Solo

Ocenił dnia


Solo – recenzja

Jeśli trafiłeś tutaj z tego powodu, bo tytuł Solo zasugerował ci jakiekolwiek powiązanie z nadchodzącym filmem ze świata Gwiezdnych Wojen, to nie – gra nie ma nic wspólnego z Hanem Solo. Straciłeś zainteresowanie artykułem? Nic nie szkodzi, ale skoro mamy to już za sobą, to może jeszcze jednak zostaniesz na chwilę i zapoznasz się z resztą recenzji? Nie powiem czy warto, bo omawiana dzisiaj gra niestety nie należy do najlepszych.

Solo to typowe dziecko zbiórek społecznościowych. Wiecie, taki tytuł, który zapowiada się na tyle ambitnie i ciekawie, by zainwestowało w niego sporo osób, a koniec końców okazuje się, że coś nie wyszło. Albo ambicje przerastają twórców, albo po prostu idą oni na łatwiznę. Jak było w przypadku Solo? Nie wiem. Jednakże zadajmy sobie podstawowe pytanie. Co właściwie mogło tu pójść źle?

Najnowsza gra studia Team Gotham zapowiadana była jako gra przygodowo-logiczna mocno nastawiona na introspekcyjne odkrywanie historii miłości pewnego żeglarza, w którego wciela się odbiorca. Przemieszczając się po archipelagach, mieliśmy kontemplować nad meandrami tego skomplikowanego uczucia towarzyszącego ludzkości od wieków. Ależ to zabrzmiało poetycko, czyż nie? W skrócie jednak można to streścić w ten sposób: będą zagadki i będzie opowieść.

I właściwie wszystko to tutaj jest, tyle że jakieś kilka poziomów w dół od tego, czego byśmy finalnie oczekiwali. Cała warstwa logiczna sprowadza się do rozmieszczania bloków, które wytwarzają nam dalszą drogę do celu, a fabuła to… odpowiadanie na pytania totemów stojących na wyspach. Twórcy na początku zachęcają, by wybierać kwestie dialogowe na podstawie własnych życiowych doświadczeń. Ma to według nich wraz z postępem kreować profil miłości gracza, co może przyczynić się do zmian w późniejszej części gry.

Całą rozrywkę da się więc streścić w taki sposób: Żeglujemy na archipelag, łazimy, przesuwamy skrzynki i odpowiadamy totemom na pytania związane z naszym postrzeganiem miłości. Oprócz tego możemy pomagać żyjątkom biegającym po wyspach, pobrzdąkać na gitarze lub strzelić selfika, którym możemy podzielić się na Twitterze. Po co? Nie wiem. Właściwie jedyną czynnością, która w tym tytule daje radę, są zagadki logiczne. Jasne, na początku bywają straszliwie proste i mało zróżnicowane, ale przynajmniej na sam koniec mogą zmusić do myślenia.

Za to największą wadą Solo jest to, czym tę grę reklamowano. To nie jest opowieść o miłości, a szereg pytań, na które wraz z postępem rozgrywki udzielamy odpowiedzi. I to nie dotyczących ambitnych zagadnień, a raczej takich z rodzaju: „Czy czujesz się smutny po utracie bliskiej osoby?”, „Jak tam twoje życie seksualne?”, „Czy po utracie żony mógłbyś związać się z kimś innym?”. Najgorsze jest to, że niektóre z nich są takie, że nie da się odpowiedzieć na nie w jednoznaczny sposób. Najchętniej odparlibyśmy po prostu: „nie wiem, zależy od sytuacji”, a tu się tak nie da. Gra zmusza nas do podejmowania sztucznych wyborów, które kreują nas jako osobę, którą niekoniecznie jesteśmy.

Ale zaraz, to tylko odpowiadanie na pytania. Ma to jakieś konsekwencje, czy możemy bez przeszkód wybierać losowe kwestie? Nie licząc zwierzątek, żeglarz na wyspach nie jest sam, towarzyszy mu bowiem duch jego bliskiej osoby. I Boże… zabierzcie tę kobietę! Nie mogłem poczuć żadnej sympatii do dawnej miłości bohatera. Wiecznie łapała mnie za słówka i czepiała się odpowiedzi, które dawałem totemom. Ja wiem, że to poniekąd miała być imaginacja sumienia protagonisty, ale zamiast zmuszać do refleksji, to tylko denerwuje.

Wkurzać gracza będzie nie tylko ten aspekt, ale również i sterowanie. Oprócz tego, że jest bardzo ubogie i żeglarz nie umie nawet skakać, do szewskiej pasji doprowadza odbiorcę kamera. Od samego startu jest dziwnie odwrócona, co nie pomaga przy rozwiązywaniu zagadek. O ile na początku bloki przesuwamy przy użyciu rąk, tak w pewnym momencie dostajemy magiczną różdżkę, dzięki której możemy wchodzić z nimi w interakcję na odległość. W połączeniu ze sterowaniem potrafi być to problematyczne.

A jest to właściwie jedyny większy rodzaj interakcji, jeśli nie liczmy karmienia zwierzątek. Gra jest nudna i nic się w niej nie dzieje. Zagadki logiczne robią się fajne dopiero pod koniec, pytania totemów mogłyby być równie dobrze czytane głosem Tommiego Wiseau, a muzyka niczym się nie wyróżnia i nawet nie pamiętam, ile było w niej kawałków. Do tego grafice czegoś brakuje i jest wiele gier, które lepiej operowały tym stylem.

Prawdopodobnie nie jestem targetem Solo, o ile ta gra ma jakikolwiek target. Oczekiwałem niezłej przygodówki zahaczającej o tematykę miłosną, jak na przykład To The Moon, a dostałem interaktywną i niekoniecznie trafną pogadankę z psychologiem amatorem. To taka artystyczna gra o niczym, z której zewsząd wieje nudą. Nie sądzę, by mogła jakkolwiek pomóc osobom, które straciły kogoś bliskiego. Już chyba lepiej włączyć DOOMa i porządnie wyładować swoje emocje, bo to przynajmniej coś finalnie przyniesie.

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Warstwa logiczna

Minusy

  • Nudna przez większość rozgrywki
  • Problemy ze sterowaniem
  • Oprawie audiowizualnej czegoś brakuje
  • Zmarnowany potencjał na opowieść
4.5

Autor: Robert Chełstowski

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz

TWEETS

Zapowiedziano Darkest Dungeon 2 https://t.co/Jy99cSCVSY https://t.co/J8NgihC68n
Poznaliśmy datę premiery Age of Wonders: Planetfall https://t.co/Ohzw8ftoTv https://t.co/17hq6lBRBK

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch