Yonder: The Cloud Catcher Chronicles

Ocenił dnia
close [x]


Yonder: The Cloud Catcher Chronicles – recenzja

Dobra, Panowie i Panie, kto w dzieciństwie był w posiadaniu czerwonego, bazarowego scyzoryka, którym teoretycznie dało się zbudować statek kosmiczny, a w praktyce trzeba się było sporo napocić, żeby przeciąć patyk? Według starej ludowej prawdy „jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. No chyba, że miało się „szwajcarskie” cudo, wtedy śmiało można było pokusić się o tytuł trzepakowego MacGyvera. Jakiej jakości jest zaś Yonder: The Cloud Catcher Chronicles, który już na pierwszy rzut oka oferuje sporo?

Nie zastępujcie spadochronu parasolką!

Dzisiejszą recenzję zaczniemy od ogona, czyli oprawy graficznej. I jeśli dorosły facet o umiarkowanym poczuciu estetyki mówi, że gra jest „śliczna”, to musi taką być. Szata graficzna produkcji od Prideful Sloth prezentuje się świetnie! Screenshotów orobiłem się jak głupi, a czas poświęcony na podziwianie scenerii na pewno znacznie wydłużył rozgrywkę. Różnorodność lokacji i otoczenia nie pozwala nam się znudzić przedstawionym światem. Kolorystyka, detale, oryginalna flora i fauna, a nawet dość charakterystyczny sposób przedstawienia postaci (kojarzą mi się z bajkowymi ołowianymi żołnierzami) zdobył moje serce i to pewnie dlatego w pierwszych chwilach byłem niemalże pewny, że mam przed oczami najlepszą grę tegorocznych wakacji. Niestety, nie wszystko złoto co się świeci.

Krawcem zostać czy stolarzem?

Crafting jest jednym z fundamentów Yonder. Na szczęście nasz bohater jest wszechstronnie uzdolniony i może bez problemu zostać wyśmienitym kucharzem, krawcem wirtuozem, a jak potrzeba, to i most zbuduje. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się fajne, jednak szybko okazuje się, że produkcja na każdej linii jest dość męcząca. Czasem za składnikami trzeba się nieźle nabiegać. Pytanie tylko po co? Gdy zarówno składniki jak i gotowe produkty możemy dostać u kupców. W takich sytuacjach lenistwo dość szybko bierze górę i zamiast latać tu i ówdzie, lepiej po prostu się zaopatrzyć. Podobnie sprawa prezentuje się z farmami, na których możemy trzymać oswojone, komiczne zwierzątka oraz uprawiać poletka. Orobić się przy tym trzeba, a nie dość, że profit słaby, to potrzeba na niego jeszcze niższa. Po prostu ten element gry, choć ciekawy i ładnie się prezentujący nie ma zastosowania w praktyce. A szkoda, bo byłem pewny, że zostanę sowicie wynagrodzony za skrupulatne sprzątanie bobków.

Rozbitkowie mają wspaniałe historie

Jako rozbitek trafiamy na wyspę Gemea. Szybko okazuje się, że bajecznie wyglądająca kraina wcale nie jest rajem na ziemi. Mgła unosząca się wokół nieopodal położonej wieży, przenosi się na coraz to nowe obszary, powodując, że ludność zamieszkująca wyspę musi porzucać swoje farmy i kryć się w bezpieczniejszych obszarach. Oczywiście jako wybraniec nie będziemy się temu bacznie przyglądać i szybko zakasamy rękawy, żeby oczyścić wyspę. Pomogą nam w tym znalezione lub otrzymane w nagrodę duszki zamieszkujące wyspę. Zasada jest prosta, jeśli do odblokowania danego obszaru potrzebujemy 9 duszków, musimy taką ich liczbę znaleźć. Sposób opowiedzenia historii nie wzbudza szaleńczego entuzjazmu, a i sama długość głównego wątku rozczarowuje. Wydaje mi się, że chcąc zrobić go w szybkim tempie wyrobimy się w 3-4h. Zdaję sobie sprawę, że w grze pozbawionej jakichkolwiek elementów walki, może być nieco ciężej zbudować napięcie, ale ekipa Dumnego Leniwca mogła postarać się nieco bardziej nas zaskoczyć i wciągnąć w świat Yonder.

Koty, drzewa i gwiazdozbiory

Fani zbieractwa na wyspie Gemea będą się czuli jak w raju. Znajdziek jest od groma i są to zarówno zagubione koty jak i specjalne monety sużące do modyfikacji wyglądu postaci. W całej krainie znajdziemy też miejsca, gdzie będziemy musieli posadzić drzewa, uszczęśliwiając tym samym mieszkańców. Tak jak już wspominałem, w Yonder jest cała masa pobocznych aktywności, które niekoniecznie służą czemuś więcej niż własnej satysfakcji i steamowemu achievmentowi. Poboczne questy też nie wzbudzają zachwytu, dobrze, że twórcy czasem ratują sytuację humorem. Na wyróżnienie zasługuje duży zasób ubrań, fryzur czy innych dodatków upiększających drepczącego przed naszymi oczami wielkogłowego ludzika.

Yonder 4

Yonder: The Cloud Catcher Chronicles – podsumowanie

Po przegraniu około 10h, według growego przelicznika mam ukończone ponad 70% gry. Zostało trochę zadań i znajdziek, które wymagają nabiegania się. Założone przeze mnie farmy nie rozpieszczają zaawansowaniem. Może byłoby inaczej, gdyby gra zaangażowała mnie do tych aktywności w nieco bardziej agresywny sposób. Grę mogę polecić miłośnikom spokojnego, aczkolwiek niekoniecznie rozbudowanego craftingu. Osobom, które lubią poświęcać czas na to, by uszyć kolejny płaszczyk, znaleźć ukrytą skrzynię czy głaskać trzymaną w zagrodzie wiosenną świnkę. Przy Yonder: The Cloud Catcher Chronicles z pewnością trzeba być cierpliwym.

 

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Oprawa graficzna
  • Oryginalność świata gry
  • Duża ilość modyfikacji wyglądu postaci
  • Dużo znajdziek

Minusy

  • Nieciekawy i krótki główny wątek
  • Nie do końca wykorzystany potencjał craftingu czy posiadania farmy
7

Autor: Jakub Smolak