Mroczne umysły – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 6 min.
Mroczne umysły1

Młodzieżowe kino akcji jest w odwrocie. Po gigantycznym sukcesie „Igrzysk śmierci” i nieco mniejszym „Więźnia labiryntu”, skończył się czas rozkwitu skierowanego do tzw. „młodych-dorosłych” i seria „Niezgodna” już raczej nigdy nie otrzyma ostatniego rozdziału, a próby rozkręcenia kolejnej marki jak „Piąta fala” czy „Dawca pamięci” jedynie utwierdziły wszystkich w przekonaniu, że wysokobudżetowe kino akcji dla nastolatków to już przeszłość. Nie wszyscy chcą jednak pogodzić się z tą rzeczywistością i co jakiś czas znów próbują przywrócić ten gatunek do łask. Najnowszą próbuję podejmują twórcy „Mrocznych umysłów”.

Nieletni zaczynają umierać na tajemniczą chorobę. Niektórym udaje się przeżyć, ale tym samym nabywają nadnaturalne umiejętności. Jedną z nich jest Ruby (Amandla Stenberg), która przypadkowo wymazała wszelkie wspomnienia jej rodziców z nią związane. Zostaje przetransportowana do wojskowego ośrodka, który więzi i wykorzystuje do pracy dzieci i nastolatków. Każda nieletnia osoba klasyfikowana jest według jednego z kolorów. I tak zieloni są najmniej groźni, bo ich mocą jest zwiększona inteligencja, groźniejsi od nich są niebiescy posługujący się telekinezą, nad nimi są żółci, potrafiący wywołać elektryczne spięcie. Najgroźniejsi z nich są jednak posługujący się ognistym oddechem czerwoni, oraz pomarańczowi, którzy potrafią kontrolować innych oraz wpływać na ich wspomnienia. Ostatnie dwie grupy są od razu likwidowane, jako zagrażające całemu społeczeństwu. Ruby korzystając ze swoich zdolności, wpływa na lekarza, który zmienia jej kategorię na zieloną. Kilka lat później jej prawdziwa natura wychodzi na jaw. Dziewczynę od śmierci ratuje dr Cate (Mandy Moore), pracująca dla Ligi, która to tworzy armię z nieletnich obdarzonymi nadnaturalnymi zdolnościami. Ruby nie wierzy w czyste intencje Cate i ucieka przy pierwszej nadążającej się okazji. Tak trafia na grupę, której przewodzi Liam (Harris Dickinson). Razem z Suz (Miya Cech) i Pulpetem (Skylan Brooks) poszukują miejsca, które według plotek jest oazą dla ludzi obdarzonymi niezwykłymi talentami.

Mroczne umysły2

„Mroczne umysły” niczym nie wyróżniają się spośród innych dystopijnych filmów sci-fi dla młodzieży, a jeżeli już czymś, to na własną niekorzyść. Nawet w „Piątej fali” mieliśmy z jakimkolwiek światotwórstwem opartym na pewnych politycznych zasadach do czynienia. W filmie Jennifer Yuh Nelson nie dostajemy prawie żadnego logicznego budowania świata. Jest wirus, który zabija dzieci lub zamienia je w mutantów, więc rząd stara się znaleźć na to lekarstwo, dlatego tworzy obozy, które odseparują nieletnich od dorosłych. Nawet nie pytajcie dlaczego, bo w filmie nie znajdziecie na to odpowiedź. Film tłumaczy ciężką sytuację upadkiem gospodarki w ciągu kilku lat, mimo to nie brakuje ani bieżącej wody, elektryczności, a nawet internetu. Czym byłaby jednak dystopia, gdyby brakowało jakiegoś konfliktu zbrojnego. Ten jest wspomniany dwukrotnie, ale nie dowiadujemy się kto z kim walczy i o co. Nawet przetrzymywanie dzieci przez wojsko w obozach nie ma żadnego sensu, bo ani nie zostają wyszkoleni na żołnierzy, ani też nie pracują nad niczym, aby napędzić gospodarkę. Nie ma więc co się dziwić, że ta upadła.

Świat w „Mrocznych umysłach” to stek bzdur oparty na jakichś mglistych zasadach, które twórcy i tak nagminnie łamią. „Igrzyska śmierci” czy „Więzień labiryntu” wyróżniały się ciekawymi, choć nie oszukujmy się, bzdurnymi zasadami rządzącymi tymi światami, jasno nakreślonymi stronami konfliktu i ich motywacjami. W „Mrocznych umysłach” pozostaje nam jedynie wierzyć we wszystko na słowo, ale koniec końców i tak żadna ze stron nie okazuje się tą właściwą, ani tym bardziej nie jest wyjaśnione, co takiego doprowadziło do ich powstania i jakie są ich ideały. Wszystko to twórcy próbują skomplikować zwrotami akcji, których w środkowej części filmu jest za dużo.

Mroczne umysły3

Żadna tego typu produkcja nie może istnieć bez miłosnego trójkąta. Przez większość czasu mamy do czynienia z okropnym romansem między Ruby i Liamem. I gdy wydaje się, że w środkowej części filmu będziemy mieli wreszcie miłosny trójkąt, ten kończy się szybciej niż zaczął. Ale oczywiście nie zabrakło smutnej i rozczarowanej miny Liama, który godzi się ze swoim złamanym sercem. Okropne to, rozwleczone i ani na moment nie wzruszające, a co gorsze dla tego filmu, w innych takich produkcjach zostało to zrobione z wiele większym wyczuciem.

Jedyne czym „Mroczne umysły” się bronią, to dwiema aktorkami. Pierwszą z nich jest Amandla Stenberg, która uciągnęła ten film na swoich barkach i swoim ponadprzeciętnym aktorstwem potrafiła przykuć uwagę widza na dłużej. Co prawda im bliżej napisów końcowych, tym coraz częściej wyciska z siebie łzy, co dobrze nie służy ani jej, ani filmowi, ale mimo tego to solidny występ. W drugą ciekawą bohaterkę wciela się Miya Cech, która nie wypowiada w filmie ani jednego słowa, to potrafi rewelacyjnie wypełnić tło i aż szkoda, że w drugiej części jest jej tak niewiele. Z całej obsady najgorzej wypada Harris Dickinson, który w tym roku dał genialny popis aktorskich umiejętności w serialu „Trust”. W „Mrocznych umysłach” nie potrafił z siebie wykrzesać choć krzty charyzmy czy nawet zaangażowania. To największe świadectwo reżyserskiej nieudolności Jennifer Yuh Nelson, która z tak obiecującego i utalentowanego młodego aktora, zrobiła drewno nadające się wyłącznie do postawienia w lesie robiącym za scenografię do serii „Zmierzch”.

Mroczne umysły4

„Mroczne umysły” to kolejna leniwa próba ekranizacji bestselleru dla nastolatków, z dokładnie tymi samymi elementami, które posiadają inne tego typu produkcje, tylko zrobione o wiele gorzej. Film broni się wyłącznie dobrym występem odtwórczyni głównej roli, bo jeżeli zwiastun jest o wiele ciekawszy i dynamiczniejszy od samego filmu, to wyraźnie coś nie wyszło. Kolejne próby młodzieżowego kina akcji wciąż będą podejmowane, ale jeżeli tendencja spadkowa się utrzyma, to nie wróżę tym produkcjom jakiegokolwiek sukcesu w przyszłości. A szkoda, bo może w przyszłości powstanie powieść dla młodzieży tak dobra, że bez wahania powinna zostać przeniesiona na wielki ekran. Ale kto po takich gniotach zaryzykuje swoje pieniądze i nazwisko. Film z etykietą „szkodliwy dla środowiska (filmowego)”.

Ocena: 2/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz