Micro Machines: World Series

Ocenił dnia


Micro Machines: World Series – recenzja

Seria Micro Machines, traktująca o wyścigach małych samochodów, długo nie gościła na rynku. Od średnio udanej części V4 minęło blisko 11 lat. W międzyczasie pojawiły się dwie produkcje, które mogły zadowolić fanów serii – tytuł na urządzenia mobilne sprzed roku oraz Toybox Turbos z 2014. Codemasters poszło za ciosem i po upływie kolejnych kilkunastu miesięcy, pora na Micro Machines: World Series. Jednak czy jest to powrót, który chcieliśmy zobaczyć?

Pierwsze rozczarowanie następuje w tym momencie, gdy uświadamiamy sobie, że nowe Micro Machines nie posiada trybu singleplayer. Kampanię dla jednego gracza da się zaprojektować świetnie, co pokazał chociażby ModNation Racers. Co więcej, “tymczasowy” spadkobierca serii, czyli wspomniany Toybox Turbos, takową przygodę posiadał. Micro Machines w tym aspekcie skupia się jedynie na pojedynczych wyścigach z botami i grą z kumplami. Moim zdaniem, to trochę za mało.

Oczywiście jest tryb wieloosobowy, to on zresztą jest najważniejszym ogniwem produkcji. Do wyboru jest kilkanaście samochodzików i kilka trybów rozgrywki. Gracz za każdą grę dostaje punkty doświadczenia i zdobywa kolejne levele. Wraz z nim, odblokowuje bonusy w postaci różnych dodatków (np. skórki), które później może wykorzystać do wyróżnienia swojej maszyny od reszty. W teorii biedy nie ma.

Niestety, grając w najnowsze Micro Machines odczuwa się pustkę w wyborze aut, zwłaszcza mając w pamięci, że część V3 miała ich blisko 30. Nasze samochody różnią się głównie wyglądem i gabarytami, choć prowadzi się je dobrze. Dodatki o których wspominałem to jednak mało znaczący szczegół, a ubogi content wręcz bije po oczach. Trybów wieloosobowych jest kilka – pierwszy to wyścig, czyli klasyka. Kolejne to bitwa, eliminacja i special event. Dla tych, którzy dobiją do 10 poziomu są jeszcze mecze rankingowe. Bitwa jest dosyć ciekawa – gra toczy się na wcale nie dużej mapie, gdzie dwie drużyny po 6 graczy walczą o zajęcie punktów w danym obszarze. Rozgrywka jest co prawda chaotyczna, ale nawet sprawia frajdę. Każdy samochód ma swoje bronie i ataki, co przynajmniej zapewnia jakąś różnorodność.

Zdecydowanie najlepszym pomysłem jest eliminacja – ten tryb ma jednak swoje wady. W dużym skrócie – zasady są takie, że 6 samochodów walczy w każdej rundzie, kto najdłużej wytrwa na torze. Jako, że na trasie co rusz pojawiają się rzeczy, które możemy wykorzystać do zlikwidowania wroga – rundy trwają nawet po kilka sekund. Każdy z graczy posiada pasek – jeśli zajmujesz jedno z trzech pierwszych miejsc w danej rundzie – wydłuża się. Jeśli będziesz na trzech ostatnich pozycjach – skraca się. W zależności od konkretnej pozycji, raz szybciej, raz wolniej. Gdy nikt nie wygra do kilku rund, robi się tzw. dogrywkę. Zasady w rzeczywistości są proste, jednak problemem może być bardzo mocne AI. Poziomu sztucznej inteligencji ustawić się nie da, to oczywiście dobrze, ale komputer często nie wybacza błędów. Wspominałem o 6 autach? Jeszcze nie zdarzyło mi się, bym mierzył się z 5 graczami. Co najwyżej z dwoma, zatem 3 wrogów sterowanych jest przez komputer. Dodatkowo, by wygrać ostatecznie mecz należy przyjechać jako pierwszy. Zatem, jeśli jesteście nawet o jeden krok do wygrania meczu, to nie wystarczy przyjechać jako drugi lub trzeci, gdyż pasek wtedy nam się nie przesunie. Pierwszy i koniec. Tak, dwójka graczy mnie nie dogoniła, ale komputer już tak ;)

Pochwalić Codemasters można za wykonanie poziomów – są świetne pod względem estetycznym (sama grafika to również bardzo dobrze zrobiona robota, muzyka też). Autorzy zadbali o detale, czasem jakieś przeszkody, zwężenia lub alternatywne drogi – jednak mała ilość torów sprawia, że da się je szybko zapamiętać. To niekoniecznie jest złe, ale po prostu znudzenie następuje dosyć szybko.

Niestety ciężko polecić Micro Machines: World Series. Głównie ze względu na bardzo ubogi content, jak również to, że dla mnie World Series to Toybox Turbos po liftingu. Średnio udany, w zasadzie to Micro Machines nadaje się co najwyżej na kanapowe posiadówki z kumplami, ew. na granie 2-3 wyścigów, w ramach odprężenia. Na dłużej nie zasiądziecie, wielka szkoda.

Recenzja PC

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z PC

Plusy

  • śliczna
  • dobra na krótkie partie
  • wiele rzeczy do odblokowania

Minusy

  • choć to i tak kosmetyka
  • brak singleplayera i ogólnie mało znaczącej zawartości
  • w sumie to Toybox Turbos po liftingu i to średnio udanym
6

Autor: Kasjan Nowak