Ritual: Crown of Horns – recenzja

Jakub Smolak | | Przeczytasz w 5 min.

Muszę przyznać, że trochę się naharowałem, chcąc dostarczyć wam recenzję Ritual: Crown of Horns i rzecz jasna, nie chodzi mi o poniższe wypociny. Ukończenie gry kosztowało mnie trochę nerwów oraz nadwyrężyło moją cierpliwość, z pewnością bardziej niż początkowo zakładałem. Z pełną odpowiedzialnością mogę zapewnić jednak, że podczas tworzenia tego materiału nie ucierpiały żadne pady.

American Dream

Chyba wszyscy z grubsza znają historię Nowego Świata. Jej karty pełne są wydarzeń, o których ludzkość nie może wypowiadać się z dumą. Ritual: Crown of Horns przenosi nas właśnie w tamte czasy bezprawia i żądzy pieniądza na Dzikim Zachodzie. Gra zawiera w sobie sporą dawkę fantasy i w żaden sposób nie próbuje przedstawiać prawdziwych wydarzeń. Naszym bohaterem jest Daniel Goodchild – najlepszy w swoim fachu łowca nagród. W pogoni za kolejną ofiarą, groźną wiedźmą, trafiamy w śmiertelną pułapkę, z której nie udaje nam się wyjść cało. Potężna wiedźma postanawia jednak wyciągnąć nas z zaświatów, oferując przy tym nadzwyczajne moce. W zamian zobowiązujemy się pomóc jej z wyjątkową niebezpieczną, lecz wartą zachodu misją. W Ritual: Crown of Horns fabuła nie jest kwestią pierwszoplanową i stanowi wyłącznie tło dla rozgrywki. Wykreowana przez Draw Distance historia jest klimatyczna i w zupełności wywiązuje się ze swojej roli.

Najszybszy na Dzikim Zachodzie

Ritual: Crown of Horns to typowy Top-Down Shooter, gdzie trup ścielę się gęsto, a my nie wyrabiamy z przeładowywaniem broni. Muszę przyznać, że byłem pozytywnie zaskoczony jakością gameplayu. Już od pierwszych misji gra rzuca nam wyzwanie, a jej ukończenie nie będzie spacerkiem po parku. Powiedzenie praktyka czyni mistrza, sprawdza się tutaj w stu procentach. I nawet jeśli zawiesimy się na którejś z plansz, to po kilku lub kilkunastu próbach postawimy w końcu na swoim. W niektórych przypadkach trzeba będzie pokombinować przy uzbrojeniu czy dodatkach, wybierając optymalną taktykę na dany etap. W moim przypadku zawsze sprawdzał się komplet trzech strzelb na każdą okazję. W Ritual: Crown of Horns mamy kilka typów misji. Najczęściej przez określony czas będziemy musieli strzec odprawiającej rytuały wiedźmy, broniąc jej przed kolejnymi hordami wrogów. W innym przypadku będziemy musieli wytrzymać na arenie przez określony czas czy pokonać wymagającego bossa. Koniec końców wszystko sprowadza się do masakry, która tutaj jest naprawdę przyjemna, a to chyba najważniejsze w tym gatunku.

Ziemia usłana łuskami

Starcia są dynamiczne, przeciwnicy atakują nas z każdej strony, przez co równocześnie trzeba kontrolować sytuację na całej mapie. Na podorędziu mamy trzy bronie i płynnie możemy się pomiędzy nimi przełączać, a kiedy któryś ze sprzętów jest w odstawce, automatycznie się przeładowuje. Bardzo dobrze wypadające rozwiązanie, które jeszcze bardziej podkręca dynamikę starć. Ritual: Crown of Horns nie da nam się nudzić, a każdy z etapów to kilka minut skupienia i zagryzania zębów. Niestety gra dużo gorzej wypada w przerwach, czyli w momencie, w którym jesteśmy w naszej bazie i przygotowujemy się do kolejnych wypadów.

Rutyna fachowca

Wraz z postępami na mapie odblokowujemy kolejne bronie, dodatki oraz zaklęcia. Niestety, nie wszystko zostało tutaj do końca przemyślane i zabrakło nieco balansu oraz różnorodności. Gdyby twórcy poświęcili temu aspektowi nieco więcej uwagi, w bardzo pozytywny sposób odbiłoby się to na odbiorze całości. Ritual: Crown of Horns to ciekawa propozycja dla wszystkich szukających jeszcze większych wyzwań. Do każdej z map możemy podejść w specjalnym trybie, w którym, by zaliczyć dany etap musimy przestrzegać określonych reguł. Nagrodą za ukończenie wyzwań będzie wyłącznie satysfakcja, gdyż zdobyte dzięki temu punkty mają nikłą przydatność.

Od strony technicznej

Ritual: Crown of Horns wygląda i brzmi nieźle. Całość utrzymana jest w spójnym, mrocznym klimacie. Świetną robotę przy grze wykonali rysownicy oraz graficy odpowiedzialni za portrety i modele bohaterów. Gra pozbawiona jest większych błędów, ale kiedy na ekranie robi się tłoczono, to Switch ma problemy z utrzymaniem płynnej liczby klatek. Czasy ładowania mogą wydawać się nieco przydługie. Czas potrzebny na ukończenie Ritual: Crown of Horns  będzie się wahał w zależności od naszych umiejętności. Łącznie do zaliczenia mamy 28 poziomów, a jeśli zdecydujemy się ukończyć wszystkie dodatkowe wyzwania, to czas ten znacznie się wydłuży. Jeśli gra polskiego studia przypadnie wam do gustu, to z pewnością nie będziecie zawiedzeni zawartością.

Czy warto kupić Ritual: Crown of Horns?

Muszę przyznać, że gra polskiego Draw Distance pozytywnie mnie zaskoczyła i jestem lekko zdziwiony, że jej obecność na rynku nie odbiła się większym echem. Ritual: Crown of Horns to solidny przedstawiciel swojego gatunku. Jeśli gustujecie w dynamicznych, rzucających wzywanie Top-Down Shooterach, to jest to produkcja, którą powinniście sprawdzić.

Plusy
  • Solidny przedstawiciel gatunku
  • Szybki, dynamiczny gameplay
  • Rzuca wyzwanie
  • Oprawa i klimat
Minusy
  • Lekki brak różnorodności
  • Okazjonalne spadki płynności, gdy robi się tłoczno
8
Ocenił
Jakub Smolak
Nintendo Switch

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli Nintendo Switch

Recenzje gier OpenCritic

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz