Krzysiu, gdzie jesteś? – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 7 min.
Krzysiu, gdzie jesteś?1

Kubuś Puchatek oraz inni mieszkańcy Stumilowego Lasu po raz kolejny łączą pokolenia. Nasi dziadkowie i rodzice mogli zaczytywać się w powieściach autorstwa A.A. Milne’a, a od ponad 50 lat Disney prezentuje nam kolejne przygody żółtego misia w czerwonej koszulce w serii filmów i seriali animowanych. To właśnie ten wizerunek najsłynniejszego misia świata tkwi w głowie każdego, kto kiedykolwiek miał przyjemność zapoznać się z Puchatkiem, Prosiaczkiem czy Kłapouchym. Sam w dzieciństwie przechodziłem fazę ekscytacji Kubusiem i dosłownie wszystkie szkolne przybory musiałem mieć z wizerunkiem misia o bardzo małym rozumku. Dlatego „Krzysiu, gdzie jesteś?” to po „Iniemamocnych 2”, kolejna nostalgiczna podróż do czasów mojej młodości, szczególnie ważna, po zapoznaniu się z samą historię syna autora powieści dla dzieci, którą nie tak dawno opowiadał film „Żegnaj Christopher Robin”. Teraz Disney pisze kolejną historię, dorosłego już Krzysia i jego nieco zapomnianych przyjaciół z dzieciństwa. Czas najwyższy, aby kolejne pokolenia dzieci na całym świecie miały możliwość rozkochania się w Kubusiu Puchatku.

Mieszkańcy Stumilowego Lasu (zwanego w filmie Stuwiekowym Lasem) wydają przyjęcie pożegnalne dla Krzysia (Orton O’Brien), którego rodzice wysyłają do szkoły z internatem. Życie dorastającego chłopca dalekie jest od beztroskiej zabawy z Kubusiem i resztą przyjaciół z dzieciństwa. Po powrocie z wojny rozpoczął pracę w firmie produkującej walizki oraz poznał Evelyn (Hayley Atwell), swoją żonę, z którą ma córeczkę Madeline (Bronte Carmichael). Krzyś (Ewan McGregor), a właściwie Krzysztof, poświęca się swojej pracy, nie mając za dużo czasu dla swojej rodziny. Nieświadomie popełnia te same błędy wychowawcze, co jego rodzice, przez co Madeline zmuszona jest co wyjazdu do szkoły z internatem, spędzając wakacje na czytaniu lektur, a do poduszki słuchając głosu ojca czytającego jej podręcznik do historii. Wszystko zmienia się w momencie, gdy pewnego poranka Kubuś Puchatek (Jim Cummings) orientuje się, że został sam w Stumilowym Lesie. Nie mogąc odnaleźć swoich przyjaciół, przechodzi przez drzwi, wcześniej używane wyłącznie przez kilkuletniego Krzysia, aby odszukać swojego dorosłego już kompana i prosić go, aby pomógł mu w odszukaniu Prosiaczka (Nick Mohammed), Kłapouchego (Brad Garrett), Tygryska (Chris O’Dowd) i reszty ferajny. Pomimo trudnego okresu w pracy, Krzysztof decyduje się pomóc swojemu przyjacielowi z dzieciństwa. Obaj wyruszają w podróż do miejsca, gdzie wszystko się rozpoczęło.

Krzysiu, gdzie jesteś?2

Już z samego opisu fabuły z łatwością można wywnioskować, że tematem przewodnim „Krzysiu, gdzie jesteś?” będzie odnalezienie u dorosłego człowieka ukrytego w sobie dziecka. Dorosły Krzyś niewiele różni się od swojego surowego ojca. Choć kocha swoją żonę i córkę, nie poświęca im tyle czasu, ile powinien. Zajmuje go przede wszystkim praca, a o dawnych zabawach już dawno zapomniał. Kubuś przybywa na ratunek rodzinie Robinów w najlepszym momencie, przypominając swojemu przyjacielowi, co w życiu powinno najbardziej się liczyć. Film Marca Forstera staje się więc pochwałą dla obudzenia w sobie dziecka, nawet będąc już dorosłą osobą z własnymi dziećmi, bo nic tak nie spaja rodzinnych więzi, jak wspólna zabawa. Echo tego morału pobrzmiewa przez cały film. Kubuś Puchatek wyrasta więc na żywy pomnik okresu dzieciństwa, które wcześniej czy później o każdego się upomni i tylko od nas samych zależy, czy je odrzucimy, czy damy się ponieść rozbudzeniu w sobie dziecięcej radości. Tej samej, którą przede wszystkim powinniśmy obdarować własne dzieci, bo bez tego skażemy je na nieszczęśliwe życie. Ważna i życiowa lekcja, którą każdy dorosły powinien wziąć sobie do serca.

Ale nauki z „Krzysiu, gdzie jesteś?” można interpretować również dosłownie, czyli jako wielki powrót Kubusia Puchatka i reszty jego przyjaciół, którzy maja nieść radość kolejnym pokoleniom dzieci. Ostatni film animowany z misiem o bardzo małym rozumku pojawił się w kinach siedem lat temu, a to na tyle długi okres, że całe pokolenie dzieci było skazane na dorastanie bez kolejnych przygód tego ciągle głodnego misia. Kubuś więc za sprawą aktorskiego filmu, ma przypomnieć dorosłym o swojej obecności, aby mogli przeżyć nostalgiczną podróż w głąb własnego dzieciństwa, jednocześnie dzieląc się z młodszymi odbiorcami postaciami i światem, który sam niegdyś doskonale poznali.

Krzysiu, gdzie jesteś?3

„Krzysiu, gdzie jesteś?” to najlepsze kino familijne od czasów ubiegłorocznego „Paddingtona 2” (coś te misie mają jednak w sobie), choć nie jest skierowane do najmłodszych dzieci, dla których ponura, niemal depresyjna atmosfera, może przytłoczyć i za szybko zmęczyć. Dorośli i nieco dojrzalsze dzieci powinny się jednak świetnie bawić, czerpiąc pełnymi garściami z prostej, ale jakże filozoficznej prozy życia Kubusia Puchatka. Film oferuje momenty pełne wzruszeń, przeplatane humorem, szczególnie za sprawą zabawnych dialogów ciągle nadąsanego i niezadowolonego Kłapouchego, a do tego jest kopalnią cytatów z powieści A.A. Milne’a, którą szczególnie docenią fani książkowego pierwowzoru czy animowanych produkcji Disneya.

Bardzo podoba mi się projekt postaci mieszkańców Stumilowego Lasu. Ciężko odzwyczaić się od wizerunków Kubusia i jego przyjaciół z filmów i seriali animowanych, przez co początkowo z nieufnością podchodziłem do ich nowego wyglądu, ale szybko wpasowały się w wykreowany na ekranie świat, dopełniając tym samym jego realizmu. Kubuś, Kłapouchy, Prosiaczek, Tygrysek oraz Kangurzyca wraz z Maleństwem wyglądają jak pluszaki, w pewnych miejscach są zmechacone i wytarte, a dzięki świetnej animacji, ani na moment nie czuć, że nie powinny należeć do naszego świata. Gorzej na tym tle wypada Królik oraz Sowa, którzy z niewyjaśnionych powodów, w całości stworzeni zostali na ekranie komputerów i w żaden sposób nie przypominają swoich pluszowych kolegów. Zabieg o tyle nieudany, że tworzy rozdźwięk między jedną grupą postaci a drugą. Na szczęście stanowią oni wyłącznie tło i nie zobaczymy ich często na ekranie.

Krzysiu, gdzie jesteś?4

Dla Ewana McGregora to druga aktorska produkcja Disneya z rzędu, po zeszłorocznej „Pięknej i Bestii”. Jeżeli aktor dalej będzie prezentował taką formę na ekranie, nie miałbym nic przeciwko, aby dostawał angaż w każdej kolejnej produkcji Disneya. McGregor bez cienia fałszu wciela się, zarówno w Krzysztofa Robina, jak i w późniejszej części filmu w Krzysia i w obu wypada przekonująco. Aktor potrafił wykrzesać z siebie coś z dziecka, dzięki czemu na ekranie widzimy aktora rzeczywiście bawiącego się rolą. Dobrze wypada również żeńska obsada. Zarówno Hayley Atwell, której niestety jest trochę za mało, jak i Bronte Carmichael tworzą kreacje, których losami łatwo się przejąć. W tym miejscu warto pochwalić polski dubbing, bo ten wypada całkiem naturalnie. Głos Tomasza Kota pasuje do ust Ewana McGregora i szybko można przyzwyczaić się, że oglądani na ekranie aktorzy nie mówią swoimi głosami. Ale również animowana część obsady wypada bardzo dobrze w polskiej wersji językowej. Co prawda do głosu Kubusia trzeba się przyzwyczaić, tym bardziej mając w pamięci kultowy głos Jana Kociniaka.

„Krzysiu, gdzie jesteś?” jest pochwałą dla dzieciństwa, spuścizny Kubusia Puchatka, oraz cenną lekcją dla dorosłych, aby zawsze potrafili odnaleźć w sobie dziecięcą radość i pamiętali, co jest w życiu najważniejsze, inaczej niczym filmowy Giles Winslow staną się przebrzydłymi wuzzlami. Warto więc wybrać się na kolejny rozdział przygód Krzysia, Kubusia Puchatka i reszty przyjaciół całą rodziną, aby wszyscy mogli czerpać z nauk i morałów misia o bardzo małym rozumku. Bo czasem z nicnierobienia rodzą się najlepsze cosie.

Ocena: 8/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz