Jumanji: Przygoda w dżungli – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 8 min.
Jumanji: Przygoda w dżungli1

„Jumanji” to jeden z pierwszych aktorskich filmów mojego dzieciństwa. Film ze świetnym Robinem Williamsem szybko stał się dla mnie synonimem młodzieżowego kina przygodowego, którego w tamtych latach było zdecydowanie mniej niż obecnie. Dla młodego widza wejście w świat gry planszowej było spełnieniem marzeń i nawet nie potrafiły zniechęcić mnie groźne nosorożce, czy rabujące witryny sklepowe małpy. Wszystko wydawało się tak realne, że szybko zapragnąłem samemu odnaleźć taką grę w swojej piwnicy. Mam więc z tym filmem związane wspomnienia z dzieciństwa, dlatego z rozczarowaniem przyjąłem fakt powstania „Jumanji: Przygoda w dżungli”. W tym roku był już jeden powrót po latach z Dwaynem Johnsonem, który eufemistycznie mówiąc, nie wyszedł zbyt dobrze. Ale raz na kilkadziesiąt prób sięgnięcie do klasyki z przeszłości potrafi się udać, więc czy ten moment właśnie nadszedł?

W 1996 roku znika młody chłopak krótko po tym, jak jego ojciec odnajduje grę planszową na pobliskiej plaży. Dwadzieścia lat później o zaginionym Alexie (Nick Jonas) krążą wyłącznie legendy, a ojciec chłopca stał się miejscowym dziwadłem. Nerdowaty Spencer (Alex Wolff), futbolista Fridge (Ser’Darius Blain), narcystyczna Bethany (Madison Iseman) oraz zakompleksiona i nieśmiała Martha (Morgan Turner) trafiają do szkolnej kozy. Mają wysprzątać zagracony składzik, który w przyszłości ma stać się nową salą informatyczną. Przeglądając szkolne śmieci trafiają na tajemniczą grę zatytułowaną „Jumanji”. Postanawiają zrobić sobie chwilę przerwy od obowiązków i całą czwórką zagrać w tajemniczą grę. W następnej chwili zostają przeniesieni do wirtualnej rzeczywistości pod postacią wcześniej wybranych bohaterów. Spencer staje się super silnym i szybkim doktorem Smolderem Bravestonem (Dwayne Johnson), Fridge jego niskim i słabym asystentem Moosem Finbarem (Kevin Hart), Martha seksowną Ruby Roundhouse (Karen Gillan), dla której całym życiem są sztuki walki, zaś Bethany podstarzałym i krępym profesorem Shelly Oberon (Jack Black). Czwórka nastolatków będzie musiała nauczyć się zasad gry, a przede wszystkim wykorzystywania swoich mocnych stron oraz nauczyć się współpracy, aby przejść grę i pokonać złego Van Pelta (Bobby Cannavale).

Jumanji: Przygoda w dżungli2

„Jumanji: Przygoda w dżungli” to jedna z najlepszych przygodówek tego roku, jeżeli nie najlepsza, zostawiająca daleko w tyle tegorocznego „Konga” czy „Power Rangers”. Chociaż od tego pierwszego zapożycza cały początek, gdy poznajemy charaktery głównych bohaterów, odwołujący się bezpośrednio do „Klubu Winowajców”. Niezbyt dobrze radzący sobie w życiu Spencer jest wykorzystywany przez szkolną gwiazdę futbolu Fridge’a, zapatrzona w siebie Bethany jest Instagramową celebrytką, zaś o zamkniętej w sobie Marthcie praktycznie nic nie wiemy. Stereotypowe, ale na tym polega połowa potencjału filmu. Gdy nastolatki trafią już do gry, przyjdzie im grać postaciami zupełnie do siebie niepasującymi. Nowe „Jumanji” dobrze wykorzystuje motyw akceptacji samego siebie oraz poznawania siebie z zupełnie innej strony. To pełnokrwiste kino inicjacyjne, gdzie główni bohaterowie przechodzą okres burzliwego dojrzewania, a gra ma pomóc w tym im pomóc, jednocześnie pokonując własne lęki.

Dało to pole do aktorskich popisów głównych gwiazd filmu. Dwayne Johnson po raz pierwszy mógł spuścić parę ze swoich mięśni i zagrać strachliwego nastolatka, nieświadomego nie tylko swojej siły fizycznej, ale także psychicznej. Popularny The Rock nie robi jednak ze swojego bohaterka głupka, a szczerze oddaje strach nawet widząc małą wiewiórkę. Aktor posiada świetną chemię z Kevinem Hartem, co mogliśmy widzieć już w „Agencie i pół” i sprawdza się to także w „Jumanji: Przygoda w dżungli”. Dla Kevina Harta to również przewrotna rola. Aktor dał się zaszufladkować w specyficznej roli niewielkiego rozmiaru, zbyt pewnego siebie głupka o olbrzymim sercu. Tym razem mierzący zaledwie 168 cm Hart po raz pierwszy bez żadnych kompleksów mógł poczuć jak się pan świata, szczególnie gdy jeszcze nie dotarło do niego, że uderzenie Dwayne’a Johnsona nie jest najlepszym pomysłem, szczególnie w grze wideo. Świetna jest również Karen Gillan, która z pewnością przyciągnie męską część widowni występując w stroju wyjętym wprost z serii „Tomb Raider”. Ale Gillan mogła tym razem zapomnieć o swoim seksapilu i wcielić w nieśmiałą, introwertyczną dziewczynę, zupełnie nie potrafiąca korzystać ze swoich kobiecych wdzięków, a co za tym idzie, uwodzenia mężczyzn. Jest jeszcze Jack Black, który momentalnie potrafi skraść niemal każdą komediową scenę. Artysta raczej nigdy nie miał figury ani wyglądu modela, dlatego idealnie kontrastuje z urodziwą, przesadnie dbającą o wygląd blondynką. Jack Black jest w tej roli genialny i od razu czuć, że sprawiła mu dużo radości na planie.

Jumanji: Przygoda w dżungli3

W „Jumanji: Przygoda w dżungli” jest scena, gdy Bethany w ciele Jacka Blacka prosi Fridge’a o naukę sikania na stojąco. Panowie odchodzą więc na bok i wykonują typową fizjologiczną czynność. Cały czas obracamy się jednak w kinie familijnym, więc o żartach jeżdżących po bandzie nie może być więc mowy. Ten gag to bodaj najlepszy żart o sikaniu jaki przyszło mi zobaczyć w kinie. Doskonały humor to domena „Jumanji: Przygoda w dżungli”, co czyni z filmu jedną z najlepszych komedii tego roku. Jest tu całe mnóstwo doskonałych gagów, urozmaicających przygodową zabawę. Ani razu nie czuć przesytu czy zażenowania, bo idealnie trafiają w stylistykę i atmosferę filmu. Nie zabrakło też trafnych żartów dla nieco starszych widzów o podtekście seksualnym, które nie kładą nacisk na sprośność, więc po seansie dzieci nie powinny zadawać zbyt trudnych pytań.

„Jumanji: Przygoda w dżungli” świetnie wykorzystuje też stylistykę gry wideo. Twórcy mieli na to określony pomysł, który wyszedł im niemal perfekcyjnie. Oprócz takich oczywistości jak odblokowywanie mapy, którą zresztą widzi tylko postać ze specjalizacją kartografii, to bohaterowie trafiają na postacie niezależne ograniczone interakcyjnie do paru linijek dialogu czy nawet cut-scenki. Do tego gra łamie wszelkie prawa fizyki i taki chociażby Spencer dysponuje o wiele większą siłą i szybkością niż jakikolwiek człowiek, zaś Martha posiada nadprzyrodzony refleks i zwinność. Przyczepić się jedynie można do braku jakiegokolwiek poczucia zagrożenia. Oczywistym jest, że gdy bohaterowie zginą w grze, to nigdy nie wrócą do rzeczywistego świata, ale gdy okazuje się, że każdy z nich ma aż trzy życia, nagle jakiekolwiek niebezpieczeństwo staje się wyłącznie kolejną przeszkodą do pokonania. Tym bardziej, gdy już na początku przygody dowiadujemy się o mocnych i słabych stronach każdej z postaci, przez co łatwo przewidzieć co stanie się w dalszych scenach. Zawodzi również główny zły, o którym nie dowiadujemy się niczego, oprócz tego, że rządzi nim poczucie chciwości.

Jumanji: Przygoda w dżungli4

Pominę kwestię efektów specjalnych, które do ścisłej czołówki nie należą, ale też nie psują oczu słabą jakością animacji. Jak na tego typu kino CGI jest nad wyraz udane. Obojętnie jednak nie mogę przejść obok decyzji polskiego dystrybutora, który dostarczył do polskich kin kopię wyłącznie z dubbingiem. Z jednej strony ją rozumiem, bo byłem na seansie, gdzie uczniowie szkół podstawowych stanowili całkiem pokaźną grupę wiekową, a zdecydowanie „Jumanji: Przygoda w dżungli” jest filmem również dla nich. Z drugiej zaś szkoda, że nie ma ani jednego seansu dziennie z napisami. Do samego dubbingu można się przyczepić, bo jak zwykle w kinie aktorskim głosy nie są zbyt dobrze dobrane i mogą zmęczyć, choć mnie słuchało ich się nie najgorzej. Jednak wolałbym mieć możliwość posłuchania oryginalnego audio, a szczególnie Kevina Harta, który słynie ze swojego barwnego głosu.

„Jumanji: Przygoda w dżungli” to jedno z największych pozytywnych zaskoczeń nie tylko 2017 roku, ale również kilku ostatnich lat. To film, który ma świadomość kultowości poprzednika, dlatego w żadnym aspekcie nie próbuje go kopiować. W nieinfantylny sposób wykorzystuje temat gier wideo, prezentując wciągającą przygodę z masą świetnego humoru oraz doskonałą interakcję między bohaterami. Dobrze spisali się też aktorzy, którzy mieli okazję zagrać sprzeczne z ich dotychczasowym emploi role. Po „Jumanji: Przygoda w dżungli” nie spodziewałem się niczego dobrego, a dostałem niecałe dwie godziny doskonałej, pełnej dobrej energii i mądrego przesłania rozrywkę.

Ocena: 7/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Komentarzy ( 1 )

  1. Anonim pisze:

    Fajnie, że nowe Jumanji dobrze wyszło. Szkoda tylko, że w Polsce w kinach jest tylko z polskim dubbingiem. Będzie trzeba sprawdzić jak wyjdzie na płytkach.

Dodaj komentarz