AMID EVIL – recenzja

Robert Chełstowski | @Zdzichsiu | | Przeczytasz w 8 min.
Amid Evil
Amid Evil

New Blood Interactive nie próżnowało, gdy w zeszłym roku wypuściło do early accessu w podobnym okresie dwa staroszkolne FPSy – DUSK i AMID EVIL. Ten pierwszy odniósł spory sukces, znajdując uznanie zarówno w głosach graczy, jak i recenzentów. Zresztą, o tym, jak dobra to była gra, możecie sami przeczytać w naszej recenzji (klik). Przeszło pół roku dłużej kazał na siebie czekać drugi tytuł. A gdy w końcu ujrzał on światło dzienne, nie pozostaje nic innego, jak odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie: Czy AMID EVIL dorównuje DUSK’owi?

Powiedzmy sobie szczerze. AMID EVIL jest kolejną prawdziwie oldschoolową strzelanką. To żaden stylizowany średniak i niesprawdzony eksperyment w stylu STRAFE’a. Rozgrywka w tym tytule funduje dosłowne przenosiny w przeszłość, więc jeśli odwracasz głowę i kręcisz nosem na widok tych wszystkich shooterów lat dziewięćdziesiątych – nie będzie to tytuł dla ciebie. Bo gdy DUSK przypominał kombinację DOOM’a, Quake’a i Redneck Rampage, AMID EVIL to dosłownie Hexen i Heretic wskrzeszony.

No popatrzcie na sam tytuł! AMID EVIL co prawda można tłumaczyć jako „Pośród Zła”, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się i zamianie spacji, wychodzi nam stwierdzenie AM I DEVIL, czyli, cóż: „Jestem diabłem?”… tyle, że bez znaku zapytania. Metalowe skojarzenia budzi także nazwisko autora ścieżki dźwiękowej. Znany fanom DOOM’a i DUSK’a Andrew Hulshult dołożył swoje trzy grosze również do AMID EVIL. To budzi wielkie nadzieje.

W AMID EVIL przyjdzie nam wcielić się w czempiona, który… Właściwie to nie przedłużając, przejdźmy do sedna, czyli rozgrywki. Tak, fabuła w tym tytule, mówiąc grzecznie, zahacza o hasztag #nikogo. Niby jakaś tu jest, ale zostaje podawana tylko i wyłącznie poprzez strzępki tekstu i wpisy w kodeksie obecnym w menu głównym, więc to ledwie zauważalne tło, dla tego, co robimy przez resztę gry. Bez zbędnych pierdół – chodzimy, niszczymy i zabijamy.

Jeśli ktoś grał w Heretica, powinien się tu odnaleźć jak w domu. Nawet bronie do pewnego stopnia to reskin starych narzędzi zagłady. Może nie ma tu wszystkich znanych gadżetów, a taki topór został wzięty prosto z Hexena, to dla przykładu rękawice strzelające piorunami zostały zastąpione widłami. Jakkolwiek by ta broń jednak nie wyglądała, każdy będzie wiedział, jak tego dziadostwa używać. A robi się to jednym celu – by zabić wszystko, co się rusza.

Trzonem zabawy w staroszkolnych strzelankach było przemierzanie półotwartych lokacji, szukanie kluczy, zabijanie wrogów i lizanie ścian w poszukiwaniu sekretów. Nie inaczej jest w AMID EVIL, gdzie do dyspozycji odbiorcy oddano siedem światów, których przejście zajmuje łącznie +/- osiem godzin. I jeśli teraz wydaje się komuś, że po pewnym czasie formuła ta stanie się powtarzalna, to tak nie jest.

Każdy świat ma zupełnie inny motyw przewodni. To nie ten typ FPS’a, w którym przez kilka godzin łazimy po tych samych, jednakowo wyglądających sceneriach. W AMID EVIL w jednej chwili zwiedzimy słoneczne ruiny, by za jakiś czas przenieść się do mrocznego wymiaru lub innych podziemi z piekła rodem. Na dodatek poszczególne światy oferują zupełnie inne typy oponentów. Takiego nagromadzenia różnorodnych wrogów nie widziałem w żadnym innym FPS’ie albo sobie o tym nie przypominam.

Niestety jest w tym pewien problem. Poziomy na ogół zrobione są pomysłowo i ciężko na dobrą sprawę o dwie podobne schematycznie lokacje, ale początkowe światy, które w zamyśle miały zachęcać ludzi do kupienia wersji early access są zdecydowanie lepsze od tych końcowych. Jasne, są krótsze, ale dzięki temu ulegają kondensacji najlepszych cech i nie doświadczamy w nich nieprzyjemnych dłużyzn. W późniejszych worldach autorzy powrzucali też nie do końca udane udziwnienia z sekcjami platformowe i torami przeszkód na czele. No i samym stylem finalne levele nie zachwycają, wrzucając akcję w zbyt ciemne plansze.

Najgorszy był zdecydowanie ostatni świat. Pomimo mojej całej sympatii do gry, przed finałem autentycznie zmuszałem się, żeby to przejść. Takiego przekombinowania, a jednocześnie zaskakującej nijakości dawno nie widziałem. Aż miałem ochotę rzucić to wszystko w diabły i odpalić któryś z początkowych etapów. Kurczę, nie tak robi się finalne sekcje! Ja wiem, może się nie chce, może early access się przedłuża, ale wypadałoby skończyć swoje dzieło z jakimś hukiem.

Kolejnym niesmakiem jest fakt, że na dobrą sprawę wszystkie bronie zdobywamy już w pierwszym epizodzie, przez co w czasie kolejnych sześciu twórcy w niczym nie mogą nas zaskoczyć w kwestii uzbrojenia i pod koniec strzelanie może trochę nudzić. Mówi to człowiek, który potrafi całego DOOM’a przejść tylko przy użyciu strzelby, ale nawet tam takie BFG otrzymywaliśmy dopiero w końcowym epizodzie.

Mimo wszystko to tylko pewne skazy na diamencie, bo AMID EVIL spełnia swoje założenia i bawi w starym stylu. Nieco mniejsza, dynamiczna i przyjemna strzelanka sprawdza się zwłaszcza teraz, gdy króluje sezon ogórkowy. To idealna produkcja do krótkich podejść i wakacyjnego chillowania. Plansze są umiarkowanie długie, więc jeden lub dwa poziomy dla relaksu wieczorkiem sprawdzają się znakomicie.

Ale, ale! Po co mam wydawać pieniądze, jak wygrzebię sobie pudełko z Hexenem i będę mieć to samo za darmo? – ktoś spyta. Oczywiście, produkcja ta budzi wielkie skojarzenia z tym tytułem, ale nie jest to kopia 1:1. W AMID EVIL doszło trochę nowości, jak np. ciekawiej zaaranżowane walki z bossami lub zbieranie dusz z poległych wrogów. Odrzućcie jednak skojarzenia z serią Souls. Żadnego levelowania i powracania do punktu startowego po śmierci. Dusze służą tutaj za kondensatory alternatywnego trybu broni.

Po uzbieraniu odpowiedniej ilości dusz wypadających z przeciwników lub leżących na mapie, możemy włączyć soul mode, czyli w zasadzie power upa w rodzaju hereticowego Tome of Power. Na przykład magiczna laska zwiększa swoją szybkostrzelność i wypluwa kule energii szybciej niż minigun w niejednej grze. Tutejszy odpowiednik BFG wywołuje zaś… czarne dziury, które wsysają przeciwników! Muszę przyznać, że to ciekawy pomysł. Zamiast zbierania power upów, które niekoniecznie przydają się w momencie podniesienia, możemy włączyć go w dowolnym momencie. Oczywiście, żeby nie było, te klasyczne porozrzucane po planszy też są obecne.

Spodobał mi się również styl graficzny. Nie znajdziecie tu znanych z wielu retro strzelanek spritów, a pełne 3D oteksturowane rozpikselowanymi grafikami. Absolutnie nie są to tekstury w niskiej jakości, a specjalny, niemal pixel-artowy efekt. Przed zagraniem z samych screenów wyglądało to trochę kiczowato, ale w ruchu spełnia swoje zadanie. Wygląda to jak nowoczesna gra z nałożonym filtrem, który filtrem de facto nie jest, bo tekstury faktycznie ktoś narysował z pikseli. Jedynie interfejs i przyjęta czcionka wyglądają poniżej oczekiwań.

AMID EVIL jest wymagające. Grając na normalnym poziomie trudności często zdarzało mi się latać z dosłownie kilkunastoma punktami życia i wciskać jak opętany F5 po każdej potyczce. Natręctwo zapisywania przyniosło mi jednak w pewnym momencie zgubę, gdyż… zasejwowałem w momencie śmierci. A raczej ułamek sekundy przed nią. Gra nie ma przed tym żadnych zabezpieczeń, więc niestety nieopatrznie coś takiego może się zdarzyć. Problemem był pocisk przeciwnika, który pojawił się dosłownie znikąd. Bo o ile większość oponentów jest naprawdę ciekawie przemyślana, część z nich potrafi być denerwująca.

I hej, chyba nadszedł czas, by odpowiedzieć sobie na pytanie postawione na początku. Wygrywa DUSK, zdecydowanie. Choć nie ukrywam, że również wpływ mogą mieć na to osobiste preferencje, gdyż zdecydowanie wolę biegać ze strzelbą i pluć śrutem zamiast wystrzeliwać magiczne kule energii. Mimo wszystko AMID EVIL to bardzo dobry tytuł, może niepozbawiony wad, ale przez większą część dostarczający pełnoprawnego funu.

PS. W tym lub przyszłym roku z wczesnego dostępu wychodzi trzecia gra z trylogii retroshooterów New Blood Interactive – MAXIMUM Action. Na pierwszy rzut oka mieszanina Outlaws, Half-Lifa, XIII, FEAR i cokolwiek tam sobie twórcy wymyślą. Tradycyjnie ze sprawdzeniem czekam do momentu wyjścia pełnej wersji.

Plusy
  • Staroszkolna rozgrywka
  • Soul mode
  • Oprawa audiowizualna
  • Różnorodność
Minusy
  • Spadek jakości w końcowych planszach
  • Zbyt szybko zdobywa się cały arsenał
  • Gdzie ta fabuła?
8
Ocenił
Robert Chełstowski
Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Recenzje gier OpenCritic

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz