YIIK: A Postmodern RPG

Ocenił dnia


YIIK: A Postmodern RPG – recenzja

Pamiętam, kiedy za dziecka przesiadywałem godzinami w sieci, czytając opowieści internautów o ich rzekomych spotkaniach z siłami nadprzyrodzonymi takimi jak UFO czy duchy. Pamiętam czytanie o OOBE (Out of Body Expierience) i wywoływaniu świadomych snów. Pamiętam też doskonale strach, który później towarzyszył mi przy zasypianiu, bo przecież zaraz mogą przyfrunąć ufoludki i mnie porwać. Dlaczego o tym wszystkim wspominam? Otóż wydaje mi się, że twórcy YIIK: A Postmordern RPG mieli w przeszłości podobne doświadczenia.

YIIK na pierwszy rzut oka może wydawać się zwykłym jRPGiem płynącym na fali rosnącej ostatnimi czasy nostalgii do lat 90. Fakt, do pewnego stopnia jest to prawda, bo akcja gry osadzona jest właśnie w 1999 roku, a i sam tytuł nawiązuje przecież do słynnej i przerażającej wtedy pluskwy milenijnej. Jednak na całe szczęście, w przeciwieństwie do większości podobnych gier, YIIK wcale nie ogranicza się do bycia laurką dla przeszłości, ale w popkulturowo-paranormalnym przebraniu komentuje problemy, z którymi zmagać muszą się współcześni młodzi ludzie.

Yiik: A Postmodern Rpg 20190118200210

Głównym bohaterem tej opowieści jest wracający do rodzinnego Frankton, świeżo upieczony magister Alex, który zanim jeszcze zdąży się dobrze rozpakować, zostaje zmuszony do rozpoczęcia międzywymiarowego śledztwa, którego celem będzie odnalezienie Sammy Pek – dziwnej dziewczyny porwanej na naszych oczach przez tajemnicze Istoty (ang. Entities) nie z tego świata. Niestety główny wątek zbytnio mnie nie zainteresował, a los dziewczyny był mi trochę obojętny. Przy konsoli trzymał mnie przede wszystkim motyw poznawania prawdziwego stanu świata. Chwile, w których nagle opada zasłona i okazuje się, że nad miastem zamiast księżyca góruje olbrzymia, astralna Istota, a kolejna bezustannie podąża za nami są jednym z największych atutów YIIK. Naprawdę czuć, że stajemy wobec czegoś niewyobrażalnego, o czym nie mamy zielonego pojęcia. To właśnie ta chęć poznania prawdy tak bardzo przyciąga do gry.

W tę paranormalną konwencję wpisuje się również system rozwoju postaci, który nie odbywa się, tak jak zazwyczaj, w menu gry, ale poprzez tzw. „mind dungeon”. Nazwę tę należy rozumieć dosłownie, bo faktycznie udajemy się do lochu znajdującego się wewnątrz gigantycznej makiety głowy Alexa, gdzie za każde 100 punktów doświadczenia możemy przydzielić punkty umiejętności do wybranych przez siebie statystyk. Punkty te symbolizowane są przez drzwi z przypisaną im liczbą odpowiadającą wartości, o którą wzrośnie dana statystyka, co osobiście interpretuję jako otwieranie się umysłu głównego bohatera. Pozostałe postacie w naszej drużynie awansują już automatycznie i nie mamy żadnego wpływu na ich statystki. Swoją drogą interesującym motywem jest też fakt, że do lochu dostajemy się drogą telefoniczną dzięki numerowi telefonu, który dostaliśmy od tajemniczego rozmówcy bez przerwy wydzwaniającego do Alexa.

Yiik: A Postmodern Rpg 20190116212826

Równie dobre są, wspomniane już wcześniej, odniesienia do problemów świata współczesnego. To właśnie te spokojne momenty, kiedy bohaterowie jadą autobusem lub jedzą w pobliskiej knajpce i po prostu rozmawiają o, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, życiu okazywały się być jednymi z najciekawszych dialogów w grze. Chociażby taka dyskusja o problemie ze znalezieniem pracy bez wyższego wykształcenia czy też nawet zaraz po studiach jest przecież niesamowicie aktualna. Oczywiście wszystko to odnosi się bardziej do amerykańskiej rzeczywistości, ale przecież również w Polsce podobne przeszkody często stają na życiowej drodze młodych ludzi. Temat ten świetnie wpasowuje się w fabułę gry, bo wszyscy bohaterowie, których spotykamy w trakcie naszej przygody i którzy postanawiają się do nas dołączyć to w większości dwudziestoparolatkowie ze skrajnie różnymi doświadczeniami życiowymi, próbujący jakoś to wszystko poskładać do kupy i znaleźć sposób na życie.

YIIK to także historia o dojrzewaniu i problemach z niego wynikających. Te zupełnie odmienne charaktery naszych kompanów pozwalają na spojrzenie na nie z różnych perspektyw. Rory to chłopak żyjący śmiercią swojej siostry oraz człowiek, który w zasadzie poddał się na starcie i porzucił jakiekolwiek planowanie przyszłości. Z kolei taki dziewiętnastoletni Michael jest zapalonym i optymistycznie nastawionym do życia fotografem, którego obawia się o swoją przyszłość. Wymiany zdań potrafią więc być niezwykle ciekawe i dające do myślenia.

Niestety, nie wszystkie dialogi stoją na równie wysokim poziomie. Niektóre z nich to czysta tragedia i gadanie dla samego gadania. Weźmy chociażby moment, kiedy Rory zauważył, że Claudio, jeden z członków drużyny, nosi licencjonowaną koszulkę pewnego japońskiego anime, co zamieniło się w kilkuminutowy wykład o jego fantastyczności i wyższości nad innymi podobnymi produkcjami tylko po to, aby na koniec Rory skwitował, że w sumie ma to w nosie i nie chce mu się gadać z dziwakami. Ja rozumiem, że otaku i fandomy to olbrzymia część popkultury, ale chciałbym żeby ich pojawienie się w grze coś ze sobą niosło, a nie było zupełnie bez sensu. YIIK to zatem jeden wielki miszmasz tematyk i nastrojów. Twórcy potrafią bardzo szybko przejść od śmieszkowania i nic nieznaczącej paplaniny do dumania nad obecnym stanem świata i wręcz sensem istnienia, zahaczając w międzyczasie o wątki paranormalne czy też nawet motyw samobójstwa, a wszystko to okraszone komentarzami Alexa przywodzącymi na myśl detektywów z filmów Noir.

Moja relacja z jRPGami zazwyczaj rozpoczyna się od momentalnego zakochania się i namiętnego spędzania kolejnych godzin z padem w ręku, a następnie pomalutku, stopniowo entuzjazm zaczyna opadać, bo w ciągu kolejnych kilkudziesięciu godzin stoczyć trzeba dziesiątki, a czasem nawet setki bliźniaczo wyglądających turowych starć. YIIK próbuje zażegnać ten problem modyfikując nieco mechanikę walki. Otóż, każdy wyprowadzany atak lub umiejętność specjalna, a także próba obrony oznacza konieczność rozegrania króciutkiej, unikalnej dla każdej z sytuacji minigry. Wszystkie z nich łączy jednak jedno – olbrzymi nacisk na wyczucie czasu. Każda minigra opiera się tak naprawdę na naciśnięciu lub puszczeniu przycisku w odpowiednim momencie. Od tego, jak nam pójdzie zależy jak wysokie, o ile jakiekolwiek, obrażenia zadamy. Na początku sprawdza się to naprawdę nieźle. Czuć, że siła naszych ataków zależy w znacznej mierze od nas, a nie od kaprysu maszyny losującej. Niestety, żeby nie było za różowo, kiedy miałem po raz enty podchodzić do tej samej minigry, miałem ochotę udusić się wyimaginowanym kablem od pada. To jednak wciąż dużo lepsza opcja niż to, co zazwyczaj oferują jRPGi.

Jeżeli chodzi o przeciwników, z którymi przyjdzie nam walczyć, to ja doskonale rozumiem, że klimaty paranormalne pozostawiają spore pole do popisu dla wyobraźni twórców, ale w przypadku YIIK polecieli z tematem i to na całego. Jakiekolwiek poczucie powagi sytuacji ulatuje w momencie, kiedy na scenę wkracza człowiek-pachołek drogowy czy też uzbrojony w broń białą szczur, którzy i tak należą do grupy tych „normalnych” potworów. Moim ulubionym przeciwnikiem jest jednak atakująca swoim smrodem kupa. To jest taka abstrakcja, że nie jestem w stanie nie czuć do tego stworka sympatii i po prostu zaakceptować fakt, że Alex żyje w świecie, w którym podczas spaceru na człowieka może napaść żyjąca, facebookowa emotka.

Yiik: A Postmodern Rpg 20190122205214

Duża w tym zasługa kolorowej grafiki i uproszczonych modeli, które skutecznie sprawiają, że świata przedstawionego nie traktuje się zbyt poważnie, więc i toleruje się wszelkie dziwactwa. Ciekawym zabiegiem jest też niska liczba klatek animacji postaci, co przywodzi na myśl stare, dwuwymiarowe gry. Dzięki temu YIIK posiada swój unikalny styl, który, jestem pewien, zagości w mojej pamięci na dłużej.

Tego samego nie mogę niestety powiedzieć o ścieżce dźwiękowej. Trafiają się naprawdę fantastyczne utwory, jak chociażby motyw przewodni przygrywający w tle przy każdej wizycie w mind dungeon, który tak bardzo wkręca się w mózg, że cały czas nie mogę przestać go nucić. Niestety reszta utworów to już absolutna loteria. Również w przypadku dialogów sytuacja jest raczej taka sobie. Sami aktorzy wykonali porządną robotę, ale jakość dźwięku sprawia wrażenie jakby teksty nagrywano w garażu na mikrofonie z dyskontu. Niby są wyraźne, ale brak im głębi, przez co brzmią bardzo płasko.

YIIK: A Postmodern RPG w wielu aspektach jest po prostu kolejnym jRPGiem bazującym na tych samych założeniach. Zbieramy drużynę, kupujemy im wyposażenie i do końca gry toczymy kolejne turowe starcia. Na szczęście jego wyjątkowa tematyka i lekko zmodyfikowane mechaniki nadają mu unikalnego charakteru, dzięki czemu z pewnością będzie to tytuł, który zapadnie mi w pamięci na długi czas. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko polecić YIIK: A Postmodern RPG, bo to bez wątpienia jedna z bardziej interesujących premier tego miesiąca, a może nawet i roku.

Recenzja PlayStation 4

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli PlayStation 4

Plusy

  • Interesująca tematyka
  • Angażujący system walki
  • Stylistyka
  • Klimat
  • Ciekawi bohaterowie

Minusy

  • Momentami dłużące się dialogi
  • Taka sobie muzyka
8

Autor: Konrad Noga

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch

POLECAMY

Łowcy Trofeów