Ghost Recon: Wildlands

Ocenił dnia
close [x]


Ghost Recon: Wildlands – recenzja

Seria Tom Clancy’s Ghost Recon doczekała się dziesiątej odsłony. Twórcą Wildlands jest paryski oddział Ubisoftu, ten sam który odpowiadał za świetną Ghost Recon: Future Soldier. Dzikie ziemie to pierwszy zwiad duchów w otwartym świecie. Gra doczekała się solidnej przebudowy oraz usprawnień dostosowujących gameplay do nowych warunków.

Czterech pancernych i helikopter

Boliwia chyli się ku społecznemu upadkowi. Korupcja pchnęła kraj w objęcia kartelu narkotykowego Santa Blanca. Sprawcą całej sytuacji jest fanatyk religijny cechujący się nieludzką brutalnością o imieniu El Sueno, lider organizacji przestępczej. Jego działania stały się tak jawne, prowokacyjne i bezkarne, że świat nie mógł jedynie się przyglądać. Zamiast otwartej wojny, Państwo w Ameryce Południowej nawiedzają duchy. Elitarna jednostka ma za zadanie wprowadzić zamęt w szerzącym się kokainowym biznesie wszelkimi możliwymi sposobami.

Fabuła Ghost Recon Wildlands kręci się w okół wykonywanych zadań. Głównym celem jest unieszkodliwienie El Sueno. Jednak aby do niego dotrzeć konieczne jest wspinanie się po drabinie przestępczego boliwijskiego półświatka. Przesłuchiwanie wysoko postawionych członków kartelu, uszczerbianie nielegalnych interesów czy zbieranie dokumentacji. To wszystko wydaję się dość powtarzalne, i takie poniekąd jest, ale buduje również świetny klimat.

“. . . Moja cierpliwość skończyła się dwa dni temu, więc gadaj. . . “

Ghost Recon Wildlands to trzecioosobowa gra akcji z elementami rozwoju postaci i masą ekwipunku. Oznaczając zapasy dla zaprzyjaźnionych rebeliantów, zdobywając kolejne poziomy oraz szukając medali zapewniających dodatkowe punkty doświadczenia, będziemy mogli na przykład wydłużyć działanie naszego drona lub zwiększyć odporność protagonisty. Odkąd postawimy stopę na boliwijskiej ziemi, to od nas zależy każdy następny ruch. Do dyspozycji dostajemy podstawowy ekwipunek i naprawdę ogromny teren działań wypełniony na pozór monotonnymi aktywnościami. Mapa podzielona jest na dystrykty, a każdy z nich oferuje szereg misji pobocznych, około 6 misji fabularnych oraz garść mniej lub bardziej przydatnych znajdziek (jak dokumenty uzupełniające fabułę lub nowe rodzaje broni i części do nich). Proces dojścia do bossa każdego z dystryktów jest taki sam. Zaczynamy od zdobycia informacji, które ujawniają nam lokalizacje celów. Wykonujemy kilka zadań przybliżających nas do mini bossa. Ostatecznie szturmujemy lokalizację w której aktualnie się znajduje. Jeśli czytając to naszło was wrażenie że Wildlands to szereg bliźniaczo podobnych misji to zarówno macie rację jak i jesteście w błędzie. Proces faktycznie jest taki sam, za to wykonanie zawsze wygląda inaczej. Do niektórych lokalizacji musimy dolecieć bądź dopłynąć. Przyjdzie nam między innymi infiltrować sporych rozmiarów kasyno co odczuwalnie komplikuje taktykę. To od nas zależy czy zaczniemy od rozpoznania i oznaczenia wrogów i czy zdecydujemy się na cichą eliminację, czy wpadniemy przez bramę z karabinem siejąc kulami na lewo i prawo. Czasami nawet fabuła zaskoczy nas perełkami jak misja, w której musimy ochraniać pewnego mówcę podczas publicznego wystąpienia. Tak więc wykonanie, to coś co bardzo skutecznie urozmaica misje i zabija nudę.

Gra w widoczny sposób konstruowana jest pod zabawę z przyjaciółmi. Można całość przejść samemu w towarzystwie kompanów sterowanych przesz sztuczną inteligencję (z większym naciskiem na SZTUCZNĄ niż INTELIGENCJĘ). Wtedy jednak tracimy sporą część możliwości taktycznych i frajdy jaką one dają. Grając przeważnie z dwoma znajomymi doświadczyłem masy przekomicznych sytuacji oraz rozplanowaliśmy efektywnie niejedno podejście do bardziej wymagających zadań. Grając w towarzystwie SI możemy zapomnieć o dywersji, rozdzieleniu zadań czy inwencji twórczej – a to właśnie jest esencją gry. W zasadzie można śmiało stwierdzić, że to właśnie kooperacja w sporej mierze ratuje ten tytuł. Trochę też dla tego że aktualna generacja konsol kuleje pod względem kooperacyjnych produkcji fabularnych. Sami odpowiedzcie sobie, jak bezcenna jest informacja waszego kumpla kiedy wy czekacie na transport ostrzeliwując się z falami wrogów, że nie, nie przyleci po was bo zahaczył śmigłem o drzewo i spadł, więc teraz musi znaleźć inny środek transportu, ale najpierw trzeba wejść na drogę bo aktualnie jest w środku lasu. Albo spróbujcie wyobrazić sobie drogę do celu, kiedy jeden z was dronem oznacza wrogów i wskazuje, którego aktualnie należy zdjąć aby reszta się nie połapała. Snajper osadza się na punkcie z dobrą widocznością i musi skupić się na eliminacji wskazanych przeciwników, a dwaj pozostali żołnierze zachodzą przybytek z drugiej strony oczyszczając alternatywną stronę ataku. Właśnie takimi działaniami Ghost Recon Wildlands stoi.

Ghost Recon: Wildlands recenzja – lot helikopterem

Co ja paczę?

Graficznie tytuł prezentuje się nader przyjemnie. Sporo poprawek naniesiono na produkt właściwy od zamkniętej i otwartej bety – po których po pewnymi względami mogliśmy się martwić o wykonanie. Widnokrąg jest imponujący, lecąc helikopterem możemy na przykład wyraźnie dostrzec gęsto zalesione górzyste tereny znajdujące się w sporej oddali. Ukształtowanie terenu, mimo iż momentami dość pustawe, prezentuje się nieźle i przede wszystkim różnorodnie. Od gęstych lasów możemy dotrzeć do pustynnych bezludzi oraz zaśnieżonych gór.

Voice acting nie gryzie w uszy, najlepiej wypada agentka dla której pracujemy, której głosu użyczyła Marsha Thomason – czyli Diana Burnwood z hitmana.

Cieszy też fakt, że dopracowano takie elementy jak indywidualne statystyki broni, których jest naprawdę sporo. Odczuć można też indywidualne zachowanie pojazdów w grze, jedne prowadzą się lepiej, inne gorzej, ale za to na przykład nadrabiając prędkością.

Co z tym Ghost Recon: Wildlands?

Duchowy zwiad dzikich ziem to tytuł idealny na zabawę ze znajomymi. Oprawa graficzna cieszy oko, dodatkowo gra posiada możliwość ingerencji w wizerunek naszego żołnierza. Gra dla niektórych może okazać się monotonna, warto jednak dać jej szansę i odbić kilka z kilkunastu terytoriów dla pełniejszego obrazu całości. Tytuł nie jest wolny od pomniejszy błędów, które raczej są powszechne w grach z otwartym światem. Momentami drażnić może też poziom trudności, trzy helikoptery nad głowami na raz to trochę przesada. Generalnie jednak jako tytuł kooperacyjny wypada naprawdę nieźle, za to gra w “singlu” może faktycznie okazać się zbyt monotonna i nieciekawa.

Ghost Recon Wildlands recenzja – galeria

Recenzja PlayStation 4

Recenzja powstała w oparciu o rozgrywkę z konsoli PlayStation 4

Plusy

  • Otwarty teren działań
  • Różnorodne ukształtowanie terenu
  • Kooperacja = szeroki zakres planowania
  • Grafika i pole widzenia

Minusy

  • Pomniejsze błędy
  • Prosta historia pozbawiona emocji
7,5

Autor: Daniel Klos

Co tu dużo pisać. Gram odkąd pamiętam - we wszystko i na wszystkim. Jedyne gatunki jakie umiarkowanie mi podchodzą to sportowe i wyścigowe. Poza grami oglądam sporo filmów, czytam dużo książek. Uwielbiam też aktywność fizyczną.

Dyskusja

Komentarzy ( 3 )

  1. Oskar Polaczek napisał(a):

    No co tu dużo mówić, Wildlands pozamiatało rynek. Gra potrzebowała chwilę żeby ludzie, zaczęli doceniać otrzymany produkt. Pogranie kilku godzin na poziomie “easy” i napisanie recenzji na kolanie było pochopne. Gra jest mocną 9/10 ale Co-op nie jest taki dobry jak prognozowali. Gra cieszy ale przy składzie ludzi z słuchawkami na uszach. Reszta to tylko frustracja, pośpiech i speedrun, zbieram, zrób i nara.
    A moim zdaniem grę się zjada po kawałku. Wtedy gra oddaje to co w niej najlepsze. Mówiąc krótko tyle ile motywacji i fajntazji włożysz – tyle samo gra odda…
    DLC jest porażką ale z drugiej strony na gimbazie zarobić także trzeba, więc kolorowe autka, czapeczki i buciki w opcjach ubioru popychają temat do przodu….

    • Daniel napisał(a):

      Gra nie była ogrywana na easy :) a kolejny teren był odkrywany dopiero po scalakowaniu poprzedniego :) gra sie nieźle, ale monotonia i brak pomysłu bywa męczący, tak samo jak calakowanie terenów pod sam koniec, pominę sens umiejętności ktore rozwijają takie aspekty jak wytrzymałość wozu w którym akurat siedzimy. Gra 9/10 to taka, która mocno zaskakuje pod wieloma względami w porównaniu do innych/podobnych tytułów pod względem mechaniki/pomysłowości/wykonania i przede wszystkim podania – albo chociaż takich ktore prezentują podobne rozwiązania pod względem mechaniki. Przynajmniej moim zdaniem :) krytyka jest dobra, byle była konstruktywna. Grunt to opiniować sie recenzja, ewentualnie zestawiać ja z innymi recenzjami w celu ułatwienia sobie decyzji czy chcemy w dany tytuł zagrac, czy tez nie. 7,5 nie oznacza, ze gra jest niegrywalna i nie warta odpalenia. To nagroda twórców za wykonana prace względem ogólnego rynku gier. Oceny gry nie określa stopnia w jakim dana gra PODOBA sie recenzentowi. To troche tak, jakby najpierw zjeść w restytucji u Amaro i dać daniu 9/10 a potem zjeść u pani Krysi i dać 9/10 za to, ze pani Krysia odda tyle miłości w Daniu ile my jej poświęcimy podczas zamawiania :) a jak jest inaczej to winny jest recenzent, bo nie docenia pani Krysi i za szybko jadł.

    • Tomek Piotrowski napisał(a):

      “Mówiąc krótko tyle ile motywacji i fajntazji włożysz – tyle samo gra odda…” takie frazesy można opowiadać o każdej grze. Jak się człowiek zaprze to da się wmówić, że crap jest najlepszą grą świata. Wystarczy przymknąć oczy i włożyć trochę fantazji i motywacji. Pomijam że gierka 9/10 plus słowa “Reszta to tylko frustracja, pośpiech i speedrun, zbieram, zrób i nara.” nie idą ze sobą w parze. Każdy ma prawo do własnej opinii ale warto też myśleć zanim się coś napisze.

Dodaj komentarz