Connect with us

Cześć, wpisz czego szukasz.

RECENZJE GIER

Recenzja Call of the Sea. Na tej wyspie chorzy zmieniają się w ryby

Call Of The Sea
Call Of The Sea

Tajemnicza choroba sprawiła, że mąż Norah musiał opuścić dom i udać się w podróż na odległą wyspę, by odnaleźć lekarstwo dla swojej cierpiącej żony. Norah z dnia na dzień stawała się coraz słabsza, a na jej rękach pojawiały się dziwne, czarne znamiona. Wyprawa odkrywcza jej ukochanego od dłuższego czasu nie dawała jednak znaku życia. Któregoś dnia Norah znalazła pod drzwiami przesyłkę z instrukcjami, jak dostać się na wyspę i pomimo słabości, postanowiła ruszyć śladem ekspedycji. Jej celem miało być Tahiti leżące na Oceanie Spokojnym.

W ten sposób rozpoczyna się fabuła Call of the Sea, mystopodobnej przygodówki od studia Out of Blue. Jako nasza bohaterka Norah będziemy musieli odkryć, co stało się z zaginioną wyprawą jej męża, a jednocześnie dowiedzieć się więcej o przedziwnej chorobie, która trawi jej ciało. Jak to w gatunku bywa, w czasie badania wyspy protagonistka będzie musiała zmagać się z wieloma przeciwnościami losu, czyli łamigłówkami, które rozwiąże za nią sam gracz.

Call of the Sea 1

Podoba mi się, że historia została zrealizowana tu w formie przeszłej. Wszystko już się wydarzyło, a ty, sterując bohaterką, odkrywasz, co się właściwie stało z wyprawą jej męża. To dobre odwołanie do klasyków gatunku chociażby literatury grozy, dzięki czemu możemy śledzić z boku szaleństwo, jakie dopada ludzi, którzy postawili swoje kroki na tej wyspie przed nami. Gra zarysowuje ciekawą tajemnicę do odkrycia i aż się chce czytać wszystkie notatki pozostawione przez ekspedycję i domyślać własnego toku zdarzeń.

Niestety, jak bardzo format by mi się nie podobał, mam pewien problem z opowieścią. Schorowana bohaterka, która wyrusza śladem męża mającego znaleźć lekarstwo na jej chorobę to ciekawy pomysł. Na samym wstępie zastanawiamy się, jakież to sekrety może skrywać egzotyczna wyspa, a tak naprawdę wszystko zostanie sprowadzone do mitologii Cthulhu… Ile można?! Ja naprawdę lubię twórczość Lovecrafta, ale obecnie jestem nią okropnie zmęczony! Mity były wyborne, kiedy zachowywały pewną niszę. Dzisiaj co druga gra, która buduje jakąś tajemnicę, musi mieć nawiązania do Cthulhu.

Call of the Sea 2

Nie mam problemu do Call of Cthulhu, bo tam sama nazwa mówi mi, czego będzie dotyczyła historia i od samego początku to wiem, więc moje nastawienie jest diametralnie różne. W takie The Sinking City również zagrałbym z wielką chęcią, bo już patrząc na pudełko orientuję się, czego mam się spodziewać. Call of the Sea jest jednak trochę zwodnicze. Dostaję kolorową wyspę, nietypowe wprowadzenie i obietnicę czegoś, co nawet może przypominać The Witness, a wszystko i tak zostaje sprowadzone do Wielkich Przedwiecznych i ryboludzi. Strasznie się na tym zawiodłem.

Kochani twórcy, jest mnóstwo źródeł inspiracji, w jaki sposób przedstawić nietuzinkową intrygę z motywami okultystycznymi i paranormalnymi w tle. Moim zdaniem aktualnie Cthulhu to pójście na łatwiznę, jeśli nie chce się w to iść na całość. A nawet, jeśli koniecznie chcecie inspirować się twórczością Lovecrafta, to pozostało mnóstwo niewykorzystanych lub słabiej znanych motywów. Nie wszystko musi być kolejnym Dagonem, gdy są chociażby: Kolor z innego wszechświata, Szczury w murach, W górach szaleństwa, czy któryś z mniej znanych utworów poetyckich.

Call of the Sea 3

To jednak mój osobisty problem. Te klimaty mi się przejadły i nic na to nie poradzę. Ryboludzi widziałem już setki razy, ale jeśli ktoś jeszcze się nimi nie zmęczył, opowieść powinna mu przypaść do gustu. Co ważne, nie jest to długa gra. Przejście na 100% zajęło mi około 6 godzin, ale myślę, że podczas rozgrywki nastawionej po prostu na ukończenie, czas ten skróci się do 4-5, chociaż pamiętajmy, że jest to zależne od tego, jak szybko ktoś wpadnie na rozwiązanie zagadek. Być może niektórym wyda się to dziwne, że chwalę fakt, iż tytuł nie jest długi, ale Call of the Sea sprawdza się wyśmienicie jako „gra pomiędzy”. Historia i rozgrywka są na tyle krótkie, że nie zdążą się zmęczyć, więc można w nią zagrać jako rozluźnienie przed innymi produkcjami.

Jak oznajmiłem na wstępie, to przygodówka z rodzaju tych naśladujących Mysta. Tyle tylko, że gdy produkcja od Brøderbund Software, a później Ubisoftu, miała statyczne tła, między którymi poruszaliśmy się poklatkowo, tutaj całe środowisko odwzorowano w 3D. Podczas wszystkich sześciu rozdziałów rozgrywka wygląda w ten sposób, że łazimy po lokacji, by odnaleźć notatki fabularne i poszlaki, a gdy uznamy, że zebraliśmy ich wystarczająco, przechodzimy na zmaganie z zagadkami, by popchnąć grę do przodu.

Call of the Sea 4

Gra jest dosyć wymagająca, ale prezentuje bardzo liniowy gameplay, który wskazuje na kolejność robienia rzeczy. Czasem aż za bardzo liniowy i aż chciałoby się, by produkcja częściej wrzucała nas do większych plansz, w których moglibyśmy wykonywać zagadki w obojętnie jakiej kolejności, nawet podejmując się aktywności pobocznych, a dopiero potem ruszać dalej. Wpadło mi to do głowy podczas samego grania i sądzę, że przy takiej oprawie, jaką ma Call of the Sea, przygodówkowy i kameralny open world miałby dużą rację bytu. Należy też zauważyć, że końcowe fragmenty są zauważalnie gorsze. Wolałbym do samego końca eksplorować przepiękną wyspę, a nie łazić po ruinach i jaskiniach.

I tym właśnie jest Call of the Sea. Niezłą, chociaż nie wybitną produkcją. Przyznaję, że gra się w nią przyjemnie, ale jednocześnie stwierdzam, że to nic odkrywczego. Zwłaszcza, jeśli chodzi o stronę fabularną. To dobra przygodówka, w którą szczególnie polecam zagrać pomiędzy innymi, większymi grami. W tej sprawdzi się najlepiej. Mimo to fani gatunku łakomi wszelkich nowości powinni być jednak zadowoleni.

PS. Dlaczego są tu tak potwornie małe napisy? By przeczytać zapisy w dzienniku bohaterki, autentycznie musiałem wstawać i podchodzić do ekranu! Moja kanapa wcale nie stoi tak daleko od telewizora, wzrok mam jeszcze dobry, a miałem z tym problem. Napisy mają być czytelne z drugiego końca pokoju, a nie ledwie z kilku centymetrów!

Advertisement. Scroll to continue reading.
Plusy
  • Barwna oprawa graficzna
  • Zawiązanie opowieści
  • Gra nie jest za długa
  • Ciekawe łamigłówki
Minusy
  • Motywy Cthulhu się przejadły
  • Dosyć liniowa
  • MAŁE NAPISY!
8
Ocenił
Robert Chełstowski
Xbox One

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli Xbox One

Recenzje gier OpenCritic
1 komentarz

1 komentarz

  1. SPOILER w recenzji

    28 marca 2021 at 13:29

    uwaga, w recenzji poważny SPOILER

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.

Advertisement

Zobacz także...

TESTY SPRZĘTÓW

Garmin już od kilku dobrych lat podbija rynek zegarków sportowych. W swojej ofercie posiada wiele produktów z różnych półek cenowych, które są kierowane do...

PUBLICYSTYKA

Takiego zestawienia gier jeszcze nie mieliśmy – w lipcu jedziemy na urlop… do Japonii. Każda z niżej opisanych gier jest w rękach japońskich wydawców....

RECENZJE GIER

Kuba: Pamiętam, że byłem niezmiernie zmieszany, kiedy podczas The Game Awards 2019 został zaprezentowany pierwszy trailer z Dungeons & Dragons: Dark Alliance. Zapowiedź gry...

MOBILE

NieR Re[in]carnation, mobilna odsłona uznanej serii autorstwa Yoko Taro, otrzymało nareszcie datę zachodniej premiery. Tytuł ten do tej pory dostępny był wyłącznie w Japonii,...

Advertisement