Recenzja Super Crush KO

Konrad Noga | @Pykmis | | Przeczytasz w 4 min.
Super Crush Ko Wyróżniający
Super Crush KO

Zastanawialiście się kiedyś, co zrobilibyście w sytuacji, w której władająca armią robotów kosmitka pod osłoną nocy próbowałaby ukraść Waszego ukochanego kociaka? Myśl ta z pewnością pojawiła się kiedyś w głowach developerów z Vertex Pop, bowiem streściłem Wam właśnie fabułę ich najnowszej produkcji – uroczego brawlera Super Crush KO. Z pewnością pomysł na grę brzmi interesująco, ale czy produkt końcowy jest czymś więcej niż zwykłym robomordobiciem i czy warto poświęcić mu swój jakże wartościowy czas?

Super Crush Ko 3

Z pewnością próżno szukać tutaj głębokiej i zawiłej fabuły. To jedno zdanie na początku recenzji w zupełności wystarcza by wyczerpać temat historii Super Crush KO, bowiem w założeniu ma to być tylko wymówka. Nie należy zatem spodziewać się ani zwrotów akcji, ani intrygujących postaci. Ukradli nam kota, kropka. Niemniej jak na rolę, którą fabuła odgrywa w tej grze, spisuje się ona całkiem nieźle. To przyjemna i żartobliwa opowiastka, która w połączeniu z uroczą, pełną pastelowych kolorów estetyką nadaje całości swoistej lekkości.

Wyraźnie czuć to w trakcie rozgrywki. Grając w Super Crush KO łatwo wpaść jest w pewien trans i bezwiednie czyścić z przeciwników kolejne plansze. Niemniej choć fabuła i art-design dorzucają do tego stanu rzeczy swoich pięć groszy, nie udałoby się to bez perfekcyjnie płynnej rozgrywki. Nie mam tu jednak na myśli ilości klatek na sekundę (choć i z tym nie ma najmniejszego problemu), a mechanikę walki. Super Crush KO nie będzie raczej stanowić wyzwania dla nikogo, kto ma jakiekolwiek doświadczenie z grami. Większość przeciwników pada po zaledwie kilku ciosach, a każdego ze zmierzających w naszą stronę wrogich ataków można z łatwością uniknąć przy pomocy dużo wybaczającego dasha.

Super Crush Ko

O ile z początku może to nie być tak wyraźne, bo dysponujemy zaledwie najbardziej podstawowymi atakami i karabinkiem o ograniczonej amunicji, o tyle prędko w nasze łapki wpadają zdolności specjalne. Co prawda wymagają one do działania specjalnej energii, ale odnawia się ją tak szybko, że nim się obejrzymy Super Crush KO zamienia się w festiwal wyrzucających przeciwników w powietrze stąpnięć i powietrznych korkociągów, wzbogacany od czasu do czasu o niszczący wszystko na swojej drodze strumień potężnego lasera. Momentami wygląda to niezwykle widowiskowo, a prostota sterowania sprawia, że czujemy się niczym bogowie siejąc zamęt i zniszczenie, niekiedy likwidując całe zastępy wrogów nie dotykając nawet podłoża.

Brzmi to absolutnie fantastycznie i przez pierwszych kilka poziomów zdecydowanie tak jest. Ba, łatwo można nabawić się syndromu jeszcze jednej tury. Niestety im dłużej gramy, tym coraz mocniej zaczyna doskwierać nam powtarzalność rozgrywki wynikająca poniekąd z niskiego poziomu trudności i braku jakiegokolwiek wyzwania, ale jest to niestety najmniejsza z bolączek Super Crush KO. Dużo bardziej bolesny jest fakt, że przez całą grę praktycznie nic się nie zmienia. Wszystkie zdolności specjalne dostajemy już w po kilku pierwszy poziomach, a większość napotykanych na naszej drodze przeciwników nie różni się od siebie w żaden znaczący sposób. Nawet kolejne etapy wyglądają niemalże identycznie, nie licząc jedynie kolorystyki. Przez to wszystko gracza bardzo szybko ogarnia uczucie znużenia, a kolejne walki zamiast relaksować lub ekscytować, zaczynają frustrować.

Super Crush Ko 2

A wiecie co jest w tym wszystkim najsmutniejsze? Całość ukończyć można w jakieś dwie godziny. Zatem nie tylko jest to tytuł diabelnie krótki, ale dodatkowo twórcom zabrakło kreatywności by utrzymać grę świeżą te zaledwie kilka godzin. Co prawda nieco dodatkowej zabawy i replayability można zapewnić sobie śrubując czasy i ilości zdobywanych punktów w kolejnych poziomach, pnąc się w ten sposób na szczyt tabeli wyników, ale jeżeli to was nie złapie, Super Crush KO nie zaoferuje Wam zbyt wiele poza uroczą opowiastką i chwilowym poczuciem wpadnięcia w trans w trakcie rozgrywki.

Plusy
  • Przyjemna dla oka
  • Uczucie wpadania w trans
  • Urocza, choć pomijalna historyjka
Minusy
  • Króciutka
  • Banalnie prosta
  • Powtarzalna w każdym aspekcie
6
Ocenił
Konrad Noga
Nintendo Switch

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli Nintendo Switch

Recenzje gier OpenCritic

Dodaj komentarz

avatar