Recenzja Nioh 3

Nioh 3
Nioh 3

Czasem trzeba nad jakimś pomysłem mocno posiedzieć i popracować nim osiągnie się pożądany efekt. Tak było z Nioh. Tytułem zapowiedzianym ponad 20 lat temu jako tradycyjne JRPG. Tytuł powstawał w bólach i przeszedł sporo zmian i rewizji. Jednak końcowy produkt, czyli gra wydana w 2017 roku to jeden z najlepszych przedstawicieli produkcji typu soulslike, który w ciekawy sposób zmiana wiele elementów rozgrywki z tytułów From Software i zyskuje własną, wyraźną tożsamość. Nioh stało się solidną marką i teraz na rynek trafia trzecia odsłona tego cyklu. Czy nowy tytuł udowodni, że Nioh zasługuje na miejsce pośród królewskich IP?

Nioh 3 to trzecia odsłona cyklu, który swój żywot rozpoczął jako adaptacja niedokończonego scenariusza legendarnego Akiry Kurosawy. Za marką stoi Koei Tecmo i niezwykle pracowite Team Ninja, które w ostatnich latach wręcz zasypuje nas grami. Seria zyskała spora popularność i należy do naszych ulubieńców jeśli chodzi o klimat soulsów. Teraz nowa część wprowadza sporo zmian i nowych rozwiązań, które mogą przyczynić się do większego sukcesu tytułu. Nioh 3 wychodzi na PC i PlayStation 5. My graliśmy na konsoli Sony.

Podróże małe i duże

Podobnie jak w przypadku pozostałych gier z serii mamy do czynienia z tytułem, który łączy ze sobą prawdziwą historię Japonii i elementy fantastyczne wywodzące się z folkloru. Akcja Nioh 3 rozpoczyna się w XVII wieku. Nasza postać to Tokugawa Takechiyo wnuk legendarnego Tokugawy Ieyasu, który znany jest jako jeden z trzech wielkich zjednoczycieli. Nasza postać ma zostać shogunem i decydować o dalszych losach Kraju Kwitnącej Wiśni. Niestety, zanim do tego dochodzi nasz zamek zostaje zaatakowany przez potwory yokai. Okazuje się, że nasz młodszy brat opętany rządzą posiadania władzy, sprzymierzył się z siłami zła, by nas zabić i zostać shogunem. W trakcie walki dochodzi do zaskakującego zjawiska i przenosimy się w czasie. Trafiamy do różnych epok i tam pomagamy zwalczać potwory, by zdobyć moc potrzebna do pokonania zła w naszych czasach. Dzięki temu odwiedzimy różne epoki z przeszłości Japonii, gdzie dochodziło do ważnych wydarzeń.

Fabuła Nioh 3 kręci się wokół całkiem ciekawego pomysłu i ma zadatki na solidną historię. Niestety w praniu wychodzi to raczej średnio. Opowieść jest tutaj tylko dodatkiem do gameplayu i większość scenek przerywnikowych to pogadanki, które zbyt wiele nam nie oferują. Pomysł z podróżą w czasie mógłby być bardziej zakręcony. Tutaj wszystko jest raczej sztywne i niezbyt ciekawe.

Do tego jeśli ktoś za bardzo nie zna historii Japonii, to może nie wyłapać wielu wątków z gry i tego jak pewne postacie zostały tutaj przedstawione. Dla mnie jednym z najmocniejszych elementów fabuły były właśnie interakcje z postaciami, które znam z książek i cyklu Samurai Warriors. Szkoda, że nie rozbudowano tego elementu trochę bardziej.

Przesyt systemów

Seria Nioh to taka ciekawa krzyżówka formuły soulslike, hack and slash wywodzącego się od Diablo i rozbudowanego systemu walki w stylu, z którego słynie Team Ninja. Te trzy elementy całkiem dobrze zw sobą współgrają i tworzą naprawdę unikatowe doświadczenie, które mocno wyróżnia się na tle innych gier zainspirowanych przez Dark Souls. Trzecia część jeszcze mocniej podkreśla swoją unikatowość przez prawdziwe zatrzęsienie systemów i mechanik, które możemy wykorzystywać w walce.

Gra oferuje nam niezwykle rozbudowany arsenał broni i ataków, które uzależnione są od wybranego przez nas stylu walki. Niektóre bronie wymuszają agresywny styl, inne sprzyjają taktycznemu odwrotowi i kontratakowi. Dzięki temu dobór i ćwiczenie stylu walki nie jest czysto kosmetyczną decyzją, ale elementem strategicznymi to naprawdę czuć. Miecze, włócznie, topory, tonfa czy inne ostrza możemy trzymać na cztery różne sposoby, które oferują nam osobne zestawy ataków i umiejętności. Są to samurajskie postawy, pozwalając trzymać broń, wysoko, w średniej pozycji, nisko lub w pochwie czy na plecach. W trakcie walki możemy swobodnie przełączać się pomiędzy tymi pozycjami, co daje olbrzymie pole do popisu i czystej zabawy. To było już w poprzednich dwóch odsłonach i teraz zostaje jeszcze bardziej dopakowane przez nowy element. Nasza postać może działać w trybie samuraja lub w trybie wojownika ninja. Różnią się one umiejętnościami, arsenałem i specjalnymi atakami. Jako samuraj mamy wspomniane postawy do wyprowadzania ataków, jesteśmy silniejsi i bardziej dopakowani w zwarciu. Ninja korzysta z gadżetów, jest szybszy i bardziej zwinny. Nasza postać ma swego rodzaju dwa bulidy, pomiędzy którymi możemy przełączać się w dowolnym momencie. Jeśli chcemy się skradać, atakować wrogów z zaskoczenia, czy skakać po lokacjach niczym platformówka to sprawdzi się do tego lepiej tryb ninja.

Przełączanie się pomiędzy oboma trybami mocno rozbudowuje nasz arsenał i tworzy naprawdę gigantyczny system walki. Do tego przełączanie się pomiędzy samurajem a ninją służy także do parowania specjalnych ataków wrogów. System z Nioh 2, gdzie zamienialiśmy się w yokai do parowania specjalnych czerwonych ataków powraca tutaj w zmodyfikowanej wersji. W praniu wychodzi to bardzo fajnie. Do tego korzystanie z różnych trybów ma sens i w bardzo ciekawy sposób wpływa na rozgrywkę i rytm gry.

Do tego dochodzi jeszcze sporo umiejętności, masa drzewek skilli dla każdego typu broni i nie tylko. Jest też system carów i wykorzystywanie dusz pokonanych yokai do atakowania i korzystania z dodatkowych mocy. Powraca także system strażników, czyli taki osobny dopakowany tryb postaci, gdzie stajemy się na moment nieśmiertelni i wykonujemy potężne ataki na bazie mocy wybranego strażnika.

System walki jest naprawdę mega rozbudowany i oferuje naprawdę wiele. Chyba nie ma żadnej innej produkcji w tym klimacie, która byłaby tak rozbudowana. Myślałem, że Nioh 2 to wyżyny jeśli chodzi i systemy i styl walki,a tutaj mamy wszystkiego jeszcze więcej.

Rozwój postaci

Przejawia się to także w systemie rozwoju postaci. Mamy standardowe levelowanie za energię nazywaną Amarita, która wypada z pokonanych przeciwników, ale jest także rozsiana po mapach. Lokujemy punkty w jedną z kilku statystyk, która ma wpływ na masę pomniejszych rzeczy od udźwigu i ilości energii ki, która jest tutaj swego rodzaju staminą, po siłę naszego ataku i zdolności magiczne. Można stworzyć sporo różnych buildów i co ważne szybko zdobywamy możliwość resetowania alokowanych już punktów. Dzięki temu jest spore pole do eksperymentowania. W każdej chwili możemy sprawdzić inny styl gry lub ustawić postać pod najlepsze wyposażenie, jakie posiadamy. Sprawdza się to bardzo dobrze i pasuje do gry, gdzie co kilka kroków z wrogów wypada nowa broń lub zbroja.

Obok tego mamy drzewka skilli dla broni i trybu ninja i samuraja. Tutaj zdobywamy osobne punkty, które są nagrodami za questy poboczne i pokonywanie silnych przeciwników. Tak odblokowujemy różne dodatkowe rodzaje ataków i specjalne ruchy czy gadżety wojownika ninja. Obok tego jest jeszcze osobny system pasywnych skilli, które są znajdżką w otoczeniu. Mamy pulę punktów do alokowania i każdy skill ma określony koszt. Pozwala to na przykład na zadawanie większych obrażeń wrogom z pełnią życia czy dodatkowe przedmioty po zabiciu przeciwników po cichu.

To jeszcze nie wszystko, bo mamy jeszcze dodatkowe systemy powiązane z osiągnięciami wewnątrz gry, gdzie mamy drobne procentowe zwiększenia do różnych statystyk i funkcji takich jak częstość trafiania na miksturki lecznicze czy zwiększone obrażenia w naszym najpotężniejszym trybie.

Na dokładkę mamy jeszcze bronie i uzbrojenie w różnych wariantach i poziomach rzadkości wypadające tak często jak giwery w Borderlands czy złom w Diablo. Oręż ma sporo statystyk i wpływa na nasze zdolności lub nawet daje nam dodatkowe skille.

Wszystkiego jest naprawdę dużo i jak ktoś chce, to można spędzić sporo czasu w menu i analizując wszystkie statystyki i to jak każdy system się ze sobą łączy. Jednak równie dobrze wieloma elementami można się nie przejmować. No bo 1% różnicy w leczonych punktach życia nie jest jakąś kolosalną sprawą.

Ninja Gaiden

To na co jeszcze warto zwrócić uwagę, to różnice pomiędzy stylem samuraja a tym ninja. Samuraj to taka rozbudowana, ale dalej klasyczna wersja tego co było już w serii. Nadal mamy zarządzanie ki, które w tym tytule pełni funkcję staminy z tym, że istnieją szybkie sposoby w walce na odzyskiwanie go. Starcia są trochę bardziej powolne i taktyczne z naciskiem na blokowanie parowanie i wykonywanie manewrów przywracających ki. To taki soulslike w tym unikatowym sosie Team Ninja. Z kolei tryb ninja połączony z tym, że w grze mamy podwójny skok praktycznie zmienia ten tytuł w jakąś nową grę akcji w stylu Ninja Gaiden. Nasze ataki nadal opierają się na pasku ki, ale poruszamy się mega dynamicznie, możemy robić różne uniki, korzystać z technik ninjutsu pozwalających przenieść się za wroga czy skakać po głowach przeciwników. Grając w tym trybie ma się poczucie, że gra się w gigantycznego, mega rozbudowanego slashera

Rise of the Ronin 2

Nioh 3 to także swego rodzaju sequel dla innej gry Team Ninja – Rise of the Ronin. Poprzednie dwie odsłony cyklu o walce z yokai stawiały na szereg liniowych misji, gdzie głównie pędziliśmy korytarzami, by na koniec walczyć z bossem i trafiać do menu mapy z kolejnymi poziomami do ogrania. Nioh 3 stawia na formułę otwartego świata, ale uczy się na błędach ze wspomnianego Rise of the Ronin. Zamiast rozległego, ale pustawego świata mamy mniejszą mapę z danej epoki podzieloną na strefy, gdzie jest sporo dodatkowych aktywności i wyzwań. Do tego wiele z misji odbywa się nadal w klasycznej formule zamkniętych poziomów. Daje to bardzo dobry efekt i udanie łączy ze sobą dwa podejścia.

