Gdy ELEX dopiero w październiku… wracamy do pierwszego Gothica!

| @ZdzichsiuPL | | Przeczytasz w 9 min.

Niedawno mieliśmy okazję poznać datę premiery najnowszej produkcji od niemieckiego studia Piranha Bytes, którą jest oczywiście ELEX. Podczas gdy większość osób do samego końca była niemalże pewna, że gra zadebiutuje latem, okazało się jednak, że będziemy musieli nieco dłużej poczekać. Do jesieni jeszcze kupa czasu, a przed nami okres, który dla sporej części graczy jest istną katorgą – sezon ogórkowy wchodzący właśnie w fazę powolnego rozkwitu. I skoro pojawia się niezbyt duża ilość nowych gier, to przy tej okazji warto wrócić do czegoś starszego. Pierwsza produkcja od Piranha Bytes, jest więc świetną propozycją?

Gothic to tytuł, którego w Polsce nie trzeba przedstawiać. Raczej mało osób podchodzi do niego obojętnie. Jedni go kochają, drudzy zaś nienawidzą. Paradoksalnie często skrajne reakcje wywołują te same przyczyny. I chociaż ta wydana w 2001 roku produkcja na Zachodzie nie odbiła się szerokim echem, to w naszym kraju zyskała miano swoistego hitu i dziś postrzegana jest jako tytuł kultowy. Gra tak zakorzeniła się w świadomości graczy, że nawet współczesne tytuły od Piranha Bytes (w tym ELEX) są do niej porównywane. Choć z drugiej strony nie ma się co dziwić, gdyż opierają się na podobnych założeniach gamplayowych. Rozsiądźmy się więc wygodnie w fotelach i przypomnijmy sobie ten kultowy początek, jakim był pierwszy Gothic.

Królestwo Myrtany było trawione wojną z orkami. Każdy przestępca, niezależnie od występku, jaki popełnił, zmuszony był do pracy w kopalniach rudy w Khorinis. Aby uniemożliwić im ucieczkę, król wysłał swych najpotężniejszych magów, by ci otoczyli całą dolinę czarodziejską barierą. Jednak coś poszło nie tak, a więźniowie błyskawicznie wykorzystali moment konsternacji. Król nie miał wyboru – musiał negocjować. Miesiąc po miesiącu dostarczał więźniom wszystkiego, czego potrzebowali. Miesiąc po miesiącu otrzymywał od nich w zamian nowy ładunek cennej rudy. Aż do dziś. Na skraj urwiska sprowadzono kolejnego więźnia. Nie wiedział co go czeka, a to właśnie on miał wszystko odmienić…

Tym więźniem jest nasz bohater. Z braku imienia nazywany przez graczy po prostu Bezimiennym. Tak naprawdę nie wiemy, za jakie przestępstwo trafia pod magiczną barierę. Do naszej wiadomości dochodzi tylko fakt, że znalazł się w najgorszym miejscu na świecie. Już w pierwszych minutach po zrzuceniu zostaje pobity przez współwięźniów. Gdy odzyskuje świadomość, jego oczom ukazuje się Diego. Postać, która zajmuje się nowymi w bardziej humanitarny sposób.

Diego wprowadza bohatera, a przy okazji samego gracza w świat, w którym się znalazł. Obszar kolonii górniczej podzielony został na trzy frakcje zwane również Obozami. Pierwszy – Stary Obóz jest miejscem, do którego trafia większość więźniów. Pod wodzą magnata Gomeza, Stary Obóz utrzymuje stałe kontakty z królem i dyktuje warunki handlu rudą. Drugim obozem jest Nowy Obóz, który zbuntował się władzy króla i magnatów ze Starego Obozu. Mieszkańcy Nowego Obozu to najemnicy, którzy zbierają rudę w wielki kopiec, by przy pomocy magów wysadzić go i tym samym zniszczyć barierę. Trzeci zaś to Obóz Bractwa, nazywany również Sektą Śniącego. Ci żyją na uboczu, oddając cześć swojemu bóstwu i zaopatrując resztę mieszkańców kolonii w bagienne ziele.

Każdy z obozów ma inny cel i tylko od gracza zależy, do której frakcji będzie chciał się przyłączyć. Przekłada się to oczywiście na dalszą grę, bo choć fabuła główna jest dla wszystkich taka sama, to każda ze stron wprowadza pewne zmiany. Tym razem dołączyłem do Nowego Obozu i jest to frakcja, do której przyłączałem się przy większości spotkań z pierwszą częścią serii Gothic. Zwyczajnie najbardziej ją lubię. Za to najmniej razy byłem w Obozie Bractwa. Jednakże osobom, które po raz pierwszy chcą zagrać w Gothica, polecam Stary Obóz. Z prostego powodu – jego wątek jest najbardziej rozbudowany.

Ten typ rozgrywki z podziałem na trzy frakcje to cecha charakterystyczna dla gier od studia Piranha Bytes. Prawie każda z ich produkcji zawiera możliwość wyboru spośród trzech zwaśnionych stron. Jednakże to nie jedyny wspólny mianownik ich gier. Piranie są zawsze ganione za między innymi mierny poziom animacji. Faktycznie w Gothicu może do czołówki one nie należą, ale aż tak bardzo słabymi bym ich nie nazwał. Pomimo, że od premiery minęło przeszło 15 lat, to podczas niedawnego ogrywania tego tytułu wcale nie czułem się zniesmaczony z ich powodu. Wręcz przeciwnie, przypomniałem sobie o czynnościach wykonywanych przez postacie niezależne. Animacje naprawiania ściany, gotowania, czy kucia, to elementy, które nadają rozgrywce klimatu.

Zaznaczam, że to 2001 rok, a cykl dobowy i inne aktywności poboczne postaci pojawiających się w Gothicu, przebijają te zastosowane w… Wiedźminie 3. Przypomnijmy sobie grę o Białym Wilku, w której niektórzy handlarze i postacie fabularne stały 24 godziny na dobę jak kołki w jednym miejscu, czekając aż z nimi porozmawiamy. W Gothicu zaś nawet ważne postacie dla fabuły robią swoje czynności i chodzą spać. Diego kręci się w pobliżu swojej chaty, czasem pójdzie pogadać z innymi Cieniami, posiedzi przy ognisku i popije przy stole w swoim domu. Taki efekt osiągnęło trzydziestoosobowe studiu, którym wówczas było Piranha Bytes.

To zresztą nie jest jedyny przykład rzeczy obecnych w Gothicu, których braku nowe gry mogą się wstydzić. Znowu dam mały prztyczek w nos białowłosemu zabójcy potworów. Przypomnijmy sobie Geralta, który mógł bez żadnych konsekwencji panoszyć się po cudzych domach. W Gothicu postacie bronią swojej własności i musimy się starać, by nas nie zobaczyli i nie usłyszeli. Zostawmy już jednak tego Wiedźmina, bo zaraz mnie ktoś posądzi o zorganizowaną akcję oczerniania tej gry i weźmy pod lupę inne nowoczesne action RPGi. Co tam znajdziemy? Znaczniki na mapie!

W Gothicu tego nie ma. Tutaj musimy sami znaleźć rozwiązanie zadania. Prawda, często jest podane wprost w dialogu i zasugerowane w dzienniku, ale nie zmienia to tego, że gra nie krzyczy do nas: – Tu masz iść! No i w produkcji studia Piranha Bytes wiele zadań można rozwiązać na kilka sposobów, a część z nich nie jest aż tak oczywista. I, mimo że zdarzy się tu jakiś fetch quest, to ma on przynajmniej umiejscowienie w fabule. Nie ma tu akcji w stylu: Wielki herosie, przynieś mi pięć kamieni, za to wygląda to raczej w tym stylu: Te, nowy! Idź roznieść wodę zbieraczom ryżu, bo inaczej nie poznasz swojej buźki w lustrze.

Można narzekać na to, że Gothic się zestarzał, lecz właśnie w nowych grach brakuje mi tych archaicznych elementów rozgrywki. Co dziwne, mi w tym tytule podoba się nawet walka, czyli element, na który narzeka większość osób. A z czego to wynika? Prawdopodobnie z tego, że na początku jesteśmy nikim. Nawet pierwszy lepszy wilk jest w stanie bez problemów roznieść nas na strzępy, gdzie w innych tytułach tego typu potwory padają na sam widok naszego miecza. W Gothicu Bezimienny nie umie w ogóle walczyć bronią i macha nią jak cepem. Dopiero rozwój postaci sprawia, że jesteśmy zauważalnie lepsi i gra jednocześnie staje się coraz bardziej przystępna.

Bo jej trudną bym wbrew pozorom nie nazwał. Może to kwestia mojego obycia z tym tytułem, ale po przekroczeniu początkowej fazy, Gothic nie sprawia większych problemów. Przeciwników da się z łatwością pokonać, machając bronią naprzemiennie na lewo i prawo, a większość zadań pobocznych wykonujemy w pierwszym rozdziale, by w kolejnych skupić się tylko na fabule głównej. Aż sam się zdziwiłem, bo tym razem takie kompletne przejście Gothica zajęło mi dwadzieścia trzy godziny, gdzie dawniej czas ten oscylował w okolicy trzydziestu. Wykonałem nawet zadanie z Chromaninem, które często ze zwykłego lenistwa pomijałem.

Przechodzenie pierwszego Gothica to dla mnie teraz iście mechaniczna czynność, którą wykonuję odruchowo. Skończyłem ten tytuł niezliczoną ilość razy i każde kolejne ukończenie gry wygląda mniej więcej identycznie. Wiem, co wykonywać w jakiej kolejności, które tereny omijać, jak rozwijać postać i jaki ekwipunek zakładać, w którym rozdziale. Ktoś mógłby powiedzieć, że w ogóle nie ma w tym przyjemności, bo gra mi nic nie oferuje. Pozornie tak, ale dla mnie jak i dla wielu graczy, Gothic jest wiecznie żywy.

Nie jest to wbrew pozorom stwierdzenie na wyrost. Ludzie w niego dalej grają. Nawet mimo tego, że by go odpalić na systemach wyższych od Windowsa 8, trzeba instalować fanowskie mody usprawniające rozdzielczość i płynność. Chociaż wybiegamy tu w przyszłość, bo mówimy również o Gothicu II, to na YouTubie w roku 2017 dalej pojawiają się różne przeróbki dotyczące obu pierwszych części, a fani tworzą do nich liczne modyfikacje. Jeśli mowa o parodiach, to pozdrawiam przy okazji osoby, które wspominają dziedzictwo gothicowej machinimy w postaci Gothica Prawdziwej Historii i Kontynuacji Alternatywnej. Nawet dzisiaj można to z przyjemnością obejrzeć.

Pomimo oddanej rzeszy fanów, Gothic nie jest produkcją pozbawioną wad. Jest to gra zabugowana do bólu i trzeba to powiedzieć otwarcie. Ja sam przy tym przejściu miałem wiele problemów między innymi ze skakaniem. Czasem moja postać blokowała się i musiałem zwyczajnie użyć kodów (B MARVIN B, F8 albo K, zapamiętaj młody adepcie cheatowania w Gothicu, który utknie przypadkiem na skałach). No i oprócz tego gra chodzi jak chce – często wywala do pulpitu albo nie znajduje plików (serio, w ostatniej lokacji musiałem wyłączyć cały dźwięk z gry, bo nie chciał się wczytać jeden z nich). Apogeum błędów osiąga w dwóch ostatnich lokacjach, gdzie przed użyciem każdego przełącznika radzę zapisać grę.

A jako że tekst zaczyna robić się przydługi jak na ten cykl wspominkowych artykułów, to będę powoli kończył. Chociaż o Gothicu mógłbym pisać i pisać, to może trochę przemyśleń zostawię jednak na część drugą, która kiedyś się u nas na pewno pojawi. Jeśli jesteś osobą, która w Gothica nie grała, to naprawdę zachęcam do jego sprawdzenia. Jak przebijesz się przez barierę toporności, to odkryjesz w tym tytule specyficzny klimat zaszczucia, ciekawą fabułę ze zwrotami akcji, przemyślany rozwój postaci i oczywiście genialne polskie tłumaczenie. A jeśli jesteś osobą, która kiedyś od Gothica się odbiła, to może warto mu dać drugą szansę? Fanom nie napiszę, by wracali, bo i tak pewnie to regularnie czynią. Za potęgę magii!