We. The Revolution

Ocenił dnia


We. The Revolution – recenzja

Parę razy spotkałem się ze stwierdzeniem, że nie powinno robić się gier podejmujących trudne tematy. Wiecie, takich z mrocznych kart historii naszej ludzkości, jak niemieckie obozy koncentracyjne, czy eksterminacja rdzennych ludów obu Ameryk. Wielu wychodzi z błędnego moim zdaniem założenia, iż opowieść o niechlubnym ludobójstwie będzie albo dziełem pochwalnym i celebrującym owe wydarzenia, albo maksymalnym spłyceniem powagi sytuacji do statusu głupiej, kontrowersyjnej zabawy.

Jeszcze gorzej sprawa ma się w przypadku zdarzeń niejednoznacznych, który punkt widzenia podejmie dany produkt? Czy nie wywoła lawiny kłótni? A wreszcie, jak się przyjmie na rynku? Wydarzeniem, którego nie da się ocenić obiektywnie, jest na przykład Rewolucja francuska. Z jednej strony walka o lepsze jutro, wolność, równość i braterstwo, idee wpływające na przyszłość świata, zwiększenie znaczenia niższych klas… A z drugiej strony masowe mordy, niepohamowane okrucieństwo i rozlew krwi niewinnych, niszczący dotychczasowy dorobek kulturowy.

Na rynku mieliśmy już jedną grę, która próbowała podjąć tematykę Wielkiej Rewolucji – Assassin’s Creed Unity. To jednak nie miejsce, by oceniać, jak francuski Ubisoft przedstawił elementy historii własnego kraju. To miejsce, by porozmawiać o innej grze, świeżym We. The Revolution od polskiego studia Polyslash. Jak nasi rodacy poradzili sobie, z wydawałoby się, dość odległą czasowo i regionalnie trudną tematyką? Sprawdźmy sami.

We. The Revolution w budowie swej fabuły czerpie wzorce z klasycznych powieści historycznych. Dostajemy tu więc autentyczne wydarzenia, w które wplątany został fikcyjny wątek. W tym przypadku – opowieść o rodzinie Fidele. Alexis Fidele, czyli bohater, w którego przyjdzie się wcielić graczowi, to sędzia Trybunału Rewolucyjnego, mający skłonności do hazardu i alkoholu, a jednocześnie głowa rodziny i ojciec dwójki dzieci. Choć oczywiście popiera ideały rewolucji, to oprócz wykonywania swojej pracy, nie podejmuje żadnych większych działań z nią związanych… do czasu.

Fabuła My. Rewolucja to świetna opowieść o ludzkich wzlotach i upadkach, kruchości życia i moralności osób u władzy. Autorzy z krakowskiego studia poradzili sobie w tym przypadku na medal. Mimo spokojnego wprowadzenia, późniejsze elementy historii śledzi się z niegasnącym zaciekawieniem i odczuwa się, że autentycznie jest się w ich centrum. Klimat tamtej epoki został w tym tytule pieczołowicie oddany i wszystko w We. The Revolution zanurzone jest w prawdziwej historii Francji.

Jeśli ktoś więc nie orientuje się w tym okresie, warto przed zagraniem zapoznać się chociaż z podstawowymi informacjami, gdyż może być ciężko odnaleźć się w pewnych momentach, nawale nazwisk i wydarzeń. Bez wiedzy, kim był np. Robespierre i co wywołało rewolucję, lepiej nie podchodzić… Z drugiej strony jest to świetne narzędzie do tzw. tangential learningu, czyli samodzielnego wyszukiwania informacji i nauce poprzez oddziaływanie na odbiorcę danego dzieła kultury. Np. widzimy postać Marata, jego śmierć i chcemy dowiedzieć się o nim czegoś więcej, więc po rozgrywce wchodzimy na Wikipedię lub sięgamy po książkę.

Dość jednak tej dygresji. Alexis Fidele jest sędzią Trybunału Rewolucyjnego, więc do głównych zadań odbiorcy będzie należało przeprowadzanie spraw. We. The Revolution to trochę takie Papers, please w czasach Wielkiej Rewolucji. Gdy w dziele Lucasa Pope’a decydowaliśmy na podstawie różnych kryteriów, czy wpuścić kogoś do Arztocki, tutaj rozsądzamy nad czyimś przyszłym losem. Cała „zabawa” opiera się na tym schemacie: czytamy akt oskarżenia, dobieramy do słów kluczowych pytania, zadajemy je oskarżonemu lub oskarżonej i wystawiamy werdykt.

Robimy to na podstawie własnych przekonań lub patrząc na to, w jaki sposób różne stronnictwa (lud, rewolucjoniści, monarchiści) zareagują na naszą decyzję, zaskarbując sobie ich sympatię lub antypatię. I tak… początkowo chciałem być jak najlepszym sędzią i dokonywać sprawiedliwych decyzji na chwałę bogini Temidy, ale gra szybko sprowadziła mnie do parteru. Rewolucja to czas walki o przetrwanie i by przeżyć, musimy mieć po swojej stronie sprzymierzeńców.

Na dodatek od pewnego momentu rozgrywki zostanie nam zabrana możliwość wsadzania ludzi do więzienia. Wtedy możemy kogoś albo uniewinnić, albo skazać na śmierć. Mocny temat, przez który niektórzy grający mogą poczuć się źle, ale jest to jak najbardziej zgodne z historią. W ten sposób działał Trybunał. I kurde, co w sytuacji, gdy widzimy, że oskarżony jest ewidentnie winny, ale jego czyn był zbyt błahy, by zaraz skracać go o głowę? Co wybrać? Posłać na gilotynę, czy uwolnić i narazić się na stratę wpływu u różnych stronnictw, a w rezultacie doprowadzić do swojego końca?

Czasami można mieć przez to wrażenie, że sędzią jesteśmy tylko na papierze, a to inni osądzają nas. Bardziej wrażliwi gracze będą musieli szybko się przyzwyczaić, że od pewnego momentu gry ludzkie życie staje się tylko punktami, dzięki którym balansujemy pomiędzy różnymi frakcjami. Tu nie da się podjąć takiej decyzji, która wszystkich zadowoli. Wybacz, człowieku, który ukradłeś żywność dla głodujących. Rewolucjoniści siedzą mi na tyłku, więc musisz zginąć pod pretekstem kontrrewolucji. Nic do ciebie nie mam, ale to nie ja decyduję, choć tytuł mam sędziowski. Element ograniczający pole gracza? Jasne, ale świetnie pasujący do konwencji!

Przygotujcie się także na to, że w We. The Revolution będzie sporo czytania. Teksty oskarżeń, choć niezbyt trudne, czasami potrafią mieć po trzy strony i sporo słów kluczowych, nad którymi trzeba posiedzieć. Z tego powodu jest to gra stosunkowo powolna i dla niektórych być może bardzo nudząca. Większość tego, co robimy, to zaledwie przeglądanie akt i przyjmowanie wypowiedzi obecnych na sali. Show, don’t tell kuli się w kącie i po cichu pochlipuje, ale taka formuła trzyma się kupy i o dziwo – niezmiernie bawi.

Proces jednak nie kończy naszego udziału w wydarzeniach. Struktura gry podzielona jest na poszczególne dni, a rozprawa to tylko ich część. Po powrocie z sali sądowej do domu czeka nas dbanie o relacje Alexisa z jego rodziną. W tym momencie wybieramy kilka możliwości spędzenia wieczoru. Czasem też, zamiast iść do domu, możemy pójść rozluźnić się do przybytku uciech na partyjkę kości i uwolnić pociąg do alkoholu. Nie myślcie sobie jednak, że taka decyzja pozostanie bez reakcji innych, o nie! Sędzia Fidele jest stale oceniany, a niektóre wybory zapewniają nam pozytywne lub negatywne modyfikatory do przyszłych procesów.

Zmiana tego, jak ludzie reagują na Alexisa, a także nastawienia jego samego na przestrzeni całej gry jest cudowna. To nie tylko element narracji, ale również i gameplayu, bo odczuwamy tego bezpośrednie skutki. Choć jest w tym też pewna wada – naiwne mechaniki symulacyjne. Widać to zwłaszcza przy relacjach z rodziną. Nie zrobię czegoś lub pójdę popracować i wszystko leci na łeb, na szyję. Dlaczego? Jestem dla nich cały czas dobry, staram się, ale nie… Poczytam książkę i połowa familii się obrazi. W prawdziwym życiu to tak nie działa, przez co w zbyt dużą umowność wkrada się sztuczność.

Ale czy to wszystko, co My. Rewolucja ma do zaoferowania? Absolutnie nie. Powyżej opisane elementy rozgrywki to tylko jedne z wielu części składowych tytułu krakowskiego Polyslash. Oprócz sądu i rodziny, mamy tu też: przekonywanie ludzi (stosunkowo prosta minigierka z odkryciem nastawienia innych i mówienia tego, co chcą usłyszeć), przejmowanie dzielnic (uproszczona gra strategiczna), budowa posągu (w pewnym stopniu idle game), intrygi (podejmowanie wyborów i ustalenie najlepszych działań do danej sytuacji w grze paragrafowej), gra w kości…

A! I turowe walki. Te akurat były średnie i pod koniec je pomijałem, ale ich obecność to kolejny przykład na różnorodność rozgrywki w We. The Revolution. Osoby, które sądziły, że przez dziesięć godzin będą tylko siedzieć na sali sądowej i czytać akta oskarżeń, nie, to tak nie działa! Można mieć wrażenie, że gra się w kilka mniejszych gier jednocześnie, ale jako całokształt formuła ta dobrze się broni. Trudno też zaklasyfikować ten nietypowy miks gatunkowo. Trochę w tym przygodówki, paragrafówki i visual noveli, ale znajdą się też elementy ekonomiczne i strategiczne.

Nie będę mówić, ile dni czeka na grających w każdym z rozdziałów, ale warto wspomnieć o pewnej drobnostce. Każdy dzień to z reguły dwa automatyczne zapisy, przed i po rozprawie. Niestety można sobie przez to znacznie ułatwiać sceny sądowe. Popełnimy jakiś błąd? Szybkie wczytanie i powtórka, gdyż wiemy, jakie pytania mamy do odkrycia. Przy intrygach i przemowach już tak się nie da, bo nastawienie ludu zawsze jest losowe, a na konsekwencje działań w grze paragrafowej trzeba czekać.

Brakowało mi tu również muzyki. Sceny rozpraw są niestety nadzwyczaj ciche, bo gra podczas nich nie ma voice actingu (podczas przerywników i ważnych scen postacie już się odzywają), więc jedyne, co słyszymy, to dźwięk przewracanych kartek i odgłosy tła. Pochwalić należy za to drugi element artystyczny – oprawę graficzną. Kubistyczne low poly sprawdza się w Rewolucji znakomicie.

I cóż… Nie wiem, jak zareaguje na ten tytuł rodowity Francuz, ale z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że mi się podobało! Polacy w godny sposób podeszli do ciężkiego tematu Rewolucji francuskiej. Wprawdzie osoby wrażliwe muszą podchodzić do We. The Revolution z rezerwą (nawet podczas egzekucji to gracz pociąga za sznur gilotyny!), ale zapewniam, to dobra historia o słabych i mocnych stronach jednostek u władzy. Dziwny miks gatunkowy się udał, a gra przez dziesięć godzin potrzebnych na jej przejście nie nudzi ani na chwilę, choć przecież składa się głównie z czytania. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Grę do recenzji dostarczył  GOG.com

We. The Revolution można zakupić tutaj

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Pieczołowicie oddane realia Rewolucji francuskiej
  • Intrygująca historia z morałem
  • Różnorodność rozgrywki
  • Synergia narracji i gameplayu

Minusy

  • Momentami naiwne mechaniki symulacyjne
  • Dla osób słabszych emocjonalnie: zmusza do materialnego traktowania ludzi
  • Za mało oprawy audio
8.5

Autor: Robert Chełstowski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch

POLECAMY

Łowcy Trofeów