Etherborn

Ocenił dnia


Etherborn – recenzja

Wakacje dla graczy to idealny czas na to, by: A) niczym Syzyf nadrabiać niekończącą się kupkę wstydu, B) skorzystać z braku dużych premier i zabrać się za coś małego, co w innej porze roku pewnie byśmy pominęli bez zwracania najmniejszej uwagi. No, ewentualnie C) doświadczać uroków przyrody, wylegiwać się i zwiedzać. Jednakże to portal o grach, a nie zabytkach Polski, więc automatycznie do wyboru pozostają dwie pierwsze odpowiedzi. A dzisiaj recenzowana gra idealnie wpisuje się u większości odbiorców w kategorię B.

Etherborn w jednym zdaniu można streścić w ten sposób. Śliczna platformówka logiczna. Jednak spokojnie! Jeżeli ani słowo platformówka, ani logiczna niezbyt trafiają w twoje gusta, być może samo śliczna będzie wystarczało, by gra zyskała twoje zaufanie. W końcu znalazło się ono w tym krótkim zdaniu nie bez przyczyny.

W dziele katalońskiego studia Altered Matter wcielamy się w nowonarodzoną istotę przypominającą człowieka, która szuka sensu swojego istnienia… I to właściwie tyle. Fabuła w Etherborn została przedstawiona w sposób minimalistyczny i sprawdza się o tyle, o ile sami ją sobie zinterpretujemy i w pewnych miejscach dopowiemy. W przeciwnym wypadku historia niby jest, ale kompletnie nic nie mówi.

Oczywistą oczywistością jest to, że ten sposób storytellingu można lubić lub też nie. I jeśli należycie do jego zwolenników, to Etherborn daje trochę pola do interpretowania. Może nie w kolosalnym stopniu, bo to stosunkowo niewielka gra i nigdy nie wiadomo, czy nasze wnioskowanie będzie faktycznym założeniem twórców, czy po prostu dzięki niemu dołożymy wartości czemuś, czego w sumie nie ma. No ale główkować można. Chociażby nad samym tytułem. Eter jest dzisiaj do pewnego stopnia synonimem powietrza lub atmosfery, ale w swym oryginalnym pojęciu sięgającym czasów starożytnej Grecji, był jednym z czterech żywiołów… pięciu? Tak, pięciu. Eter był piątym żywiołem, z którego miała zbudowana być przestrzeń kosmiczna.

Można z tego wnioskować, że tytułowy narodzony z eteru, czyli protagonista, pochodzi z kosmosu. W ogóle, jeżeli już jesteśmy przy głównym bohaterze/erce, to warto zwrócić uwagę na design tej postaci. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak człowiek, ale ma tak cienką, że aż przezroczystą skórę i widać jemu organy! I ponownie, możemy to zinterpretować, że to postać wrażliwa na warunki naturalne, nieodporna na atmosferę i do pewnego stopnia obca, no bo jak ewolucyjnie by się coś takiego wykształciło?

I wracając do punktu wyjścia: po co się coś takiego wykształciło? W poszukiwaniu odpowiedzi na sens istnienia, przyjdzie nam przemierzyć kilka różnorodnych plansz. I jako że jest to platformówka logiczna, to tak, spodziewajcie się głównie skakania i rozwiązywania łamigłówek. Głównym atutem Etherborn jest jednak zabawa z perspektywą i grawitacją. Warto więc rozbudzić swoje myślenie przestrzenne i spostrzegawczość!

Gdy podchodzimy do zaokrąglonych krawędzi, plansza obraca się zgodnie z kierunkiem, w którym podążamy, toteż ściana lub sufit może za chwilę stać się naszym podłożem. Twórcy korzystają z tego, by tworzyć naprawdę pomysłowe i pogmatwane poziomy. Głównym celem zabawy w Etherborn jest zbieranie kul energii, które uruchamiają przełączniki. Dzięki temu na planszy odblokowują się nowe elementy, coś się dzieje, a nam pozostaje dostosowanie swojego położenia.

Nie brzmi to ambitnie, ale w praktyce działa. Co więcej, w kilku momentach jest to na tyle wymagające, że można się w tym zaciąć. Tu mała dygresja, ale jak bardzo nie byłoby to casualowe, twierdzę, że opcjonalne systemy podpowiedzi powinny być w gatunku gier logicznych standardem. Tu tak niestety nie jest, a design zagadek nastawiono bardziej na „znajdź rozwiązanie, które wymyślili twórcy”, niż „pokombinuj z fajną mechaniką, by dotrzeć do celu”. Szkoda, bo ta zabawa z perspektywą, obracaniem planszy do góry nogami itd. naprawdę miała ku temu potencjał!

Mimo wszystko, pomysłowa mechanika i efekty wizualne sprawiają, że w Etherborn nawet pomimo zacięć gra sie przyjemnie. Czasem aż chce się zatrzymać i popatrzeć na minimalistyczne, ale cieszące oko widoki i posłuchać nastrojowej ścieżki dźwiękowej! Tak, ten tytuł bez dwóch zdań zahacza o artystyczne doznania. To gra, która relaksuje swoją oprawą audiowizualną, a jednocześnie pobudza szare komórki łamigłówkami środowiskowymi.

Ku przestrodze, jest też to króciutka pozycja. Pierwsze przejście zajmuje maksymalnie 2-3 godziny. Co prawda jest jeszcze tryb New Game +, ale różni się on tylko rozmieszczeniem kul energii. Nie wszyscy lubią przechodzić grę dwukrotnie w krótkim czasie, nawet jeśli zagadki do pewnego stopnia się zmieniają, więc choć za całokształt Etherborn bym polecał z całego serca, aktualna cena 60 złotych to (przynajmniej na moje oko) zbyt wiele. Jeśli traficie na wyprzedaży, koniecznie się zainteresujcie! Będzie to chyba dobry kompromis.

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Oprawa audiowizualna
  • Fabuła możliwa do własnej interpretacji
  • Ciekawa mechanika oparta o grawitację

Minusy

  • Bardzo krótka!
  • Brak jakiegokolwiek systemu podpowiedzi
8

Autor: Robert Chełstowski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch

POLECAMY

Łowcy Trofeów