Recenzja Culdcept Begins

Culdcept Begins
Culdcept Begins

Jako fan raczej niszowych, niezbyt popularnych i nierozpoznawalnych gier z Japonii mam sporo szczęścia. W ostatnich latach wydarzyło się coś magicznego. Mniejsi więksi wydawcy zaczęli tłumaczyć i wydawać swoje produkcje między innymi na Steam, przez co stały się one stosunkowo łatwo dostępne, nawet jeśli dany tytuł nie jest zbyt popularny. Dzięki temu w tym roku premierę miały dwie produkcje z Culdcept w tytule. Seria która nigdy nie należała do najbardziej rozpoznawalnych marek japońskiego przemysłu gier ma więc szansę zabłysnąć. Czy wydane niedawno Culdcept Begins sprawi, że więcej osób pozna ten nietypowy miks gatunków

Seria Culdcept nigdy nie należała do najbardziej rozpoznawalnych marek japońskiego przemysłu gier. Mimo to przez lata dorobiła się wiernej grupy fanów, którzy docenili jej nietypowy pomysł na rozgrywkę. Culdcept Begins jest pierwszą zupełnie nową odsłoną cyklu od czasów Culdcept Revolt sprzed dekady. Tytuł jest też swego rodzaju próbą zainteresowania marką kolejnego pokolenia graczy. W końcu nie każdy kojarzy serię, a jeszcze mniej osób miało okazję ja sprawdzić, bo wiele z wcześniejszych gier nie było dostępnych w Europie. Ja sam kojarzę te gry głównie z konsol przenośnych, więc ciekawym było sprawdzić jak Culdcept sprawdzi się na komputerze osobistym.

Karty na stół

Fabuła przenosi nas na kontynent Bavrashka, stworzony przez bogów i zamieszkany przez różne ludy. W centrum wydarzeń znajduje się Royal Cept Academy, placówka szkoląca Cepterów, czyli osoby potrafiące wykorzystywać moc magicznych tablic zwanych Culdami. Głównym bohaterem jest Kamur, który rozpoczyna naukę w akademii i szybko zwraca na siebie uwagę ze względu na swoje niezwykłe zdolności. Wkrótce zostaje wybrany do Królewskiego Regimentu Gwardii Cepterów, a sytuacja na kontynencie zaczyna się komplikować. W tle pojawiają się polityczne napięcia, tajemnicza sekta i plany związane z przywróceniem zapieczętowanego boga. Mamy dużo sztampowych elementów, ale całość ma klimacik i wypada nieźle. Zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę czym jest ten tytuł. W końcu od gry planszowej nie można zbyt wiele wymagać. Fabuła nam pretekst do kolejnych pojedynków przedstawia świat i stopniowo wprowadza nowe elementy rozgrywki. To w zupełności tutaj wystarcza. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę czym jest Culdcept i jak bardzo różni się od innych produkcji.

Tutorial

Trzeba przyznać, że kampania została pomyślana jako rozbudowany samouczek. Początkowo poznajemy tylko podstawowe reguły, a kolejne misje stopniowo pokazują nam nowe możliwości. Jesteśmy wprowadzani w tajniki gry i mechanizmy, które zarządzają tym tytułem. Wydaje mi się, ze to całkiem dobra decyzja. Dzięki temu nie zostajemy od razu zasypani setkami kart i skomplikowanymi zależnościami. Jest to szczególnie istotne, ponieważ Culdcept nie należy do gier, których zasady można zrozumieć po pięciu minutach. Nawet jeśli podstawy są stosunkowo proste, opanowanie wszystkich zależności wymaga czasu, a dopiero po kilku rozgrywkach zaczynamy dostrzegać, jak wiele można wycisnąć z pozornie niewielkiej liczby dostępnych działań. W tym twki magia tego tytułu i mnie właśnie zaintrygowało to jak taki niepozorny tytuł potrafi wciągnąć.

Cyfrowa planszówka

No bo trzeba przyznać, że na pierwszy rzut oka Culdcept Begins nie wygląda jak nic specjalnego. Tytuł może skojarzyć się z jakaś planszówką lub tytułami takimi jak Mario Party czy innym niszowym cyklem, który pewnie tylko ja kojarzę, czyli Dokapon. Widzimy raczej prostą planszę i ludki, które się po niej poruszają. Nie brzmi to jakoś mega ekscytująco.

Jednak jest tutaj coś fajnego i mamy dobry miks znanych pomysłów i rozwiązań. Sama rozgrywka przypomina połączenie Monopoly z kolekcjonerską karcianką i turową strategią. Poruszamy się po planszy, rzucając kością, a pola, na które trafiamy, mogą stać się naszymi terytoriami. Nie kupujemy ich jednak za zwykłą gotówkę. Do zajęcia danego obszaru wykorzystujemy kartę stworzenia, które zostaje jego obrońcą. Od tej chwili przeciwnicy, którzy wylądują na naszym polu, muszą zapłacić odpowiednią opłatę albo spróbować przejąć teren w walce. Podobnie wygląda sytuacja, gdy sami trafimy na obszar należący do rywala. Możemy zapłacić należność lub podjąć próbę zdobycia jego własności. Właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część zabawy, ponieważ zwykłe przemieszczanie się po planszy szybko zmienia się w serię decyzji taktycznych.

Wychodzi to bardzo fajnie i Culdcept Begins potrafi wciągnąć przez to, że to coś więcej niż bezmyślne pędzenie po polach planszy. Trzeba trochę kombinować, planować nasze ruchy i szykować się na wroga podczas potyczek. Wszystko, zęby przejąć jego pola, zdobyć nowe i nie stracić tego, co mamy.

Samo zdobywanie pól to zresztą dopiero początek. Nasze terytoria możemy ulepszać, zwiększając pobierane od przeciwników opłaty. Szczególnie korzystne jest rozwijanie obszarów tego samego żywiołu, ponieważ odpowiednie połączenia potrafią znacząco zwiększyć ich wartość. Trzeba jednak uważać na wydawanie zasobów. Magia, którą dysponujemy, przydaje się zarówno do rozwoju posiadłości, jak i do podejmowania kolejnych działań. Zainwestowanie wszystkiego w jedno miejsce może przynieść świetne rezultaty, ale równie dobrze pozostawić nas bez środków na obronę pozostałych terenów. W grze pojawiają się też dodatkowe elementy plansz, takie jak kapliczki oferujące różne premie i utrudnienia czy sanktuaria pozwalające handlować żetonami żywiołów. Te ostatnie wprowadzają interesującą warstwę ekonomiczną, ponieważ ich wartość zależy od rozwoju odpowiednich terenów. Dobrze wyczuty moment zakupu i sprzedaży potrafi przynieść naprawdę spore korzyści.

Ostatecznym celem nie jest po prostu wyeliminowanie wszystkich rywali. Musimy zgromadzić odpowiednią ilość Magii i dotrzeć do zamku początkowego. Brzmi dość prosto, ale w praktyce wymaga pilnowania wielu spraw jednocześnie. Można koncentrować się na rozwijaniu własnych terenów, próbować przejmować strategiczne pola przeciwników albo wykorzystywać zaklęcia, by utrudnić im realizację planów. Rzuty kością sprawiają, że nie zawsze trafimy tam, gdzie chcemy, dlatego nawet najlepsza strategia musi uwzględniać pewną dozę improwizacji. Bywają momenty, kiedy jeden pechowy wynik potrafi zepsuć kilka tur przygotowań. Nie jest to jednak wada sama w sobie, lecz część charakteru gry. Trzeba po prostu zaakceptować, że nie wszystko da się kontrolować.

Losowość

Właśnie losowość może być trochę takim mieczem obosiecznym tej produkcji. No bo taka lekka nieprzewidywalność może być fajną rzeczą i wprowadzać chaos do produkcji co może się podobać. Z drugiej strony każdy, kto grał w starsze Mario Party, wie, jak losowość może wkurzać i sprawiać, że ma się wrażenie, z e gra jest nie fair.

Culdcept Begins daje sporo narzędzi do planowania, ale nie pozwala całkowicie wyeliminować wpływu kości. Możemy przygotować świetną talię, zająć korzystne pozycje i rozwinąć kilka terytoriów, a następnie przez kilka tur nie wyrzucić odpowiedniego wyniku. Czasami przeciwnik przejdzie obok naszych najdroższych pól, innym razem wpadnie prosto w przygotowaną pułapkę. W takich sytuacjach łatwo poczuć frustrację, zwłaszcza gdy przegrana wynika bardziej z pecha niż z błędów taktycznych. Z drugiej strony ta nieprzewidywalność sprawia, że partie nie zamieniają się w mechaniczne odtwarzanie wyuczonego schematu. Trzeba reagować na bieżąco i wykorzystywać okazje, które pojawiają się na planszy.

Starcia

Starca pomiędzy naszymi ludkami a jednostkami przeciwnika nie są jakoś przesadnie rozbudowane i skomplikowane. Jest tutaj jednak kilka całkiem ciekawych patentów i trochę strategii do wdrożenia.
Pojedynki odbywają się za pomocą kart stworzeń, przedmiotów i zaklęć. Każda istota posiada własne statystyki, właściwości oraz powiązanie z jednym z pięciu żywiołów. Dobór odpowiedniego stworzenia ma ogromne znaczenie, ponieważ przewaga nie zawsze wynika z posiadania najwyższych parametrów. Znaczenie ma również teren, na którym odbywa się walka, a dopasowanie żywiołów może zapewnić dodatkowe korzyści. Do tego dochodzą przedmioty pozwalające wzmocnić atak lub obronę, a także specjalne efekty potrafiące całkowicie zmienić przebieg starcia. Czasami wystarczy jedna dobrze dobrana karta, by przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę. Innym razem nawet pozornie pewny atak kończy się porażką, bo przeciwnik przygotował odpowiednią odpowiedź. Daje to fajny efekt, bo nie do końca wiadomo jak dana bitwa się potoczy i jest w tym trochę losowości i szczęścia.

Zaklęcia stanowią osobną kategorię i są jednym z najważniejszych elementów planowania. Możemy dzięki nim poprawiać własną sytuację, utrudniać życie przeciwnikom, wpływać na ruch po planszy czy przygotowywać sobie warunki do przejęcia kolejnych terenów. Nie chodzi więc wyłącznie o zebranie jak najmocniejszych stworzeń. Trzeba zbudować talię, w której wszystkie elementy wzajemnie się uzupełniają. Zbyt duża liczba potężnych potworów może sprawić, że zabraknie nam odpowiednich zaklęć lub przedmiotów. Z kolei talia nastawiona na sztuczki i kontrolowanie przeciwników niekoniecznie poradzi sobie w bezpośrednich starciach. To właśnie eksperymentowanie z zestawami kart daje najwięcej satysfakcji. No chyba, że komuś totalnie przejadły się karcianki. Wtedy może być różnie, bo jednak ten tytuł bazuje w znaczny, stopniu na tym bajerze.

Karcianka

No bo można powiedzieć, że gra w jakimś stopniu jest karcianką, do której dorzucono jeszcze trochę planszówki. Culdcept Begins oferuje ponad 400 kart, więc możliwości kombinowania jest naprawdę sporo. Kolekcję uzupełniamy dzięki nagrodom za rozgrywki, zakupom i zdobywanym pakietom. Następnie możemy przygotowywać własne talie, dobierać karty pod konkretną strategię i testować różne pomysły na planszy. Ważne jest przy tym zachowanie odpowiednich proporcji pomiędzy stworzeniami, przedmiotami i zaklęciami. Nie ma jednego uniwersalnego zestawu, który rozwiąże wszystkie problemy. Wiele zależy od mapy, przeciwników i tego, jak szybko uda nam się rozwinąć własne terytoria. To mechanika, która zachęca do eksperymentowania i sprawia, że kolejne pojedynki nie muszą wyglądać identycznie.

Produkcja oferuje rozbudowaną kampanię dla jednego gracza, a także rozgrywki wieloosobowe dla maksymalnie czterech uczestników. I to właśnie rywalizacja z innymi ludźmi może zapewnić jej najdłuższe życie. Sztuczna inteligencja potrafi być wymagająca, ale dopiero starcia z żywymi przeciwnikami pokazują, jak różne strategie można zastosować. Gra nabiera wtedy dodatkowego charakteru, ponieważ nie mierzymy się wyłącznie z zaprogramowanymi zachowaniami, lecz z osobami, które potrafią zaskoczyć nietypowym zestawem kart albo nieoczywistym ruchem. Kampania pozwala poznać zasady i zgromadzić kolekcję, ale prawdziwym sprawdzianem okazuje się dopiero rywalizacja z innymi Cepterami.

Grafa i muza

Oprawa audiowizualna jest przyjemna, choć nie próbuje konkurować z największymi produkcjami gatunku. Nowe projekty kart i stworzeń są kolorowe, a fantastyczny świat Bavrashki ma własną tożsamość. Szczególnie dobrze prezentują się ręcznie malowane tła, które nadają całości przyjemny, ilustracyjny charakter. Interfejs został wyraźnie usprawniony w stosunku do starszych odsłon, a obsługa talii i przeglądanie kolekcji są bardziej intuicyjne. Nie oznacza to jednak, że wszystko jest idealne. W trakcie rozgrywek ilość informacji potrafi przytłoczyć, a niektóre elementy interfejsu są dość drobne. Sama prezentacja historii również nie zachwyca rozmachem i przypomina raczej serię statycznych scen z prostymi animacjami postaci niż pełnoprawne widowisko. Nie przeszkadza to szczególnie podczas pojedynków, ale trudno nie zauważyć, że najwięcej pracy włożono w mechanikę, a nie fabularną otoczkę. Widać że to produkcja z raczej małym budżetem, ale tytuł nie jest szkaradny, więc nie narzekam.

Niszowa ciekawostka

Culdcept Begins to bardzo specyficzna propozycja, ale właśnie dlatego warto się nią zainteresować. Na rynku nie ma zbyt wielu rzeczy, które oferują podobny gameplay. Nie jest to typowa karcianka, klasyczna planszówka ani strategia turowa. To mieszanka tych gatunków, która potrafi wciągnąć na długie godziny, szczególnie gdy zaczniemy eksperymentować z własnymi taliami i szukać sposobów na przechytrzenie rywali. Fani nietypowych gier strategicznych i karcianych powinni dać tej produkcji szansę. To powrót niszowej marki, która nadal ma własny pomysł na siebie i nie musi kopiować popularniejszych przedstawicieli gatunku, by zapewnić naprawdę angażującą zabawę. Nowe Culdcept wypada fajnie i jest to solidna opcja, jeśli ktoś szuka czegoś w miarę oryginalnego i unikatowego. Tytuł może nie podbije świata i nie bezie się mówić o nim w jednym zdaniu z Zeldą czy GTA, ale to kawałek solidnej gry, która może wciągnąć.

Plusy
  • Kolejna fajna, niszowa gra
  • Ciekawy i oryginalny gameplay
Minusy
  • Losowość może wkurzać
  • Kampania wypada tak sobie
6
Ocenił Tomek Piotrowski
Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Recenzje gier OpenCritic