a sam nierzadko trafiałem na podobne dyskusje, które w swoich gorszych momentach prowadziłem sam ze sobą również ja. Pomysł ten zrealizowano naprawdę perfekcyjnie – czarne myśli są tutaj nad wyraz uporczywe, bezustannie wiercąc dziurę w boku bohatera, próbując go złamać i zepchnąć jeszcze głębiej w wir rozpaczy. 

Wszelkie słowne potyczki – zarówno z własnymi myślami, jak i prawdziwymi ludźmi – odbywają się tu na zasadzie rzutu kośćmi. Wyrzucenie odpowiedniej liczby oczek oznaczać będzie zwycięstwo, skutkujące zazwyczaj celną ripostą lub błyskotliwą myślą. Mechanika ta nabiera jednak rumieńców, kiedy nam się nie uda, bo w kontekście motywu walki ze swoim umysłem oznacza to, że to on przejmuje stery, czego konsekwencje nierzadko bywają dość przykre. Ot, w trakcie rozmowy telefonicznej z pewną kobietą może wyjść z nas zinternalizowany lowelas-seksista, wpychający w nasze usta ostre i mocno niedwuznaczne hasła. Co ciekawe, koniec końców to my musimy dokonać wyboru, którą z równie obrzydliwych opcji dialogowych wybrać. W efekcie to również my, a nie tylko bohater, czujemy później zażenowanie i wstyd za wypowiedziane słowa.

Recenzja Disco Elysium The Final Cut 3
Tylko nie różowy, dobra?!

Wszystko to sprawia, że w Disco Elysium niezwykle łatwo jest przepaść i porzucić główny wątek, tylko po to, by zacząć szlajać się po zdewastowanym minioną wojną domową Martinaise i po prostu rozmawiać czy to z innymi ludźmi, czy to z samym sobą. Na każdym kroku natknąć można się na kolejny skrawek informacji o tym jakże podobnym do naszego, ale jednocześnie intrygująco innym świecie, albo poznać kogoś nowego, w międzyczasie podejmując się pobocznego śledztwa dotyczącego dwójki zaginionych kryptozoologów. Ba, może się okazać, że rozwiązanie jednej z wielu zapisanych w dzienniczku głównego bohatera tajemnic znajdziemy w miejscu, którego absolutnie byśmy się nie spodziewali, przy okazji dowiadując się o kolejnych pijackich ekscesach protagonisty, których dokonał zanim jeszcze przejęliśmy nad nim kontrolę.

Rozmowy w toku

Najbardziej szokujące jest jednak to, że poza zwiedzaniem i rozmawianiem w zasadzie niewiele więcej się tutaj robi. Brak tu nawet jakiejkolwiek walki, nie licząc tej odbywającej się w trakcie dialogów, a jedynymi bardziej growymi elementami jest kolekcjonowanie części garderoby z premiami dla poszczególnych cech charakteru, czy też dbanie o zdrowie fizyczne i mentalne głównego bohatera. Niezłym motywem jest też internalizacja pewnych myśli, które kiełkują w naszej głowie w trakcie rozgrywki – trwa to trochę, ale w efekcie zyskujemy bonusy do umiejętności oraz odblokowujemy gdzieniegdzie nowe opcje dialogowe. Scenariusz został jednak skrojony tak dobrze, że pomimo ubogiej rozgrywki, trudno jest się od Disco Elysium oderwać.

Recenzja Disco Elysium The Final Cut 2
W życiu nie zgadniecie czyj to samochód.

Dla wielu dość problematyczne dotychacz mogły okazać się nieudźwiękowione dialogi oraz brak polskiej wersji językowej, co przy ilości tekstu zawartej w Disco Elysium prawdopodobnie skutecznie zniechęciło część potencjalnych nabywców. Pora więc w końcu sięgnąć po portfel, bo obie te rzeczy nareszcie naprawiono. Naprawdę niezły dubbing wprowadziła już niemalże rok temu edycja The Final Cut, a teraz wraz z premierą next-genowej wersji Disco Elysium do gry zawitała również kinowa polonizacja na naprawdę wysokim poziomie. Wersja na konsole nowej generacji to przede wszystkim stabilne 60FPS oraz wysoka rozdzielczość, dzięki której jeszcze bardziej docenić można przepiękny projekt lokacji oraz oniryczne wręcz portrety bohaterów, nadające charakteru raczej prostym modelom postaci.

Czy warto kupić Disco Elysium – The Final Cut?

Disco Elysium raczej nie przypadnie do gustu wszystkim, bo jest to dość specyficzna produkcja, której niewiele tak naprawdę brakuje do powieści wizualnej. Rozgrywki jest tutaj tyle, co kot napłakał, a zdecydowaną większość czasu spędzamy na zdających się nie kończyć dialogach. Na całe szczęście ZA/UM zatrudniło do pracy nad grą scenarzystów pierwszej klasy, więc całość chłonie się bez opamiętania, zapominając o całym bożym świecie. To wybitna produkcja i jeden z tych tytułów, które dobitnie udowadniają, że gry to sztuka. Dubbing oraz polska wersja językowa to zatem niejako wisienki na torcie, dopełniające tę jakże smakowitą całość. Jeżeli lubicie dobre i niejednoznaczne opowieści – w Disco Elysium – The Final Cut zagrać po prostu musicie.

Tagi: , ,

Plusy
  • Kapitalnie przedstawiony chory umysł bohatera
  • Różnorodni i świetnie napisani bohaterowie
  • Ciężki, niekiedy oniryczny klimat
  • Mnogość dróg do celu
  • Ciekawy świat i świetny projekt odwiedzanych lokacji
  • Intrygujące wątki poboczne
  • The Final Cut wzbogacone o dubbing i polską wersję językową
  • Oprawa audiowizualna
Minusy
  • Twórcom zdarza się lać wodę
10
Ocenił Konrad Noga
Recenzja gry na Xbox Series X

Recenzja powstała na podstawie rozgrywki z konsoli Xbox Series X

Recenzje gier OpenCritic