Recenzja Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection

Monster Hunter Stories 3
Monster Hunter Stories 3

Monster Hunter to seria, która przez lata była kojarzona jako coś bardziej hardkorowego. Nietypowy rodzaj rozgrywki wymagający zrozumienia i nauki, masa grindu i brak typowych ułatwień sprawiały, że wiele osób odbijało się od tego cyklu. Mimo wszystko gry o polowaniu na potwory zyskały spore grono fanów i status perełki Capcom. Japońska korporacja zauważyła, że MonHun ma potencjał zarobkowy i zaczęła tworzyć bardziej przystępne odsłony i spon-offy. Dzięki temu na przenośnych konsolach Nintendo narodziła się podseria Stories skierowane do fanów JRPG i miłośników Pokemon. Teraz na rynek trafia Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection. Czy ten tytuł sprawi, że marka dotrze do jeszcze większej liczby graczy?

Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection to trzecia odsłona cyklu, który debiutował na Nintendo 3DS dekadę temu. Gra wchodzi mniej więcej dwa lata po porcie pierwszej i drugiej części na komputery i konsole PlayStation i jest swego rodzaju rozwinięciem cyklu z wykorzystaniem czegoś mocniejszego niż kieszkonsolka. Nowa produkcja dostępna jest na PC, PlayStation, Xbox Series i Nintendo Switch 2. Ja grałem na PlayStation 5 i bawiłem się przednio.

Na ratunek światu

Monster Hunter nigdy nie było cyklem, który słynie ze swojej fabuły. Podobnie było z grami z serii Storie. Tym razem sprawa wygląda trochę inaczej i mamy większy nacisk na opowiadaną historię i losy bohaterów. Akcja rozgrywa się w świecie podzielonym między dwa państwa – Azurię i Vermeil – stojące na krawędzi wojny. W centrum wydarzeń znajduje się tajemnicze zjawisko wpływające na potwory, które stają się agresywne i tracą kontrolę. Wszystko staje się bardziej skomplikowane, gdy z jaja Rathalosa wykluwają się dwa potwory, co jest omenem i znakiem nadchodzącej katastrofy. My wcielamy się w młodego księcia Azurii, który pełni obowiązki jeźdźcy i zajmuje się tematem coraz bardziej dzikich i niebezpiecznych potworów, a także przepowiednią. Na domiar złego sytuacja rywalizacji pomiędzy królestwami się zaognia i wraz z księżniczką Vermeil i naszymi kompanami wyruszamy na wielką przygodę.

Fabuła Twisted Reflection jest interesującą i potrafi wciągnąć. Na dokładkę porusza trochę dojrzalszych tematów i nie sprawia wrażenia czegoś doklejonego na siłę. Zamiast lekkiej, momentami wręcz bajkowej historii dostajemy opowieść o konflikcie politycznym, kryzysie ekologicznym i odpowiedzialności za świat. Wychodzi to dobrze i przyznam, że szybko wciągnąłem się w różne wątki gry. Bardzo zainteresował mnie motyw zdrady. Gdyż matka naszej postaci-królowa zdradza swego męża i państwo, by porwać jednego z małych Rathalosów wyklutych z tajemniczego jaja. Już ten element podnosi stawkę i ukazuje, że w fabule dzieje się coś więcej, niż może nam się z początku wydawać.

Monster Hunter jako JRPG

Jeśli chodzi o rozgrywkę to mamy tutaj taką mieszankę JRPG z elementami charakterystycznymi dla cyklu Monster Hunter. Mamy przygodę opartą na questach i masie zadań pobocznych, rozgrywających się w otwartym świecie. Zabawa kręci się wokół pokonywania potworów, zbierania ich jaj i tresowania kolejnych stworów niczym Pokemonów by pomagały nam w walce i eksploracji. Fabuła pcha nas do przodu w przygodzie księcia i wszystkich dziwnych wydarzeniach w jego życiu. Obok tego sporo zadań pobocznych, swobodna eksploracja, budowanie relacji z naszymi kompanami czy po prostu polowanie na potwory.

Eksploracja

Stories 3 stawia na formułę bardziej otwartego świata rodem z Monster Hunter World. Zamiast prostych lokacji otrzymujemy duże, półotwarte obszary, które można swobodnie przemierzać. Każdy region ma własny charakter, zestaw przeciwników i unikalne zasoby. Co ważne, świat nie jest jedynie tłem – jest aktywnym elementem rozgrywki. Część zabawy kreci się bowiem wokół odbudowy środowiska i warunków życiowych dla potworów nazywanych tutaj Monsties.

Istotnym aspektem eksploracji jest także zbieranie zasobów. Gracz może pozyskiwać materiały potrzebne do craftingu, znajdować rzadkie przedmioty i odkrywać ukryte lokacje. System ten jest prosty, ale dobrze wpisuje się w ogólną strukturę gry. Za zbieranie rzeczy nagradzanie jesteśmy punktami doświadczenia plus surowcami, które wykorzystujemy do rozbudowy i ulepszania ekwipunku, tworzenia przedmiotów czy gotowania.

Monsties pełnią funkcję środków transportu i narzędzi eksploracji. Niektóre potwory potrafią latać, inne wspinać się po ścianach, jeszcze inne pływać lub niszczyć przeszkody. To oznacza, że dostęp do niektórych miejsc zależy od posiadanych stworzeń. Wprowadza to element trochę w stylu metroidvanii świat otwiera się stopniowo wraz z rozwojem drużyny. Działa to fajnie, bo możemy zabrać ze sobą grupkę stworków i przełączać się pomiędzy nimi w trakcie przemierzania świata. Przez to będziemy czasem szybować, by szybciej przemieszczać się. Innym razem pływać na grzbiecie stworka lub pędzić po ścianach, by się wspinać. Te elementy dodają naszej przygodzie rozmachu i podkreślają więź między naszą postacią a potworkami, które rozwijamy.

Ogólnie element eksploracji wypada tutaj na plus i miałem sporo frajdy z samego biegania i latania po świecie, zbierania jaj Monsties i chłonięcia klimatu gry. Jednak Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection to nie tylko zwiedzanie. Mamy jeszcze drugi ważny aspekt JRPG, czyli walki.

Bitwy

Jednym z największych atutów Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection jest całkiem ciekawy system walki turowej, który został znacząco rozbudowany i dopracowany względem poprzednich części. Mechanika oparta na relacji siła–szybkość–technika powraca w ulepszonej formie, oferując jeszcze większą głębię strategiczną. Mamy zabawę w wariację gry w kamień papier nożyce z przeciwnikiem i odpowiedni wybór daje solidną przewagę w danej turze. Każde starcie wymaga od gracza nie tylko znajomości przeciwnika, ale również umiejętności przewidywania jego ruchów i dostosowywania swojej taktyki w czasie rzeczywistym. System ten jest intuicyjny, a jednocześnie na tyle złożony, że nawet po wielu godzinach potrafi zaskoczyć nowymi sytuacjami.

Potwory mają określone wzorce ataków, ale nie są one całkowicie przewidywalne. Często zmieniają styl walki w trakcie starcia, reagując na obrażenia lub przechodząc w nowe fazy. Bestia może wpaść w furie, zyskać nowe ataki lub mieć nowe części ciała. To oznacza, że walka nie polega na mechanicznym wybieraniu odpowiednich opcji, lecz na ciągłym dostosowywaniu się do sytuacji. Tutaj raczej nie ma klepania, atak, atak, atak i czekania na koniec walki. Jesteśmy bardziej zaangażowani i trzeba zwracać uwagę na różne czynniki.

Dodatkową warstwą jest obecność Monsties, czyli oswojonych potworów walczących u boku gracza. Każdy z nich posiada własny zestaw ataków i preferencji, co oznacza, że nie zawsze wykonują dokładnie to, czego oczekuje gracz. Wprowadza to element nieprzewidywalności, ale też wymaga budowania synergii między bohaterem a jego towarzyszem.

Kluczową mechaniką są tzw. starcia head-to-head, czyli bezpośrednie pojedynki między bohaterem a przeciwnikiem. Właśnie wtedy ten mechanizm kamień papier nożyce ma decydujące znaczenie w bitwie i odpowiednie zagranie przynosi spore korzyści. Wygrana w takim starciu nie tylko zadaje większe obrażenia, ale też pozwala uniknąć ciosu przeciwnika. To tworzy dynamiczny rytm walki, w którym każda decyzja ma znaczenie.

System walki rozwija się dalej poprzez możliwość celowania w konkretne części ciała przeciwnika. To element przeniesiony z głównej serii Monster Hunter, ale dostosowany do systemu turowego. Gracz może skupić się na łapach, skrzydłach czy ogonie, co wpływa na przebieg walki. Zniszczenie określonej części może ograniczyć możliwości przeciwnika, zmienić jego zachowanie lub otworzyć dostęp do nowych nagród. No bo w końcu w tej grze tworzymy broń i pancerze wykorzystując części ciała pokonanych potworów. Dlatego odpowiednie niszczenie ich ciał w walce przynosi spore korzyści także poza starcami.

