Underworld Ascendant

Ocenił dnia


Underworld Ascendant – recenzja

W 1992 roku na świat wyszła Ultima Underworld, spin-off kultowej już w owym czasie serii gier RPG, a zarazem jeden z pionierów wykorzystania trójwymiarowego środowiska w grach. Dzisiaj jest to absolutny klasyk i jeden z kamieni milowych rozwoju komputerowych RPGów, w których do głównych zadań grających należało przemierzanie rozległych podziemi. To jednak nie wszystko, za Ultimę Underworld odpowiedzialne było bowiem nieistniejące już dzisiaj studio Looking Glass – ci sami ludzie, którzy kilka lat później powili takie tytuły, jak System Shock, czy Thief.

Co powiecie na to, że w 2014 roku dokładnie te same nazwiska postanowiły na powrót zebrać się w kupę pod szyldem OtherSide Entertainment, a na domiar tego spróbować swych sił z legendą – stworzyć następcę Ultimy Underworld? By to zrobić, sięgnęli do pomocy finansowej, jaką mogli zapewnić im fani za pośrednictwem serwisu Kickstarter – tego samego miejsca, które dało nam już takie perełki, jak Pillars of Eternity, The Banner Saga, czy Divinity: Original Sin. Legendy na pokładzie, kultowa marka, niezależność stworzona dzięki pieniądzom od fanów, co może pójść źle?

Pierwszym, co ujrzymy po uruchomieniu nowej gry, będzie… gadająca głowa na czarnym tle, która wprowadza nas w świat i wyjaśnia, o co chodzi w fabule. To jawny ukłon w stronę Ultimy Underworld i może pochwaliłbym to mrugnięcie okiem, gdyby nie pewien problem. Tam ów duch pojawiał się dosłownie na kilka sekund, a po nim widzieliśmy już normalną animację wprowadzającą. Dwadzieścia sześć lat później, przy Underworld Ascendant, autorzy najwyraźniej nie mogli już pozwolić sobie na taki nowatorski zabieg. No nic, przynajmniej trafiamy do lokacji, która nazywa się tak samo – Stygijskiej Otchłani.

Tylko że to nie jest Stygian Abyss z Ultimy… Właściwie nic tu nie jest z Ultimy! W momencie pisania tej recenzji Underworld Ascendant ma na Steamie w większości negatywne opinie. Cytując jednego z polskich internetowych memów: „Matko Bosko, co to się stanęło?”. Nie wierzę, by swój udział przy produkcji tej gry mieli weterani branży! Nie rozumiem, na co poszły te wszystkie pieniądze, a na domiar tego nie jestem w stanie pojąć, iż nikt w studiu w pewnym momencie nie zauważył tego, że kompletnie nie robią takiego duchowego następcy, jakiego pierwotnie obiecali zrobić.

I to widać już od samego początku! Pal licho ten brak ładnego wprowadzenia, może zostawili to na sam koniec developingu i skończyły im się środki, wybaczamy. Początkowe odpalanie gry trwało jednak tak długo, że nie wiedziałem, czy w ogóle dojdzie ono do skutku. Serio, zdążyłem w tym czasie rozwiesić pranie. Później nie jest wcale lepiej, bo w podobnie okropnym stylu wczytuje się dosłownie każda nowa lokacja. Aż naszły mnie flashbacki z początkowego loadingu Gothica 3 w 2006 roku. Czy ktoś to w ogóle testował i spróbował zoptymalizować?

Mam jednak pewne pocieszenie – lokacji w tej grze jest tylko siedem. Tak, SIEDEM! W rasowym dungeon crawlerze, na jakiego Underworld Ascendant podobno aspiruje. Na dodatek nie są one ze sobą w żaden sposób połączone i dostajemy się do nich za pomocą portalów po wzięciu odpowiedniej misji. Hej, to wcale nie koniec! Wiecie, w jaki sposób bierzemy te zadania? Nie przez rozmowy z NPC, oj nie. Bierzemy misje z tablicy ogłoszeń. Najlepsze jest to, że możemy zabrać tylko jedną (!) misję na raz, więc nici z zapełniania dzienniczka i odhaczania celów na danej lokacji. Musisz się do nich ciągle wracać.

A w momencie powrotu są one resetowane, więc zarówno przeciwnicy, jak i loot pojawiają się na nowo. Jedno, wielkie WTF! Żeby te questy były jeszcze tego godne… Absolutnie każde, ale to każde zadanie w Underworld Ascendant to chamski fetch quest z rodzaju: „znajdź przedmiot lub coś zabij”. Reasumując, pojedynczo wykonujemy te same zadania na tych samych mapach. Już mniejsza, gdyby tak wyglądały tylko zadania opcjonalne, ale nawet główne to ciągle wałkowany ten sam schemat.

Różnica w nich jest tylko taka, że mają jakąś tam fabułę. Pewne dialogi i lore świata, ale są one tak miałkie, że na dobrą sprawę mogłoby ich w ogóle nie być. Och nie, wielkie zło się przebudziło, idź je zniszczyć. Aha, i przedtem zbierz kilka kluczy, które pozwolą ci otworzyć przejście do jego siedziby. Tak, nawet główny cel jest tu jednym, wielkim fetch questem! Pieniądze na scenarzystów i projektantów zadań? Najwyraźniej przehulane!

Nie obijali się jednak graficy, bo mimo wszystko lokacje te są naprawdę ładne. Tak, w sieci znajdziemy mnóstwo narzekania na poziom grafiki w Underworld Ascendant, ale ja zaliczam się jednak do tych osób, którym oprawa w tym tytule się spodobała. Może nie dzięki jakości tekstur, ale poprzez sam styl. Wodospady lawy, misterne budowle, bogata ornamentyka i podziemna roślinność wyglądają fajnie i budują unikalny klimat w odwiedzanych przez gracza lokacjach. Pomimo pewnych niedociągnięć, to jeden z plusów w produkcji OtherSide.

Ale na jakiś czas tych zalet na razie tyle. O ile pierwsze lokacje są dopracowane i działają płynnie, to kolejne (począwszy gdzieś tak od czwartej), to najzwyklejszy w świecie niezoptymalizowany bubel. Naprawdę, im dalej w grze, tym gorzej. Spadki płynności to norma, a od pewnego momentu gra w danej lokacji chodziła mi tylko w 14 klatkach na sekundę. Albo twórcy sądzili, że nikt nie dojdzie do tego momentu i mogą sobie olać, albo silnik nie wyrobił po mojej próbie postawienia na sobie trzech beczek. Jednakże najgorsze jest wcale nie to – w niektórych miejscach możemy wlecieć pod tekstury lub się zaciąć.

W takich momentach pozostaje tylko wczytać grę. Jeszcze tego nie powiedziałem, chociaż oczywiście można się tego domyślać, ale system zapisu to równie wielka kpina. Podczas robienia ręcznych sejwów, zapisuje się tylko stan twojego ekwipunku, nie progres levelu, czy miejsce, w którym stoisz. Po wczytaniu musisz więc powtarzać poziom jeszcze raz, tylko że zyskujesz darmowego cheata na podwójne itemki, bo wszystko to, co podniosłeś, jest zarówno w twoim EQ, jak i skrzynkach na mapie. Żeby nie było, punkty odrodzenia po śmierci stawiamy sobie sami poprzez sadzenie magicznych drzewek, więc nie jest aż tak źle. Jeśli jednak chcemy z jakiegoś powodu grę wczytać – lądujemy na samym początku poziomu.

A po tej fali narzekania, zdałem sobie sprawę, że nie powiedziałem jeszcze, jak w ogóle się w to gra. Jak już to ująłem wcześniej – to nie jest Ultima Underworld, a sama rozgrywka przypomina raczej biednie skopiowane przemierzanie lochów ze Skyrima, niż stareńkie dungeon crawlery. I jeśli kompletnie nie oczekuje się po tej grze Ultimy, to taki system wbrew pozorom może dawać jakąś przyjemność z obcowania.

Na pochwałę zasługuje na pewno zastosowana tu ciekawa manipulacja przedmiotami. Zbijając butelkę z wodą nad źródłem ognia, możemy go zgasić. Gdy zaś podstawimy jakiś drewniany przedmiot pod płomienie, ten się zapali. Kiedy przeniesiemy go później do innej drewnianej konstrukcji, np. drzwi, do których nie mamy klucza, ogień się po chwili przemieści, sfajczy przeszkodę i odblokujemy dzięki temu sekretne przejście. Ba, możemy nawet podpalić strzałę podczas naciągania i ją wystrzelić!

I robi to wrażenie, jest super, ale koniec końców to zwykła pierdoła, którą pobawimy się przez pierwsze trzydzieści minut i odstawimy w kąt. A twórcy skupili się właśnie na takich nieistotnych rzeczach, jak np. to, że stojący obok ognia przeciwnik się poparzy i będzie odnosił obrażenia lub wizualizacja pierścieni noszonych na palcu bohatera. Zamiast marnować siły na te elementy, mogli oni pomyśleć raczej nad trzonem zabawy – samą rozgrywką.

Underworld Ascendant to gra RPG, jednak zastosowane tu systemy są tak dziwne, że dawno nie miałem do czynienia z czymś podobnym w mojej historii RPGowego gracza. Ascendant o niczym nie mówi, nie ma tu statystyk! No… są, ale nie widzimy ich na przedmiotach. Skąd mam wiedzieć, co jest lepsze? Czy coś opłaca się sprzedać, czy może lepiej zachować? Trudno zorientować się, ile zadaję obrażeń przeciwnikom (brak pasków życia to druga kwestia). Jak mam porównać jakieś itemki w np. sklepie, gdy nie mają one przedstawionych statów?! Jedynie kierując się nazwą i ceną? Zakładając, że coś droższego staje się automatycznie lepsze?

No i sam loot jest totalnie nieekscytujący. Wyobraźcie sobie wielkie, bogate skrzynie ukryte w sekretnej lokacji, które otwierają się z taką pompą, że niemal nie sypie się wokół confetti. W środku zaś, w samym rogu, ledwo widoczny leży malutki mieszek z czterema monetami. Albo kość lub jakieś jedzenie, które może nas równie dobrze otruć. I tak przy większości skrzyń! Czasem jedynie trafi się jakiś element ekwipunku, ale i tak nie wiemy, co on nam w ogóle daje. No i runy, które działają w pewnym stopniu podobnie do tych z Ultimy, tylko ciągłe zmienianie ich kombinacji na tyle utrudnia grę, że jedynym spellem, z którego korzystałem, było tak naprawdę leczenie.

Chociaż sama walka do najlepszych tu nie należy, wykreowałem swoją postać na wojownika. Underworld Ascendant w tej kwestii akurat jest całkiem nieźle zrobiony, gdyż swojego bohatera możemy rozwijać w trzech różnych ścieżkach – wojownika, maga i skrytobójcy. I tu umiejętności nie są tylko punkcikami, faktycznie zwiększają to, co dzieje się na ekranie. Bohater szybciej biega, skacze na większe odległości, inaczej macha mieczem. Szkoda tylko, że właściwie nie wiem, za co i kiedy przybywają mi punkty umiejętności do wydania, bo gra nie ma żadnego systemu XP. W teorii nagradza za styl, w jaki gramy i podsumowuje to po skończeniu poziomu, ale co się na to składa? Nie wiem.

I fraza „nie wiem” to chyba odpowiednie słowo, które określa tę produkcję. Nie wiem, co deweloperzy mieli w głowach przy tworzeniu Underworld Ascendant! Pamiętacie, że da się tu zapaść pomiędzy obiekty, co skutkuje wczytaniem gry, czyli de facto zaczynaniem poziomu od nowa? Nie skończyłem tej produkcji, przyznaję się. Moja pozornie anielska cierpliwość skończyła się, gdy po raz któryś z kolei zaciąłem się pod teksturami. Jeśli ktoś więc oczekiwał następcy Ultimy Underworld, to się doszczętnie zawiedzie. Inni? Jakąś szczątkową przyjemność może ta gra zapewnić, ale mamy tak wiele lepszych dzieł, że zwyczajnie szkoda sobie na nią tracić czasu. A wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? OtherSide Entertainment produkuje właśnie System Shocka 3…

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Ładny dla oka styl graficzny
  • Ciekawa manipulacja przedmiotami
  • Względnie dobry system rozwoju postaci

Minusy

  • Ciągłe odwiedzanie tych samych lokacji
  • Elementy RPG skopane po całości
  • System zapisu to kpina!
  • Karygodny stan techniczny
5

Autor: Robert Chełstowski

Dyskusja

Komentarzy ( 1 )

  1. raistand (@raistand) pisze:

    Nie spodziewałem się takiego efektu końcowego. :/

Dodaj komentarz

TWEETS

Wesołe Święta we Frostpunk? Dodatek zatytułowany Opowieść Wigilijna jest już dostępny https://t.co/h06k2U6fza https://t.co/k3avucCMcJ
Sheltered – indyk w postapokaliptycznych klimatach już dostępny https://t.co/N18hrzkdTb https://t.co/OLZxu63xHa

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch