Kształt wody – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 9 min.
Kształt wody1

Gotycki romans, dramat fantasy, klasyczny horror, kino komiksowe, monster movie, a nawet serial animowany. Guillermo del Toro pomimo swojemu specyficznemu stylowi, który nadaje każdej ze swoich produkcji, nie daje się zaszufladkować w jednym gatunku, ciągłe eksperymentując i próbując swoich sił w coraz to nowszych połączeniach. Ponurej, mrocznej i złowrogiej stylistyki z jego filmów nie da się pomylić z żadnymi innymi dziełami kinematografii, a przez tyle lat nikt nawet nie zbliżył się jakością do mistrza. Jednak meksykański reżyser nie zdobył do tej pory uznania na największych filmowych galach. Ta sytuacja może zmienić się za sprawą „Kształtu wody”, który nieoczekiwanie zgarnął Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji. Nominacje musiały się więc posypać i Guillermo del Toro odebrał swojego pierwszego Złotego Globa za reżyserię, zaś jego najnowsze dzieło przebiło nawet „Dunkierkę” Christophera Nolana czy „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” Martina McDonagha w liczbie nominacji. Filmowi jednak daleko do zostania faworytem w najważniejszych kategoriach. Mimo to Guillermo del Toro po raz kolejny zdobywa serca nowych fanów, a to ważniejsze od wszelkich filmowych nagród.

Elisa Esposito (Sally Hawkins) wiedzie nudne i samotne życie. Codziennie rano budzi się na dźwięk budzika, po czym wstawia do wrzątku kilka jajek na osiem minut, w tym czasie biorąc kąpiel w wannie i masturbując się zanim rozlegnie się dzwonek czasomierza. Jedną kanapkę z jajkiem przynosi sąsiadowi Gilesowi (Richard Jenkins), drugą pakując do torby na lunch. Do pracy jeździ tą samą linią autobusową, wysiadając przed wojskowym laboratorium, gdzie wraz z przyjaciółką Zeldą Fuller (Octavia Spencer) pracuje w charakterze sprzątaczki. Pewnego dnia to spokojne i poukładane życie zostanie wywrócone do góry nogami za sprawą tajemniczego obiektu badawczego, który pojawia się wraz z szefem projektu Richardem Stricklandem (Michael Shannon). Wkrótce później Elisa odkrywa, że wojsko przetrzymuje do badań humanoidalnego stwora, przypominającego krzyżówkę ryby i człowieka. Stwór w nienaturalnym środowisko zaczyna obumierać, a na domiar złego Strickland przekonuje swojego przełożone generała Hoyta (Nick Searcy), że potwora należy zabić. Elisa organizuje akcję ratunkową dla stwora, w którym się zakochała.

Kształt wody2

Elisa nie olśniewa urodą, nie musi opędzać się od adoratorów, a jej pierwsza młodość już dawno przeminęła. Na domiar złego, kobieta jest niema, a jako, że mamy początek lat 60., to nie nadaje się do żadnej innej pracy niż słabo płatne zajęcie sprzątaczki. Przez to nie stać ją na porządne mieszkanie i musi zadowolić się niewielkim pokojem bez łóżka nad miejscowym kinem. Jej smutne życie rozjaśnia przyjaźń z sąsiadem Gilesem, który pomimo byciem doskonałym grafikiem, został zwolniony z pracy za swoją orientację seksualną i musi zadowolić się nielicznymi zleceniami. W pracy zaś może liczyć na czarnoskórą, wiecznie zrzędzącą na cały świat Zeldę. Banda społecznych wyrzutków, którzy nijak nie pasują do propagandowego obrazu szczęśliwej i dumnej ze swojego pochodzenia amerykańskiej rodziny, próbują wiązać koniec z końcem i jakoś przeżyć kolejny monotonny dzień życia. Jednak dla Elisy życie odmieni się za sprawą tajemniczego potwora, który taj sani jak ona i jej przyjaciele, są pomiatani i wzgardzani przez resztę lepiej usytuowanego społeczeństwa. Początkowo Elisa w akcie ludzkiej empatii, próbuje ulżyć poddawanemu torturom potworowi, odkrywając, że dziwna istota nie ma złych zamiarów i widzi Elisę nie pod kątem jej ułomności, ale jako pełnoprawną istotę, jak sama mówi: „widzi mnie taką jaką jestem naprawdę”. Nic więc dziwnego, że Elisa zaczyna czuć do stwora coś więcej niż zwykłą sympatię.

Romans między człowiekiem a potworem może wydawać się osobliwy, ale nie u Guillermo del Toro. Reżyser po raz kolejny udowadnia, że ma niebywałe zdolności do tworzenia prostych i niejednoznacznych opowieści, ale pomimo mieszaniu realizmu z elementami horroru czy fantasy, pełnych ciepła i empatii. Nie inaczej jest w „Kształcie wody”, gdzie oprócz międzygatunkowego romansu reżyser skupia swoją uwagę na inności i zadaje pytanie, co czyni nas ludźmi. Nie do wszystkich wątków podchodzi z identyczną pieczołowitością i poboczne wątki Zeldy i Gilesa zamykają się zaledwie w kilku zdaniach, gdzie o subtelności nie może być mowy. Na szczęście to co najważniejsze, zostało dopieszczone w najdrobniejszych szczegółach, nie licząc jednego zgrzytu. Del Toro nie uwiarygadnia w żaden sposób rodzącego się uczucia u Elisy. Najpierw poznaje potwora, żeby już po chwili się w nim zakochać i bezgranicznie ufać. Taki związek wymaga pomostu między chęcią niesienia pomocy a odkryciem miłosnego uczucia. Szybko się jednak o tym zapomina, gdy mniej więcej w połowie zaczyna się właściwa akcja, której przebieg jest co prawda od początku znany, ale reżyser potrafi w kilku scenach zbudować poczucie niepewności i napięcia co do dalszych losów swoich bohaterów.

Kształt wody3

Ciekawie prezentuje się również główny przeciwnik, czyli zasadniczy i surowy Richard Strickland. Po zapowiedziach spodziewałem się typowej złej postaci, pozbawionej niejednoznaczności i jakichkolwiek emocji. Ale Strickland to kolejna postać tragiczna w „Kształcie wody”. Z pozoru ma wszystko, co biały amerykański mężczyzna może wymagać od życia. Piękną, kochającą go żonę, dwójkę uroczych dzieci, elegancki dom, a w dalszej części filmu również luksusowy samochód. Życie dosłownie wyjęte z reklamy galaretki stworzonej przez Gilesa. Jednak Stricklandowi to nie wystarcza, jest rozczarowany swoim życiem i ciągle czegoś mu brakuje, a przez potwora musiał przeprowadzić się z rodziną do znienawidzonego miasta, aby być bliżej pracy. W pewnym momencie odkrywa, że niema pracownica może być idealną osobą do roli kochanki. Samotna, biedna i pogardzana kobieta byłaby wymarzonym celem do wyładowania seksualnej frustracji. Del Toro nieśmiało próbuje zarysować miłosny trójkąt, ale na szczęście szybko z niego rezygnuje, pozostawiając ten wątek wyłącznie do podbudowania coraz szybszego podążania Stricklanda w stronę nieuniknionego mroku. Reżyser zdaje się także pytać, kto w tej sytuacji jest prawdziwym potworem i stanowi realnie zagrożenie, czy to dziwnie wyglądająca humanoidalna ryba zdolna do wyrażania uczuć, czy pochłonięty przez gniew mężczyzna siłą biorący wszystko czego zapragnie.

Zbędny za to wydaje się wątek zimnej wojny między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Rozumiem, że podyktowane jest to aspektami historycznymi i jedna z postaci zamieszana w ten konflikt, przeżywa dylemat moralny, czy pozostać wierny socjalistycznym ideałom i bez wahania wykonywać rozkazy przełożonych, a może kierować się własnymi przekonaniami i naukową etyką. Wątek ten jednak wydaje się zupełnie wyrwany z innego filmu i miejscami potrafi wybić z głównej linii opowieści, niepotrzebnymi scenami konwersacji rosyjskich agentów. Ale skoro dostaje się po głowie nietolerancyjnej, homofobicznej i ksenofobicznej Ameryce, to czemu nie skrytykować też Rosjan, którzy zdają się prowadzić działania szpiegowskie wyłącznie, aby uprzykrzyć życie swoim największym rywalom, nie zaś dla własnych korzyści.

Kształt wody4

„Kształt wody” wizualnie oczarowuje od samego początku. To jeden z najlepiej wystylizowanych filmów Guillermo del Toro. Reżyser robi świetny użytek z konwencji lat 60. XX wieku wywracając go do góry nogami. Brak tu identycznych domów jednorodzinnych tworzących osiedle dla zamożniejszej klasy średniej, szczęśliwych ludzi skąpanych w popołudniowym słońcu czy typowych, błahych rodzinnych problemów. Zamiast tego del Toro prezentuje zanurzony w mroku nocy świat, którego aura przyprawia o dreszcze, a niezwykły ponury i tajemniczy klimat idealnie oddaje uczucia targające główną bohaterką. Nic więc dziwnego, że film zgarnął nominacje do Oscarów za wszystkie techniczne i wizualne kategorie, bo spójny styl del Toro wyznacza kierunek całemu filmowi.

Reżyser miał nosa, aby w głównej roli obsadzić znaną przede wszystkim z obu części „Paddingtona” i ostatniego rebootu „Godzilli”, brytyjską aktorkę Sally Hawkins. Hawkins perfekcyjnie wciela się w rolę niemej Elisy, bez żadnego fałszu ogrywając jej ułomność, potrafiąc bez słów ukazać pełne spektrum emocji i uczuć targających jej bohaterkę. Również Richard Jenkins różnymi drobnymi gestami uwiarygadnia swoją postać, od razu łapiąc chemię ze swoją koleżanką z planu. Jest to jedna z najlepszych ról w jego karierze. Natomiast Octavia Spencer przyzwyczaiła już chyba wszystkich, że niezależnie jak duża lub mała jest jej rola, to zawsze jej gra jest na najwyższym poziomie. Dlatego aktorka ma tyle niezapomnianych ról w swoim dorobku, a ta jest kolejną do kolekcji. Tylko niezły jest Michael Shannon, który nie dostaje od reżysera zbyt dużych szans na wykazanie się, ale robi co może, aby nadać swojej postaci niejednoznaczności i ta sztuka mu się udaje. Nie jest to rola, która zapadnie w pamięci, ale Shannon nie popada też w tani, egzaltowany dramatyzm, a o to było łatwo, choć w wielu scenach powinien nieco spuścić z tonu.

Kształt wody5

„Kształt wody” wymaga od widza nieco cierpliwości, zawieszenia wiary w logikę i wyrozumiałości. Historia chociaż szybko zaczyna intrygować, to nie pochłania od pierwszych minut, a kilka scen, jak chociażby ta z tańcem Elisy z potworem, przypominają, że pomimo wszędobylskiego mroku, mamy do czynienia z baśnią dla dojrzałych widzów. I to takich z mocnymi żołądkami, bo del Toro nie tylko testuje wrażliwość i empatię widzów, ale również poziom obrzydzenia, który w tak realistycznej formie może przyprawić o niemałe poczucie dyskomfortu. Wszystko to jednak nie ma znaczenia, gdy oddamy się bez reszty specyficznej historii miłosnej, niosący ze sobą mądry, choć przerobiony już w kinie na wiele sposobów morał. Jednak gdy ta bajka się skończy, trzeba wrócić do rzeczywistości, ale kto wie, czy właśnie jakaś bestia z ogromnym sercem nie szuka swojej pięknej.

Ocena: 8/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz