Battlefield Hardline – recenzja (PS4, XONE, PS3, X360, PC)

Paweł Ziarkiewicz | @Xpawel5 | | Przeczytasz w 8 min.

Jedna z najbardziej kontrowersyjnych gier 2015 r. (…) najbardziej znienawidzona (…) i jednocześnie budząca największą ciekawość. I nie jest to szczoteczka do zębów grająca utwory Justina Biebera. Takim echem odbił się zupełnie inny produkt (nie trudno się domyślić, że była to gra) ze stajni studia Visceral. Dużo informacji pojawia się na naszym portalu o tym tytule, a za niedługo premiera pierwszego dodatku, dlatego dzisiaj zapraszam Was na recenzję tego nietypowego Battlefielda.

Sama gra zrobiła na mnie dobre wrażenie już w trakcie grania w ostatnią jej betę – może był to i banał, ale sam dosyć filmowy wstęp do menu głównego i same obrazy, które w kółko się w nim przewijają zapowiadały dobrą rozgrywkę w  pół gangsterskim pół serialowym stylu. Takie przynajmniej było założenie. W kampanii zanurzamy się w historii Nicka Mendozy i jego współpracowniczki, którzy próbują rozpracować gangi narkotykowe. Już po pierwszych minutach gry mamy obraz, gdzie nasz policjant znajduje się w dosyć dziwnych okolicznościach  – transportowany jest on do bliżej nieokreślonego więzienia co miało nas zapewne zachęcić do szybkiego przechodzenia kolejnych odcinków gry, by dowiedzieć się jakim sposobem stróż prawa mógł wylądować przeciwko tym dobrym. Choć jak się okaże w gruncie rzeczy nawet w policyjnym zaciszu komisariatu mogą się dziać niesłychane przekręty i nie można być pewnym o swoje życie i posadę. Ogólna historia opowiedziana przez twórców nie jest jakoś ogromnie skomplikowana, poszczególne wątki są może dość banalne, bo przewijały się one już wiele razy w różnorakich filmach czy innych growych produkcjach – co nie przeszkadza dobrej zabawie. Niektóre sytuacje przyprawiły mi uśmiechu na twarzy, bo tam, gdzie się dało poluźniono atmosferę by nie wyszła z tego niewiadomo jak poważna  „Oda do radości”. Pod względem fabularnym, więc rozgrywka dla jednego gracza całkiem cieszy – choćby z tego powodu, że 10 godzin jakie przewiduje się na jej przejście jest o wiele lepszym wynikiem niż poprzedniej odsłony.

nick mendoza battlefield hardline

Wykonanie techniczne kampanii niestety już nie było tak wspaniałe jakby się chciało. Nie można powiedzieć, że przekopiowano żywcem cały system walki i zachowania z „czwórki”. Dodano kilka fajnych elementów jak odwracanie uwagi przeciwników rzuconą łuską od naboju (w gruncie rzeczy jest to całkiem dobra rzecz), umieszczono kilka gadżetów jak liny, haki, paralizator. Możemy też dzięki naszemu podręcznemu skanerowi prześwietlać dowody zbrodni i identyfikować przestępców, za których za zakucie ich żywych w kajdanki dostajemy dodatkowe punkty. To wszystko byłoby piękne gdyby dopracowano niepojawianie się niekiedy absurdalnych sytuacji związanych właśnie z aresztowaniami. Sytuacja, w której zza pleców krzyczymy „Stać, policja Miami!” zbirowi uzbrojonemu w shotguna, którego trzyma w rekach (tak, naładowanego) a on posłusznie upuszcza broń i podnosi ręce do góry jest… naciągana? Jeszcze jak zatrzymywałem jednego człowieka można było przeboleć, jednak jak doszło do trzech osób to była gruba przesada. I chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego…

Powiedzmy, że ten błąd w myśleniu AI był jako tako mały w porównaniu do kolejnych. Otóż nie sądziłem, że można coś zepsuć i naprawić jednocześnie. Tak, dalej zostaję przy temacie naszych komputerowych przeciwników. Na początku zauważyłem, że zdecydowanie poprawiła się ich technika walki – podbiegają dosłownie pod naszą pozycję, chętnie używają wszelkiej maści granatów by nas wykurzyć i zmuszają nas do taktycznego podejścia do sprawy albo do ciągłego biegania od przeszkody do przeszkody. Od ostatniej części się to poprawiło i wprowadziło trochę dynamiki. Co jednak jest do bani? To, że nasi wrogowie reagują tylko na naszą osobę i partnerka, która towarzyszy nam w kolejnych misjach jest traktowana jak powietrze i nawet, gdy znajdzie się w zasięgu wzroku, to przeciwnik nie zareaguje. Już nie wspominam, że nasi towarzysze broni trochę sztucznie się poruszają i ślepo trzymają się naszej postaci od czasu do czasu oddając kilka strzałów. Z czystym sercem można powiedzieć, że inteligencja, choć sztuczna, inteligencją nie zabija.

Powiedzmy sobie jednak – jest jakąś tradycją, że kampania Battlefiedów zawsze miernie wychodzi. Niektórzy gracze nawet nie mają przegranej minuty w grze jednoosobowej i od razu przeszli do dania głównego – multiplayera. Dobrze było ujrzeć wreszcie nowe tryby takie jak Na Ratunek, Krwawa Forsa czy Napad. Pojawiły się też te standardowe Podbój i Zespołowy Deathmatch – po kilku jednak rundach w podboju, dałem sobie spokój, bo miałem straszny niedosyt – na mapie jest nudno wszechobecna statyka po prostu dobija i nie pasuje mi do tego typu wojny. Deathmatchu nie uruchomiłem w ogóle spodziewając się tego samego co uświadczyłem w ostatniej odsłonie (co w końcu mogło się zmienić?). Pozostałe tryby już obowiązkowo testowałem po kolei – zacząłem od Fuchy.

battlefield hardline

Jest to tryb, który najbardziej przypadł mi do gustu – założenie jest proste, choć trochę podobne do reguł podboju – punktami, które mamy kontrolować są pojazdy rozmieszczone po całej mapie. Naszym zadaniem jest je oczywiście przejmować, ale, ale – żeby je zdobyć i utrzymać musimy nieustannie jeździć przy znacznej prędkości. Obojętnie czy po drogach, łąkach czy kamieniach. Celem jest jazda – niby prosty zabieg, ale przez to dostaje się  spory zastrzyk adrenaliny i rywalizacji. Nieustanny ruch pojazdów prowadzi do ciągłej zmiany sytuacji na polu bitwy i jest naprawdę ciekawie. W Napadzie oczywiście złoczyńcy  starają się wykraść pieniądze ze skarbca i donieść je na określone miejsce skąd odbiera je specjalny helikopter. Krwawa forsa polega mniej więcej na tym samym, tyle że tu liczy się technika graczy – obie strony konfliktu zbierają dolary i nawzajem próbują je podebrać ze skarbca – nieunikniona tu będzie praca zespołowa. Oczywiście ten zespół, który zbierze określoną sumkę wygrywa. Zasad pozostałych dwóch trybów nie zdradzę – przetestujcie je sami ;)

Mapy, które zostały stworzone pod Hardline (przynajmniej te w podstawie) nie zaskoczyły mnie jakoś za bardzo. Tu i ówdzie zastosowano trochę Levolution, mam jednak wrażenie, że odsłona mimo wszystko uboga jest w efekty zniszczenia – niektóre sytuacje proszą się wręcz o rozsypanie np. po uderzeniu rakiety, a jednak nic takiego się nie dzieje. Urozmaicenie  plansz może w bardzo drobnych szczegółach jest dosyć znaczne, tyle że w gruncie rzeczy nie jest to tak istotne. Bardziej ucieszyłoby mnie, gdyby dodano bardzo zmienną  formę terenu czy długo wyczekiwanych biegnących w panice cywilów i chroniących się przed wystrzałami z broni. Odczuć euforii  w budowie raczej nie miałem – przyzwyczaiłem się do nich i tyle.

Dużo zmian zadziało się jednak na podłożu samych klas, systemu wyposażenia frakcji złodziei i policjantów. Sprzęt taktyczny obu stron jest ubogi względem poprzedniej części – i nie jest to wada oj nie! Trzeba się z tym liczyć, że służby porządkowe i zwykli ludzie nigdy sprzętowo nie dorównają do wojska. Czasami szkoda, ale tak powinno być – powinno być realistycznie. Nie można jednak powiedzieć, że nie ma znowu nowości – maski przeciwgazowe, schowki w samochodach z bronią przeciwpancerną czy zestaw surwiwalisty to tylko niektóre z nich. Jedne budzą wątpliwości co do zastosowania drugie wręcz przeciwnie. Tak czy siak gadżety wyszły zdecydowanie na plus. Nie wspomnę, że złodzieje dysponują innymi broniami stróże prawa także.

Strona techniczna Hardline wypadła całkiem dobrze – zdecydowanie mamy mniej błędów niż było to w BF 4 – te które się pojawiają nie psują jakoś specjalnie rozgrywki. Kwestią dyskusyjną jest tzw. netcode. Pojawiały się opinie, że jest on gorszy niż w ostatniej odsłonie. Ja jednak mam zupełnie odwrotne wrażenie – sytuacje, w których dostawałem obrażenia chowając się za osłoną mógłbym chyba na palcach ręki policzyć. Może miałem szczęście – trudno powiedzieć, ale warunkowo też dam to na plus.

battlefield hardline

Podsumowując tytuł trudno o jednoznaczną opinię – wiele zależy od tego jak przyjmiemy tak drastyczne odskocznie od tego w czym nas przyzwyczaiła seria. Ja lubię policyjne klimaty i na zmiany jestem otwarty, więc inna luźniejsza atmosfera mi nie przeszkadzała. Tak samo uzyskano na dobrym poziomie dynamikę gry, co chyba powinno być priorytetem. Nie można jednak powiedzieć, że Hardline jest ideałem – wiele rzeczy można było dopracować i nie ukrywam, że żenada czasami wdzierała się w rozgrywkę. Gdyby dzisiaj ogłoszono, że trwają prace nad drugą częścią, myślę, że bym takiej informacji nie minął obojętnie.

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch

POLECAMY

Łowcy Trofeów