Truberbrook

Ocenił dnia


Truberbrook – recenzja

Dla profesora Hansa Tannhausera wyjazd do niemieckiej mieściny Truberbrook był niczym wygrana na loterii. Dosłownie. Bo choć fizyk nie przypominał sobie, by w jakiejkolwiek brał kiedyś udział, pewnego pięknego ranka w słonecznej Ameryce, listonosz przyniósł mu przesyłkę wprost z jego rodzinnego RFN. W nim zaś znalazły się gratulacje wygranej i uroczyste zaproszenie do kurortu na posezonowe wakacje.

I choć doktorantowi nie paliło się przemierzyć pół świata, by najpewniej ostatecznie przekonać się, iż wygrana będzie zwykłą pomyłką lub żartem, w końcu się na to zdecydował. Pewien udział oczywiście miała w tym jego rodzina i ich gorące prośby, by nie odmawiał losowi i ruszył w podróż do kraju ich przodków. Głównym bodźcem dla Tannhausera byli jednak nie oni, a praca. Zniechęcony postanowił ostatecznie zabrać do spokojnego Truberbrook swoje notatki i korzystając z urlopu, uwieńczyć ostatnią kropką swoje badania nad fizyką kwantową.

W tym momencie wkraczamy my – gracze. I wraz z Hansem Tannhauserem stawiamy pierwsze kroki w niemieckim Truberbrooku u schyłku lat sześćdziesiątych. Ku największemu zdziwieniu, wygrana okazuje się prawdą i na naukowca rzeczywiście czeka pokoik w miejscowym hotelu. Szybko przekonujemy się jednak, że fizyk trafił niemalże na koniec świata. W posezonowym okresie autobusy kursują tu co dwa tygodnie, a sama mieścina nie oferuje zbyt wielu atrakcji dla turystów. Cóż, praca naukowa się sama nie napisze.

Wtem! Już pierwszej nocy dzieje się coś, co zaburza przewidywany spokój. Hansa Tannhausera ze snu zbudza zamieszanie w jego pokoju – ktoś zamierza go okraść! Zauważony złodziej pospiesznie ucieka z miejsca zbrodni, zabierając ze sobą nie kosztowności, ubrania, czy cokolwiek innego, a… tak, notatki z fizyki kwantowej… Zrozpaczony i wściekły zarazem, Tannhauser postanawia ruszyć jego śladem. Nie mogąc liczyć na pomoc oddalonej o lata świetlne od Truberbrooku policji, wchodzi w mały sojusz z antropolożką Gretchen. Czyżby w sprawę były zamieszane prastare, protogermańskie duchy?

Zostawmy już jednak ten wątek w spokoju. O tym, kto stał za kradzieżą notatek Tannhausera, a także o tym, czy naukowiec ostatecznie zdoła ukończyć swoją pracę, dowiecie się już z reszty opowieści przedstawionej w Truberbrook. Czy warto? Choć ta z pozoru nieciekawa mieścina położona jest na niemieckim odludziu, ma w sobie coś, co może zachwycić turystów, którzy zdecydowali się na jej odwiedzenie. Klimat i widoki.

Położone w górach Truberbrook zachwyca krajobrazem. Tym, co powoduje, że scenerie są tu tak piękne, jest użyta przy tworzeniu grafiki technika fotogrametrii. To trochę jak w The Neverhood, tyle że bez plasteliny. Każda lokacja w grze, każde tło itd. powstawało najpierw jako istniejąca w świecie rzeczywistym makieta, która po dopracowaniu była skanowana do gry w najwyższej jakości. Ze strony autorów z btf GmbH była to podwójna, a nawet potrójna praca, ale takowa jak najbardziej się opłaciła.

Screeny przez lekką kompresję nie oddadzą w stu procentach tego, jak oprawa Truberbrook wygląda „w ruchu”. W połączeniu z muzyką, celowo trochę monotematyczną, niemiecka mieścina z 1967 roku wręcz emanuje apatyczną, ospałą atmosferą, która potrafi przymulić w pozytywny sposób. Wiecie, to trochę takie uczucie, jak czytanie rozwlekłej książki, która momentami przynudza, i przy której zdarzyło się wam nawet zasnąć, ale mimo wszystko wracacie do niej za każdym razem, bo ma w sobie coś magicznego. I ten efekt Truberbrook odzwierciedla świetnie.

No… przynajmniej w pierwszej połowie. Niestety, od pewnego momentu ma się wrażenie, że końcówka fabuły została ostro popędzona. Na domiar tego diametralnie zmienia się wówczas klimat gry, co rzutuje na jej odbiór w tych właśnie momentach opowieści. Gdyby tytuł w całości był utrzymany w tonie początku i skupiał się na robieniu tej specyficznej „dziwności” rodem z Twin Peaks, tyle że po niemiecku, to mielibyśmy przed sobą cudo. Ba, nie obraziłbym się, nawet gdyby cała gra miała taki spokojny, senny i przymulający odbiorcę klimat, o którym pisałem chwilę wcześniej.

Pewnie, sporo osób by to odrzuciło, ale lubiący ten typ narracji dostaliby perełkę. Pewien etap w sanatorium przez chwilę przyniósł mi nawet na myśl Czarodziejską Górę Tomasza Manna. Właściwie przez jego wystrój z dawnych lat i umiejscowienie w górach, aniżeli przez mające tam miejsce wydarzenia. Mimo wszystko jednak skojarzenie to było pozytywne. A wraz z głównym twistem wszystko zmienia się diametralnie i staje się po prostu średnie. O ile pierwsze rozdziały mają dobrze zbudowane tempo i przez swoje spokojne wprowadzenie zaciekawiają odbiorcę, tak końcówka to właściwie backtracking i puff, koniec. Motywacje postaci stają się słabe, a główny zły już w ogóle okazuje się porażką. Serio, jeden z gorszych przeciwników w dziejach przygodówek.

Efekt „przyspieszonej końcówki” wywołuje zresztą nie tylko fabuła. Pod koniec twórcy zasypują nas łażeniem z lokacji do lokacji, by załatwić w nich tylko jedną rzecz i wrócić. Na dodatek w zagadki wkrada się nielogiczność. W tym momencie niektóre łamigłówki wymagają nie tyle użycia logiki, co wpadnięcia na tok myślenia autorów. Przykłady? Możemy przywołać gwizdkiem ptaki na dzikie wysypisko śmieci, by dziobały tamtejsze odpadki. Dzięki temu najedzone ptaki, będąc cięższe, mają przeciążyć jeden przedmiot, by ten spadł z dachu. Wszystko jasne i w miarę logiczne w konwencji świata przedstawionego, tak? Nie! Ptaki będą cięższe, gdy damy im OKRUSZKI z bułki, niż żerując na połaciach odpadków.

Są także niespójności narracyjne. W pewnym momencie moja postać musi zapamiętać ciąg 30 cyfr. Oczywiście każdy rozsądny gracz przepisze je sobie na kartkę lub cyknie fotkę ekranu telefonem, ale Tannhauser nie ma już takiej możliwości. No ja wiem, że to fizyk, umysł ścisły i tak dalej, ale zapamiętać 30 cyfr w kilka sekund? Albo sytuacja, w której moja postać musi zapalić palnik gazowy. Okej, nic prostszego, w końcu Tannhauser pali papierosy, więc zapalniczkę nosi zawsze przy sobie. Nie! Musimy latać po wiosce i szukać źródła ognia, mimo tego, że postać kilka chwil wcześniej dwukrotnie zapala fajka razy podczas długiego dialogu i było to podkreślone stosowną animacją. Tannhauser zapalniczki nie użyje i już. Bo tak, zapomniał. A raczej autorzy zapomnieli lub zaszedł błąd w komunikacji ludzi odpowiedzialnych za fabułę i gameplay.

Mimo wszystko, to tylko pojedyncze przypadki, a przez większość gry zagadki są zrobione naprawdę dobrze. Truberbrook to przykład klasycznego point & clicka, do którego dodano kilka elementów znanych z wielu współczesnych przedstawicieli gatunku, ułatwiających wejście nowym graczom i uprzyjemniających kontakt z tego typu produkcjami. Możemy tu podświetlać aktywne przedmioty. Ograniczono też kombinowanie z ekwipunkiem. Choć wszystkie itemy zbieramy do plecaka, możliwość ich użycia pojawia się dopiero w określonych momentach.

Nie możemy też każdej rzeczy próbować połączyć z każdą, gdyż gra robi to automatycznie podczas ich używania. Trochę jak w grach HOPA, gdzie należy zebrać itemki A, B i C, by przejść zagadkę. Nie musimy pamiętać, jak co połączyć, a także czego użyć w jakim momencie. Oczywiście to nie jest tak, że mamy tylko jeden przedmiot do wyboru, więc pewien element metody prób i błędów się tu znajduje, ale został ograniczony do bardziej zjadliwej dla wielu formy.

I to właściwie tyle. Przyznaję się, mam lekki problem z oceną Truberbrook. Pierwsza połowa gry jest świetna, klimat niemieckiej mieściny wciągnął mnie na dobre, a fabuła zaciekawiła do dalszego odkrywania. Końcówka zaś jest tego totalnym przeciwieństwem i zwyczajnie rozczarowuje w zestawieniu z obiecującym startem. Mimo wszystko jako całokształt dzieło btf to solidny tytuł. W ciągu pięciu i pół godziny potrzebnych na jego ukończenie przez większość czasu bawiłem się przecież naprawdę nieźle. A za ogrom prac włożonych w cudowną oprawę graficzną, gotów jestem lekko naciągnąć notę w górę.

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Cudowna oprawa graficzna
  • Spokojne wprowadzenie
  • Rozgrywka w pierwszej połowie

Minusy

  • Jakościowy spadek w końcówce
  • Nielogiczności wymienione w tekście
8

Autor: Robert Chełstowski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch

POLECAMY

Łowcy Trofeów