Recenzja In Sound Mind. Horror jak się patrzy

In Sound Mind

Nie jestem wielkim fanem horrorów, czasem coś z bardziej mainstreamowych produkcji obejrzę, ale nie jest to mój ulubiony i najmocniej pożądany gatunek w grach, czy filmach. In Sound Mind wydało się jednak ciekawym projektem, po zwiastunach zainteresowałem się tym tytułem ze względu na historię, a po ograniu dema byłem już pewny, że chcę więcej. Po kilku sesjach z In Sound Mind, mogę z czystym sumieniem napisać, że była to dobra decyzja.

In Sound Mind screen 2

Październik to miesiąc horrorów, nic więc dziwnego, że właśnie teraz In Sound Mind debiutuje na rynku. Historia skupia się na postaci psychiatry Desmonda, który dziwnym trafem zostaje schwytany przez tajemniczą osobę i umieszczony w swojej własnej klinice psychiatrycznej. Desmond przebudza się w ciemnej piwnicy, ale nie ma pojęcia jak tam właściwie się znalazł. Próba ucieczki kończy się fiaskiem, wszystkie drzwi i okna są zamknięte, do tego jakaś dziwna maź rozlana została w różnych częściach budynku.

Desmond, aby wydostać się z kliniki, musi znaleźć taśmy z nagraniami z sesji terapeutycznych, by za ich pomocą, przeżyć losy swoich pacjentów. Przeniesiony do ich światów, ponownie bada to, przez co przeszli, rozwiązuje różne zagadki i pokonuje bossów. Stopniowo Desmond odblokowuje nowe obszary w klinice, aż w końcu może zbadać cały budynek, a po drodze łączy w całość wspólną nić łączącą opowieści wszystkich pacjentów. Dowiemy się też jaki udział miała w tym osoba, która uwięziła Desmonda w klinice – zresztą nieraz odbierzemy od niej telefon przemierzając korytarze budynku.

In Sound Mind Screen (4)

Horror powinien straszyć, ale niekoniecznie musi to robić w formach jumpscare, czasami można spróbować podejścia z humorem. Screen poniżej to ciekawie rozpisana sekwencja. W pierwszej taśmie lądujemy w opuszczonym supermarkecie, wokół nas dzieją się jednak dziwne rzeczy, a sklepowe manekiny czasem straszą, ale potrafią również pomóc. W pewnym momencie ląduje w pomieszczeniu dla pracowników – szukam odpowiedniej szafki, ale okazuje się, że jest ona zamknięta. Obracam się i…widzę manekina trzymającego klucz. Otwieram szafkę, zabieram co potrzebne, a manekin siedzi na ławce i pokazuje kciuka w górę. Szkoda, że nie mogłem tego odwzajemnić, wszak wykonał kawał dobrej roboty.

Takie momenty pokazują jednak świetne pomysły twórców, których zresztą nie brakuje na każdym kroku – np. naszym przewodnikiem jest gadający kot. Niech Was to jednak nie zmyli, tego typu „akcje” twórców nie przeszkadzają w zachowaniu odpowiedniego balansu w In Sound Mind. Jest czas na strzelanie (o nim jeszcze później), są momenty na strach, rozterki pacjentów, ale i puszczenie oczka w kierunku gracza. Kreatywność to jeden z największych plusów tej gry. Dobrze rozegrane zostały też potyczki z bossami.

In Sound Mind screen 3

Bossowie nie są, jak to zwykle bywa, na zakończeniu poziomu i albo stają się gąbkami na pociski, albo muszą zostać unicestwieni dzięki jakiemuś „haczykowi”. Wspomniany level w supermarkecie, to w zasadzie od początku starcie z wrogiem. Zjawa nawiedzająca nas za każdym razem, gdy narobimy hałasu lub się na nią spojrzymy, może być powstrzymana tylko wtedy, gdy spojrzy na swoje odbicie w lustrze. Szukamy więc takiego lustra po całym supermarkecie, robimy hałas, by nas zaczęła gonić i tak kilka razy aż do ostatecznego pozbycia się zjawy. Inne pomysły na konfrontacje, których może nie będę tak szczegółowo zdradzał, również są dobrze zrealizowane i dzięki temu, nie mogłem w In Sound Mind narzekać na nudę.

W In Sound Mind twórcy nie bali się brać po troszku z kilku gatunków, dzięki czemu mamy tu trochę łamigłówek, Desmond może też zebrać przedmioty dające mu np. ekstra zdrowie, a znalazło się nawet miejsce dla sekwencji platformowych. Hybryda nie okazała się zła, powiem więcej – rozgrywka jest zróżnicowana i bardzo mi się podobała, ale jest jeden element, który wypada gorzej od pozostałych. Elementy platformowe właśnie – często zdarzało mi się gdzieś źle skoczyć i powtarzać często te sekwencje. One akurat wyglądały na dodane na siłę, przede wszystkim średnio pasując do tego typu gry.

Narzekania zostawiam na bardzo średnią oprawę graficzną. Znajdują się w niej rzeczy, które mogę docenić np. postawienie na większą paletę barw. Domeną horrorów jest przecież ciemności i mroczne tony, za to w In Sound Mind od samego początku mamy do czynienia z jaskrawymi chemikaliami, grą światłem i innymi sztuczkami, dzięki którym In Sound Mind potrafi być w jakimś stopniu ciekawe, barwne i po prostu dobre. Niestety, technicznie można ponarzekać na bardzo słabej jakości tekstury, otoczenie, niektóre modele.

In Sound Mind screen 1

In Sound Mind to gra klasy B…z plusem. Nie wszystko jest tu dobre, elementy quasi-platformowe mogłyby nie istnieć, ale sprawnie napisana historia, czy momenty grozy przeplatające się z puszczaniem oka do gracza są jak najbardziej na tak. In Sound Mind to solidna gra, którą z chęcią polecę wszystkim fanom horrorów. Jeśli nie wierzycie mi, odsyłam Was poniżej do opinii Tomka, największego redakcyjnego pochłaniacza horrorów.

In Sound Mind to trochę dziwny przypadek straszaka. Po 30-minutowej sesji wyłączyłem tytuł i planowałem zapomnieć o tej grze. Na szczęście coś mnie tknęło i kilka dni później dałem temu horrorowi drugą szansę. Wciągnąłem się i miałem okazje sprawdzić naprawdę pomysłowy tytuł, który z pewnością plasuje się wysoko na liście horrorów, w jakie grałem w ostatnich latach. W tej produkcji jest masa świetnych pomysłów i rozwiązań. Walki z bossami są naprawdę fajne i udało się urozmaicić całość solidnymi zagadkami. Niestety technicznie grze daleko do zadowalającego poziomu, a zwykli przeciwnicy są po prostu słabi i nudni. Mamy więc naprawdę fajny tytuł z listą przeciętnych elementów uniemożliwiających mu przebicie się do panteonu gatunku. Szkoda, bo to naprawdę porządna gra w sam raz na październikowy maraton horrorowy.

Tomek Piotrowski

Tagi:

Plusy
  • dobra historia
  • wiele ciekawych i dobrze zaimplementowanych rozwiązań
  • walki z bossami
Minusy
  • średnia oprawa wizualna
  • elementy platformowe
8
Ocenił Kasjan Nowak
Recenzja gry na Xbox Series S

Recenzja powstała na podstawie rozgrywki z konsoli Xbox Series S

Recenzje gier OpenCritic