Kaidan lub jak kto woli Kwaidan to określenie tradycyjnych, japońskich, folkowych opowieści grozy. Są to historie pełne, nadprzyrodzonych zjawisk, duchów i dziwnych sytuacji. Odgrywają one ważną rolę w przypadku japońskiego horroru, bo bez nich nie byłoby wielu legendarnych serii i kultowych tytułów. Cykl Project Zero znany też jako Fatal Frame jest najsłynniejszym growym przykładem takiej historii. Seria czerpie mocno z legend i opowieści niesamowitych, na których wychowały się całe pokolenia Japończyków. Cykl o strzelaniu fotek duchom po latach nieobecności powoli powraca do łask. Twórcy zdecydowali się nawet wyciągnąć największe działa i serwują nam remake najpopularniejszej części serii. Ciekawe czy Project Zero 2 będzie tak samo dobry jak wspomnienia o nim?
Fatal Frame II: Crimson Butterfly Remake to nowa wersja gry, która pojawiła się ponad 20 lat temu na PlayStation 2 jako Project Zero 2. Tytuł doczekał się już wcześniej remake na Wii w epoce, gdy marka była częścią katalogu Nintendo. Teraz gra powraca z tytułem, jaki cały seria nosi od zawsze w USA. Remake dostępne jest na konsolach i komputerach osobistych. Ja grałem w wersję gry przeznaczoną na PlayStation 5.
Uwięzione
Dwie siostry bliźniaczki – Mayu i Mio dziwnym zrządzeniem losu gubią się w lesie. Jedna z sióstr niczym w transie podąża przed siebie, śledząc dziwne motyle. Mio rusza więc za nią, nie bacząc na to co stanie na drodze. A z każdego zakątka wychodzą duchy. Często przerażone i wściekłe wykrzykują coś o dziwnym rytuale, składaniu ofiary i przerażających konsekwencjach niedopełnienia tej tradycji. Bohaterki trafiają do opuszczonej wioski, która obecnie jest zapomniane i nie odnajdzie się jej na żadnej mapie. Jednak lata wcześniej było to miejsce wielkiej tragedii i dusze wielu osób nie mogą zaznać tam spokoju. Mayu i Mio muszą zmierzyć się z koszmarem tego miejsca i poznać przeszłość, by móc zadecydować o swojej przyszłości.
Aby nie psuć nikomu zabawy, nie będę zbytnio zagłębiał się w historię. Niczym w Silent Hillu część zabawy polega na poszukiwaniu kogoś nam bliskiego w bardzo nieprzyjaznym nam miejscu, gdzie spoczywa zło. Znaczną część historii poznamy, czytając poprzerzucane notatki, które obok wątku głównego przedstawiają także historię mieszkańców i ludzi przybyłych do wioski. Fatal Frame II: Crimson Butterfly nie jest może szalenie zaskakujące, ale może pochwalić się solidną fabułą, która nie jest totalnie sztampowa. Mamy sporo ciekawych wątków w tym te poboczne koncentrujące się na losach innych osób, które odwiedziły wioskę przed bohaterkami.
Do tego jest tutaj naprawdę gęsta atmosfera, która po prostu cudownie komponuje się z fabułą rodem z najlepszych j-horrorów. Przemierzamy wyludnioną wioskę, gdzie na kilka kroków widać jakieś ślady po gigantycznej tragedii. Do tego, bo miejscu przechadzają się duchy, które odtwarzają ostatnie chwile swojego życia. Co jakiś czas uderza nas flashback do przeszłości i dowiadujemy się ociupinkę więcej. Wszystko to sprawdza się naprawdę super i dobrze oddano klimat zaszczucia w miejscu, które wydaje się wyjętym wprost z koszmaru.
Horror po staremu
Crimson Butterfly Remake to survival horror w starym stylu bez wielkich karabinów i nieskończonej ilości potworów pojawiających się w każdym pomieszczaniu. Powoli przemierzamy pomieszczenia siąknąć atmosferę. Mamy świadomość, że za rogiem coś się kryje, jesteśmy ciągle obserwowalni. Od czasu do czasu duchy dadzą o sobie znać, ale nie oznacza to zawsze ataku. Możemy podskoczyć do góry gdy jakiś przedmiot z otoczenia nagle spadnie na podłogę. Klimat jest naprawdę gęsty i wzbogaca go mechanika podnoszenia przedmiotów i interakcji z niektórymi przedmiotami w otoczeniu. Mamy na przykład drzwiczki od szafki. Jeśli chcemy je otworzyć musimy trzymać przycisk tak długo jak trwa animacja wykonywania tej czynności. W każdej chwili możemy przerwać, gdyż jakiś duch szykuje się do ataku czy coś podejrzanego dzieje się w otoczeniu. Ten element gry buduje większe napięcie niż niejedna gra z setką trupów w każdej szafie. Zebranie każdego przedmiotu może wiązać się z niespodziewanym atakiem ducha, przed którym jedyną obroną jest puszczenie przycisku, by wykonać unik.
Akcję obserwujemy przez większość czasu z perspektywy trzeciej osoby. Plecy Mio zajmują spory kawałek ekranu. Koniec więc z dziwnymi ustawieniami kamery znanymi choćby ze starych odsłon Resident Evil czy Silent Hill. Grze wychodzi to na dobre, bo nie ma już szalonych kątów, z których obserwujemy zdarzenia, nie wiedząc, w jakim kierunku się poruszamy.
Jak przystało na survival horror, w grze pojawiają się zagadki. Nie ma ich zbyt wiele i są bardzo proste. Coś trzeba przynieść, obrócić czy przełożyć. Nic nadzwyczajnego, ale przynajmniej nie są one strasznie męczące. Jest też trochę sekcji uciekanych, gdzie gania nas duch, którego nie możemy pokonać. Wtedy musimy zwiewać i chować się niczym w jakieś skradance.
Na Instagrama
Drugim elementem obok badania pomieszczeń jest walka. Kiedy trafimy na złowrogo nastawionego do nas ducha, musimy go wykończyć. Robimy to za pomocą urządzenia zwanego Camera Obscura. Jest to aparat fotograficzny wykrywający duchy i zadający im obrażenia.To narzędzie służy nam jako broń do egzorcyzmów i jest swego rodzaju znakiem rozpoznawczym serii. Nie mamy do czynienia ze zwykłym aparatem, tylko takim bardziej magicznym z różnymi funkcjami i właściwościami.
Po pierwsze mamy dostęp do kilku rodzajów klisz, które zadają różną ilość obrażeń wrogom. Są też różne funkcje, filtry i nakładki, które możemy wzmacniać. Za punkty zdobywane poprzez ataki możemy kupować różne przedmioty i wisiorki o różnych funkach. W ten sposób gra nagradza wykonujących tak zwane Fatal Frame, czyli zdjęcia w momencie ataku wroga, za które dostaje się masę punktów. Mamy jeszcze coś w formie specjalnych kryształów służących do ulepszania aparatu. Do tego w grze pojawiają się specjalne dodatkowe przedmioty jeszcze ulepszające naszą broń przeciw duchom.
Walki z duchami wymagają dużej mobilności. Musimy unikach ataków, a same duchy poruszają się szybko i chwytają nas z każdej strony. Przez to starcia są dosyć dynamiczne i emocjonujące. Zwłaszcza, ze nowa wersja gry chyba mocno podbiła agresywność i siłę ataków upiorów. Pod tym względem Fatal Frame II wydaje się większym wyzwaniem niż oryginał czy wersja na Wii.
Wioska przeklętych
Cała akcja gry dzieje się w wiosce oddalonej od świata, która utkwiła w pierwszych latach XX wieku. Lokacje jakie zwiedzimy, nie będą strasznie różnorodne. To kilka posesji, świątynia i podziemia. Przez 9 rozdziałów przygody nie opuścimy tego stosunkowo małego światu. Należy się przygotować także na kilkukrotne odwiedzanie tych samych miejsc. To, co mamy okazję zwiedzić, jest jednak naprawdę interesujące. Dom lalkarza, który wykonuje kukły wielkości dzieci czy świątynie tajemniczego kultu są strasznie klimatyczne. Do tego atmosfera Japonii i miejsca, które można naprawdę przez przypadek odnaleźć, gdy oddalimy się z uczęszczanego szlaku turystycznego.
Zakończenia
Pierwsze przejście przygody powinno zająć jakieś 8-10 godzin ale jeśli chcemy złapać wszystkie duchy, odkryć sekrety i wykonać misję poboczną to trzeba się trochę bardziej napracować. Mamy spośród dokumentów do zebrania, specjalne laleczki do sfotografowania, zadania poboczne i masę duchów poukrywanych we wiosce. Wyłapanie tego wszystkiego za pierwszym razem wymaga naprawdę sokolego wzroku lub siedzenia z jakimś poradnikiem. Na najbardziej zainteresowanych czekają różne bonusy odblokowane po przejściu głównej historii i kilka zakończeń. Do 3 znanych z poprzednich wersji gier dodano dwa kolejne w tym jedno do zdobycia tylko po przejściu gry na najwyższym, dodatkowym poziomie trudności. Nie zrobiono ich na odwal się i wypadają one dobrze. Dzięki temu nawet osoby znające poprzednią wersję na pamięć mają powód, by sprawdzić tę odsłonę. Szkoda tylko, ze nie pokuszono się o taką totalną wersję gry ze wszystkim zakończeniami z różnych wcześniejszych edycji plus dwoma nowymi. Wtedy byłby już totalny wypas.
Mrok
Graficznie mamy do czynienia z przyzwoitym tytułem. Moim zdaniem jednak gra wygląda naprawdę ładnie i bardzo klimatycznie. Popracowano nad modelami postaci i wyglądają one naprawdę solidnie. Duchy są straszne ( zwłaszcza kobieta ze skręconym karkiem, czy topielec) a główne bohaterki ładne. Gra jest bardzo ciemna co w tym wypadku działa na jej korzyść. Wszystkie niedoróbki graficzne mogą zostać ukryte w cieniach i ogólnym mroku. Od czasu do czasu mogą pojawić się przenikające się tekstury ( nie chodzi tu o duchy przechodzące przez ściany), ale nie razi to zbytnio. Nie każdemu będzie podobał się filtr jaki nałożono na obraz. Mamy coś z efektem grain, co pojawiało się już w grach z serii, ale tutaj jest mocniejsze. Przez to dla niektórych osób ciężko patrzy się na ekran przy nieodpowiednich ustawieniach jasności. Z tego cob widziałem w łatce pojawiła się opcja wyłączenia tego efektu, wiec raczej nie powinno być źle.
Oprawa audio jest świetna. Przyznam, że na początku miałem problem z brytyjskim akcentem bohaterek, ale koniec końców się do niego przyzwyczaiłem. Jednak, tak czy siak, wolę grac po japońsku, bo bardziej to pasuje do tego tytułu. Dlatego fajnie ze tym razem mamy dostępne obie wersje językowe gry. Dźwięki otoczenia i muzyka są genialne i fajnie podbijaja atmosferę całości.
Powrót w stylu
Fatal Frame to moja absolutna czołowka ulubionych serii typu horror. Naprawdę cenię te tytuły i zawsze mam z nimi masę frajdy. Dwójka to moja najbardziej ulubiona czesc cyklu o duchach. Dlatego ten remake to jedna z gier, na które naprawdę wyczekiwałem w tym roku. Nie zawiodłem się, bo to nadal wypasiony tytuł z gęstym klimatem, świetnymi lokacjami i bardzo dobra rozgrywką. Gra pewnie nie zrobi takiego szału jak nowe Resident Evil, ale to tez trochę inny rodzaj gorzy. Podobnie jak w j-horror chodzi tutaj o atmosferę i budowanie napiecia. Wychodzi to bardzo dobrze i mimo, ze gra nie ejst idealna to i tak polecam Fatal Frame II: Crimson Butterfly Remake z całego serca. Mam nadzieje, zę gra odniesie suckes i niedługo zobaczymy kolejne odsłony cyklu na konsolach i komputerach. Została jeszcze jednynka i trójka do remastera lub moze jakaś nowa odsłona? W końcu mozna pomażyć.