Może nie ma tutaj epickości Elden Ring i całość pozbawiona jest tego uczucia przygody i eksploracji. Jednak Nioh 3 dostarcza naprawdę udaną wersję siata, gdzie co kilka kroków jest jakaś dodatkowa poboczna aktywność czy znajdżka do zdobycia. Wciągnąłem się w zaliczanie regionów na 100 procent, bo aktywności są przyjemne, a do tego oferują dobre nagrody. Mamy pojedynki na małych arenach z yokai, siedziby rabusiów i potworów do wyczyszczenia, dodatkowych bossów, ukryte kapliczki jizo i trochę dodatkowych questów.

Poziom trudności

Kwestią, na którą warto zwrócić uwagę w przypadku Nioh 3 jest poziom trudności. Poprzednie dwie odsłony serii nie należały do najprostszych przedstawicieli swojego gatunku i wymagały w miarę dobrej znajomości technik, by dotrwać do końca. Tym razem jest trochę łatwiej. Wynika to z bardziej otwartej struktury gry i tego, ze mamy sporo kapliczek będących przystankami bezpieczeństwa, pomiędzy którymi możemy się swobodnie teleportować. Jeśli trafimy na ścianę i jakieś trudne wyzwanie to prawie zawsze jest opcja wzmocnienia się poprzez wykonanie jakiejś misji pobocznej lub eksploracje innego regionu danej epoki. Do tego zaliczanie wszystkiego po drodze do kolejnych głównych misji sprawia, że jesteśmy raczej na stosunkowo wysokim poziomie. W dalszej części gry robi się trochę trudniej, ale mamy wtedy solidny arsenał i powinniśmy już dobrze rozumieć wszystkie systemy gry. Mamy też co-op i możliwość przyzywania duchów innych graczy do wsparcia nas w walce. Pierwsze przejście gry nie powinno być więc jakoś koszmarnie trudne dla osób, które mają spore doświadczenie z gatunkiem. Oczywiście mogę nie być do końca obiektywny, bo spędziłem z tą serią setki godzin przed odpaleniem trójki.

Stara szkoła

Aspektem, w którym Nioh 3 wypada trochę słabiej, jest oprawa graficzna. Gra ma klimat i naprawdę solidny styl, który sprawdza się tutaj dobrze. Jednak silnik napędzający ten tytuł jest już raczej przestarzały. Nie ma graficznych wodotrysków i jest to raczej duch PlayStation 3 w trochę lepszej rozdziałce. Technicznie nie jest źle, ale nie jest to też produkcja, która wyciska siódme poty z konsol. Dużą robotę naprawdę robi mocny design lokacji, bossów i zwykłych przeciwników. Sprawia on, ze przeciętna oprawa graficzna sporo zyskuje.

Audio jest solidne. Zwłaszcza melodie, które towarzyszą nam w trakcie gry. Mamy trochę spokojniejszych i stonowanych rytmów, ale też masę dynamicznej muzyki, która super sprawdza się przy walkach z bossami i w bardziej dramatycznych momentach. Jest też voice acting w wersji angielskiej i japońskich. Ja próbowałem pograć trochę po angielsku, ale nie byłem w stanie się przyzwyczaić do tych dialogów. Nie, żeby były tragiczne, ale świat Nioh 3 znacznie lepiej brzmi w japońskiej wersji.

Przytłacza

Jeśli chodzi o potencjalne wady gry, to może nim być aż przesadzony system walki. Masa mechanik i opcji może przytłaczać. Zwłaszcza, ze wiele elementów gry nie jest dobrze wytłumaczonych i jeśli ktoś nie grał w poprzednie gry z serii, to może się w tym wszystkim pogubić. To naprawdę sytuację, gdzie dla niektórych za dużo to nieodorowo. Osobiście bardzo mi to wszystko pasuje i cieszy mnie, że całość daje jeszcze więcej opcji i możliwości. Jednak widzę potencjalny problem, bo bez zrozumienia jak wszystko działa, można nie poradzić sobie nawet z najprostszymi przeciwnikami. Nioh 3 wymaga od gracza sporo jak na obecne czasy, ale jednocześnie w zamian za to oferuje coś naprawdę super.

Do tego interfejs nie jest zbyt przejrzysty. Mamy sporo pasków ikonek i multum przycisków. Menu to też zalew informacji, które mogą nowicjuszowi niewiele mówić. Mam wrażenie, że przez to wszystko gra może nawet trochę odstraszać.

Warto też zwoić uwagę na to, że wszystkie zmiany mogą nie przypaść do gustu każdemu fanowi poprzednich odsłon. To produkcja, która buduje na dorobku serii, ale czerpie także dużo z innych tytułów Team Ninja. Efekt finalny to taka zupełnie nowa produkcja, która ma ducha poprzednich osłon, ale też sporo się od nich różni. Dla mnie w ogólnym rozrachunku wyszło to na plus, ale momentami brakowało tego dawnego Nioh.

Jest mega

Niedawno miałem okazję grać w Code Vein 2. Wspominałem, że tamten tytuł ma trochę pecha, bo to średniak z potencjałem, który wychodzi w niezbyt dobrym momencie, bo zaledwie tygodnie przed Nioh 3. Miałem rację, bo nowy tytuł od Koei Tecmo zjada tamtą produkcję na śniadanie. Mamy lepszy system walki, ciekawsze podejście do formuły otwartego świata, mocniejszy klimat i wiele innych aspektów przemawiających z Nioh 3. Na dodatek obie gry kręcą się wokół motywu podróży w czasie, przez co Code Vein 2 staje się takim ubogim anime krewnym gry studia Team Ninja. Miałem sporo frajdy z tamtym tytułem, ale do Nioh 3 on po prostu nie ma startu. Wspominam o tym dlatego, że skontrastowanie ze sobą obu pozycji tylko jeszcze bardziej uzmysłowia mi, jak dobry jest ten tytuł. Dla mnie cała seria Nioh zdecydowanie zasługuje na miejsce na podium jeśli chodzi o produkcje typu soulslike.

Gra roku

Moje oczekiwania w stosunku do Nioh 3 były bardzo wysokie. Poprzednie odsłony tej serii bardzo mi się podobały i zagrywałem się w nie przez naprawdę wiele godzin. Po Rise of the Ronin miałem pewne obawy co do elementu otwartego świata w wykonaniu Team Ninja. Na szczęście twórcy naprawdę dobrze poradzili sobie z tym zadaniem. Nowa gra to naprawdę świetny tytuł, który oferuje sporo i w ciekawy sposób buduje na dorobku serii. To dosyć odważny sequel, bo w pewnych aspektach mocno odchodzi od lubianej formuły. Mimo to mamy lądowanie z telemarkiem i coś naprawdę super. Nioh 3 jest dowodem na to, że seria wciąż ma wiele do zaoferowania i może się rozwijać w ciekawym kierunku. Ja jestem naprawdę oczarowany tym tytułem i miałem mega frajdę przez te kilkadziesiąt godzin gry. Pewnie jeszcze trochę zbyt wcześnie, żeby mówić o najlepszych grach tego roku, ale ja raczej będę pamiętał o tym tytule podczas wszelkich rozważań na temat GOTY 2026.

Plusy
  • Świetne systemy walki
  • Dobrze zrobiony otwarty świat
  • Super klimat
Minusy
  • Nowicjusz może być przytłoczony ilością opcji i systemów
9
Ocenił Tomek Piotrowski

Recenzja powstała na podstawie rozgrywki z konsoli PlayStation 5

Recenzje gier OpenCritic