ONRUSH

Ocenił dnia


ONRUSH – recenzja

ONRUSH, najnowsze wyścigi od studia Codemasters opracowane przez byłych pracowników Evolution Studios, choć wyglądają na naprawdę zakręconą kontynuację Motorstorma, już od pierwszych chwil udowadniają, że pierwsze wrażenie bywa zgubne. Znajdziemy tutaj bowiem różne typy pojazdów, w tym motocykle, to fakt, ale na tym główne podobieństwa się kończą. Pod względem mechaniki rozgrywki, ONRUSH to powiew świeżości w gatunku i gra, która podczas ogrywania ze wszystkich dostępnych na rynku produkcji, najbardziej przypomina Overwatcha na kółkach, albo dowolne popularne ostatnimi czasy tytuły z bohaterskiego podgatunku. W najnowszym tytule studia Codemasters to nie specyfikacja techniczna decyduje o tym, czy zwyciężymy, a wybranie klasy, z którą czujemy się najlepiej i jesteśmy w stanie wykrzesać z niej jak najwięcej.

Indywidualizm nie jest tu mile widziany, bo jak to w drużynowych tytułach bywa, jedno słabe ogniwo jest w stanie zniweczyć starania całej drużyny. ONRUSH oferuje aż 8 klas pojazdów, więc nawet najbardziej wybredny, zakręcony, bądź destrukcyjny typ gracza znajdzie coś dla siebie i będzie w stanie pchnąć wynik do przodu i przełożyć się na efektywność zespołu. Masz w sobie cząstkę norweskiego wojownika? Wybierasz Interceptora i wyruszasz na spiralę destrukcji, ładując cios specjalny, likwidując rywali. A może cząstkę litościwej, wspierającej Mercy? Dynamo będzie dla Ciebie wręcz idealny. Poruszając się w pobliżu swoich kompanów, będziesz uzupełniał jego specjalną umiejętność RUSH, która po odpaleniu za pomocą niebieskich strumieni będzie ładować im nitro, które jest najcenniejszą wartością podczas nieustającego pościgu. Jakiego pojazdu byśmy nie wybrali, ciągle musimy mieć świadomość, że to właśnie za pomocą przypisanych unikalnych umiejętności i sposobie ładowania naszego ulta przybliżamy się do zwycięstwa.

ONRUSH jest zręcznościówką inną niż wszystkie także przez tryby, w których przyjdzie nam rywalizować. W tym tytule nie znajdziecie czegoś takiego jak meta i to właśnie przez to indywidualizm nie jest czymś wskazanym. Już rozpoczynając pierwszy wyścig, poznacie tajniki oryginalnego trybu Overdrive, w którym kluczem do zwycięstwa jest jak najczęstsze wykorzystywanie nitra. Skoro musimy zużywać jak najwięcej nitra, by zdobywać punkty, to automatycznie musimy wybrać taki pojazd, którego charakterystyka najbardziej nam odpowiada i będziemy w stanie zdominować drużynę przeciwną. Dróg do zwycięstwa możemy obrać wiele. Nastawiając się na ofensywę i ciągłe takedowny, zdołamy podarować sojusznikom kilka cennych sekund, by nadgonić wynik. Tak jak w tradycyjnych grach multiplayer, killcam i odrodzenie wraz z ponownym wyborem klasy pojazdu zabiera trochę czasu, co często potrafi mieć wręcz zbawienny wpływ na rezultat uzyskany przez drużynę.

Jednak zdecydowanie nie jest to najbardziej zakręcony z trybów. W Overdrive, choć wszystkie chwyty są dozwolone, jest jedynie przystawką przed chociażby Countdown. Drugi z trybów to świetna wariacja tradycyjnego przejeżdżania przez kolejne checkpointowe bramki w celu uzyskania dodatkowych sekund. Wszystko w jego przypadku brzmiałoby dość klasycznie, gdyby nie fakt, że to również jest tryb drużynowy. Dzięki temu działa on trochę na zasadzie Eliminatora z serii Burnout, gdzie liczy się każda sekunda i jedynie destrukcja i pęd jest w stanie nam pomóc. Gdy przez dość ciasne bramki dające dodatkowe sekundy mają przejechać dwie drużyny, łatwo sobie wyobrazić, jakie będą tego skutki. Trochę tak, jakby spuścić dzikie psy za listonoszem. Nikt nie ma litości i każdy robi co w swojej mocy, by zakończyć wyścig zwycięsko.

Ważne więc będzie odpowiednie wybranie klasy pojazdu i ciągłe dostosowywanie się do sytuacji na torze. Jeśli rywale poruszają się niszczycielem w postaci Titana, ładującego RUSH poprzez likwidację innych graczy bądź Chargerem ze wzmocnionym specialem, to wybór motocykla w postaci BLADE albo crossa OUTLAW nie jest zbyt mądrą decyzją. Jednak nie znajdziecie tutaj sytuacji, w której jakiś rodzaj pojazdu stanie się kompletnie bezużyteczny. Wspomniany BLADE ma świetną specjalną umiejętność nazwaną Firewall, która bez problemu wyeliminuje nawet najbardziej upierdliwych przeciwników. Wystarczy, że wyrwiemy się na początek stawki, a specjalny pozostawiany przez nas ślad będzie w stanie nawet po jednym dotknięciu wystrzelić dowolnego rywala w powietrze.

Trzecim z trybów, w którym przyjdzie Wam uczestniczyć, jest Switch, wariacja popularnego Gun Game z Call of Duty, bądź w pewien sposób areny z Mario Karta. Rozgrywkę rozpoczynamy na dowolnych motocyklach, posiadając wyłącznie trzy życia. Każdy nasz zgon równa się ze zmianą pojazdu na inny, należący do dwóch następnych klas, czyli często potężniejszy, co znacząco zaczyna utrudniać zadanie drużynie przeciwnej. Tutaj przestaje już więc dominować czysta współpraca, a wyczucie czasu. Gdy na przykład drużyna przeciwna widocznie się wzmocniła na skutek naszej płynnej rozwałki, warto poświęcić jedno życie, by szybciej przejść do kolejnego etapu starcia. Musimy się głównie trzymać defensywy i jeśli się da, również naszej grupy, by nie dać się zbyt szybko odstrzelić. Jeśli skończą nam się życia, jesteśmy właściwie martwi i do końca rundy gramy wyłącznie ostatnimi klasami pojazdów, celując we wrogich „switchowców” oraz staramy się osłaniać ocalałych z naszego teamu. Drużyna, która pierwsza wypstryka się z żyć, przegrywa. Liczyć się więc będzie spryt i przemyślane zmniejszanie paska życia rywali, który możemy przyrównać do ticketów z chociażby Battlefielda. Jest to zdecydowanie ciekawa odskocznia od pędu Overdrive i rozwałki występującej w Countdown.

Ostatnim z trybów, który znajdziecie w grze, jest Lockdown, czyli mówiąc krótko headquarters. By zdobywać punkty, musimy wjechać w wyznaczone ruchome pole i je przejąć. Im więcej członków naszego zespołu pojawi się w jego zasięgu, tym lepiej. Mogą się w nim oczywiście jednocześnie znaleźć obie drużyny, a wtedy o tym, kto po pięciu sekundach przejmie punkt, decyduje liczba pojazdów danej drużyny znajdująca się w kręgu. Ze wszystkich wymienionych trybów, ten jest zdecydowanie najbardziej nastawiony na kooperację. Gdy nasza drużyna gołym okiem zmaga się w ogóle z dojechaniem do celu, warto uruchomić swój wewnętrzny gniew i postawić na jakiegoś niszczyciela, nawet jeśli za nim nie przepadamy. Wszystkie te oryginalne tryby tworzą wybuchowy koktajl, który przy takiej ilości składników okazuje się naprawdę wyśmienity. Nawet brak tradycyjnych wyścigów, czyli główny zarzut wobec tego tytułu, na który możemy natrafić w sieci, w żaden sposób nie wpływa na frajdę z rozgrywki ani nie czuć, że czegoś tu brakuje. Można nie lubić drużynowego podejścia w grach, co nie zmienia faktu, że nowy zespół Codemasters wszystko dopiął na ostatni guzik i jak abstrakcyjne by się to wszystko nie wydawało, jest to całość, w której zadziałał każdy trybik i łatwo się zachwycić. Nie da się ciągle jechać na oklepanych schematach, więc cieszę się, że ONRUSH wprowadza spory powiew świeżości w gatunku.

ONRUSH przy oferowaniu takiej oryginalności nie byłoby przy okazji tak dobre, gdyby nie naprawdę udany model jazdy. Od pierwszego wyścigu czuć, że mamy do czynienia z grą twórców jednej z lepszych arcade’owych serii z poprzedniej generacji i czymś właśnie na kształt MotorStorma. Czuć ciężar każdego auta bądź motocykla, ale są one wyjątkowo responsywne i nawet poruszanie się najcięższym z pojazdów po wyjątkowo krętych trasach nie sprawia żadnego problemu. O dziwnym, ślizgającym modelu jazdy z DriveCluba nie ma nawet mowy. Turbo także odpowiednio wpływa na sterowność pojazdu, sprawiając wrażenie delikatnego odlotu, nie stając się przy tym nie do opanowania. Twórcom udało się więc zachować balans właściwie pod każdym względem. Nie ważne, jaką klasę pojazdu wybierzemy, zawsze sobie poradzimy na dowolnym torze, a zmiany między nimi, choć odczuwalne, nie są zbyt ogromne. Po NFS Rivals, którego niestety przyszło mi recenzować, zacząłem również zwracać większą uwagę na hamulec ręczny. Ten w ONRUSH na szczęście działa tak, jak powinien i gdy najdzie nas ochota na likwidację przeciwnika po wejściu w drift, będziemy mogli bez problemu wykonać taki manewr. Mała rzecz, a cieszy i udowadnia, że nie trzeba wiele, by stworzyć satysfakcjonującą i przemyślaną rozgrywkę.

Obowiązkowo muszę jeszcze zaznaczyć, że całość jest przy tym niesamowicie efektywna. Poza tradycyjnymi rywalami sterowanymi przez AI lub innymi graczami podczas rozgrywki online na torze porusza się także tak zwane mięso armatnie, fodder, przywodzące na myśl mechanikę z Burnout: Revenge. Dodatkowe pojazdy oznakowane są szaro-białym kolorem, a ich głównym zadaniem jest po prostu zostanie zniszczonym przez innych graczy, w celu ofiarowania im dodatkowego nitro. Jeśli dodacie ten aspekt to wymienionych trybów rozgrywki, specjalnych umiejętności i bycia w ciągłym pędzie, otrzymacie przepiękną symfonię destrukcji. Tory dodatkowo są wypełnione różnego rodzaju wyskoczniami i zakręconymi miejscówkami, Pościgamy się m.in na tamie, w fabryce, a nawet w kanionie, gdzie możemy zrobić rolkę prawie jak w Rollcage i wylądować efektownie na innym graczu. ONRUSH właściwie całymi garściami czerpie także z najlepszych odsłon serii od Criterion Games. Wspomniane już na początku tekstu takedowny wykonywane są z łatwością, w pełnej wersji o wiele sprawniej niż w becie, a zniszczenia z nimi związane przywołują wspomnienia z pięknych czasów PlayStation 2. Gdy rozpędzeni z impetem uderzymy w rywala i go zlikwidujemy, naprawdę nie wiele z niego zostaje.

Nie brakuje takich sytuacji, w których po załączeniu slow motion (tylko w rozgrywce single player) i zbliżeniu na zniszczonego przeciwnika widzimy, że jego auto zostało zgniecione właściwie w pół i wystają tylko kółka z tej nienaruszonej strony. Świetnie prezentują się również zniszczenia po wylądowaniu na dachu przeciwnika, skutkujące K.O albo też destrukcja wspomnianych fodderów. Gdy gromada ciągle je likwiduje, nie dość, że wylatują w powietrze, tworząc wiele efektownych akcji, to jeszcze gubią odłamki, które w ładny sposób uzupełniają chaos i jeszcze bardziej dynamizują rozgrywkę. Wspomnieć warto również o mechanice odwołującej się do samego tytułu, który nie jest bez znaczenia. Podczas rozgrywki nie uda nam się wypaść z samego centrum akcji. Gdy za bardzo oddalimy się od pędzącej gromady, automatycznie zostaniemy do niej przywróceni. Jest to świetna mechanika, która umożliwia czerpanie przyjemności z gry nawet mniej doświadczonym graczom oraz dostarcza mnóstwa emocji, bo dzięki temu po prostu nie da się nudzić. Nie raz poczujecie się, jakbyście grali w odjechany Team Deathmatch na kółkach.

Jeśli natomiast nawet w wyścigach potrzebujecie ‚marchewki’ zachęcającej Was do ciągłego grania, ONRUSH zaoferuje Wam mnóstwo rzeczy do zdobycia. Od 64 wariantów wyglądu dla każdego rodzaju pojazdu, po personalizację kierowcy, emblematy, cieszynki, motocyklowe tricki, tzw. nagrobki wypuszczane po kraksie i wiele więcej. Wszystkie z tych rzeczy możemy uzyskać za grową walutę, jak i loot booksy zdobywane poprzez levelowanie. Zdaje sobie sprawę, że wielu graczy jest już uczulonych na sam dźwięk ‚loot box’, więc uspokajam. Żaden z tych elementów nie ma wpływu na rozgrywkę. Nie ma podziału na lepsze warianty auta, stroje wydłużające czas nitra czy inne bonusy tego typu. Warto jeszcze nadmienić, że choć recenzja może sugerować, że w grze dostępna jest wyłącznie rozgrywka sieciowa, to wcale tak nie jest. Kariera, którą możemy przechodzić sami bądź w sieciowym co-opie, składa się 6 mistrzostw wypełnionych wyścigami oraz wyzwaniami dla każdego z nich na kształt DriveCluba. Dostęp do kolejnych eventów zdobywamy po osiągnięciu odpowiedniej ilości gwiazdek, przy czym do osiągnięcia wymaganej liczby powinny wystarczyć Wam po prostu same zwycięstwa, ale wykonywanie dodatkowych celów na pewno nie zaszkodzi. Jest to idealny tryb przygotowujący do rozgrywki online, ponieważ po wybraniu każdej klasy pojazdu po raz pierwszy poznajemy jej specjalne umiejętności na filmiku instruktażowym, a wiele początkowych eventów umożliwia nam wyłącznie rozgrywkę jedną-dwoma klasami pojazdów, sprawdzając ich opanowanie.

Na zakończenie wzmianka o ścieżce dźwiękowej i oprawie graficznej. Jeśli w przypadku serii Burnout soundtrack sprawiał, że krew zaczynała Wam szybciej płynąć w żyłach, a przy dynamiczniejszych momentach automatycznie ściskaliście mocniej pada, tutaj będzie tak samo. Gatunkowo jest różnie, jednak soundtrack zdecydowanie nastawiony jest na współczesny rock i elektroniczne brzmienia. Oczywiście dynamiczne, wpasowujące się w tytułowy pęd. W kwestii oprawy graficznej mogę powiedzieć tyle, że ONRUSH względem bety doczekał się wielu poprawek, co sugerowałoby, że do otwartych testów został udostępniony starszy build gry. Tytuł zaczął prezentować się tak, jak na zwiastunach, a to zdarza się naprawdę rzadko. Na końcu recenzji znajdziecie bogatą galerię, która powinna to potwierdzić.

Widoki nie raz odruchowo sprawią, że automatycznie załączycie Photo Mode, działający w dowolnym momencie podczas rozgrywki single player, a latające wszędzie odłamki, kurz, osadzające się błoto tylko dopełnią dzieła. W grze znajdziecie również różne pory roku, dnia, a nawet zmienne warunki pogodowe, co dodatkowo podkręca warstwę wizualną. Jest na czym zawiesić oko, a to też jest ważne, nawet jeśli mówimy o dynamicznych wyścigach.

Główne zarzuty, jakie posiadam wobec ONRUSH, to wolne zdobywanie growej waluty, brak split-screena, sporadyczne crashe i problemy z multiplayerem. Gdy po kilku godzinach udało mi się uzyskać 13 tysięcy monet, a najładniejsze i jednocześnie najrzadsze modele pojazdu kosztują 10, to wyraźnie widać, że jesteśmy zdani na łaskę randomowych lootboksów. Z emblematami np. jest podobnie.

Gdy poczujemy chęć zmiany, będziemy musieli wyłożyć od 3 do 5 tysięcy, co jest dość sporą sumą. Taki aspekt da się jednak łatwo naprawić, więc zobaczymy, jak sytucja rozwinie się w nadchodzących tygodniach. To samo w kwestii wspomnianych crashy i rozgrywki sieciowej. Podczas mistrzostw składających się z kilku wyścigów trzy razy zostałem nagle wyrzucony do głównego menu konsoli i musiałem uruchamiać grę od nowa, a w multiplayerze, nawet po drugiej przedpremierowej łatce, podczas rozgrywki pojawiały się sporadyczne lagi i dziwne zachowania pojazdów, w tym nagłe przyśpieszenia po delikatnym uderzeniu. Przez większość czasu da się grać, ale zdecydowanie przyda się jeszcze jedna aktualizacja. Brak split-screena w produkcji tego typu również jest dość bolesny. Idealnie nadawałby się pod wakacyjne spotkania ze znajomymi i chęć wyluzowania przy zręcznościówce przypominającej najlepsze czasy gatunku. Pozostaje liczyć na to, że ONRUSH osiągnie zadowalającą sprzedaż i kiedyś się go doczekamy, bo tworzenie sieciowych drużyn, to nie do końca to samo.

Lag Alert

Recenzja ONRUSH – podsumowanie

ONRUSH przebił wszelkie moje oczekiwania i szczerze mówiąc od wielu, wielu lat nie bawiłem się w pełni arcade’owych wyścigach aż tak dobrze. Ryzykowne podejście do gatunku naprawdę się opłaciło i mam nadzieję, że nowy zespół Codemasters na dobre skupi się wyłącznie na nim. Jeśli jeszcze dzisiaj zostanie udostępniona odpowiednia łatka do trybu sieciowego, będziemy mieli do czynienia ze świetnym tytułem właściwie w każdym calu.

ONRUSH – galeria:

Recenzja PlayStation 4

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli PlayStation 4

Plusy

  • Oryginalne tryby rozgrywki
  • Dynamika i efektywność
  • Podział na klasy pojazdów i unikalne umiejętności
  • Płynne takedowny i zniszczenia
  • Oprawa graficzna
  • Ciągły pęd
  • Tryb single player
  • Wiele opcji personalizacji i dodatkowych wyzwań
  • Zmienne warunki pogodowe i pora dnia
  • Różne pory roku
  • Model jazdy
  • Tryb fotograficzny
  • Brak tradycyjnych wyścigów w żaden sposób nie przeszkadza

Minusy

  • Mozolne zdobywanie growej waluty
  • Brak split-screena
  • Sporadyczne crashe
  • Multiplayer potrzebuje jeszcze jednej aktualizacji
8.5

Autor: Bartosz Zając

Dyskusja

Komentarzy ( 1 )

  1. Anonim napisał(a):

    Wygląda interesująco, ale jestem poważnie rozczarowany, że nie jest to duchowa kontynuacja gry Motorstorm.

    Podziwiam ich za próbę zrobienia czegoś nowego, ale Motorstorm był świetny.

Dodaj komentarz

TWEETS

The Walking Dead: The Final Season - znamy daty premiery wszystkich epizodów - https://t.co/sN6nseMps6 https://t.co/9MnPXEpm73
Battlefield V - jutro zobaczymy oficjalny zwiastun z Gamescom - https://t.co/EbRaskJn0F https://t.co/gL5UR4Q1T0

GAMERWEB

Piszemy o grach, nowoczesnych technologiach oraz wysokobudżetowych produkcjach telewizyjnych. Na łamach portalu znajdziecie liczne newsy, recenzje, informacje o premierach, relacje z targów i imprez gamingowych, a także ciekawe artykuły.

Piszemy o grach na PlayStation 4, Xbox One, PC i Nintendo Switch