Ten system dodaje ogromnej głębi taktycznej. Trzeba decydować jak atakować, ale też gdzie kierować swoje działania. W połączeniu z różnorodnością przeciwników sprawia to, że walki pozostają świeże nawet po wielu godzinach. Oczywiście, o ile chce nam się korzystać z pełnego zakresu możliwości w walkach.

Kolejnym istotnym elementem jest system kinship, czyli więzi między bohaterem a jego potworem. W trakcie walki budowany jest specjalny pasek, który po napełnieniu pozwala na to, by wojownik usiadł na grzbiecie swojego potwora i wykonywał silniejsze ataki. Do tego mamy jeszcze specjalny atak dostępny w tym trybie. Jest nawet potężniejsza wersja w duecie z naszym kompanem, który jest na swoim monstie. Mamy wtedy kilkunastosekundową scenkę widowiskowego ataku zespołowego. To nie tylko efektowny element wizualny, ale też ważne narzędzie strategiczne. Umiejętne zarządzanie tym zasobem może przesądzić o wyniku trudniejszych starć. Korzystanie z funkcji kinship pomogło mi parę razy w trudnych sytuacjach, bo przez to, że wskakujemy na potwora, zyskujemy nowy pasek życia dla naszej postaci.

Ogólnie systemy zaprezentowane w walkach są tutaj ciekawe i fajnie się ze sobą komponują. Całość jest dobrze przemyślana i serwuje nam solidną wersję klasycznego turowego systemu walki z JRPG. Sprawdza się to dobrze w praniu i jest jednym z atutów gry.

Rozwój postaci

Twisted Reflection czepie sporo z głównej serii Monster Hunter. Przejawia się to między innymi w systemie wzmacniania naszego bohatera i jego towarzyszy. Rozwój postaci nie opiera się na klasycznym systemie poziomów w sensie rozbudowanego drzewka umiejętności bohatera. Zamiast tego nacisk położono na rozwój drużyny i wyposażenia. Mamy dostęp do szerokiej gamy umiejętności, ulepszeń i modyfikacji, które pozwalają dostosować styl gry do własnych preferencji. Pancerze i uzbrojenie wytwarzamy na bazie materiałów pozyskanych z pokonanych przeciwników. Statystyki wielu broni nie różnią się od siebie diametralnie. Większe znaczenie ma zastosowanie i odpowiednie wykorzystani umiejętności przypisanych do oręża. Podobnie jak w głównej serii mamy system, gdzie należy zmieniać ekwipunek w zależności od potrzeb sytuacji lub tego jak chcemy zbudować swoją drużynę. Wychodzi to nieźle w praniu i fajnie, że udało się zachować ten element serii.

Obok tego mamy rozwój naszych potworków ze zbieranych jaj. Tutaj mamy poziomy stworów, system ich siły, ale także patent ze skillami które w formie genów można rozwijać. Geny Monsties można łączyć i modyfikować w bardziej zaawansowany sposób niż wcześniej, co otwiera ogromne możliwości eksperymentowania. Tworzenie idealnej drużyny staje się nie tylko wyzwaniem, ale również źródłem ogromnej satysfakcji. Każda decyzja dotycząca rozwoju ma znaczenie i wpływa na przebieg walk oraz eksploracji.

Wszystko to sprawdza się bardzo dobrze w Monster Hunter Stories 3 i oferuje ciekawy system rozwoju, który dobrze komponuje się z resztą elementów rozgrywki. Mamy JRPG, ale z mocnym zabarwieniem głównej serii co sprawia, ze ten tytuł jest unikatowy i różni się od innych gier role playing z Japonii.

Wątpliwości

Mamy do czynienia z solidnym tytułem i całkiem fajną grą role playing. Jednak jest też kilak potencjalnie negatywnych kwestii, na które warto zwrócić uwagę. Fabuła jest solidna, ale nie realizuje ona w pełni swojego potencjału. Trochę czegoś tutaj zabrakło i w pewnym momencie historia robi się trochę przekombinowana, co nie do końca pasuje do reszty gry.

Mamy też potencjalny problem ze skomplikowaniem Monster Hunter Stories 3. Wynika to ze wspomnianego miksy Monster Hunter i JRPG i żeby wszystko w mig złapać trzeba mieć doświadczenie z oboma rzeczami. W niektórych momentach systemy mogą wydawać się przytłaczające, szczególnie dla nowych graczy. Brak bardziej szczegółowego wprowadzenia do niektórych mechanik sprawia, że część potencjału może pozostać niewykorzystana. Trochę szkoda, bo wiele elementów bardzo zgrabnie się ze sobą łączy.

Powtarzalność również daje o sobie znać w dłuższej perspektywie. Choć systemy są rozbudowane, podstawowa pętla rozgrywki – eksploracja, walka, rozwój – pozostaje taka sama. Po części jest to efekt tego, że starcia potrafią trwać dosyć długo i czasem trzymają się podobnego schematu atakowania. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych wada. Mamy udogodnienia co do walki w postaci pokonywania przeciwników przed rozpoczęciem turowego trybu atakiem naszego potworka, ale to rozwiązuje kwestię tylko w połowie. Mnie osobiście walki nie wynudziły za bardzo, ale czasem miałem ich dosyć i po prostu uciekałem z niepotrzebnych starć z przeciwnikami, których części były mi do niczego niepotrzebne.

Grafa i muzyka

Oprawa audiowizualna Twisted Reflection jest bardzo przyzwoita. Mamy wyraźny krok w przód względem poprzednich części tej serii, ale jednocześnie zachowanie ducha cyklu. Styl graficzny łączy w sobie kolorową, lekko stylizowaną estetykę z dużą dbałością o detale. Modele postaci i potworów są dopracowane, a animacje płynne i pełne życia. Efekty specjalne podczas walk dodają widowiskowości, a jednocześnie nie przytłaczają gracza nadmiarem informacji wizualnych. Świat jest stylowy i całość ma fajny klimat. To taki Monster Hunter poddany trochę w stylistyce anime, co sprawdza się dobrze i pasuje do reszty gry.

Ścieżka dźwiękowa doskonale komponuje się z klimatem gry, podkreślając zarówno epickie momenty, jak i spokojniejsze fragmenty eksploracji. Muzyka jest solidna, voice acting wypada dobrze i całość robi pozytywne wrażenie. Capcom zadbało też o polskich graczy i to kolejny tytuł tej firmy, gdzie mamy napisy w rodzimym języku. Fajnie, że zadbano o ten element, bo to jedna gra RPG i mamy całkiem sporo tekstu, więc wiele osób będzie miało, na pewno łatwiej grając po polsku niż po angielsku.

Krok do przodu

Na koniec chciałbym jeszcze dorzucić trzy grosze o postępie serii. Miałem okazję grać w dwie poprzednie odsłony Stories na 3DS, Switchu a później w wersje na PlayStation. To były fajne produkcje, ale zdecydowanie tytuły pod konsole przenośne i ich specyfikę. Prowadziło to do masy ograniczeń, których tym razem już nie ma. Dlatego w kontekście całej serii Twisted Reflection jawi się jako krok milowy, który pokazuje, w jakim kierunku może rozwijać się marka. To gra, która szanuje swoje korzenie, jednocześnie wprowadzając świeże pomysły i udoskonalenia. Z perspektywy fana serii, miłośnika JRPG jestem bardzo zadowolony, bo ten krok do przodu naprawdę sporo daje.

Polowanie

Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection przerosło moje oczekiwania. Spodziewałem się kolejnej odsłony niezłego spin-offu jednej z najpopularniejszych serii Capcom. Dostałem spory krok do przodu i lepszą wersję znanej formuły z masą usprawnień i fajnych dodatków. Całość zyskała sporo z porzucenia kieszkonsolkowych korzeni. Większy rozmach w kwestii siata, fabuły i gameplayu przynosi spore korzyści i jest ewolucją dla serii Stories. To naprawdę dobry i wciągających JRPG z fajnym systemem walki. Udało się stworzyć produkcję nie tylko dla fanów czy młodszych graczy, ale solidny tytuł, który śmiało może stać na własnych nogach. To spore osiągnięcie i dowód, że Monster Hunter jako marka ma naprawdę spory potencjał.

Plusy
  • Solidna fabuła
  • Mocny system walki
  • Duch Monster Hunter został zachowany
Minusy
  • Tempo walki nie dla każdego
  • Może być trochę przekombinowane
8
Ocenił Tomek Piotrowski

Recenzja powstała na podstawie rozgrywki z konsoli PlayStation 5

Recenzje gier OpenCritic