Shazam! – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 6 min.
Shazam!1

Po uniwersum DC Comics nie ma już śladu. O kolejnych przygodach Supermana pewnie prędko nie usłyszymy, a poważnej restrukturyzacji doczekał się solowy film o Batmanie, z którym coraz mniej wspólnego ma Ben Affleck. Poważne zmiany przejdzie nawet drużyna Legionu Samobójców, która doczeka się rebootu już po jednym filmie. Ogromna w tym zasługa „Wonder Woman” oraz „Aquamana”, które to filmy pokazały włodarzom DC oraz Warner Bros., że nadrabianie strat do Kinowego Uniwersum Marvela mija się z celem i jeżeli chcą przetrwać w superbohaterskim świecie, muszą odnaleźć własny pomysł na trykociarzy. Kolejnym owocem słusznej zmiany koncepcji jest „Shazam!”, który może stać się nowym ulubieńcem fanów postaci ze stajni DC Comics.

Billy Batson (Asher Angel) jest sierotą, która ma spore doświadczenie w uciekaniu od kolejnych rodzin zastępczych. Za wszelką cenę pragnie odnaleźć swoją matkę i posunie się nawet do uwięzienia policjantów w lombardzie, aby móc skorzystać z policyjnej bazy danych w radiowozie. Wkrótce trafia do rodziny Vasquezów, którzy prowadzą dom dla piątki sierot. Tam Billy poznaje Freddy’ego (Jack Dylan Grazer), superbohaterskiego nerda, który wie wszystko o supermocach. Podczas jednej z bójek, chłopak ratuje swojego przyszywanego brata, tym samym w oczach Czarodzieja (Djimon Hounsou) i z braku lepszych kandydatów, staje się godnym przejąć moc Shazama (Zachary Levi) – strażnika Siedmiu Grzechów Głównych. Nieprzygotowany do nowej roli Billy testuje nowe umiejętności, czasami w naganny sposób. Szybko będzie jednak musiał dojrzeć, gdyż jego śladem podąża dr Thaddeus Sivana (Mark Strong), władający mocami Grzechów, a teraz pragnący pozyskać moc Shazama.

Shazam!2

„Shazam!” to film zupełnie inny, niż to co do tej pory serwowało nam DC, uwzględniając w tym nawet „Aquamana”. Choć tytułowy bohater jest częścią świata, który doskonale zna ikoniczne postacie, takie jak Superman, Batman czy Wonder Woman, to film Davida F. Sandberga celuje w komedię familijną, będącą miejscami parodią całego gatunku. „Shazam!” stoi humorem, często bardzo trafnie punktując gatunkowe absurdy, udowadniając jak wiele fani superbohaterskich filmów potrafią wybaczyć. Ale żarty jedynie dopełniają pełną ciepła historię o poszukiwaniu rodziny. I trzeba przyznać, że to najlepsza część filmu. Zagubiony Bill goni za swoim marzeniem, zupełnie ignorując, że może odnaleźć szczęście i prawdziwą rodzinę przy odrobinie własnej dobrej woli.

Nawet zyskanie supermocy nie przyczynia się do odmiany jego losu. Dlatego też Bill korzysta z nich w sposób nieodpowiedzialny. Choć wygląda jak stereotypowy superbohater, to wciąż ma umysł czternastolatka, który chce bawić się swoimi nowymi umiejętnościami, a nie korzystać z nich wyłącznie, gdy zajdzie taka potrzeba. To kolejny ważny wątek w filmie, choć tyle razy wałkowany w innych produkcjach superbohaterskich, że nikogo nie powinien zaskoczyć. Jak mawiał wujek Ben: „z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”, o czym Shazam szybko się przekonuje.

Shazam!3

Ale każdy bohater potrzebuje również swojego nemezis. Tym razem padło na dr Thaddeusa Sivana, który poświęcił życie na odnalezienie drogi do Czarodzieja i zyskaniu mocy Grzechów, po tym, jak jego kandydatura na Shazama została odrzucona. Film rozpoczyna się sekwencją z tego wydarzenia, a my lepiej możemy zrozumieć późniejsze motywacje Sivana. Na niewiele się to jednak zdaje, bo w „Shazamie!” mamy do czynienia z typowym złoczyńcą, który pragnie mocy przekraczających jego możliwości, aby czynić zło. Dlatego też ostatni akt filmu, w którym tytułowy bohater walczy ze swoim złym „klonem”, wypada najgorzej. Sivana posiada dokładnie te same moce co Shazam, a jego pomagierzy w postaci Siedmiu Grzechów, szybko zostają sprowadzeni do roli przeszkód na drodze Billy’ego.

DC nie ma szczęścia do efektów specjalnych. Te niską jakością i słabym wykonaniem raziły w każdym ich dotychczasowym filmie i w „Shazamie!” nie jest inaczej. Jeszcze można przeboleć zmarnowany potencjał w projektach Siedmiu Grzechów, ale zbyt często widać, że aktorzy niektóre sceny odgrywali na zielonym tle, a niestety większość CGI wygląda miernie. Rozumiem niewielki budżet produkcji (który podobno zamknął się w 80 mln dolarów), ale DC i Warner Bros. powinno rozpocząć współpracę z inną firmą od efektów specjalnych, żeby ich kolejne filmy były pod tym względem o wiele lepsze.

Shazam!4

„Shazam!” stoi również świetnymi rolami. Show zgarnia dla siebie doskonały Zachary Levi, który bawi się swoją postacią. Aktor o młodzieńczej twarzy okazał się strzałem w dziesiątkę, a dzięki swojemu komediowemu potencjałowi, stworzył superbohatera, o którym trudno będzie zapomnieć. Jest to o tyle ważne, że do tej pory postać Shazama znana było wyłącznie miłośnikom komiksów, a teraz ma szanse zrównać się pod względem popularności z największymi trykociarzami. Rewelacyjnie sprawdza się również młodzieżowo-dziecięca część obsady, na czele z Jackiem Dylanem Grazerem. Każdy superbohater potrzebuje swojego pomocnika, a Grazer w roli Freddy’ego łapie chemię ze swoim starszym kolegą z planu, tworząc niepowtarzalny duet. Szkoda jedynie Marka Stronga, który niejednokrotnie pokazywał, że stać go na więcej, ale w tym filmie nie mógł tego pokazać. Jego rola wypada z głowy zaraz po seansie, ale może to i dobrze.

Zawsze gdy do kin trafia film z nowym superbohaterem, jestem bardzo ciekawy, kim jest i co potrafi owy heros. W każdym dotychczasowym przypadku, po seansie byłem spełniony, że o to poznałem nowego superbohatera, który w kinie pojawiać będzie się jeszcze nie raz. Po „Shazamie!” mam jednak przyjemny niedosyt. Jestem pewien, że twórcy nie pokazali choć połowy potencjału, jaki drzemie w tej postaci i to bardzo dobrze, bo już teraz mógłbym obejrzeć kontynuację, aby jeszcze dłużej pobyć z postacią Shazama. Liczę, że ta pojawi się w kinach jak najszybciej, bo Shazam zasługuje na kolejne przygody. Póki co jednak możemy nacieszyć się najlepszym jak do tej pory filmem DC i zarazem powiewem świeżości w całym kinie superbohaterskim.

Ocena: 7/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz