Co nie było super w Dragon Ball Super?

| @ZdzichsiuPL | | Przeczytasz w 10 min.
Dragon Ball Super
Dragon Ball Super

W niedzielę 25 marca został wyemitowany ostatni, 131 odcinek Dragon Ball Super. Seria była z nami obecna od 2015 roku i co by nie mówić, narosło wokół niej trochę kontrowersji. Już od pierwszego epizodu widzowie różnie ją odbierali. Jedni nie stronili od zachwytów, drudzy narzekali na sporo elementów, które były zrobione zwyczajnie gorzej, niż te obecne w Dragon Ball i Dragon Ball Z sprzed dwudziestu lat. Teraz możemy ocenić serię z perspektywy wszystkich odcinków. Czy rzeczywiście było tak słabo? A może Dragon Ball Super faktycznie jest super? Przekonajmy się sami! Wspólnie z Kacprem zapraszam do naszych dwóch artykułów podsumowujących serię. W dzisiejszym zajmiemy się wadami – konkretnie dziesiątką z nich. Pojawi się tu oczywiście masa spoilerów z całej serii, więc żeby nie było – ostrzegałem!

10. Brak konsekwencji i inne różności

ROBERT: Na samym wstępie zaczniemy od drobnych minusów. Na pewno należy tu wymienić brak konsekwencji autorów, który przejawia się między innymi w kolorze włosów Trunksa. W anime od zawsze miał fioletowe, aż z jakiegoś powodu w DBS postanowiono dać mu niebieskie. Co ciekawe, tyczy się to tylko Trunksa z przyszłości, bo fryzura tego z naszej linii czasowej pozostała bez zmian. Bez zmian postał również jego wzrost, bo zarówno on, jak i Goten w ogóle nie wydorośleli. Twórcy postanowili również nieco odejść od schematów i w sadze Blacka dano wrogom możliwość formowania mieczy z KI. Niby nic wielkiego, ale jakoś wolałem klasyczne pojedynki. Do najsłabszych odcinków zaliczę na pewno ten z Aralką, który był po prostu głupi. A jeśli o głupocie mowa, to czy zauważyliście zidiocenie Goku? To chyba największa wada spośród wcześniej wymienionych. W serii Z nasz małpi bohater stał się postacią, która podczas walki wykorzystuje różne sztuczki i przede wszystkim potrafi myśleć. Również wydoroślał i nabrał stosownej ogłady. W Super o tym zapomniano, przez co dostajemy bohatera idiotę. Dobrze, że pod koniec serii autorzy od tego odeszli.

9. Początek to gorsza kopia kinówek

KACPER: Początek Dragon Ball Super był zwyczajnie kiepski. W pierwszych odcinkach nie było żadnych elementów znanych z shounenów – ot, mieliśmy uczącego się Gohana, pracującego i marudzącego Goku, rozrabiającego Gotena i krzyczącą Chichi. W połączeniu z beznadziejną animacją, która wyglądała jak amatorska kreskówka, a także fabułą całkowicie znaną nam z kinówek, było naprawdę słabo. Nie dziwota więc, że tak wiele osób zakończyło swoją przygodę z serią już na jej samym początku.

8. Gang Pilafa

ROBERT: To ugrupowanie było właściwie pierwszym przeciwnikiem Goku, z którym ten rywalizował o smocze kule, jeszcze będąc dzieckiem. Więcej jednak było w ich spotkaniach komedii, niźli poważnych starć. Nic dziwnego, taki bowiem styl prezentował DB w swych początkach. Później ograniczano rolę Pilafa, ale w dalszym ciągu był on obecny i między innymi przyczynił się do powtórnego przyjścia na świat Piccolo. Aż do momentu serii Z. Mai, Shu i Pilaf powrócili dopiero w kinówkach, a na dobre zadomowili się w Dragon Ball Super. I nie jest to coś, z czego bym się cieszył. Okej, nie mam nic do ich komediowych wstawek – w końcu jest to odwołanie do początków serii. Mogę nawet zaakceptować ich powrót w formie dzieci. Problemem jest jednak to, że… zakumplowali się z głównymi bohaterami! Rozumiem, że Goku mógł o nich zapomnieć, bo nie stanowią żadnego zagrożenia, ale… serio Bulma? Pozwalasz majstrować przy wehikule czasu grupce dzieciaków do złudzenia przypominającej twoich pierwszych arcywrogów? Pozwalasz im mieszkać w swoim domu? Jakby tego było mało, to dajesz swojemu synowi możliwość podkochiwania się w bądź co bądź pięćdziesięcioletniej kobiecie? Coś tu nie gra! Zamiast przywrócić np. Launch, to tu odstawia się taka szopka.

7. Niewykorzystany w pełni powrót Friezy

KACPER: Frieza po swoim arcu wrócił jako dziesiąty zawodnik drużyny 7 Wszechświata w Turnieju Mocy. Na potrzebę uzupełnienia luki w zespole, Goku udał się do Piekła, aby wypuścić Friezę na czas Turnieju. Pomimo ciekawego rozwiązania, pomysł ten okazał się niezbyt trafiony. Frieza niestety dostał mało minut, a jego rola nie była szczególnie znacząca. Nie prowadził żadnych nadzwyczajnie ciekawych walk, a jedyne interesujące momenty z nim w roli głównej to te, kiedy próbował oszukać przeciwników na jego korzyść. Cóż, nie można zaliczyć jego powrotu do udanych (Robert: chociaż trzeba przyznać, że nieco zrehabilitował się w ostatnim odcinku i jego współpracę z Goku oglądało się nader przyjemnie).

6. Kefla i Uniwersum miłości na turnieju

ROBERT: Przechodzimy do dwóch elementów, które sprawiały, że autentycznie miałem mniejsze chęci do oglądania niektórych odcinków poświęconych Turniejowi Mocy. Wbrew temu, co mówi tytuł, zacznę jednak od Uniwersum 2. Rozumiem, że miała to być parodia wszelkich anime z czarodziejkami, ale twórcy nie zorientowali się, kiedy zaczęli przekraczać granicę dobrego smaku. Uniwersum miłości było pełne infantylnego kiczu i gadania o potędze przyjaźni. Dodatkowo poziom mocy członków tego składu nie prezentował wielkiego poziomu, a mimo wszystko scenarzyści decydowali się na ciągłe przedłużanie ich obecności. Czemu? Nie wiem, ale Ribrianne zaliczam do najbardziej denerwujących postaci w historii. Podobnie zresztą, jak i Keflę – fuzję Caulifli i Kale z Uniwersum 6. Krzyczące, wkurzające i dostające przez łaskotki na plecach przemiany, na które inni bohaterowie musieli trenować latami. Na braku tych postaci Dragon Ball Super by tylko zyskało.

5. Nierówny poziom graficzny

KACPER: Dragon Ball Super to jedna z najbardziej niestabilnych serii pod względem animacji i wyglądu. Poszczególne odcinki było dopracowane i naprawdę ładne, ale przy niektórych epizodach nie wiedziałem, czy mam się śmiać czy płakać. Część kadrów z Goku wyglądała jak fanarty narysowane przez małe dziecko, a i sama animacja pozostawiała wiele do życzenia. Oczywiście, wszystko to wynikało ze zbyt dużego nakładu materiału – animatorzy mieli ręce pełne roboty, a bywały nawet sytuacje, kiedy odcinek musieli zrobić dosłownie w chwilę. Jest to jednak żadne usprawiedliwienie, a zwyczajnie nieprzygotowanie ze strony Toei.

4. Zbyt szybka akcja i mało intrygujące przemiany

ROBERT: Pamiętacie czasy Dragon Ball Z, gdy power-upowianie lub przemiana potrafiło trwać pół odcinka? Albo wtedy, gdy Namek miało eksplodować w ciągu pięciu minut? Tak, kiedyś to były czasy. Teraz nie ma czasów. Jest w tym trochę racji, bo według mnie wszystko w Dragon Ball Super dzieje się niestety zbyt szybko. Nie wiem, spójrzcie na ostatnią walkę Toppo i Vegety. Wygląda to ładnie, czuć moc, ale oczekiwałbym przynajmniej dwuodcinkowego starcia jak za czasów Komórczaka, a nie siedmiu minut. No i nie zapominajmy o przemianach. Już pomińmy lenistwo i włosy w wszystkich kolorach tęczy, a przejdźmy do tego, co mnie najbardziej w nich denerwowało – brak mocy. Zdecydowana większość przemian jest zbyt krótka i nie możemy poznać, jak dużo wysiłku wymagają one od bohatera. Gdy w DBZ postacie musiały krzyczeć, by przezwyciężyć ból, w DBS robią to raczej tylko dlatego, gdyż tak wypada. Porównajcie sobie na przykład pierwszą przemianę Goku w SSJ z pierwszą przemianą w SSJB.

3. Marginalizacja niektórych postaci

KACPER: Dragon Ball Super niestety nie wykorzystał w pełni potencjału wielu postaci. Gohan, który jako pierwszy ze wszystkich osiągnął poziom SSJ2, był wielką nadzieją. Ba, nawet w tej serii z ust Vegety pada zdanie, że to właśnie Gohan ma największy potencjał z nich wszystkich. Niestety, pierwszy syn Goku był zwyczajnie bezużyteczny. Na początku Super skupia się tylko na nauce i studiach, nie mając ochoty nawet zjawić się na turnieju rozgrywanym pomiędzy Beerusem i Champą. Później bierze się za siebie i rozpoczyna treningi, jednak dalej nie odgrywa żadnej szczególnej roli. Podobna historia spotkała Piccolo. Nameczanin kryje w sobie ogromną moc, a został sprowadzony do bycia niańką. Tak samo, jak Gohan, podczas Turnieju Mocy lekko się przebudził, jednak to nie było to, czego byśmy po nim oczekiwać. Zmarginalizowany został również Yamcha. Ten o niczym nie marzył tak bardzo, jak o tym, żeby Goku zabrał go na Turniej Mocy. Niestety, bohaterowi taka myśl nawet nie przeszła przez głowę, a Yamcha znowu odgrywał rolę głupka. (Robert: autentycznie zrobiło mi się przykro, gdy Goku zapomniał o swoim pierwszym rywalu, Yamcha podobnie jak Tien i Krillan, zasługiwał na swoje pięć minut chwały). I co mnie osobiście bolało najbardziej, to całkowite pominięcie Buu. Sytuacja przy pierwszym turnieju była dość radykalna, ale wtedy jeszcze nawet zabawna. Jednak powtórzenie tego motywu w przypadku Turnieju Mocy było zwyczajnie kiepskie. Tym bardziej, że Buu na chwilę przed nim zaczął trenować, schudł i był gotów na wystartowanie.

2. Brak krwi = brak siły ataku

ROBERT: Jedną z największych wad DBS, która w bezpośredni sposób przekłada się na odbiór poszczególnych walk, jest brak krwi. Właściwie nie wiem, z jakiego powodu twórcy zrezygnowali z lejącej się posoki. Czy chodziło o dostosowanie Dragon Balla do aktualnych wymagań wiekowych i chęć sprawienia, by sięgało po niego więcej dzieci? Możliwe, ale owa cenzura nie należy do dobrych decyzji. Pamiętne starcia z poprzednich serii nie byłyby tym samym, gdyby pozbawić je najbardziej brutalnych scen. W DBS przypominam sobie jedynie małe kaszlnięcie krwią przez Vegetę, gdy przedziurawiło go ostrze Blacka. Swój wpływ ma to również na odbieranie siły ataku poszczególnych postaci. Jakie to uderzenie, gdzie nawet krwi nie widać?

1. Zamieszania w sile bohaterów

KACPER: W serii panowała całkowita dysproporcja, jeśli chodzi o siłę bohaterów. Przykładem na to jest, chociażby Muten Roshi, który spokojnie dawał sobie radę z Goku lub Vegeta, który na Turnieju Mocy bez problemu walczył z przeciwnikiem o mocy Boga Zniszczenia. O czym warto jeszcze wspomnieć, to zbytnia dominacja 7 Wszechświata na Turnieju Mocy. Wiadomo, jest to „nasz” Wszechświat i można było spodziewać się sukcesów w walce, ale była zbyt duża różnica w sile i ilości zawodników pozostających na arenie w porównaniu do innych Wszechświatów. Chociażby do 11, który był przecież najgroźniejszym rywalem. Pod koniec zmagań mamy do czynienia z sytuacją, w której dwóch bohaterów z 7 Wszechświata spokojnie i pewnie walczy z naprawdę ciężkim przeciwnikiem, który innych powalał nawet samym wzrokiem.

W dzisiejszym podsumowaniu to już wszystko. Z pewnością dałoby się wyłuskać więcej wad tej serii, ale postawiliśmy na dziesiątkę – naszym zdaniem – najpoważniejszych. Oczywiście zachęcamy do dzielenia się własną opinią i cóż… wypatrujcie kolejnego tekstu, który dla odmiany będzie poświęcony zaletom Dragon Ball Super. Pojawi się już niedługo!

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

TWEETS

Stardew Valley - aktualizacja wprowadzająca multiplayer na PC już wkrótce - https://t.co/72JQ9V3aUk https://t.co/sebU5t3IQH
Monster Hunter Generations Ultimate x The Legend of Zelda - Capcom udostępnił zwiastun kolaboracji -… https://t.co/p3SfZ5GC3G

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch