Creed II – recenzja filmu

Radosław Krajewski | @Kr4ju | | Przeczytasz w 8 min.
Creed II

Seria o Rockym zaliczała wzloty i upadki. Po niekwestionowanych najlepszych dwóch pierwszych częściach, Sylvester Stallone poczynając od trzeciej odsłony, skomercjalizował cały cykl, a każda kolejna część zaliczała coraz większy spadek jakości. Seria zniknęła więc z kinowych afiszów na 16 długich lat. Stallone tęsknił jednak za swoim bohaterem oraz ringiem i postanowił Włoskiego Ogiera raz jeszcze wystawić do walki. „Rocky Balboa” okazał się filmem jedynie poprawnym, łączącym w sobie najlepsze cechy, ale i sporo najgorszych z całej serii. Starzejący się aktor musiał więc znaleźć nową recepturę, aby seria przetrwała kolejną dekadę. Kluczowe okazało się uczynienie raz jeszcze z Rocky’ego trenera, a pojedynki bokserskie oddać młodszym zawodnikom. Tak narodził się „Creed”, który przyniósł Sylvestrowi Stallone’owi Złotego Globa oraz drugą w karierze nominację do Oscara. Takim sposobem legenda Rocky’ego Balboi wciąż trwa, zaś syn słynnego Apollo Creeda, może napisać własną historię.

Adonis Creed (Michael B. Jordan) wchodzi na sam szczyt bokserskiego świata. Nie jest już zwykłą ciekawostką, noszącą to samo nazwisko co niegdyś wielki mistrz. Zyskał szacunek nie tylko rywali, ale również kibiców. Sukcesy sportowe idą w parze z codziennym życiem. Jego trener i wujek Rocky Balboa (Sylvester Stallone) pokonał chorobę, zaś matka (Phylicia Rashad) zaakceptowała jego ścieżkę kariery. Pomimo coraz większego strachu przed utratę słuchu, Bianca (Tessa Thompson) przyjmuje zaręczyny Donna, a wkrótce później para spodziewa się dziecka. Na drodze ku szczęści stoi nagle zyskujący popularność rosyjski pięściarz Viktor (Florian Munteanu), syn słynnego Ivana Drago (Dolph Lundgren), który zabił na ringu Apollo Creeda. Dla Adonisa walka przyjmuje wymiar osobisty. Nie chodzi już tylko o tytuł, ale o dobre imię zarówno syna i ojca. Ale również dla Viktora i jego ojca to doskonała szansa na rewanż, aby odzyskać utraconą dawno temu pozycję. Rocky kategorycznie sprzeciwia się tej walce. Uparty Donnie chce jednak za wszelką cenę pomścić ojca.

Creed II2

„Creed II” powiela wszystkie schematy bokserskiego kina, jakie zostały przemielone już wielokrotnie przez inne produkcje. Oczywiście nie oznacza to automatycznie, że film Stevena Caple Jr. nie jest wart uwagi, bo pomimo gatunkowych klisz, Adonis Creed nie stracił pary w rękach i wciąż potrafi emocjonalnie przywalić w samo serce. W końcu Donnie mierzy się z synem zabójcy ojca, więc iskry nie tylko na ringu są gwarantowane. Zanim jednak do głośnego pojedynku dojdzie, Creed ma chwilę, żeby poopalać się w blasku flaszy. Jednak w przeciwieństwie do Rocky’ego, Adonis nie szasta pieniędzmi, a pozasportowego charakteru nie odziedziczył po ojcu. Choć stał się o wiele pewniejszy siebie, najważniejsza jest dla niego rodzina, dlatego chce stworzyć ją wraz ze swoją ukochaną.

Druga odsłona „Creeda” podąża tą samą drogą co pierwsza i druga część „Rocky’ego”, stawiając większy nacisk na dramat obyczajowy. Co prawda cała historia kręci się wokół śmierci Apollo Creeda i odzyskaniu jego dobrego imienia przez syna, tak powracający do tworzenia scenariusza Stallone, oraz pozostali scenarzyści, poświęcają sporo uwagi Biance oraz żonie Apolla – Marry Anne, tym razem zmniejszając rolę samego Rocky’ego. Ten wciąż pozostaje trenerem Donniego, przynajmniej przez większą część czasu i nie raz potrafi rzucić motywacyjną sentencją, ale Balboa niewiele więcej ma tu do roboty. Gdzieś tam w tle wybrzmiewa żal za utraconym kontaktem z synem i wielki niegdyś Rocky musi pogodzić się z faktem, że może liczyć wyłącznie na swojego podopiecznego. Zresztą reżyser niejednokrotnie daje nam do zrozumienia, chociażby poprzez ukrycie postaci Rocky’ego w mroku, że jego czas przeminął i musi zrobić miejsce młodszym.

Creed II3

Wspominana wyżej Bianca szybko staje się bardzo ważną postacią, nie tylko w życiu Creeda, ale również całego filmu. Nie tylko wspiera swojego narzeczonego oglądając jego walki na trybunach i dopingując go, ale również pozwala mu na podążanie własną ścieżką, bez patrzenia w przeszłość. Sama stara się wykorzystać pozostawiony jej czas na tworzenie muzyki, ale szybko zaczyna się obawiać, że jej utrata słuchu może być dziedziczna. Rodzi to ogromne komplikacje i przysparza kolejnych zmartwień Adonisowi, którego pragnienie zemsty może nie wystarczyć, aby pokonać rosyjskiego niedźwiedzia nazwiskiem Drago.

Steven Caple Jr., zastępujący na stołku reżyserskim Ryana Cooglera, spisał się bez większych zarzutów. Co prawda „Creed II” nie posiada już takiej świeżości, ani też energii, jaką miała pierwsza część, a wątki obyczajowe mogą wielu widzów złaknionych dobrej bijatyki po prostu znudzić, ale film też trzeba traktować jako ósmą już część serii, więc fani będą zadowoleni liczbą odniesień i kontynuacji wątków z filmów sprzed wielu lat. Caple Jr. potrafi jednak wznieść się na wyżyny, chociażby w bardzo elektryzującej, pełnej napięcia sceny ponownego spotkania Rocky’ego i Ivana Drago. Również same walki, choć ze zdecydowanie mniejszą dramaturgią i spodziewanym finałem, wciąż potrafią emocjonować, a kciuki mogą zbieleć od ich trzymania za pomyślną walkę dla Creeda.

Creed II4

Ivan Drago w czwartej części „Rocky’ego” był pozbawiony jakiegokolwiek charakteru. Wręcz robotyczny sowiecki pięściarz, był jedynie maszyną do nokautów. Drago stał się ikoną i najpoważniejszym przeciwnikiem głównego bohatera, ale nie zapracował tym swoją charyzmą i osobowością. Stallone naprawia ten błąd i czyni z Ivana jak i Viktora postacie z krwi i kości, które nie są pozbawione emocji i nie boją się ich pokazywać. Początkowo Ivan jest dla Drago przede wszystkim trenerem, ale z czasem dojrzewa do bycia również ojcem. Oboje napędzani są niechlubną przeszłością, którzy po przegranej Ivana z Rockym, stracili dosłownie wszystko, włącznie z rozpadem rodziny. Ukrywający się w nienazwanej wiosce gdzieś na Ukrainie, próbują przetrwać kolejny dzień i wykorzystać go do ciężkich treningów, aby ród Drago ponownie zaczął liczyć się w boksie. Ich motywacje są bardzo jasno nakreślone i nie zdziwiłbym się, gdyby część widzów przeszłaby jednak na stronę Drago, zamiast kibicować Creedowi. Choć twórcy starają się uczynić z Viktora przykładnego przeciwnika, podkreślając jego brutalny styl i brak szacunku dla rywala, tak zarówno on jak i Creed walczą o coś więcej, niż zwykły pas i tytuł mistrza, a że tylko jeden z nich może osiągnąć swój cel, ostatecznie żal jest również tego drugiego. To ogromna zaleta drugiego „Creeda”, że dla widza żadna ze stron nie pozostaje obojętna.

Michael B. Jordan ze swoją miną wiecznie przybitego psa, idealnie pasuje do postaci Adonisa Creeda w tej części. Aktor nawet specjalnie nie musi się wysilać, aby oddać pełną gamę uczuć targające jego bohaterem. Również Sylvester Stallone zalicza udany powrót do swojej ikonicznej roli, choć nie tak dobry jak poprzednim razem. Najjaśniej błyszczy Tessa Thompson, skutecznie oddając emocjonalny stan Bianci, zarówno przed oświadczynami Donniego, jak i po urodzeniu dziecka. To już nie jest ta sama kobieta skoncentrowana wyłącznie na tworzeniu muzyki. Nic jednak nie przebije rewelacyjnego powrotu Dolpha Lundgrena do roli Ivana Drago. Jedno jego spojrzenie potrafi wyrazić więcej niż jakikolwiek dialog i jestem pełny podziwu dla gry Lundgrena, bo nie spodziewałem się, że aktor znany z kina akcji klasy B, jest w stanie tak dobrze zagrać rolę dramatyczną. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby „Creed II” odkrył Dolpha Lundgrena na nowo, tak jak zrobił to „Rocky 4” ponad 30 lat temu.

Creed II5

„Creed II” z pewnością zadowoli wszystkich fanów filmów traktujących o boksie. Twórcy po kolei odhaczają kolejne schematy gatunku, z obowiązkowym upadkiem na samo dno i podnoszeniem się z niego za pomocą dynamicznego montażu z morderczych treningów głównego bohatera. Jednak spadek jakości drugiej części w porównaniu z pierwszą jest aż nadto widoczny, więc obawy, że „Creed” może pogubić się tak samo jak „Rocky” jest niestety uzasadnione. Zanim jednak do katastrofy dojdzie, dostajemy solidne kino sportowe, podnoszące na duchu i motywujące, cieszące oko każdym wyprowadzonym prawym i lewym sierpowym przez pojedynkujących się pięściarzy. Jednak z kina nie wyjdziecie aż tak energetyczni, jak mogliście wyjść przed prawie trzema laty z seansu pierwszego „Creeda”.

Ocena: 7/10

Oceny wszystkich zrecenzowanych przez nas filmów możecie sprawdzić na MediaKrytyk.

Autor: Radosław Krajewski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz