Współtwórca serii Just Cause, Christopher Sundberg założył nowe studio o nazwie Liquid Swords i stworzył grę Samson, ponieważ, tu cytat z wywiadu udzielonego GamesRadar+ – miał dość „łykania całego gówna, którym karmi nas branża”. Gdzieś jeszcze po Twitterze lata cytat, z którego wynika, że Sundberg woli, by gracze po zagraniu w debiutancką produkcję jego studia mieli wrażenie, że jakości jest aż za dużo jak na cenę gry – bo Samson kosztuje zaledwie 25 dolarów. Niestety, to tak nie działa panie Sams… Sundberg. Po spędzeniu kilkunastu godzin z grą, stwierdzam, że nie ma to znaczenia, czy Samson kosztuje 25, 10, 50, czy 70 dolarów jak chociażby hit Ubisfotu – gra AAAA Skull and Bones. Ważna jest jakość, a cena na pewno nie jest usprawiedliwieniem. Obecnie, Wasza gra to festiwal błędów, niedoróbek, ale też pewnych nietrafionych pomysłów na rozgrywkę. Być może więcej wybaczymy niesmacznemu schabowemu, którego zjemy w barze mlecznym, niż temu od jakiejś Gesslerowej, ale koniec końców, wyjdziemy niezadowoleni z obu miejsc, być może dalej głodni, no i również z uszczuplonym portfelem. W końcu, nic nie usprawiedliwia produktu jeżeli jest wadliwy. Po takim zawieszeniu się bohatera, jakie widzicie teraz na ekranie, nie pierwszym swoją drogą, myślałem, że już sobie Samsona odpuszczę… ale i tak już dawno minęły 2 godziny zabawy, więc z refundu nici, dlatego się przemęczyłem, no i efekt jest taki, że zapraszam Was na recenzję Samson: A Tyndalston’s Story.
Recenzja Samson


