Torment: Tides of Numenera

Ocenił dnia
close [x]


Torment Tides of Numenera – recenzja

Po siedemnastu latach marka Torment wraca dzięki inXile entertainment i kickstarterowej kampanii, w której uzbierano ponad cztery miliony dolarów. Raczej nie trzeba było się martwić o to czy gra wyjdzie, ponieważ już wcześniej dostarczyli dobre Wasteland 2, które choć było niedopracowane, to sprawiało mnóstwo frajdy. Torment Tides of Numenera wydaje się być kolejnym krokiem w rozwoju inXile. Produkcja wciąga, jest skondensowana, a przede wszystkim nie stwarza najmniejszych problemów od strony technicznej.

Akcja rozgrywa się w dalekiej przyszłości na planecie Ziemia nazywanej Dziewiątym Światem. W ciągu milionów lat wzrastały i upadały kolejne cywilizacje, a obecny świat wygląda niczym połączenie średniowiecza i science fiction. Magia jest dziedziną nauki, której jeszcze nie udało się wystarczająco zbadać. Nie przeszkadzało to jednak pewnemu śmiałkowi, by w tajemniczy sposób z jej wykorzystaniem znaleźć sposób na nieśmiertelność. Nazywa się on Panem Wcieleń i co kilkanaście lat znajduje nowe naczynie na swoją świadomość, pozostawiając przy tym ostatnie wykorzystane ciało za sobą. Tak właśnie zaczyna się historia w Torment Tides of Numenera, dotycząca Ostatniego Porzuconego.

Czy też Ostatniej Porzuconej, ponieważ płeć bohatera jest opcjonalna, ale jest to jedyna decyzja kształtująca wygląd naszej postaci. Cała reszta dotyczy charakteru i umiejętności z jakimi rozpocznie się nasza przygoda. Przechodzimy przez kilka historii, które są niejako wspomnieniami bohatera, a naszym zadaniem jest przypomnieć sobie jak byśmy w danej sytuacji postąpili. Początkowo myślałem, że jest to wiążące, nawet raz włączyłem ponownie Torment Tides of Numenera, by móc ponownie zdecydować, ale potem się okazało, że i tak można bezpośrednio dokonać zmian. Do wyboru jest przede wszystkim typ postaci, którego podział jest podobny do klasycznego (glewia – wojownik, szelma – łotrzyk, mówca, nano – mag) oraz cecha przewodnia, która definiuje z jakimi zdolnościami zaczynamy.

Poza tym mamy do rozdysponowania punkty w paru dziedzinach, co będziemy mogli też robić przy zdobywaniu kolejnych poziomów, z których najwyższym jest czwarty. Najczęściej oczywiście będziemy zwracać uwagę na pulę punktów siły, szybkości i intelektu. Korzystamy z nich niemalże na każdym kroku, ponieważ każda akcja wykorzystująca nasze zdolności czy też umiejętności, nawet te bojowe je . Przy rozmowach przeważnie będziemy skupiać się na inteligencji, by móc sprawnie oszukiwać, umiejętnie korzystać z perswazji czy chwalić się wiedzą. Siła i szybkość najczęściej się przydaje w czasie walk, ale zwinne ręce czy też rozwalenie też je wykorzystują. W trakcie różnych akcji tego typu dochodzi do rzutu, podczas którego mamy określoną szansę na sukces. Można sobie dopomóc wykorzystując więcej z punktów z odpowiedniej puli, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że dość często musimy z nich korzystać i ich liczba nie jest nieograniczona, a przywrócić je do maksymalnego stanu możemy jedynie za pomocą pewnych przedmiotów, umiejętności albo po znalezieniu odpowiedniego miejsca do spania, co przeważnie musimy opłacić odpowiednią liczbą błyszków, czyli waluty obowiązującej w Dziewiątym Świecie.

Gdy już postać będzie gotowa, to pora odzyskać przytomność i rozpocząć przygodę życia Ostatniej Porzuconej. Już na samym początku natrafiamy na dwie postaci, które zaciekawione naszą genezą, chcą nam pomóc i stają się pierwszymi towarzyszami. Celem jest dowiedzenie się czegoś swojej przeszłości, a także swego „ojca” oraz jak poradzić sobie z tajemniczym monstrum – Rozpaczą, która stara się pozbyć wszystkich Porzuconych z niewiadomego powodu. Fabuła jest wciągająca, a także rozbudowana, choć nie skomplikowana. Zakończenia są w miarę satysfakcjonujące, choć raczej bez fajerwerków, ale jest pewien problem, przynajmniej dla niektórych, a jednocześnie zaleta produkcji z gatunku cRPG – dużo czytania. Na pewno nie wszyscy będą mieli na tyle cierpliwości i chęci, by poświęcić czas na ściany tekstu. W Torment Tides of Numenera nie jesteśmy trzymani za rączkę do każdego miejsca, wszystko musimy sami odkryć, ale na szczęście wszystko co ważniejsze jest zapisywane w dzienniku, więc powrót do misji przyjętej znacznie parę, a nawet kilka godzin wcześniej nie stanowi większego problemu.

Jedną z informacji serwowaną przez twórców było, że Torment Tides of Numenera da się przejść bez korzystania jakichkolwiek broni, a nawet pięści i właśnie tak grałem. Choć co jakiś czas przytrafiały się kryzysy, czyli chwile, w których gra zamieniała się w produkcję turową, to i je na ogół rozwiązywałem przez bardziej dyplomatyczne środki… zastraszenie też się do tego zalicza. Jedynie parę razy zdarzyło mi się rzeczywiście walczyć i to jedynie dlatego, że dokonałem złego wyboru podczas konwersacji (a tych potrafi być kilka przy każdym pytaniu). Muszę przyznać, że walczyło się nieźle, choć poziom trudności jest dość wysoki. Tak więc miłośnicy siłowych rozwiązań mogą się ostro napocić.

Śmierć w Torment Tides of Numenera nie kończy naszych zmagań. Nasi towarzysze nie giną, jedynie tracą przytomność, ale gdy Ostatnia Porzucona traci ostatni punkt zdrowia to przenosi się do Labiryntu, czyli trafia w tajemnicze miejsce, które jest elementem jej umysłu. Właśnie to miejsce jest atakowane przez Rozpacz, a także w nim się otwierają pewne ścieżki i połączenia z postaciami przez wykonywanie pewnych misji. Ciężko coś więcej powiedzieć na ten temat nie odkrywając zbyt wiele, ale zdecydowanie warto co jakiś czas ginąć i początkowo uznawałem to za zbyt trudne, ale potem się okazało, że jest wiele sposobów na trafienie do Labiryntu, wystarczy poszukać.

Poziom trudności jest dobrze wyważony, a rozgrywka jest skondensowana, wciąga, ale niestety Torment Tides od Numenera nie trwa zbyt długo. Starałem się wykonać większość zadań pobocznych (nie wszystkie się dało poznać ze względu na to, że niektóre wybory zamykają pewne furtki), które były naprawdę różnorodne i można było je realizować na kilka sposobów. Jednak mimo to rozgrywka trwała dwadzieścia godzin, co w tego typu produkcjach nie jest sporym osiągnięciem. Jak na cRPG to naprawdę mało, ale z drugiej strony można by było tę grę kończyć wielokrotnie, sprawdzając jak decyzje, inne od tych popełnionych za pierwszym razem, wpłyną na bieg zdarzeń. Jeśli tak na to spojrzymy, to pod względem długości rozgrywki jest całkiem nieźle.

Co do otaczających nas postaci, a dokładniej towarzyszy, możemy mieć ich w drużynie maksymalnie trzech. Podczas rozgrywki napotkamy sześciu śmiałków, którzy chcieliby się do nas przyłączyć, o ile będziemy umieli do nich dotrzeć. Początkowo miało być takich postaci więcej, ale inXile coś nie wyszło i musieli ograniczyć tę liczbę na premierę i zostanie ona uzupełniona dopiero w jednym z dodatków. Nie zważając na to mogę stwierdzić, że przy obecnej zawartości, wykonali kawał świetnej roboty, ponieważ każdy z towarzyszy jest na swój sposób specyficzny i godny bliższego poznania.

Warto jeszcze wspomnieć o dwóch ważnych elementach, które dotyczą Torment Tides of Numenera i są zawarte w tytule, a mianowicie chodzi o Nurty oraz Numenery. Nurty są siłami przeszywającymi cały świat, a szczególnie Porzuconych, ich wykorzystanie na pewnym etapie może ułatwić parę spraw, ale nie jest to obligatoryjne. Są one podzielone na pięć różnych obszarów i w zależności od tego jak postępujemy, to właśnie taki Nurt jest naszym głównym, a od tego zależy jak odbierają nas nasi rozmówcy… podobno. Niestety nie udało mi się zauważyć takiego wpływu, choć możliwe, że istnieje, ale jest naprawdę nieznaczny. Jeśli chodzi o Numenery, to są to pozostałości po poprzednich cywilizacjach, które dzielą się na trzy kategorie (osobliwości – rzadkie obiekty, które dadzą nam wiele błyszków u pobliskiego kupca, artefakty – przedmioty o wyjątkowych właściwościach, a także enigmaty, których zbyt duża liczba wpłynie negatywnie na naszą postać, poza tym są jednorazowego użytku, ale za to, przede wszystkim w walce, mogą wiele zdziałać).

Warto uwagę zwrócić także na polski dubbing, który był naprawdę dobry i każda z osób podkładająca głos wykonała kawał świetnej roboty. Po tych dwudziestu godzinach gry stwierdzam, że nie było o co się martwić pod tym względem i warto włączyć polski dubbing w ustawieniach. Co to ścieżki dźwiękowej ogółem, to była dobrym tłem dla naszych działań, ale nic ponad to. Podobnie mogę ocenić oprawę graficzną, choć w tym przypadku były momenty, gdzie można było się zachwycić miejscami jakie oferował Dziewiąty Świat. Postaci jak to zwykle bywa w cRPG nie były jakoś pięknie wykonane i szczegółowe, ale nie jest to najważniejsze. Nie napotkałem, żadnych wartych odnotowania błędów technicznych czy bugów, pomimo że grałem w Torment: Tides of Numenera jeszcze przed wprowadzeniem premierowej łatki. Na optymalizację też nie narzekałem. Wszystko działało płynnie, choć czasami zdarzały się drobne przycięcia, które były najczęściej zauważalne podczas walk, w których brała większa liczba przeciwników.

InXile entertainment pnie się w górę, o czym świadczy postęp jaki wykonali od czasu premiery Wasteland 2. Co prawda czas rozrywki został skrócony, ale dzięki temu grając w Torment Tides of Numenera ani chwili się nie nudziłem. Rozgrywka jest wciągająca, bohaterowie ciekawi, wyborów masa, a przy tym rzeka tekstu i brak walk, w których jesteśmy zmuszeni uczestniczyć. Co prawda niektóre elementy zostały może zbyt uproszczone, albo mogłyby zostać bardziej dopracowane, ale nie ma gier idealnych. Polecam nowego Tormenta i jednocześnie czekam na kolejne produkcje inXile jakimi mają być The Bard’s Tale oraz Wasteland 3.

Torment Tides of Numenera recenzja – galeria

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Wciągająca fabuła
  • Świetny polski dubbing
  • Masa zróżnicowanych zadań pobocznych
  • Kilka zakończeń
  • Ciekawi towarzysze

Minusy

  • Długość - 20 godzin (o ile nie zamierza się podchodzić do Tormenta jeszcze raz)
  • Błędy, ale nieliczne
8.5

Autor: Dawid Zaleski

Wychowałem się na RPGach, ale nie widzę powodu, by trzymać się tylko jednego gatunku. Jestem fanem dokonywania wyborów i ciężkich starć, choć też lubię zawiesić oko na krajobrazie czy zatracić się w muzyce. Kooperacja? Tak, poproszę. Praise the Sun.

Dyskusja

Komentarzy ( 2 )

  1. rpganonim napisał(a):

    Tormenta już mam i zaraz będę łupać. Gra wygląda średnio, ale fabuła i rozgrywka. Mniammm

  2. Adrian napisał(a):

    Recenzja jak zwykle na najwyższym poziomie. Leci do ulu :)
    Pozdrawiam cieplutko

Dodaj komentarz