Recenzja Splatoon Raiders

Splatoon Raiders
Splatoon Raiders

Splatoon to chyba najnowsze duże IP od Nintendo, które przyjęło się wśród graczy. Jest to dosyć ciekawe, bo marka debiutowała na WiiU, które było absolutną porażką i sprzedało się w komicznie niskiej ilości. Mimo to w ciągu jedenastu lat pojawiły się trzy gry z tej nastawionej na multiplayer serii. Do tego kilka rozszerzeń, figurki amiibo, obecność w Super Smash Bros i obecność pośród legend Wielkiego N. To naprawdę spory sukces zwłaszcza w porównaniu z wieloma markami, o których Nintendo kompletnie zapomniało. Teraz na rynek trafia pierwszy spin-off cyklu o dzieciakach kałamarnicach. Czy Splatoon Raiders sprawi, że kolorowa strzelanka stanie się jeszcze bardziej popularna?

Splatoon Raiders to najnowszy tytuł ekskluzywny wydany na Nintendo Switch 2. Produkcja jest spin-offem popularnej serii, który porzuca rozgrywki online na rzecz zabawy dla pojedynczego gracza i trybu kooperacji. Mamy coś w stylu rozbudowanej wersji wcześniejszych eksperymentów z DLC do poprzednich gier. Ja bawiłem się bardzo dobrze, katując w ten tytuł, ale trochę żałuje, że nie zaoferowano graczom czegoś jeszcze bardziej rozbudowanego.

Uwięzieni

Fabuła gry kreci się wokół ekipy Deep Cut, która pojawiła się już wcześniej w Splatoon 3. Grupa wraz ze swoim mechanikiem, w którego to my się wcielamy, wyrusza na poszukiwanie skarbów na tajemniczej wyspie Spirhalite, która wynurzyła się z wody. Niestety nasz helikopter zostaje zniszczony w trakcie huraganu i jesteśmy uwiezieni w nieznanym nam miejscu. Decydujemy się zbudować bazę i wyruszyć na poszukiwanie skarbów i materiałów potrzebnych do dobudowy i rozwoju naszej placówki. Przy okazji znajdujemy różne artefakty i informacje o dawnym świecie.

Oczywiście fabuła nie gra zbyt wielkiej roli w Splatoon Raiders. To raczej tylko drobny dodatek i pretekst do rozpoczęcia naszej przygody. Historii nie ma tutaj za wiele, chociaż pomiędzy poziomami jest trochę scenek przerywnikowych i dialogów pomiędzy bohaterami. Większość z nich to jednak takie zapychacze i tutoriale dla różnych systemów gry, które są bardzo powoli wprowadzane do zabawy, co jest dla mnie jednym z większych problemów tytułu.

Akcja

Splatoon Raiders podobnie jak pozostałe gry z serii jest strzelanką, gdzie nasze bronie wykorzystują do walki farbę. Z tą różnicą, że tym razem zamiast zespołowych potyczek multiplayer mamy nacisk na stosunkowo krótkie poziomy pod jednego gracza. Jest to dosyć fundamentalna zmiana, która nie przekłada się jednak negatywnie na frajdę płynącą z rozrywki. Zamiast krótkich, intensywnych meczów otrzymujemy system wypraw, podczas których przemierzamy kolejne obszary, walczymy z przeciwnikami, zdobywamy materiały i skarby, a następnie wracamy do naszej bazy, aby ulepszyć wyposażenie i przygotować się do następnej ekspedycji. Pętla rozgrywki jest więc bardzo prosta do zrozumienia: wyruszamy na wyspę, walczymy, zbieramy łupy, wracamy, rozwijamy postać i ponownie ruszamy w drogę. Tytuł Raiders kojarzył mi się z popularnymi produkcjami w stylu Ar Raiders i całym stylem extraction shooterów i gier survivalovych. Po opisie można wywnioskować, że gra idzie w tym kierunku. Jednak prawdę mówiąc, tak nie jest. Mamy standardowy tryb misji i za bardzo nie zauważyłem tutaj niczego ponad schemat znany od dziesięcioleci.

Nasza postać trafia na mapę i ma za zadanie pozyskać surowce, pokonać określoną ilość wrogów, rozprawić się z wrogiem lub przejść jakiś tor przeszkód. Robimy to korzystając z naszego małego arsenału, specjalnych zdolności i pomocy sojusznika sterowanego przez komputer.

Mechanika strzelania jest szybka i przyjemna, a możliwość poruszania się w atramencie nadal pozostaje jednym z najważniejszych elementów całego systemu. Transformacja w kałamarnicę pozwala sprawnie przemieszczać się po pokrytych naszym kolorem powierzchniach, uzupełniać zapas amunicji i odzyskiwać zdrowie. Nie jest to kolejna generyczna strzelanka, do której przypadkowo dodano kolorowy atrament. Atrament nadal jest podstawowym narzędziem poruszania się, walki i przetrwania. Dla mnie jest to spora zaleta całej serii, jak i samego Raiders. Rozgrywka to strzelanka, ale z tym fajnym twistem Nintendo, który sprawdza się dobrze.

W najbardziej zażartych misjach, gdy kończy nam się farba lub wszystko wokół nas pokryte jest w kolorach wroga i trzeba szybko kombinować i się ratować, gameplay staje się jeszcze ciekawszy i gra wciąga. Musimy radzić sobie z falami Salmonidów, które pojawiają się na kolejnych obszarach i zmuszają do nieustannego przemieszczania się. Przeciwnicy są bardziej przewidywalni niż ludzcy gracze, ale ich liczba i różnorodność sprawiają, że potyczki potrafią być zaskakująco intensywne. Niektórzy przeciwnicy padaj an jeden strzał, inni mają pancerze i trzeba ich atakować od tyłu czy kombinować na różne sposoby. Do tego ataki wrogów są też bardzo różnorodne, co sprawia, że gra szybko się nie nudzi i starcia pozostają ekscytujące nawet po kilku godzinach zabawy.

Arsenał malarza

To, co naprawdę fajne wychodzi w Splatoon Raiders, ro nasz arsenał. Gra pozwala eksperymentować z różnymi rodzajami broni, mechanicznymi gadżetami i ulepszeniami. Broni jest całkiem sporo rodzajów, do tego pojawiają się różne warianty naszych pędzli, wiaderek czy pistoletów na farbę.

Obok tego mamy jeszcze całkiem niezły system pozyskiwania nowego sprzętu, ulepszeń i waluty do zakupu kolejnych bajerów. Każda wyprawa może przynieść nowe przedmioty oraz materiały, które później wykorzystujemy do rozwijania naszej postaci i bazy. Tego rodzaju system sprawia, że nawet ukończona już misja może mieć sens, ponieważ powrót do znanego miejsca może przynieść wartościowy łup potrzebny do stworzenia silniejszej konfiguracji. Jest to mechanika szczególnie dobrze pasująca do formuły looter shootera, ale Nintendo stara się uniknąć typowego dla tego gatunku poczucia przesadnego grindu. Rozwój ma przede wszystkim zachęcać do eksperymentowania, a nie zmuszać do wykonywania dziesiątek identycznych zadań.

Bardzo dobrze działa również możliwość dopasowania wyposażenia do własnego stylu gry. Mamy opcje pozwalające na stworzenie różnych postaci. Można skupić się na sile ataku, gadżetach czy zwinności. Do tego różne bronie mają unikatowe zastosowanie i sprawdzają się fajnie w określonych sytuacjach. Elementów składowych na build naszej postaci jest sporo. Dzięki temu nie ma jednej uniwersalnej metody rozwiązywania wszystkich problemów. W zależności od rodzaju misji możemy zmienić swoje wyposażenie i przygotować się do konkretnych wyzwań. To jeden z elementów, który sprawia, że Splatoon Raiders może zainteresować także osoby, które w poprzednich częściach nie czuły się najlepiej w rywalizacji PvP.

Kompani

Plus jest potencjał w rozgrywce co-op, tak by zbudować drużynę i wykorzystywać pełen potencjał broni i różnych stylów gry. Ale jest też i miejsce dla tego grając samemu. Wszystko za sprawą kompanów. Podczas każdej wyprawy towarzyszy nam jeden z członków zespołu, korzystający z Exploration Bota. Shiver, Frye i Big Man mają własne ataki Showstopper, które pozwalają znacząco wpłynąć na przebieg walki. Każdy z tych specjali ma różne zastosowanie i sprawdza się lepiej w określonych sytuacjach lub przy odpowiednim buildzie naszej postaci. Dzięki temu wybór towarzysza nie jest wyłącznie decyzją estetyczną. Każda z tych postaci wnosi do walki własne możliwości i pozwala inaczej podejść do kolejnych starć.

Nasza baza

Gra fabularnie ii w rozgrywce kręci się wokół tego, że chcemy odbudować i rozbudować naszą siedzibę. Jest nią Hideout Ship, czyli mobilna baza, do której wracamy po kolejnych wyprawach. To tutaj wykorzystujemy zdobyte łupy, rozwijamy sprzęt i ulepszamy sam statek. Dzięki temu każda ekspedycja ma znaczenie również po jej zakończeniu. Nawet jeśli nie udało nam się znaleźć wszystkiego, czego szukaliśmy, możemy wrócić z materiałami, które pozwolą rozwinąć nasze możliwości. Pętla progresji jest więc bardzo satysfakcjonująca. Wyruszamy słabsi, wracamy silniejsi, inwestujemy zdobyte zasoby i ponownie ruszamy w świat. Z czasem pojawiają się coraz większe wyzwania, a gracz ma poczucie, że jego postać rzeczywiście się rozwija. Nie jest to może poziom najlepszych gier roguelite, ale i tak ten element wypada solidnie. Mamy sporo rzeczy do wzmacniania i dużo surowców do zbierania plus levelowanie postaci i jej ekwipunku. Przez to ciągle robimy jakieś postępy podczas zabawy.

Grafa i muzyka

Na dużą pochwałę zasługuje oprawa audiowizualna, która wypada bardzo klimatycznie. Nintendo nie próbuje na siłę zmieniać charakterystycznego stylu serii. Kolory, atrament, groteskowe projekty przeciwników i charakterystyczna stylistyka Splatoon nadal są obecne, ale dzięki nowej platformie gra może prezentować się jeszcze efektowniej. Spirhalite Islands oferują bardziej zróżnicowane środowiska, a większa moc Nintendo Switch 2 pozwala budować bardziej szczegółowe lokacje i efektowniejsze starcia. Jednocześnie twórcy zachowali tę specyficzną, lekko absurdalną atmosferę, dzięki której Splatoon od zawsze wyróżniał się na tle innych strzelanek. Nie ma tutaj wojskowego realizmu ani ponurej atmosfery. Jest za to kolorowy świat, w którym atrament staje się bronią, a muzycy z Deep Cut pomagają nam przetrwać kolejne starcia. Wychodzi to bardzo fajnie i w akcji jest spoko. Chociaż przyznam, że zdarzają się spadki FPS i momentami gra nie nadąża za akcją. W wirze walki może tego tak nie czuć, ale niestety Switch 2 ma problemy z radzeniem sobie z tym tytułem. Przynajmniej w trybie przenośnym, w którym głównie grałem.

Muzyka również pozostaje niezwykle ważną częścią doświadczenia. Seria Splatoon zawsze traktowała dźwięk jako element budowania własnej tożsamości i Raiders nie odchodzi od tej tradycji. Dynamiczna ścieżka dźwiękowa dobrze współgra z tempem walki, a obecność Deep Cut pozwala jeszcze mocniej podkreślić muzyczne korzenie całego uniwersum. To produkcja, która nie boi się być głośna, kolorowa i momentami dziwaczna, dzięki czemu nawet najbardziej intensywne fragmenty zachowują charakterystyczny styl. Mamy więc oprawę audiowizualną na plus, co akurat w przypadku gier Nintendo nie jest chyba wielkim zaskoczeniem.

Czepialstwo

Splatoon Raiders to bardzo solidna pozycja i spędziłem przy niej sporo czasu, bawiąc się naprawdę dobrze. Mimo to jest kilka kwestii, do których można się przyczepić i ponarzekać sobie. Na pierwszy ogień idzie fabuła, choć sympatyczna i dobrze wpisana w charakter świata, nie jest najważniejszym powodem, dla którego warto grać w ten tytuł. Osoby oczekujące bardzo rozbudowanej opowieści mogą poczuć niedosyt. Zwłaszcza, że twórcy stali trochę w rozkroku i próbowali coś zrobić z historią gry, ale jakby w pewnym momencie przypomnieli sobie, że najważniejsze jest strzelanie i odpuścili fabułę.

Potencjalnie średnio wygląda kwestia powtarzalności, która z czasem staje się bardziej zauważalna. System progresji jest satysfakcjonujący, ale jego atrakcyjność zależy od tego, jak bardzo lubimy wielokrotne wykonywanie podobnych aktywności w celu zdobycia lepszego wyposażenia. Splatoon Raiders nie jest więc produkcją, którą można polecić każdemu bez wyjątku. Jeśli ktoś nie lubi looter shooterów, grindujących systemów rozwoju czy powtarzania wypraw, może po pewnym czasie poczuć zmęczenie.

Dla mnie największym problemem jest jednak coś, co trapi wiele gier Nintendo. Pierwsze godziny zabawy to taki ciągnący się w nieskończoność tutorial. Mechaniki i sprzęty są wprowadzane powoli i czuć, że gra trzyma nas za rączkę zdecydowanie za długo. Wiele fajnych systemów trzeba odblokowywać i zajmuje to trochę czasu. Moim zdaniem gra trochę na tym traci, bo Splatoon Raiders wypada najlepiej, gdy mamy swobodę tworzenia naszego własnego buildu z wybranym przez nas arsenałem.

Eksperyment

Splatoon Raiders jako eksperyment Nintendo gra wypada bardzo przyzwoicie. Nowa gra pokazuje, że seria może funkcjonować poza klasycznym PvP i nadal zachować swoją tożsamość. Mechanika atramentu, transformacja w kałamarnicę, charakterystyczna oprawa, Salmonidzi i Deep Cut pozostają fundamentami doświadczenia, ale wokół nich zbudowano zupełnie nową konstrukcję. Zamiast rywalizacji otrzymujemy przygodę. Zamiast krótkich meczów mamy długofalową progresję. Zamiast walki z innymi graczami twórcy stawiają eksplorację tajemniczych wysp i polowanie na skarby. Elementy te wychodzą dobrze i mimo tego, że produkt końcowy nie jest idealny to i tak mamy solidny fundament pod to, jak można rozbudować markę w innym kierunku niż gra multiplayerowa.

Farbowany lis

Moje oczekiwania w stosunku do Splatoon Raiders nie były gigantyczne. Po trzech grach wiedziałem, czego mogę się spodziewać po tej serii. Nowy tytuł orbi dokładnie to, czego oczekiwałem i przenosi soczystą i kolorową rozgrywkę marki do formuły przygotowanej pod jednego gracza. Gameplay nadal wypada na plus, do tego fajna oprawa audiowizualna i trochę solidnych rozwiązań. Całość nie jest może megahitem i jakimś system sellerem, ale to kolejny porządny tytuł przemawiający za Nintendo Switch 2. Mam nadzieję, że twórcy będą w przyszłości budowali na fundamentach z tego tytułu i zobaczymy jakąś bardziej rozbudowaną kontynuację.

Plusy
  • Świetny gameplay
  • Fajny klimat
Minusy
  • Nie w pełni wykorzystany potencjał
  • Powolne wprowadzenie gry
8
Ocenił Tomek Piotrowski
Nintendo 3DS

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli Nintendo 3DS

Recenzje gier OpenCritic