Tyranny

Ocenił dnia


Tyranny: Bastard’s Wound – recenzja

Choć moim zdaniem ubiegłoroczne Tyranny nie dorównywało Pillars of Eternity, to nie można zaprzeczyć temu, iż był to naprawdę dobry tytuł z gatunku komputerowych gier RPG. Nic więc dziwnego w tym, że autorzy chcą wycisnąć ze swojego hitu jak najwięcej. W czerwcu tego roku fani otrzymali pierwsze DLC pod tytułem Tales from The Tiers, które by być szczerym, nie było za bardzo rozbudowanym tworem. Niejaką rehabilitacją i powrotem do klasycznej formuły dodatków znanej z chociażby Pillars of Eternity, czy starszych produkcji opartych o Infinity Engine, miało być rozszerzenie Bastard’s Wound. Ale czy Bękarcia Rana jest w stanie pobić Białą Marchię? Zapraszam do przeczytania recenzji.

Nasz bohater otrzymuje pewnego razu tajemniczy list. Nieznajoma mu mędrczyni przyznaje się w nim do złamania prawa i prosi nas, jako Stanowiciela Tutona, o to, by w zamian za jej dobrowolne poddanie się, rezultaty jej prac nie zostały zniszczone. Bohater wraz z kompanami postanawia dokładniej zbadać całą sprawę. Kierując się wskazówkami danymi przed Mędrczynię, drużyna dociera na miejsce. Ich oczom ukazuje się jednak coś nietypowego… Obóz uchodźców w samym środku Starych Murów. Sytuacja jest nieciekawa, bo doszło przez to do podwójnego złamania prawa. Nie dość, że owa ludność ucieka przed rządami Hegemona, to na dodatek weszli do miejsca, które jest ściśle zakazane dla postronnych. Stanowiciel wie bardzo dobrze, że czeka go tam mnóstwo pracy.

W mniej więcej taki sposób przedstawia się zalążek fabuły zaprezentowanej nam przez twórców w rozszerzeniu Bastard’s Wound do Tyranny. Jest to tylko początek, później oczywiście wszystko zaczyna się komplikować, a my jako protagonista będziemy mogli ustosunkować się po którejś ze stron i zaważyć na przyszłości tytułowej wioski uchodźców – Bękarciej Rany. Jak było to w przypadku Białej Marchii w Pillars of Eternity, tak i tutaj mamy do czynienia z zupełnie nową lokacją w grze, która niejako pozwoli nam odpocząć od głównego wątku fabularnego. Samą zabawę z tym dodatkiem możemy rozpocząć już w drugim akcie. Nie jest to jedyna nowość, bowiem twórcy zapewniają również o rozszerzeniu aktu trzeciego.

I tak w istocie jest. Autorzy pokusili się o wprowadzenie w wyżej wspomnianym rozdziale specjalnych zadań dotyczących podróżujących z nami kompanów. Questy lojalnościowe (tak chyba można je nazwać) otrzymują: Barik, Lantry i Zwrotka. Niestety przy moim przechodzeniu dodatku mogłem wykonać jedynie zadanie dla Lantry’ego. Barik z racji pewnego wydarzenia pod koniec głównej fabuły miał zablokowany ten rodzaj interakcji, a Zwrotki po prostu nie trzymam w drużynie. I już na samym początku widzimy wielki minus i lekką olewkę ze strony producentów. Dlaczego misji lojalnościowych nie mogli otrzymać wszyscy? To poniekąd zmuszenie gracza do korzystania z jedynego słusznego teamu. Chociaż przyznam, że w przypadku Eb dostałem kilka dialogów i jeden malutki wątek, ale dalej nie było to pełnoprawne zadanie.

Nie wiem właściwie dlaczego, ale jakoś musiałem od tego zacząć. Skoro tak sporą nieprzyjemność mamy już za sobą, to teraz może być tylko lepiej, czyż nie? Cóż… i tak, i nie. Bastard’s Wound nie jest przykładem świetnego dodatku i mocno odstaje od tego, do czego przyzwyczaili nas twórcy z Obsidianiu. Podczas grania miałem wrażenie, że są to jakieś odpadki poprodukcyjne, które ktoś postanowił skleić w całość i wydać jako dodatek, podczas gdy reszta ekipy była w pełni oddana pracom nad Pillars of Eternity 2. Moje wrażenie nie oznacza jednak tego, że jest to na wskroś zły produkt. Po prostu osoby oczekujące czegoś więcej mogą się w znacznym stopniu zawieść.

Rozszerzenie wprowadza w przybliżeniu cztery-pięć godzin dodatkowej zabawy, co na pewno ucieszy miłośników Tyranny. W końcu to więcej tego, za co polubiliśmy grę. Zaprezentowana tu fabuła niestety pozostawia sporo do życzenia. Nie jest to poziom podstawki, a przez większość zabawy miałem odczucie, że czegoś tu brakuje. Wśród kilku posklejanych wątków ciągle towarzyszyło mi wrażenie, że wszystko mogło być zrobione lepiej. O tyle dobrze, że historia pozostaje wierna założeniom oryginału i możemy ją rozegrać nieliniowo, ale nie ma w niej żadnej konkluzji. Po prostu ciach i koniec. Wątki, które w Bękarciej Ranie mnie zaciekawiły, na sam koniec po prostu się urwały. Z ciekawości sprawdziłem, czy po zakończeniu podstawki doczekam się jakiegoś podsumowania. I faktycznie takie było… w postaci jednego slajdu, który na dodatek nie odniósł się do wszystkiego.

Jeśli ktoś w podstawce nie lubił chodzić po Starych Murach, to w przypadku rozszerzenia może poczuć się nieswojo, bo w Bastard’s Wound jest tego jeszcze więcej i prawie przez cały czas będziemy się poruszać w obrębie jednej lokacji podzielonej na strefy. Wprawdzie mam sporo zastrzeżeń do fabuły głównej, ale pochwalić muszę poboczne wątki obecne w Bękarciej Ranie. Zwłaszcza zadanie lojalnościowe. Szkoda tylko, że z powodu decyzji autorów mogłem wykonać tylko jedno, ale mam wrażenie, że reszta zachowa jego poziom. Jeśli kiedyś będę przechodzić Tyranny ponownie, to na pewno będzie to ciekawa okazja do sprawdzenia czegoś nowego w znanej już grze.

O mechanice wiele powiedzieć się nie da. Bastard’s Wound nie wprowadza większych nowości oprócz kilku dodatkowych przedmiotów i tego, że mojej ekipie podczas zwiedzania Starych Murów udało się awansować na kolejny poziom. Osoby, które jeszcze nie miały okazji zagrania w Tales from The Tiers, jako nowość potraktują losowe zdarzenia wyskakujące podczas podróżowania, które mają postać sekcji paragrafowych. Nie jest to nic wielkiego, bo wydarzenia na mapie świata znamy już przecież z wielu RPGów. Te z Tyranny różnią się tylko tym, że są dodatkową opcją na zdobycie dodatkowej lojalności dla wybranej frakcji. Na koniec warto dodać, że nawet osoby, które posiadają podstawkę, a nie kupiły jeszcze rozszerzania, dostają darmową aktualizację, która wprowadziła między innymi nowy wariant zakończenia dla postaci pozostającej wiernej Kyrosowi do samego końca.

Szkoda tylko, że przy którejś aktualizacji nie poprawiono loadingów, które po roku od premiery dalej dłużą się w nieskończoność. No i Bastard’s Wound wprowadza własne błędy. Nie wiem, czy jest to wina wersji polskiej, ale przyszykujcie się na sporo brakujących kwestii dialogowych. Jestem osobą, która lubi wyklikiwać wszystko, więc czasami przy wyborze takiej brakującej opcji autentycznie naprawdę bałem się, czy nie jest to aby kwestia dla negatywnej postaci, ale cóż… nikt się na mnie nie obraził, a ja dalej nie wiem, co skrywały enigmatyczne pustki. Oprócz tego w jednej fazie zadania pobocznego nie mogłem pogadać z postacią. Zwyczajnie z jakiegoś powodu straciła interaktywność. Na szczęście udało mi się pominąć ten etap questa, ale i tu mam wrażenie, że coś przez to straciłem.

Myślę, że to odpowiednia pora na zakończenie. Bastard’s Wound w mojej opinii jest tworem zauważalnie słabszym od podstawowej wersji gry. Fabuła główna kolokwialnie ujmując – tyłka nie urywa, zadania dla kompanów nie otrzyma każdy z nich, a w kwestii mechaniki nie zmienia się niemalże nic. Mimo tego i tak myślę, że warto zagrać. W końcu to przecież dodatkowe kilka godzin do wysoko ocenianego Tyranny. Chociaż myślę, że lepiej poczekać na promocję, bo aktualna cena ma słaby stosunek do jakości. Ja chciałbym tylko tyle, by tendencja spadkowa twórców nie wynikała z lenistwa, a naprawdę rozwiniętych prac nad Pillars of Eternity 2, które przy swojej premierze pozamiata. I oby tak rzeczywiście było!

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Dodatkowe godziny zabawy w świecie Tyranny
  • Zadania dla towarzyszy
  • Zupełnie nowa lokacja
  • Darmowa aktualizacja dla osób bez dodatku

Minusy

  • Niezbyt ciekawa fabuła
  • Brak konkluzji tego, co robimy
  • Błędy
  • Olanie niektórych kompanów
7.5

Autor: Robert Chełstowski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz