Va-11 Hall-A: Cyberpunk Bartender Action

Ocenił dnia


Va-11 Hall-A: Cyberpunk Bartender Action – recenzja

Pisanie recenzji powieści wizualnych jest dużo trudniejsze niż może się wydawać. Brak skomplikowanych mechanik oraz prostota rozgrywki sprawiają, że trudno jest się czasem na temat produkcji tego pokroju rozpisać. Należy je przez to traktować nieco jak książki, gdzie forma nie jest tak ważna jak treść. Zatem scenariusz, bohaterowie oraz dialogi stać muszą na jak najwyższym poziomie, aby nie stracić zainteresowania gracza już na samym początku. Pytanie zatem brzmi: czy twórcy Va-11 Hall-A: Cyberpunk Bartender Action sprostali temu zadaniu?

Zanim odpowiemy sobie na nie, pozwólcie, że krótko opiszę czym Va-11Hall-A jest. Już sam tytuł całkiem sporo wyjaśnia, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że może być on równie informatywny, co kłopotliwy w zrozumieniu. Jest to bowiem gra, w której wcielamy się w rolę Jill – barmanki pracującej w tytułowym barze Va-11 Hall-A, która, jak sama mówi, miesza drinki i zmienia ludzkie życia. Słowo „cyberpunk” w tytule również nie znalazło się tam bez kozery, albowiem akcja gry osadzona jest w futurystycznym mieście Glitch City roku pańskiego 207X.

Va 11 Hall A 20190427103033

Jako, że jest to powieść wizualna to niewiele mamy tutaj do roboty. Przychodzimy wieczorem do pracy i obsługujemy przewijających się przez bar klientów, jednocześnie zabawiając ich krótkimi pogawędkami o niczym lub długimi, emocjonalnymi dyskusjami. Jedynym interaktywnym elementem, poprzez który mamy jakikolwiek wpływ na przebieg akcji jest właśnie mieszanie drinków. Przybiera ono tutaj postać minigry, w czasie której przeglądamy „książkę kucharską” w poszukiwaniu przepisów, a następnie dodajemy odpowiednie składni i miksujemy mając nadzieję, że stworzyliśmy dokładnie to, czego oczekiwał klient. Tutaj warto też wspomnieć, że wybieranie składników grając na padzie nie jest zbyt wygodne. Tragedii nie ma, ale myślę, że myszka zapewni Wam o wiele większy komfort.

Można sobie nieco ułatwić zadanie wychodząc za dnia na zakupy i kupując to, co akurat zamarzy się Jill. Zaspokojenie jej zachcianek wpływa pozytywnie na jej nastrój, dzięki czemu następnej nocy w pracy jest w stanie bardziej się skupić i podpowiedzieć nam zamówienie klienta lub od czasu do czasu zasugerować, że a nuż powinniśmy podać coś bardziej adekwatnego do sytuacji. Rozkojarzona Jill będzie tylko mamrotać do siebie jakieś głupoty dotyczące słów piosenek lub zastanawiała się czy na pewno kupiła karmę dla kota. W rzeczywistości wpływ tej mechaniki na rozgrywkę jest minimalny, bo większość klientów jest dość precyzyjna przy składaniu zamówień i naprawdę trudno jest się tutaj pomylić. Jedyną opcją na przegranie jest nieuzbieranie pieniędzy potrzebnych na zapłacenie czynszu, ale to już trzeba by było wykupić wszystko w sklepie, co pozbawione jest celu, bo kupione fanty nie dają nam absolutnie nic, o ile nie zażyczyła sobie tego Jill. Niektórych przedmiotów można też użyć przy zamówieniach, ale to zdecydowana mniejszość, o której należy wiedzieć zawczasu.

Nie jest to też element mający jedynie podtrzymywać uwagę gracza, bowiem ma on także jakiś tam minimalny wpływ na przebieg historii. Nasi klienci mają swoje ulubione drinki, a każdy z napojów posiada po trzy cechy odpowiadające nastrojowi lub preferencjom zamawiającego. Dobierając odpowiedniego drinka do odpowiedniej sytuacji możemy pomóc rozwiązać naszemu rozmówcy język poprawiając mu nastrój lub ucieszyć faktem, że naprawdę go słuchamy i pamiętamy, co lubi. Taki, dajmy na to, napój o cesze „szczęśliwy” może podnieść na duchu zdołowanego życiem klienta, ale już komuś spanikowanemu warto zaoferować drinka, którego opis mówi o właściwościach kojących.

Jak można zatem wnioskować, przewijający się przed ladą klienci nie są wcale randomowymi ludźmi z ulicy. To znaczy, w pewnym sensie są, bo do naszego baru trafiają zazwyczaj przypadkowo, ale każdy z nich posiada bardzo wyrazistą i unikalną dla niego lub dla niej osobowość oraz historię. Spotkać możemy zatem próbującego ukrywać swoją orientację seksualną motocyklistę, niezwykle pretensjonalnego faceta mówiącego zagadkami i rzucającego filozoficzne hasła, czy też roboprostytutkę o aparycji trzynastolatki czerpiącą ze swojej pracy niesamowitą wręcz satysfakcję.

Va 11 Hall A 20190427085335

Każdy z nich opowiada nam swoją historię dzieląc się jednocześnie swoimi przemyśleniami. To zdecydowanie najlepszy element gry, bo różnorodność bohaterów i prezentowanych przez nich światopoglądów jest zaskakujący. Z początku zakładałem, że Va-11 Hall-A będzie grą dość progresywną w swoim przekazie i kłaniająca się mocno lewej stronie mocy, ale nie mogłem pomylić się bardziej. Nie ma tutaj żadnej propagandy. Jest to raczej zestawienie i skonfrontowanie ze sobą różnych spojrzeń na świat. Jasne, znajdziecie tutaj dużo wątków homoseksualnych czy nawet postać, którą zakwalifikować można by było zakwalifikować jak furry (choć to akurat bardziej skomplikowane), ale w dialogach pojawia się również krytyka „bycia bezustannie oburzonym” przez wiadomości, a i „męscy mężczyźni” nie są wcale ukazywani jako toksyczni. Dostajemy dzięki temu całkiem zbalansowane spojrzenie na świat gry, który, tak jak nasz, nie jest zero-jedynkowy.

O ile jednak historie poszczególnych bohaterów potrafią być naprawdę interesujące i śledzi je się z niemałym zaangażowaniem (aczkolwiek zdarzają się wyjątki), to już o głównym wątku gry nie mogę powiedzieć tego samego. Rozumiem, co twórcy chcieli osiągnąć – Va-11 Hall-A to swego rodzaju krytyka biernego podejścia do życia i nierobienia z nim niczego wartościowego. Kiedy każdy z naszych stałych bywalców ciągle do czegoś dąży, ciągle coś planuje – Jill natomiast serwuje kolejne drinki, a po pracy wraca do domu, wali kilka browarów głaszcząc jednocześnie kota i idzie spać. Pomimo, że jest to uwarunkowane fabularnie to niestety nie potrafiłem zmusić się do przejmowania się losami Jill nawet po spędzeniu z nią kilkunastu godzin. Jest to postać zupełnie nieciekawa, która momentami mocno mnie drażniła swoimi hasłami, przez co żałowałem, że nie mogę niekiedy wybrać kwestii dialogowej.

Va 11 Hall A 20190427105456

Trudno jest się też przejmować światem gry, a przynajmniej nie powinno się tego robić. Popełniłem ten błąd na samym początku, kiedy społeczne niepokoje i dość nieciekawa sytuacja w okolicy, o której słyszymy od klientów czy też czytamy w wiadomościach w domu mocno mnie zaintrygowała. Tu jakieś ataki hakerskie, tam znowuż zamachy, a to wszystko podsycane przez tajemniczą przeszłość niektórych z bohaterów. Nie mogłem doczekać się, aż w końcu wszystko wybuchnie – zwłaszcza, że słyszałem, iż w późniejszych godzinach historia robi się jeszcze lepsza. Wszystko to musiało zatem zmierzać do wielkiego finału, po którym spadną mi skarpetki i lądując zrobią jeszcze w powietrzu fikołka. No musiało, prawda?

Otóż nie. Większość rozpoczętych wątków zmierza absolutnie donikąd. Nic się nie wyjaśnia, my nie dowiadujemy się niczego o finale sprawy i koniec. W gazetach piszą same pierdoły o jadalnych majtkach, ale o tym, co by interesowało nas już nie (kolejna krytyka naszego świata, swoją drogą). I ja wiem, ja rozumiem, że twórcy próbowali pokazać nam tylko wycinek tego świata widziany oczami Jill, ale to po prostu nie działa. Nie gładziłem się po brodzie i nie zachwycałem się nad nietypowym sposobem narracji, raczej mnie on irytował, bo zamiast zagłębić się w coś ciekawego, musiałem wysłuchiwać kolejnych haseł o wielkich bimbałach pewnej hakerki czy historii roboprostytutki o penetrowaniu klientów butelkami i kto wie czym jeszcze. Swoją drogą, bardzo dużo jest w tej grze gadania o seksie. Nie jest to niesmaczne, ale praktycznie każdego dnia ktoś wspomni coś o cyckach, wibratorach czy „brykaniu” w ogóle. Jakieś szczegóły dotyczące ostatnich tragicznych wydarzeń? Dajcie spokój, głupoty, lepiej pogadać o cycuchach.

Va 11 Hall A 20190427092124

Granie w Va-11 Hall-A: Cyberpunk Bartender Action wywoływało u mnie absolutnie sprzeczne uczucia. Z jednej strony byłem zachwycony zbalansowaniem światopoglądów oraz zaintrygowany historiami poznawanych bohaterów, a w dodatku całkiem do gustu przypadła mi ścieżka dźwiękowa i oprawa graficzna. Z drugiej jednak strony cały czas irytował mnie brak możliwości dopytania o coś i dowiedzenia się więcej o świecie. W zamian dostawałem urywane wątki czy postaci, które nagle znikały, aby więcej się już nie pojawić. To ciekawy eksperyment wrzucający nas w rolę apatycznego, niezainteresowanego niczym barmana, ale w efekcie pod koniec gry byłem tym wszystkim poirytowany i naprawdę ciężko było mi zmusić się do wykazania nawet najmniejszych oznak zainteresowania wydarzeniami na ekranie. W teorii jest to świetny pomysł, ale w praktyce sprawdza się niestety średnio.

Recenzja PlayStation 4

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli PlayStation 4

Plusy

  • Różnorodni i ciekawi bohaterowie
  • Zróżnicowanie światopoglądów
  • Odprężająca
  • Bogaty w historię świat
  • Może skłonić do przemyśleń

Minusy

  • Prowadzące donikąd wątki
  • Niezbyt ciekawa główna bohaterka
  • Praktycznie zerowy wpływ gracza na wydarzenia
  • Nieco zbyt schematyczna
7

Autor: Konrad Noga

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch

POLECAMY

Łowcy Trofeów