Shiness: The Lightning Kingdom

Ocenił dnia


Shiness: The Lightning Kingdom – recenzja

W dzisiejszej recenzji zabieram was do baśniowego świata Mahera, w którym toczy się akcja gry Shiness: The Lightning Kingdom, wyprodukowanej przez studio Enigami. Świata pełnego różnorodnych stworzeń, latających miast, niewyjaśnionych zjawisk i tajemniczych arkanów magii. Krainy, w której dobro zawsze zwycięża zło, nawet jeśli musi zrobić to za pomocą soczystego kopniaka z półobrotu.

Niczym Ash Ketchum

Podobnie jak bohater serii Pokemon, główny bohater Chado i jego przyjaciel Poky, zaczynają swoją przygodę w dość młodym wieku. Nie wiadomo jak się mają sprawy pełnoletności w przypadku ich rasy (Waki, które wyglądem przypominają nieco połączenie myszy z chomikiem), ale na pierwszy rzut oka widać, że są jeszcze dziećmi, które opuszczają rodzinną krainę w pogoni za marzeniami o odkryciu mitycznej „Ziemi Życia” (Lands of Life). Mahera na skutek kataklizmu rozpadła się na wiele pojedynczych latających wysp, które są odpowiednikami krain. Dlatego by opuścić Kimpao, gdzie żyją Waki, nasi bohaterowie potrzebowali statku powietrznego. Z zapałem Chado i inżynierskimi umiejętnościami Poky’ego udało im się takowy skonstruować. Niestety, z pilotażem poszło im trochę gorzej i w efekcie rozbili statek na Gendys, gdzie zaczęła się ich prawdziwa przygoda.

Czy aby na pewno nie uderzyłeś się w głowę?

Po otrząśnięciu się z upadku oczom Chado ukazuje się duch natury, tytułowa Shiness, którą jest w stanie widzieć i słyszeć tylko nasz protagonista. Jak okazuje się z biegiem czasu, nie jest to przypadek, a sam bohater zyskuje miano przywołanego. Duch ostrzega go przed niebezpieczeństwami, potrafi wyczuwać najmniejsze ruchy energii Shi, która na dobre zakorzeniona jest w tym świecie. Nie chciałbym zbytnio spoilerować fabułą gry, gdyż jest to jej najmocniejsza strona, ale pomimo tego, że na pierwszy rzut oka historia może wydawać się nieco dziecinna, to w późniejszych etapach okaże się, że nie wszystko jest tak kolorowe. Nie zabraknie intryg w celu przejęcia władzy, zdrad, zwrotów akcji, ale też przyjaźni pomimo wszystko i poświęcenia dla dobra sprawy. Historia w Shiness: The Lightning Kingdom mimo tego, że opowiedziana prostym językiem, potrafi wciągnąć i aż chce się odkrywać jak potoczą się dalsze losy naszych bohaterów. W trakcie gry napotkamy trzy dodatkowe grywalne postacie. W dużej mierze dzieje się tak za sprawą mangowych wstawek, o których opowiem później.

Co więcej w Shiness: The Lightning Kingdom?

Jak już wspominałem, fabuła stanowiła dla mnie najlepszy element produkcji, gdyż w innych aspektach gra od Enigami nie do końca udźwignęła swój ciężar. Świat, który przyjdzie nam eksplorować jest niezwykle liniowy. Jeśli gra nie chce nas gdzieś wpuścić, to po prostu walniemy w niewidoczną ścianę, która często broni nas nawet przed spadnięciem w przepaść. Fakt, lokacji jest sporo, z unikatowym dla danego miejsca środowiskiem, niestety od razu wiadomo gdzie trzeba biec, a jak pojawi się jakaś drobna odnoga, to na końcu będzie czekać na nas skrzynka z łupem. Przekłada się to na zadania poboczne, których nie ma zbyt wiele i są to raczej kontrakty na pokonanie danego stwora. Chociaż jedna, bardzo krótka „misja” zapadła mi w pamięć, a polegała na sprzątnięciu zwierzęcych odchodów w zamian za przysługę. Taka odrobina „odpoczynku” od ratowania świata. Puzzle i pojawiające się gdzieniegdzie zagadki są niezwykle proste, a mogłoby być nieco trudniej. W końcu Shiness nie jest grą tylko dla dzieci (chociaż polecam ją młodszym graczom). Można by się pokusić o lekkie uproszczenia co do systemu ekwipunku, czyniąc go tym samym bardziej czytelnym i przyjemniejszym do obcowania lub ulepszyć przekombinowany system walki, któremu poświęcę osobny akapit. No i niestety cała masa gliczów i bugów, od latających przedmiotów, przez wpadanie w tekstury, na irytujących błędach podczas walk kończąc.

Z taką ekipą i na koniec świata

Nasza ekipa z biegiem czasu składać może się maksymalnie z pięciu bohaterów (dołączają stopniowo), ale jednocześnie kontrolować możemy tylko trzech. Na szczęście nie trzeba głowić się nad ich doborem, gdyż modyfikacji możemy dokonać w opcjach w dowolnym momencie. Oprócz młodych Waki, do naszej drużyny dołączą przypominający dwunożnego lisa Kayenne, przedstawiciel rasy Shelk oraz ludzie – Rosalya i Askel. Każdy z bohaterów posiada umiejętność specjalną, którą prędzej czy później będziemy musieli wykorzystać, by posunąć fabułę do przodu. Chado może przywoływać kamień uruchamiający przyciski, a Kayenne dzięki telekinezie może poruszać nawet ciężkimi przedmiotami. Oczywiście wszystko dzieje się w momentach wyznaczonych z góry przez grę.

Chuck Norris by się nie powstydził

Po kilku pierwszych starciach byłem pozytywnie nastawiony do systemu pojedynków rodem z rasowych bijatyk. Po wpadnięciu na wroga otacza nas arena i mamy solówkę. W zależności od specjalizacji danego bohatera, możemy walczyć wręcz, przy pomocy magii czy po prostu mieszać dwa style przeplatając kopniak, łokieć, fireball, podbródkowy na fali ognia kończąc. Każda z postaci ma inną animację, szybkość itd. Do tego mamy combosy i ataki ultra, które wymagają dodatkowej energii oraz możliwość parowania, odbijania, kontry czy uników. Naprawdę sporo czasu i miejsca należałoby poświęcić, żeby wszystko szczegółowo opisać, pytanie po co? Ogrom możliwości nijak ma się do zapotrzebowania. Czasami by wygrać wystarczy stać i miotać kulami Shi, a innym razem nie jesteśmy w stanie się wybronić przed serią przeciwnika i kończymy z wyzerowanym paskiem życia. Po użyciu supercombo nagradzani jesteśmy krótkim filmikiem, na którym wyraźnie widać, że wróg zostaje trafiony, a pomimo tego nagminnie zdarzają się sytuacje, gdy te ataki nie zadają żadnych obrażeń. Walcząc na skraju przepaści, możemy zrzucić przeciwnika w otchłań, czasem to go zabije, a czasem wróci na środek areny. Zdarzyła mi się sytuacja, gdy pojawił się komunikat o przegranej, chociaż byłem o tego daleki. Nie rozumiem jaki cel miało komplikowanie systemu walki, ale z pewnością uczyniło go mniej stabilnym. Wystarczyło go ograniczyć i udoskonalić co sprawiłoby, że byłby równy, zacieklejszy i bawił do samego końca gry. Ja po pewnym czasie robiłem co mogłem, by walk unikać lub by kończyć je w najszybszy możliwy sposób.

Oprawa audiowizualna

Oprawę graficzną trzeba podzielić na dwa segmenty: gameplayu i przerywników. Jak pewnie zauważyliście na screenach, grafika w Shiness: The Lightning Kingdom jest komiksowa i silnie inspirowana japońskim anime. Jest trochę kanciasto, ale kolory są żywe, a wszystkie obiekty mają nieco karykaturalną formę. Wygląda to całkiem nieźle i miło jest odkrywać kolejne lokacje i nowe postacie. Podczas przerywników możemy oglądać historię przedstawioną za pomocą kolorowej mangi. Rysunki są bardzo ładne i gdybym mógł to wypełniłbym nimi całą recenzję. Niestety, na minus przemawia praca kamery, która czasem się gubi, szczególnie podczas walk. Zdarzają się sytuacje, w których stracimy postacie z oczu, tracąc chwilowo kontrolę nad grą. Oprawa audio jest przyzwoita i w odpowiedni sposób współgra z tym, co na ekranie. Tam gdzie powinno być dynamiczniej, jest dynamicznej, a podczas spacerowania w malowniczym miejscu sączy się nastrojowa, relaksująca muzyka.

Shiness: The Lightning Kingdom – podsumowanie

Pierwsze kilka godzin z Shiness: The Lightning Kingdom były naprawdę fajnie spędzonym czasem. Jednak z każdą kolejną godziną wady produkcji uwydatniały się mocniej, a niedopracowania stawały irytujące. Dzięki ekipie Enigami dostaliśmy ciekawą historię, świat i bohaterów w klimatycznej oprawie audiowizualnej. Wprowadzenie do tego system walki rodem z bijatyk również było dobrym pomysłem, ale w moim odczuciu wykonanym w przekombinowany sposób. Na koniec zaznaczę, że pomimo iż gra stworzona została pod pady i właśnie ten kontroler jest rekomendowany, to myszka i klawiatura również daje radę. Czy w przyszłości ukaże się druga część przygód Chado i jego przyjaciół? Ciężko powiedzieć, twórcy wykonali ogrom pracy i mają zaplecze w postaci fajnego uniwersum, dobrze byłoby pociągnąć to dalej.

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • Ciekawa fabuła
  • Oprawa graficzna i audio
  • System walki...

Minusy

  • ... który został przekombinowany
  • Zbyt proste puzzle
  • Masa pomniejszych bugów i gliczy
  • Liniowość lokacji
6.5

Autor: Jakub Smolak

Dyskusja

Jeszcze nie ma komentarzy. Skomentuj pierwszy!

Dodaj komentarz