Ślicznotki – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 5 min.
Ślicznotki1
foto: STX Financing LLC

Pomimo tego, że Jennifer Lopez rozpoczęła swoją karierę od filmowych występów, a dopiero później przyszedł czas na eksplozję jej talentu w branży muzycznej, jakoś nigdy nie potrafiłem się do niej przekonać jako aktorki. Niewątpliwie emanowała urokiem i seksapilem, ale jej rolom brakowało prawdziwego aktorskiego sznytu, a projekty które wybierała, głównie różne komedie romantyczne, z pewnością nie mogły sprawić, że zmienię o niej zdanie. Przez lata więc omijałem szerokim łukiem każdą produkcję sygnowaną nazwiskiem J.Lo. I pewnie tak samo byłoby ze „Ślicznotkami”, gdyby nie entuzjastyczne przyjęcie filmu przez amerykańskich krytyków. Coś więc musiało być na rzecz i choć do samego filmu mam sporo zastrzeżeń, tak wreszcie doczekałem się obrazu, który zmieni moje postrzeganie Jennifer Lopez jako aktorki.

Film opowiada historię inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, w której grupa striptizerek dokonywała zuchwałych przekrętów na bogatych finansistach z Wall Street. Główną bohaterką jest Destiny (Constance Wu), początkująca tancerka erotyczna, która nie potrafi odnaleźć się w nowej pracy. Z pomocą przychodzi jej prawdziwa gwiazda – Ramona (Jennifer Lopez), która jedną figurą na rurze zgarnia pokaźny plik banknotów. Ramona i Destiny zaczynają tworzyć duet, który potrafi uwieść i jednocześnie wyczyścić portfel każdego mężczyzny. Krach na giełdzie z 2008 roku oraz nieplanowane macierzyństwo Destiny krzyżuje im plany na dorobienie się fortuny. Kilka lat później dziewczyna wraca do swojej dawnej pracy, gdzie w dalszym ciągu pracuje Ramona. Tym razem kobieta nie tańczy już na rurze, a oskubuje bogatych facetów w prywatnych lożach, upijając ich na tyle, aby dało im się wyczyścić karty kredytowe. Duet rozrasta się do całej grupy pragnących zarobić pieniądze striptizerek, które nie cofną się przed niczym, aby oskubać zamożnych frajerów.

Ślicznotki2

foto: STX Financing LLC

„Ślicznotki” miały wszystko, aby stać się filmem nie mniej dobrze zrealizowanym i angażującym, jak „Big Short” czy „Vice” Adama McKaya, który zresztą jest producentem tego obrazu. Zaważyła jednak niepewna reżyserska ręka Lorene Scafarii, która przedłożyła opowieść o przyjaźni dwóch kobiet nad sensacyjną historią. Choć początkowo widać, że stara się obie warstwy odpowiednio zbilansować, tak jej próby spowodowały wyłącznie poczucie oglądania filmu nierównego, gdzie dynamiczne i efektowne sceny mieszają się z letnim dramatem wiejącą lekką nudą. Już samo założenie narracji poprzez udzielanie wywiadu (scenariusz filmu powstał na bazie artykułu z New York Magazine), nie wnosi zbyt wiele do tej fabuły, a wyłącznie wybija z rytmu właściwej historii. To mogła być pasjonująca opowieść o striptizerce, która podstępem staje się zamożną kobietą, wkrótce później znów upadającą na samo dno, ale wyraźnie Scafarii zabrakło lekkości i płynności w podejmowaniu realizacyjnych decyzji.

Duch McKaya wisi jednak nad „Ślicznotkami”, dając o sobie znać w najlepszych momentach filmu. Już samo pierwsze pojawienie się Ramony na scenie klubu go-go, sprawia mocniejsze bicie serca, a kilka późniejszych scen, gdzie poznajemy techniki oszukiwania klientów przez striptizerki, daje obiecywaną dawkę rozrywki. Reżyserka jednak przesadza ze scenami erotycznych tańców i powtarzaniem kryminalnych działań jej bohaterek, przez co gubi się rytm i seksowna aura filmu, jak również historia pozbawiona efektowniejszych i mocniejszych scen sensacyjnych. „Ślicznotki” potrafię więc zgubić się zarówno formalnie, jak i stylistycznie, zapominając o tym, co powinno być w tym temacie najważniejsze.

Ślicznotki3

foto: STX Financing LLC

Scafaria zmywa część popełnionych przez nią błędów świetnie poprowadzonymi aktorkami. Pod względem aktorskim „Ślicznotki” naprawdę błyszczą. Szczególnie Jennifer Lopez, która pomimo 50 lat, nie tylko zachwyca chętnie pokazywanym ciałem, ale również zniuansowaną, ciekawą i ekspresyjną rolą. Jej Ramona to postać niejednoznaczna, pozbawiona wyrazistej przeszłości, którą Lopez potrafiła jednak wypisać na jej twarzy. Świetnie sprawdza się również Constance Wu, zarówno jako zagubiona matka, seksowna striptizerka, jak i sprawna oszustka. Keke Palmer i Lili Reinhart bez zarzutów dopełniają obie główne bohaterki. Jedynie można narzekać na niewielką rolę Cardi B, która bardzo szybko znika z ekranu, pojawiając się na nim zaledwie kilka razy. Jako, że raperka w przeszłości pracowała jako tancerka erotyczna, liczyłem na jej większy udział w całej historii.

„Ślicznotki” to film bardzo nierówny, mający doskonałe, rytmiczne, efektowne i dające czystą rozrywkę sceny, które przeplatane są powtórzeniami i nieangażującym dramatem. Za mało tu sensacji, a za dużo opowieści o przyjaźni w obliczu popełniania przestępstw. Pomimo tego film Lorene Scafari ma doskonały aktorski duet, który nie pozwala na większe momenty nudy. Od tej historii liczyłem jednak na nieco więcej. Gdyby „Ślicznotki” wyreżyserował Adam McKay, mielibyśmy do czynienia z jego kolejnym hitem, a tak musimy zadowolić się jedynie dobrym filmem.

Ocena: 6/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz