Jurassic World: Upadłe królestwo – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 7 min.
Jurassic World: Upadłe królestwo1

Mało kto zakładał, że Colin Trevorrow przywróci markę „Jurassic Park” do poziomu znanego z pierwszej części słynnej serii o dinozaurach Stevena Spielberga. „Jurassic World” nie zbierał huraoptymistycznych ocen od krytyków i recenzentów, ale szeroka publiczność pokochała ten film. Do dzisiaj jest to piąty najbardziej dochodowy film amerykańskiego box office’u, który na całym świecie zarobił rewelacyjne 1,6 mld dolarów. Universal Pictures nie mogło przypuszczać, że ich produkcja stanie się światowym hitem, a wygłodniali dinozaurów widzowie oraz fani pierwotnej trylogii, gremialnie rzucą się do kin. Kwestią czasu było ogłoszenie prac nad kontynuacją, która właśnie trafiła na kinowy ekran na całym świecie. Tym razem za kamerą stanął J.A. Bayona, znany z „Sierocińca” oraz ciepło przyjętego dramatu „Siedem minut po północy”, który z „Jurassic World: Upadłe królestwo” miał przygotować gatunkową mieszaninę horroru i kina przygodowego. Sprawdźmy więc, czy kontynuacja hitu z 2015 roku ma szansę na podobny sukces komercyjny.

Minęły trzy lata od upadku parku Jurassic World. W obliczu braku regulacji prawnych oraz zbliżającej się erupcji wulkanu na wyspie, panuje chaos przy uratowaniu pozostałych przy życiu dinozaurów. Na rzecz ich ochrony pracuje Claire Dearing (Bryce Dallas Howard), starająca się znaleźć nowy dom dla genetycznie przywróconych do życia prehistorycznych stworzeń. Pomocną dłoń wyciąga Mills (Rafe Spall), pracujący dla Benjamina Lockwooda (James Cromwell), jednego z założycieli pierwszego parku jurajskiego. Lockwood gwarantuje przetransportowanie wszystkich dinozaurów na nową wyspę, która stanie się dla nich bezpieczną przystanią, z dala od jakiejkolwiek ludzkiej ingerencji. Millsowi zależy jednak najbardziej na pozyskaniu Blue, velociraptorki, która nawiązała niezwykłą więź ze swoim opiekunem Owenem Gradym (Chris Pratt). Zadaniem Claire jest przekonanie Owena do odwiedzenia pozostałości po Jurassic World i uratowaniu swojej towarzyszki. Plany ocalenia prehistorycznych gadów będzie próbował pokrzyżować najemnik Ken Wheatley (Ted Levine) wraz ze swoją armią, chcący wzbogacić się na sprzedaży genetycznych stworzeń majętnemu biznesmenowi.

Jurassic World: Upadłe królestwo2

Jeżeli opis fabuły „Jurassic World: Upadłe królestwo” przypomina wam historię opowiedzianą w „Zaginiony Świat: Jurassic Park” to jesteście w domu. Scenarzyści nieszczególnie kryją się z zapożyczaniem wątków z poprzednich odsłon serii. Tak jak film z 2015 roku był delikatnym rebootem serii, oddającym przy okazji hołd pierwowzorowi, tak dwójka jest po prostu zrzynką z poprzednich części, niewiele dodającym od siebie. Scenariusz, tak jak i poprzednim razem, nie należy do mocnych stron tej produkcji. Już pomijając znane motywy i wątki, film ma długie momenty przestojów, w których dzieje się niewiele. Już po około godzinie byłem zmęczony ciągnącymi się scenami, czy przeplatającymi się wątkami, które nie składały się w większą całość. Jakby było mało, film oferuje zabawę w postaci znalezienia jak największej liczby błędów i fabularnych głupot. Prawie w każdej scenie można znaleźć choć jeden absurd, jeszcze bardziej pogrążający już i tak nieciekawą i odtwórczą opowieść.

Nawet reżyserski kunszt J.A. Bayony nie ratuje tej produkcji od przeciętności. Reżyser do tej pory nie zawodził, choć podejmuje kolejne projekty zupełnie sprzeczne ze swoim dotychczasowym dorobkiem. Rękę hiszpańskiego reżysera czuć przede wszystkim w trzech najlepszych sekwencjach w całym filmie. „Jurassic World: Upadłe królestwo” zalicza bardzo udany start, gdzie głównymi bohaterami są dwa doskonale znane fanom poprzedniej części dinozaury. Kolejną cieszącą oko sceną, pełną widowiskowej i trzymającej w napięciu akcji jest wybuch wulkanu. Każdy kolejny wyrzut piekielnie gorącej lawy jest niesamowicie efektowne, a gdzieś między jednym a drugim zbliżeniem na uciekającego w popłochu dinozaura, trzymamy kciuki za bohaterów, aby wyszli cało z całej tej ekstremalnej sytuacji. Niestety na kolejną udaną sekwencję musimy czekać niemal do samego końca, gdzie otrzymujemy obiecany horror, choć zmieszany z fantastyką, przypominającą stylistycznie mrok i grozę z „Siedmiu minut po północy”. Bayona jednak wie jak zbudować napięcie, a dzięki grze cienia i światła, a także atmosfery grozy potęgowanej opadami deszczu, całość daje rewelacyjny efekt.

Jurassic World: Upadłe królestwo3

Tego samego niestety nie można napisać o bohaterach. Dostajemy całą masę nowych postaci i w pewnym momencie czuć, że jest ich za dużo. Każdy z nich zabiera trochę ekranowego czasu, co nie pozwoliło twórcom na lepsze ich napisanie i pogłębienie charakteru czy rysu psychologicznego, przez co mamy do czynienia z płaskimi i archetypicznymi bohaterami. Jeszcze najlepiej z nich wszystkich wypada Zia Rodriguez (Daniella Pineda), będąca twardą dziewczyną, niebojącą się działać. Często partneruje jej Franklin (Justice Smith), którego rola sprowadza się do panicznych krzyków i ucieczek, żeby w końcówce, a jakże, heroicznie uratować jedną z postaci. Nuda. A to dopiero wierzchołek góry lodowej, która topi się z każdą kolejną minutą, żebyśmy na końcu nie zostali z nikim ciekawym. Jest tutaj także kilka postaci skrajnie złych, których jedyną cechą jest bycie po prostu złym. Gdy jeszcze biznesmenów można podciągnąć pod chciwe dążenie do maksymalizacji zysków, tak lider najemników jest tak koszmarnie przerysowany, że aż przyprawia o mdłości za każdym razem, gdy tylko pojawia się na ekranie. Nowe postacie zwyczajnie irytują i fani poprzedniej części szybko zatęsknią za braterskim duetem nastolatków.

Jeżeli myślicie, że lepiej jest z postaciami znanymi z poprzednich odsłon serii, to srogo się zawiedziecie. Chris Pratt gra na autopilocie, jakby ta rola mu ciążyła przy pracach nad kolejnymi kreacjami Star-Lorda w Kinowym Uniwersum Marvela. Pratt wciela się w Owena od niechcenia, odgrywając rolę twardziela, ale tym razem pozbawionego charyzmy, zadziorności i humoru. Traci on też chemię z nijaką Bryce Dallas Howard. Co prawda jej Claire nie biega już w szpilkach, ale może znów powinna przyodziać obuwie niewskazane do podróżowania w trudnych warunkach, bo wraz z brakiem szpilek, traci ona zupełnie osobowość, stając się wyłącznie zapchajdziurą. Fani pierwotnej trylogii nie mają też co liczyć na spektakularny powrót do serii Jeffa Goldbluma. Występuje on zaledwie w dwóch krótkich scenach i to raczej w roli easter-egga, niż pełnoprawnej i znaczącej postaci. Wielka szkoda, że po macoszemu potraktowali legendarnego dr Iana Malcolma. W obliczu tak mizernych postaci na piedestał wysuwa się Blue, velociraptorka, która jest tak samo groźna jak inteligentna i empatyczna. Szkoda, że twórcy nie wykorzystali potencjału jej relacji z Owenem, bo jednak krótka scena jak ważna jest Blue dla Owena, to jednak za mało.

Jurassic World: Upadłe królestwo4

„Jurassic World: Upadłe królestwo” jest filmem średnim, popełniającym te same błędy co najgorszy jak do tej pory „Zaginiony Świat: Jurassic Park” z 1997 roku, co nie najlepiej świadczy o pracy scenarzystów. „Upadłe królestwo” będzie więc walczył z „Zaginionym światem” wśród fanów serii o miano najgorszej części. Ma jednak ogromne szanse na wygranie, bo końcowy zwrot akcji jest zwyczajnie głupi i stanowi wyłącznie zapowiedź tego, czego możemy spodziewać się po kolejnej części, a sam film kończy się w niedorzeczny sposób. Nie takiego „Jurassic World” oczekiwałem.

Ocena: 5/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz